Bezcenny spokój rodzica

fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe
Rodzice nie szczędzą na produkty zwiększające bezpieczeństwo swoich dzieci. Korzystają na tym firmy oferujące artykuły chroniące najmłodszych. Ale uwaga, konkurencja jest spora, trzeba mocno się wyróżnić.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 2/2020 (53)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Rodzice zawsze chcą dla swoich dzieci tego, co najlepsze. Nie szczędzą więc grosza, aby zapewnić im szczęśliwy i bezpieczny rozwój. Wiatr w żagle branży produktów ochronnych dla dzieci dmucha, bo też jest coraz lepsza sytuacja materialna rodzin spowodowana świadczeniem 500 plus oraz wzrostem wynagrodzeń. Nic więc dziwnego, że nad Wisłą przybywa firm, które starają się zarobić na dostarczaniu bezpiecznych rozwiązań dla maluchów oraz świętego spokoju dla rodziców. 

Jedną z nich jest spółka Smart Kid Belt, która wprowadziła na rynek produkt (o tej samej nazwie) będący alternatywą dla dziecięcych fotelików i podkładek samochodowych. Na jego pomysł wpadł Maciej Łuczak, który przez lata pracował w branży producentów klasycznych fotelików i zajmował się poprawianiem ich parametrów bezpieczeństwa. W końcu stworzył własne rozwiązanie, które eliminuje największe wady fotelików – duży rozmiar, a przez to długotrwały montaż oraz wysoką cenę.

– Ponad połowa zmotoryzowanych rodziców przyznaje, że zdarza im się przewozić dzieci autem bez odpowiedniego urządzenia przytrzymującego. Tłumaczą to tym, że nie stać ich na fotelik, nie chcą tracić czasu, bo jadą blisko lub po prostu zapominają, żeby przepiąć fotelik z jednego samochodu do drugiego. Nasz produkt jest nie tylko kilkakrotnie tańszy niż klasyczny fotelik, ale też zapięcie nim dziecka trwa o wiele krócej. To także dobre rozwiązanie, kiedy podróżujemy np. autokarem czy taksówką, bo nasze urządzenie jest niewielkie i możemy zawsze mieć je przy sobie np. w torebce czy plecaku dziecka – mówi Krzysztof Markowski, przewodniczący rady nadzorczej Smart Kid Belt, i dodaje, że produkt jego firmy po przejściu wymaganych przez prawo testów i homologacji trafił do sprzedaży w 2017 r. – Posiada wszystkie niezbędne certyfikaty bezpieczeństwa (europejski ECE R44 04 oraz amerykański FMVSS 213) pozwalające na zgodne z prawem przewożenie dzieci w pojazdach – podkreśla.

Alternatywa dla fotelika

Czym Smart Kid Belt różni się od klasycznego fotelika? Krzysztof Markowski wyjaśnia, że SKB pozwala dopasować fabrycznie zainstalowane w samochodzie trzypunktowe pasy bezpieczeństwa do wzrostu dziecka i zamontować je tak, by zarówno bark, jak i biodra dziecka były przypięte i zabezpieczone bez ryzyka wysunięcia się w czasie wypadku lub gwałtownego hamowania.

– Jestem ojcem trójki dzieci. Dwoje starszych woziłem w fotelikach, bo nie było innej możliwości. Natomiast moją najmłodszą córkę przewożę w naszym produkcie, bo to na polskim rynku najbezpieczniejsze urządzenie przytrzymujące, o czym świadczą wyniki wykonanych testów bezpieczeństwa. Testy zderzeniowe wykazują, że pasy Smart Kid Belt są o 30 proc. bezpieczniejsze niż większość fotelików – twierdzi Krzysztof Markowski Kid Belt uzyskuje przeciążenia od 26 do 38 G.

Z pasów SKB mogą korzystać dzieci od 4. do 12. roku życia, dlatego jak łatwo się domyślić klientami firmy są głównie rodzice. – Ale nie tylko, bo naszym urządzeniem zainteresowany jest każdy, kto przewozi dzieci. To poza rodzicami także dziadkowie, którzy odbierają dzieci ze szkoły czy firmy transportowe przewożące uczniów oraz korporacje taksówkarskie – wymienia Krzysztof Markowski i podpowiada, że SKB można kupić nie tylko przez internet, ale także na Poczcie Polskiej, na stacjach paliw czy w kioskach.

Podwarszawska firma promuje swój produkt w wielu kanałach; od internetu i mediów społecznościowych przez branżowe targi i publikacje prasowe aż po duże kampanie telewizyjne. Markowski przyznaje, że największym wyzwaniem jest zwiększenie świadomości potencjalnych klientów.

– Wielu klientów wciąż nie wie, że fotelik samochodowy nie jest jedynym rozwiązaniem. Wciąż musimy komunikować to, że istnieje alternatywa w postaci naszego produktu – zauważa Markowski i dodaje, że nie jest to łatwa droga, bo konkurencja ze strony producentów i sprzedawców fotelików samochodowych jest ogromna. – Konkurencja gra ostro i nietransparentnie. Zarzuca się nam, że nasz produkt nie jest bezpieczny, a jednocześnie tylko my publicznie prezentujemy wyniki testów wykonanych w niezależnych instytucjach. Każdy producent mógłby je pokazać, aby klienci mieli porównanie i rzeczywisty wybór oparty na twardych danych, ale nikt poza nami tego nie robi – przyznaje.

Markowski przekonuje, że takich kłopotów Smart Kid Belt nie ma na zagranicznych rynkach, gdzie urządzenie spotkało się z bardzo dobrym przyjęciem. – Nasz produkt jest obecny w 20 krajach. Na przykład w Japonii otrzymaliśmy specjalne wyróżnienie od tamtejszej policji, która rekomenduje nasz produkt – zdradza Markowski. Firma posiada ochronę patentową SKB na 130 państw. – Oczywiście docelowo chcemy być obecni we wszystkich, ale w pierwszej kolejności skupiamy się na dojrzałych rynkach; krajach UE, Azji i USA, gdzie budujemy kanały dystrybucji – mówi.

Obecnie spółka Smart Kid Belt jest rentowna. Jej głównymi udziałowcami poza Markowskim są Maciej Łuczak oraz Norbert Gałuszewski. – Jesteśmy spółką akcyjną, mamy też kilkunastu mniejszych udziałowców – informuje Markowski. – W 2019 r. zwiększyliśmy sprzedaż o około 500 proc. Dynamicznie się rozwijamy, chcemy wchodzić na kolejne rynki, dlatego planujemy debiut na giełdzie – zapowiada Markowski.

Smak rodzicielstwa

Produkty zabezpieczające dzieci przed niebezpieczeństwami codzienności oferuje również należąca do spółki BrandLine Group polska marka Lionelo, która powstała w 2015 r. Jej założyciel i prezes Marcin Baranowski przez wiele lat działał wcześniej w branży elektroniki użytkowej. Kiedy jednak on i jego zespół poznał smak rodzicielstwa, przedsiębiorstwo zdecydowało na rozpoczęcie produkcji artykułów dziecięcych, które ułatwiałyby życie młodym rodzicom. 

Początkowo zespół Lionelo składał się zaledwie z kilku osób, a dziś tworzy go blisko 100 pracowników. Oferta firmy składa się z sześciu kategorii i dwóch submarek. Wśród produktów są m.in. elektryczne nianie umożliwiające czuwanie nad pociechą na odległość czy barierki ochronne montowane np. na schody. 

– Mamy bardzo wszechstronną ofertę. Zależy nam, aby nasza marka towarzyszyła dzieciom od narodzin aż do pierwszych przedszkolnych, a nawet szkolnych doświadczeń – twierdzi Marcin Baranowski. Firma skupia się nie tylko na produktach typowo związanych z bezpieczeństwem dzieci, jak foteliki samochodowe i barierki, działa też w innych kategoriach. – Wprowadzamy dodatkowe elementy takie jak odblaski na wózkach w celu poprawy widoczności. Od dłuższego czasu współpracujemy także z polskim producentem Fiki Miki, co zaowocowało umieszczeniem ich materacy (certyfikowanych produktów medycznych) w zestawach z łóżeczkiem Timon i wózkiem Mari. Nosidełko Margareet zostało uznane za „zdrowe dla bioderek” przez Międzynarodowy Instytut Dysplazji Stawów Biodrowych – wyjaśnia. 

Typowym odbiorcą produktów Lionelo jest rodzic szukający bezpiecznych i atrakcyjnych wizualnie produktów dla swoich dzieci. Baranowski zdradza, że marka promowana jest na wiele sposobów, ale kluczowy jest internet, bo to naturalne środowisko dla młodych 20–30-letnich rodziców. 

– Dlatego dla każdego produktu organizujemy sesję zdjęciową oraz przygotowujemy wideo promocyjne, aby rodzic mógł zobaczyć, jak produkt prezentuje się w rzeczywistości – zdradza Marcin Baranowski. Firma stara się też szkolić swoich klientów. – Chcemy wesprzeć zwłaszcza niedoświadczonych rodziców, dlatego na naszym kanale YouTube publikujemy filmy instruktażowe, na których prezentujemy sposób montażu naszych produktów, jako uzupełnienie do instrukcji papierowej. Ważnym kanałem kontaktu z klientami są media społecznościowe, pozwalające nie tylko na zaprezentowanie produktu, ale także na uzyskanie błyskawicznej i merytorycznej opinii od klientów. Nie zapominamy oczywiście o bardziej tradycyjnych formach marketingu. Cyklicznie organizujemy akcje promocyjne z naszymi dystrybutorami i partnerami, jesteśmy stale obecni w branżowych mediach oraz na eventach parentingowych. Co roku uczestniczymy także w targach w Kolonii oraz kieleckich targach Kids’ Time, gdzie w 2018 r. zostaliśmy nagrodzeni za innowacyjny styl stoiska targowego – opowiada.

Baranowski twierdzi, że rynek artykułów dziecięcych jest bardzo konkurencyjny. Jego zdaniem niska bariera wejścia sprawia, że łatwo jest rozpocząć działalność, jednak stworzenie trwałej i mocnej marki to wielkie wyzwanie. – Od strony czysto sprzedażowej naszą ogromną siłą jest rozbudowana sieć dystrybucji, jednak jej zbudowanie nie byłoby możliwe, gdyby nie przemyślane produkty i zaufanie, na które zapracowaliśmy u naszych klientów. Dziś możemy z czystym sumieniem powiedzieć, że oferujemy pierwszorzędną jakość przy zachowaniu korzystnych cen dla klienta końcowego – zaznacza Baranowski i uważa, że Lionelo wyróżnia się także szeroką opieką posprzedażową dzięki pakietowi Lionelo Assistance. – Gwarancja door-to-door przedłużona do 36 i 60 miesięcy oraz produkt zastępczy na czas naprawy to niestety wciąż rzadkość na polskim rynku. Chcemy, żeby w odróżnieniu od innych producentów zakup produktu był początkiem wspólnej przygody, a nie jej końcem – podsumowuje. 

Wypełnić niszę

Produkty zabezpieczające dzieci oferuje też firma Stamal z Pruszcza Gdańskiego. Jej założyciel Stanisław Machler wspomina, że do założenia własnego biznesu skłoniła go utrata pracy. – Zostałem zwolniony z zakładu, gdzie pełniłem funkcję szefa produkcji. Kiedy się otrząsnąłem uznałem, że zawsze marzyłem o własnej firmie. Ponieważ mieliśmy trójkę małych dzieci, to z żoną postanowiliśmy zająć się dystrybucją artykułów dla najmłodszych. Widzieliśmy w tym szansę, bo zauważyliśmy, że wybór i dostępność artykułów zabezpieczających na naszym rodzimym rynku był wówczas marny. Stwierdziliśmy, że to jest to – wspomina Stanisław Machler. Pierwsze produkty i dostawcę (firmę Reer) zakontraktowali na międzynarodowych targach artykułów dla dzieci Kind+Jugend w Kolonii. – Wracamy tam prawie co roku – dodaje. 

Założyciele firmy zaczynali we dwójkę, a biuro i magazyn mieściły się w garażu. Dziś zespół tworzy osiem osób, a Stamal ma dwa magazyny. Od początku też trzonem oferty były produkty chroniące dzieci przed urazami i wypadkami, które mogą zdarzyć się w domu. Chodzi np. o oparzenia gorącymi potrawami w kuchni, skaleczenia niebezpiecznymi narzędziami kuchennymi, połknięcie niebezpiecznych substancji typu detergenty, porażenie prądem, czy niebezpieczne urazy głowy.

– Wachlarz zabezpieczeń jest bardzo szeroki – uważa Stanisław Machler i wymienia, że w ofercie są np. bramki ochronne na schody, zabezpieczenia szafek i narożników czy zaślepki gniazdek elektrycznych. – Oferujemy też kaski ochronne do nauki chodzenia marki Safehead oraz słuchawki wygłuszające dla najmłodszych firmy Banz . W naszej ofercie są nowoczesne nianie elektroniczne, akcesoria do karmienia i pielęgnacji dzieci, a także wiele ciekawych rozwiązań do samochodu i na spacer – wylicza. 

Konkurencja rośnie 

Stamal ma dwa rodzaje klientów. Z jednej strony, to sklepy oferujące artykuły dla dzieci oraz firmy zajmujące się montażem kuchni i schodów, a z drugiej, klienci indywidualni, czyli świadomi rodzice, którzy chcą zadbać o bezpieczeństwo swoich pociech. –  Promujemy się głównie na targach artykułów dziecięcych Kids’ Time w Kielcach oraz w internecie – zdradza Stanisław Machler i dodaje, że na rynku wraz ze wzrostem świadomości rodziców przybywa też konkurencji. – Nasza przewaga to jakość, zawsze aktualne certyfikaty bezpieczeństwa, bardzo duży wybór produktów oraz to, że nasi pracownicy potrafią wyczerpująco odpowiedzieć na pytania klientów, każdego z nich traktujemy indywidualnie – podkreśla. 

Wśród planów na przyszłość szef firmy Stamal wymienia rozszerzenie sieci dystrybucji. – Tak, aby produkty naszych marek były dostępne w całym kraju. Będziemy też się starać wprowadzać nowe, innowacyjne artykuły, które zaspokoją stale zmieniające się potrzeby klientów – kończy Stanisław Machler.

My Company Polska wydanie 2/2020 (53)

Więcej możesz przeczytać w 2/2020 (53) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY