Reklama

Zwinne. Redakcyjny sommelier poleca dobre wino i sparkling tea

sparkling tea
Sparkling tea nie jest dealkoholizowanym winem, nie jest też kombuchą, ale mieszanką herbaty i dodatków (najczęściej soku owocowego) nasycaną dwutlenkiem węgla. / Fot. mat. pras.
Co może osłodzić zimę? Dobre wino, a dla zwolenników napojów bezalkoholowych mamy prawdziwy hit - sparking tea, która podbija salony.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 1/2026 (124)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Szalona herbatka

Trend bezalkoholowy na dobre okopał się już na (umocnionych) pozycjach. Z opublikowanego pod koniec roku raportu „MADE FOR Restaurant”, przygotowanego przez instytut badawczy ARC Rynek i Opinia, wynika, że 27 proc. gości restauracji nie zamawia już alkoholu. W zamian wybierają bezalkoholowe koktajle (aż 42 proc. spośród abstynentów) lub bezalkoholowy cydr (30 proc). Dealkoholizowane wina wciąż nie cieszą się zaufaniem, jednak i w tej kategorii, zwanej sprytnie proxy wines, pojawił się nowy, wyjątkowo interesujący gracz. Ma to wszystko, co tak kochamy w winie: złożoność smaku, różnorodność aromatów, ich zmienność w czasie – jednym słowem prawdziwie winne doznania zmysłowe. Produkcyjnie – znów rewelacja – napój można przygotowywać jako „jednoszczepowy” lub jako kupaż kilku lub kilkunastu odmian. I to w różnych „kolorach”. Plus – co nie bez znaczenia – stwarza możliwość komentowania i rozmowy. Zjawisko, obecne już w restauracjach Europy, pojawiło się w Polsce niewiele ponad rok temu. Na razie – wiadomo już, że z sukcesem – przede wszystkim w sklepach winnych.

Sparkling tea, bo o niej mowa, nie jest dealkoholizowanym winem, nie jest też kombuchą, ale mieszanką herbaty i dodatków (najczęściej soku owocowego) nasycaną dwutlenkiem węgla. Daje ogromne możliwości kompozycyjne i – po zamknięciu w butelkę właściwą winom musującym i zatkaniu korkiem z drucianym koszyczkiem – przyjemne wrażenie obcowania z musiakiem (potwierdza to zresztą „alkoholowa” cena). Pewnie dlatego wśród producentów musujących herbat znajdują się również „prawdziwi” winiarze. Na polskim rynku moment historyczny – na razie w obrocie znajduje się ok. 20 etykiet nowego napoju. Wybieramy najciekawszą reprezentację do spróbowania podczas „dry January”.

1. Copenhagen Sparkling Tea Bla (jaśmin, biała herbata, darjeeling)

Aromatyczna, słodkawa (5 g cukru), o dominującym smaku owocowym, ale z lekką cierpkością, herbacianym aromatem i wyczuwalnymi garbnikami. Bardzo pijalna i bezpretensjonalna.

2. Saicha sparkling (hojicha)

Ryżowa herbata o ciemnym, poważnym charakterze. Aromat wędzonych liści i smak wodorostów. W drugim smaku przebija się wyraźny garbnik. Głęboka, szlachetna, kontemplacyjna.

3. Arensbak Red (puerh)

Czarna puerh z regionu Yunan to garbnikowa ziemistość, wilgotny aromat i posmak fermentacji (to nieco inny produkt, bazą jest bowiem kombucha). Ziemistość przełamana smakiem czarnych porzeczek i buraka. Kontakt z dębem wzmacnia taniczny aspekt. Intrygująca, dla koneserów win naturalnych.

4. C-Kloss Sparkling Tea Weiss (pokrzywa)

Robiona przez prawdziwą winiarnię znad Mozeli z dbałością o odwzorowanie „europejskiego terroir” (pokrzywa, szałwia i mięta zamiast herbaty, sok jabłkowy, brak cytryny). Zielony, świeży aromat szałwii i zielonej herbaty. Napój taniczny, o lekkiej kwasowości i miętowej nucie, naturalnie mętny. Eksperyment na peryferiach pokrewieństwa z winem.

5. Acala White Sparkling Tea

Mocno herbaciny aromat przy krótkim smaku. W ustach trawa cytrynowa, konopie i herbaciane garbniki. Nieco ponad 2 g cukru.

6. Acala Rose Sparkling Tea

Skoncentrowane herbaciane garbniki w aromacie i smaku, jednak przy zachowaniu równowagi. Wyrazista, mocno herbaciana, z aromatami wędzonej herbaty, hibiskusa i mieszanki pachnących polnych ziół. Wytrawna, zaledwie 1,7 g cukru. Przydałaby się praca nad bąbelkami, bo zmieniają się w gęstą herbacianą pianę.

7. Acala Red Sparkling Tea (puer, assam, hibiskus)

Wygląda i pachnie jak lambrusco. Dopiero po chwili pojawia się w nosie słodycz koncentratu pomidorowego. Mocno garbnikowa, ujawniająca smak aronii i buraka na herbacianej bazie, 1,9 g cukru. Po chwili pojawia się lekka garbnikowa gorycz, która ucieszy wytrawnych herbaciarzy.

8. Brito Farm Fermented Botanicals

Produkt krajowy, więc dołączamy do zestawienia, choć nie jest herbatą sensu stricto. Aromat kropli żołądkowych nie bierze się znikąd – to mieszanka ziół i liści z dominacją szałwii. Warto chwilę potrzymać w kieliszku, ale nie uda się uniknąć „zdrowotnych” skojarzeń. Wygrywa w kategorii bezalkoholowego digestivu. C

Polska coraz bardziej winna

Ostatni, jesienny, raport Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa oficjalnie stwierdza, że w Polsce uprawą i produkcją wina zajmuje się już 324 przedsiębiorców i aż 724 plantatorów. Powierzchnia polskich winnic (tych oficjalnie już działających) wynosi łącznie 1099 ha, a rodzima produkcja winna to 25,6 tys. hl (w ciągu półtorej dekady wzrosła 60-krotnie). Najwięcej (165 ha) winnic leży w lubuskim, (138 ha) małopolskim i (136 ha) dolnośląskim.

W-Zetki

Wino i zetki to perspektywa raczej niepokojąca winiarzy. Konsumpcja wina wśród najmłodszej generacji uprawnionej do legalnego spożycia spada. Żeby uważniej przyjrzeć się zjawisku, połączone siły francuskiej Kedge Business School i grupy konsultingowej Vinventions przeprowadziły warsztaty badawcze wśród zetek. Wyniki nie zaskakują: wino jest postrzegane jako napój elitarny, a więc ciągle tworzący bariery, damski – młodzi mężczyźni wybierają piwo lub mocne alkohole i skomplikowany – już na poziomie lektury kontretykiety. Barierą jest także obecność alkoholu oraz „zbyt duża” objętość standardowej butelki wina.

Collioure grand cru?

Wakacje w tej części Rusylonu, w której Pireneje schodzą do morza, to jedno z przyjemniejszych doznań w ludzkim życiu. Słońce, sztuka, zabytki średniowiecza, zapach ziół i prosta, świeża kuchnia to kombinacja idealna. Wiadomo, że wina z Banyuls czy Collioure pijemy wakacyjnie, jak retsinę w Grecji, z satysfakcją chwili, ale bez marzeń o prywatnym imporcie. Tymczasem… wielki Pierre Gagnaire, ikona francuskiej kuchni, został niedawno współwłaścicielem niecałych 2 ha winnicy i zdążył wypuścić pierwsze wino. Dlaczego ma to znaczenie? Gagnaire bardzo zaangażował się w ruch miejscowych winiarzy na rzecz włączenia nazw poszczególnych winnic do istniejącej już apelacji. To pierwszy krok, by w przyszłości parcele o często swojskich, tradycyjnych nazwach, mogły być włączone (i oceniane) w systemie crus klasyfikującym jakość i prestiż winnic na podstawie terroir. Winnica Pierre’a Gagnaire’a nosi bezpretensjonalną nazwę Valée des Abeilles (Dolina pszczół) i najwyraźniej w wyścigu po cru (grand cru?) zamierza wystartować.

My Company Polska wydanie 1/2026 (124)

Więcej możesz przeczytać w 1/2026 (124) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama