Firmy w geopolitycznym labiryncie

Weronika Achramowicz
Weronika Achramowicz, fot. materiały prasowe
Rosyjska agresja na Ukrainę wywołała katastrofę humanitarną i perturbacje biznesowe, ale też zmobilizowała do działania na rzecz przyszłości – przekonuje prawniczka Weronika Achramowicz.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 4/2022 (79)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Baker McKenzie to międzynarodowa kancelaria. Macie biura na całym świecie, w tym także w Kijowie.

To prawda, dlatego wojna w Ukrainie dotknęła nas bardzo osobiście. Nasze kijowskie biuro działało od 1992 r. Mamy w nim ponad 100 pracowników. Wielu z nich to nasi przyjaciele. Przez to szok związany z wybuchem wojny był jeszcze większy, ale też z dumą mogę powiedzieć, że nasza mobilizacja, żeby pomóc, była i jest ogromna. Zespół naszego warszawskiego biura stworzył model pomocy systemowej dla naszych pracowników i członków ich rodzin. Odbieramy ich z granicy, lokujemy często we własnych domach, pomagamy w ułożeniu sobie życia na nowo. Działamy w nastawieniu, że nasza pomoc będzie miała charakter długoterminowy. Inne biura Baker McKenzie też, oczywiście, angażują się w pomoc, jednak Warszawa jest zdecydowanie miejscem pierwszego wyboru dla naszych kolegów i koleżanek z Kijowa.

Cieszę się, że podobną postawę widzę u wielu naszych międzynarodowych klientów. Starają się pomóc swoim pracownikom, zapewnić ciągłość pracy, wypłaty wynagrodzenia czy relokację do bezpiecznych miejsc. W obliczu katastrofy humanitarnej, kwestie biznesowe w naturalny sposób schodzą na drugi plan.

Ale przecież nie znikają.

To prawda. Tym bardziej że sytuacja często jest jeszcze bardziej skomplikowana. Globalne korporacje obecność biznesową w Ukrainie zazwyczaj łączyły z obecnością ogólnie w regionie, a więc także w Rosji czy Białorusi. Tam też mają swoje fabryki, swoich pracowników, często połączone systemy IT i cały szereg innych regionalnych lub wewnątrzgrupowych rozwiązań, które w obliczu wojny urosły do problemów z kategorii krytycznej.

Na drugim biegunie wyzwań są biznesowe decyzje o wycofaniu się z Rosji. Nasza kancelaria też taką podjęła. Jednak im dłuższa, im bardziej zaawansowana była obecność w Rosji, bądź też im bardziej zintegrowana wewnętrznie jest dana organizacja, tym trudniejsza jest realizacja takiej decyzji w praktyce. Oznacza ona zwolnienia czasem tysięcy pracowników, ryzyko nacjonalizacji majątku i własności intelektualnej, a nierzadko również ryzyko odpowiedzialności karnej poszczególnych menedżerów, reprezentantów „wrogiego obcego kapitału”. To naprawdę nie są łatwe decyzje.

Od lat obsługujecie m.in. międzynarodowe firmy, wiadomo, że zawsze mają one przygotowane scenariusze kryzysowe. Czy ktoś był przygotowany na taki obrót spraw?

Dzisiaj mierzymy się z ekstremalną sytuacją. Nie sądzę, żeby jakakolwiek organizacja mogła powiedzieć, że przewidziała taki rozwój wydarzeń. Właściwie z dnia na dzień konieczne było podjęcie decyzji o zamknięciu zakładów pracy, w konsekwencji czego zostały przerwane lub mocno zaburzone łańcuchy dostaw czy świadczonych usług. Banki i inne instytucje działają w trybie stanu wojennego. Nie należy także zapominać, że agresja na Ukrainę spotkała się z odpowiedzią w postaci sankcji gospodarczych na niespotykaną wcześniej skalę. Unia Europejska, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Kanada, Australia czy Japonia począwszy od 24 lutego w zasadzie codziennie wydają nowe regulacje o charakterze sankcyjnym mające na celu gospodarcze wyizolowanie Rosji.

Musimy też pamiętać, że problem sankcji dotyczy tak naprawdę nas wszystkich, można powiedzieć, że wszedł pod biznesowe strzechy. Właściwie każda spółka, która ma jakąś relację z Rosją lub Białorusią musi zachować podwyższony stopień uwagi. Aby pozostać w zgodzie z nowymi przepisami, konieczne jest też weryfikowanie wszystkich swoich kontrahentów w zupełnie nowym aspekcie. Trzeba ustalać, kto faktycznie sprawuje nad nimi kontrolę, czy nie jest to przypadkiem osoba lub kilka osób z mniejszymi udziałami, wprowadzona na listę sankcji. Musimy wiedzieć, skąd pochodzą środki na inwestycje czy regulowanie bieżących zobowiązań. Jest to cały labirynt regulacji, często aktualizowanych i niekoniecznie skoordynowanych pomiędzy poszczególnymi państwami. Jakaś operacja gospodarcza może być dopuszczalna w świetle przepisów unijnych, a objęta sankcjami amerykańskimi czy angielskimi. Zapewnienie zgodności w tej kwestii jest prawdziwym wyzwaniem.

To jeden z aspektów, z którym mierzą się teraz przedsiębiorcy. Codziennością są obecnie zagadnienia związane z relokacją pracowników i ich rodzin, zatrudnianiem ich za granicą, przenoszeniem i likwidacją działalności, zmianą i wypowiadaniem kontraktów czy umów. Na to nakładają się kwestie podatkowe. Skala wyzwań jest olbrzymia.

Czyli każdego dnia, zanim zabierzemy się za robienie biznesu, najpierw trzeba sprawdzić, według jakich reguł dziś gramy?

Trochę tak jest. Mamy świadomość, że prowadzenie biznesu bardzo się skomplikowało. Staramy się wspierać klientów w skutecznej nawigacji przez ten labirynt i dlatego stworzyliśmy transgraniczną ekspercką grupę roboczą, która na bieżąco monitoruje i aktualizuje naszą bazę sankcji, tzw. Sanctions Navigator, w której klienci Baker McKenzie mogą niemal w czasie rzeczywistym weryfikować wprowadzane ograniczenia.

Kiedy kilka tygodni temu umawiałyśmy się na wywiad, jego tematem miało być ESG. 23 lutego został opublikowany projekt unijnej dyrektywy w sprawie należytej staranności przedsiębiorstw w sprawie zrównoważonego rozwoju „Directive on corporate sustainability due deligence”. A dzień później świat stanął na głowie. Czy biorąc pod uwagę sytuację na Ukrainie, ta dyrektywa, i ogólnie wartości ESG, mają jeszcze jakieś znaczenie?

To ważne pytanie. Rzeczywiście zbieżność dat publikacji projektu nowej dyrektywy z inwazją na Ukrainę daje do myślenia. Zgodnie z tym projektem firmy będą musiały jeszcze bardziej stosować w swojej działalności zasady ESG (Environmental, Social, Governance). Zobowiązuje on określone firmy unijne do zapewnienia, aby w ich łańcuchach dostaw, a więc w ich sieci biznesowych kontrahentów, dostawców nie dochodziło do naruszeń praw człowieka lub przepisów dotyczących ochrony środowiska. Z brakiem należytej staranności w tym zakresie będzie związana konkretna odpowiedzialność.

Dziś, w zmienionej sytuacji geopolitycznej, projekt ten nabiera innego wymiaru. W nowym świetle stawia pytanie o prawne ramy współpracy z kontrahentami z Rosji czy Białorusi wychodzące ponad regulacje o charakterze sankcji czy eksportowo-importowych restrykcji.  Inwazja na Ukrainę w nowym świetle stawia też pytanie o strukturę naszych zasobów energetycznych i poszukiwanie rozwiązań pozwalających na uniezależnienie się, przynajmniej częściowe, od nieodnawialnych źródeł energii. Dotychczas największym beneficjentem funduszy i inwestycji o profilu ESG, było E, czyli Environment i zielone finansowania. Myślę, że nowa, powojenna rzeczywistość może zwiększyć uważność także na "S" i "G" w poszczególnych decyzjach inwestycyjnych i biznesowych. Zwłaszcza jeśli przyjmiemy – a ja lubię tę definicję – że strategia ESG sprowadza się, w istocie, do tego, żeby wspierać podejmowanie decyzji inwestycyjnych, które mają sens i cel postrzegany szerzej niż tylko przez pryzmat zysku i finansowego zwrotu.

10 lat temu Polska i Ukraina wspólnie organizowały Mistrzostwa Europy w piłce nożnej pod hasłem: „Razem tworzymy przyszłość”. Co możemy zrobić, aby pomóc Ukrainie tworzyć tą przyszłość?

Ukraina na pewno znajdzie się w trudnym gospodarczo położeniu. Odbudowa infrastruktury, powrót do gospodarczej normalności może zająć lata. Widzę jednak szereg elementów, które napawają optymizmem.

Po pierwsze: sami Ukraińcy. Na co dzień mam kontakt z kilkoma prawniczkami z naszego biura w Kijowie, które zdecydowały się na wyjazd z kraju z małymi dziećmi. Podziwiam ich hart ducha, koncentrację, determinację oraz przeświadczenie, że najlepsze, co teraz mogą zrobić dla swojego kraju, to skupić się i skoncentrować na pracy.

Po drugie: ogólnoświatowy trend związany z digitalizacją, rozwojem e-commerce spowodował rozkwit inwestycji i akwizycji związanych z technologią, a ukraińscy programiści są jednymi z najbardziej cenionych, co stwarza ogromną szansę dla ich gospodarki.

Jest jeszcze społeczność międzynarodowa, która wyczekuje momentu, kiedy będzie mogła okazać solidarność poprzez współpracę i wsparcie gospodarcze. Biorąc pod uwagę uwarunkowana kulturowe i geograficzne, wierzę, że będziemy w tym zakresie bardzo aktywni. W międzyczasie powinniśmy wspierać te wszystkie osoby, które przyjechały do Polski. Musimy być gotowi, że będzie to wsparcie długoterminowe. Po zakończeniu wojny, wiele z tych osób nie będzie miało, przynajmniej przez jakiś czas, gdzie wracać. Ważne jest także wspieranie osób, które zostały w Ukrainie.

Patrząc na postawę Polaków, naprawdę mamy szansę na to, by za jakiś czas móc powiedzieć wraz z Ukrainą: Razem tworzymy przyszłość.

My Company Polska wydanie 4/2022 (79)

Więcej możesz przeczytać w 4/2022 (79) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY