Jakub Roskosz sprzedał kurs e-commerce za milion złotych. "Sukces na trudnym rynku" [TYLKO U NAS]

Jakub Roskosz
Fot. Aleksander Bylicki
Mój kurs nie zrobi rewolucji w firmach. Chciałem po prostu dać do myślenia, wskazać kierunek zmian – mówi w rozmowie z mycompanypolska.pl Jakub Roskosz.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Jakiś czas temu informowaliśmy, że Jakub Roskosz – dyrektor zarządzający Mosquito, właściciel serwisu DuzeRabaty.pl – uruchomił preorder własnego kursu e-commerce. Jak sam zapowiadał, ten projekt to kompleksowa odpowiedź na najczęściej zadawane pytania o e-commerce oraz wskazanie powtarzających się błędów, ujęte w 22 lekcje. – To nie dokładna mapa sukcesu, za to każdy będzie mógł stworzyć własną ścieżkę, w oparciu o zaproponowane narzędzia – mówił wówczas Roskosz.

Dziś – tylko na mycompanypolska.pl – dzieli się pierwszym podsumowaniem preorderu.

Sukces?

Ten projekt osiągnął 1,2 mln zł przychodu w zaledwie trzy tygodnie preorderu - nie spodziewałem się aż takich liczb. Doświadczeni ludzie, którzy wcześniej sprzedawali i produkowali różnego rodzaju kursy przestrzegali mnie, że to bardzo wymagający rynek. Że nie jest łatwo, że trzeba umieć to robić. A ja podszedłem do tematu „na czuja”, w taki sposób, żebym nie miał sobie nic do zarzucenia. Od początku mówiłem jak jest, nie rzucałem chwytliwych haseł w stylu: „Zarób milion w kilka dni”.

Często jest tak, że ludzie świeży, bez doświadczenia w konkretnym obszarze, uzyskują lepsze wyniki, bo mają nowatorskie spojrzenie.

Ludzie od szkoleń wręcz z pogardą mówili mi, że jeśli sprzedam 50 sztuk kursu, to już będę kozakiem – zwłaszcza biorąc pod uwagę jego cenę, która niska przecież nie jest. A ja na przekór stwierdziłem, że zaryzykuję, co było zresztą dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem, bo wcześniejsze produkty sprzedawałem pod innymi brandami. Oczywiście pokazywałem twarz, ale to tyle. Trudno się więc dziwić, że miałem duże obawy przed startem tego projektu.

Skąd w ogóle wziął się pomysł na kurs?

Podczas jednego z Q&A na Instagramie zaczęto mnie pytać, czy mam jakieś miejsce, gdzie dzielę się wiedzą z zakresu e-commerce. Obserwujący pisali wręcz, że chętnie odkupią ode mnie zebrane porady. Zorientowałem się, że skala próśb jest naprawdę duża, więc dlaczego by nie spróbować? A że jestem perfekcjonistą i wszystko robię na sto procent, wiedziałem, że czekają mnie czasochłonne i skrupulatne przygotowania.

Jak ważny był potencjalny zysk?

Na pewno nie najważniejszy. Bardzo zależało mi, żeby zyskać dostęp do zdolnych ludzi, których mógłbym rekrutować, z którymi wymieniałbym się doświadczeniami. Już teraz widzę, że wielu naprawdę dobrych e-commerce’owców kupiło mój kurs. Myślę też, że wielu klientów zachęciła jakość produktu – już sama produkcja wskazuje, że nie robiłem kursu na kolanie.

To nie jest standard?

Moim zdaniem zdecydowana większość tego typu szkoleń jest po prostu słaba pod względem jakości, co zresztą bardzo mnie dziwi. Dlaczego szkoleniowcy nie zainwestują większych pieniędzy w lepszy produkt? To oczywiście wyłącznie moje pobieżne spostrzeżenia, gdyż zdecydowanie chciałem się odciąć wizerunkowo od ludzi robiących szkolenia w Polsce. Niezwykle popularny u nas coaching absolutnie nie jest tematem dla mnie. Jestem pewien, że inteligentni ludzie nie nabierają się na obietnice łatwych milionów. Jasno komunikuję, że mój kurs nie zrobi rewolucji w firmach.

Bardzo asekuranckie podejście.

Chciałem po prostu dać do myślenia, wskazać kierunek zmian. Może ktoś powie: „kurcze, już dawno wiedziałem, jak to zrobić, ale dopiero teraz Kuba mnie natchnął, więc wszystko poprawię i będzie dobrze”. Nawet najmniejsza zmiana w przedsiębiorstwach będzie dowodem na to, że wykonałem niezłą robotę. Kursy wykupiły sklepy z wielomilionowymi przechodami. W takich podmiotach czasem wystarczy poprawić kilka detali, by konwersję zwiększyć o kilkanaście procent.

Nadal uważam, że to asekuranckie podejście.

Masz do tego prawo. Ale kiedy ja słyszę chłopaka, który pytanie mnie, czy lepiej kupić mój kurs, czy pójść na studia, to łapię się za głowę, bo nie za bardzo wiem, o co chodzi. Uważam, że wiele e-commerce’owych kierunków nauczania jest przestarzałych, a studenci nie uczą się o nowych trendach, jednak nie twierdzę, że one są złe. Po prostu na uczelniach często wykładają ludzie, którzy nie rozumieją współczesnych zjawisk. Jaz kolei jestem praktykiem, bronią mnie wyniki, więc ta wiedza też ma pewnie większą wartość.

To jest typowe dla każdej branży – kiedy słucham np. debat nad nowymi technologiami w dziennikarstwie, które są prowadzone przez osoby nie mające o nich zielonego podejścia, to chce mi się płakać. I śmiać.

Niedawno uczestniczyłem w webinarze, podczas którego mówiono o jednym pojęciu, myląc go z innym pojęciem. Pomyłek nie ustrzegł się nawet moderator dyskusji. To było żenujące, lecz jest – niestety – trochę standardem. Myślę, że wielu ludzi już się sparzyło na szkoleniach tworzonych przez hochsztaplerów, więc teraz znacznie mniej przychylnie patrzą na takie właśnie produkty.

Rozumiem, że chcesz ten obraz zmienić?

Powiem szczerze, że branża szkoleniowa niespecjalnie mnie interesuje. Robię swoję. Spokojnie mógłbym nagrać jeszcze z dwadzieścia lekcji, jednak celowo wybrałem takie tematy, które w innych kursach rzadko się podkreśla. Albo takie, o których powstało już mnóstwo nieprawdziwych mitów. Robienie e-commerce’u to ciężka praca, wymagająca naprawdę dużych budżetów! Nie mówmy, że jest inaczej.

Mocno podkreślasz fakt, że ci, którzy kupili kurs mają dostęp do zamkniętej grupy, na której mogą wymieniać się doświadczeniami.

Bo dla wielu to jest niezwykle ważne. Dla członków grupy zamierzam robić live’y, podczas których będziemy wspólnie analizować problemy naszych biznesów, jednocześnie próbując je rozwiązać. Dostęp do takiej grupy to nie tylko dostęp do innych e-commerce’owców, ale również do potencjalnych klientów.

Zamierzasz kontynuować ten projekt?

Na ten moment skupiam się na promocji i rozwijaniu tego, co jest już nagrane. Tak jak mówiłem – to coś, co daje mi ogromną frajdę. Cieszę się, kiedy widzę, że ludzie chcą płacić za wysoką jakość, a nie kuszą ich wyłącznie tanie, żenujące taktyki sprzedażowe. Szczerość i transparentność to podstawa, nie tylko w tym obszarze.

---

TOP 10 - najlepsze polskie startupy e-commerce

Zachęcamy do zapoznania się z naszym zestawieniem najlepszych polskich startupów e-commerce. Można znaleźć je TUTAJ.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY