Doświadczeni profesjonaliści i młode wilki – MBA made in Poland

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 9/2025 (120)
Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!
Dziś na studia trafiają już nie tylko menedżerowie z korporacji, ale też „młode wilki” ze startupów i doświadczeni profesjonaliści szukający czegoś więcej niż dyplomu. Czego? Transformującego doświadczenia, potężnej sieci kontaktów, z której rodzą się nowe biznesy, oraz praktycznych narzędzi do zarządzania w erze AI. W naszej debacie eksperci z Akademii Leona Koźmińskiego, Szkoły Głównej Handlowej i Uniwersytetu Warszawskiego zdradzają, czym jest dziś prawdziwe MBA, dlaczego polskie programy to „światowa liga” i kto najwięcej zyska na tej wymagającej, ale bezcennej inwestycji.
Na silnym rynku pracy pracodawcom zależy na utrzymaniu topowych talentów. A ci topowi to najczęściej ci najlepiej wykształceni. Dlatego widać powolne odbicie na rynku studiów MBA, zwłaszcza w najlepszych szkołach. Jak wyglądają takie studia w Polsce i czy wyróżniają się czymś na tle uczelni z Zachodu? Czy istnieje jakaś polska specyfika kształcenia?
Paulina Łukaszuk, rzecznik prasowa i dyrektor komunikacji Akademii Leona Koźmińskiego: Zacznę od tego, że nie zgadzam się z tezą o „powolnym odbiciu” zainteresowania studiami MBA. Z perspektywy naszej, ale myślę, że też innych uczelni, to zainteresowanie jest stale na bardzo wysokim poziomie. Jeśli chodzi o specyfikę, to nasze programy są silnie umiędzynarodowione. Posiadane akredytacje świadczą, że spełniamy te same, rygorystyczne normy co najlepsze uczelnie na całym świecie. To, że jesteśmy w Polsce, osadza je w kontekście Europy Środkowo-Wschodniej, co przedstawiamy jako nasz atut. Część zajęć dotyczy naszej sytuacji geopolitycznej i gospodarczej. Powiedziałabym więc, że mamy globalną jakość z mocnym komponentem regionalnym.
Prof. Rafał Mrówka, dyrektor programu MBA w Szkole Głównej Handlowej: Absolutnie zgadzam się z Pauliną. W ostatnich latach nie było żadnego spadku zainteresowania porządnymi, akredytowanymi studiami MBA. To raczej te mniej profesjonalne uczelnie notowały spadki. Na SGH bardziej dokonujemy selekcji kandydatów niż narzekamy na ich brak. Najlepszym dowodem na naszą jakość jest fakt, że wszystkie trzy reprezentowane tu uczelnie mają status „Triple Crown”, czyli posiadają trzy najważniejsze międzynarodowe akredytacje. To nie przypadek, to dowód, że gramy w światowej lidze.
Dr Tomasz Ludwicki, dyrektor programu Executive MBA na Uniwersytecie Warszawskim: Myślę, że w tym pytaniu jest drugie dno. Jesteśmy po kryzysie wizerunkowym związanym z programami, które w naszej opinii nie powinny nazywać się MBA. Spadki zainteresowania ich ofertą nie dziwią w tym kontekście. Dlatego tak ważna jest dyskusja o tym, czym jest dobry MBA. Trzeba też podkreślić, że polskie MBA w kategorii value for money są niezwykle atrakcyjną ofertą na tle Europy. Kluczową różnicą jest to, że w Polsce rozwinął się rynek executive MBA, czyli studiów dla osób z minimum pięcioletnim doświadczeniem menedżerskim. Średnia wieku na naszym programie to 36 lat. To nie są studia dla osób tuż po licencjacie, jak często bywa na Zachodzie. I nie chodzi tu tylko o wiedzę. Kluczem do dobrego MBA jest rozszerzenie, a czasem zbudowanie od zera, sieci profesjonalnych i przyjacielskich relacji.
To bardzo ciekawy wątek. Często słyszę od przedsiębiorców, których sukcesy opisuję w artykułach na łamach „My Company Polska”, że ze znajomości zawartych na studiach MBA zrodziły się ich nowe biznesy i startupy. Czy kojarzą państwo takie historie ze swoich uczelni?
Rafał Mrówka: U nas to w pewnym sensie reguła. W Szkole Głównej Handlowej, obok programów dla doświadczonych menedżerów, stworzyliśmy podczas pandemii unikatowy w skali światowej program MBA for Startups. Jest przeznaczony dla founderów i menedżerów ze startupów, czyli właśnie tytułowych „młodych wilków”. Często przychodzą do nas z mglistą koncepcją, a w trakcie studiów, z pomocą kolegów, rozwijają ją w realny biznes. Mamy już kilka startupów, które narodziły się na studiach i znalazły finansowanie. Na unicorna jeszcze czekamy, ale mocno trzymam za to kciuki. Dodatkowo to jedyne studia MBA możliwe do realizowania online.
Paulina Łukaszuk: Mam dokładnie taką samą perspektywę. Największą siłą MBA jest network. W jednej grupie można znaleźć wsparcie w finansowaniu, marketingu czy skalowaniu biznesu. To absolutnie unikalne. W Akademii Leona Koźmińskiego, na zakończenie programu studenci realizują w grupach kompleksowe projekty doradcze. Bardzo często te plany, nad którymi pracowali miesiącami, są później wdrażane w życie jako nowe biznesy. Mamy na to liczne przykłady.
Tomasz Ludwicki: Na Uniwersytecie Warszawskim obserwuję zjawisko, które nazywam „wyrośniętymi startupami”. To firmy, które przeszły fazę prototypu, mają produkt, ale utknęły, zastanawiając się, co dalej. Stereotyp, że MBA jest tylko dla ludzi z korporacji, jest błędny. Mam trzy świetne przykłady. Pierwszy to Salad Story – Ania Krajewska przyszła do nas, by zaplanować dalszy rozwój firmy. Podobnie założycielki firmy kosmetycznej Mokosh, które na studiach opracowały dwa projekty doradcze: jeden operacyjny, drugi dotyczący ekspansji zagranicznej. Ostatnio głośno jest też o Floatly, systemie do zarządzania dla MSP, który również był efektem naszego projektu doradczego.
Mówili państwo o różnorodności w grupach, o menedżerach i startupowcach. To prowadzi do pytania o rekrutację. Czy każdy może się zgłosić i jak dobieracie uczestników, by stworzyć tak zróżnicowane grupy?
Rafał Mrówka: Zgłosić może się każdy, ale proces rekrutacyjny jest wymagający. Na niektóre programy w Szkole Głównej Handlowej przyjmujemy jedną na trzy osoby. Patrzymy na dotychczasowe osiągnięcia kandydata i na to, czy jego doświadczenie będzie cenne dla innych. Jednak drugim elementem jest układanka – budowanie grupy. Czy brakuje nam finansisty, inżyniera, a może kobiet, których niestety często nie ma? Moją ulubioną kategorią kandydatów są „dziwni ludzie” – ci, którzy wymykają się klasyfikacjom: menedżerowie ze sportu, kultury, artyści, olimpijczycy. Ta różnorodność jest największą wartością.
Paulina Łukaszuk: Skończyłam studia Executive MBA w Akademii Leona Koźmińskiego, jednak gdybym realizowała je na SGH jestem pewna, że trafiłabym do ulubionej kategorii Rafała, czyli do „dziwnych ludzi” (śmiech). Ale świetnie rozumiem, co profesor Mrówka ma na myśli. W Koźmińskim z jednej strony mamy wymogi formalne: test GMAT, rozmowa kwalifikacyjna i odpowiednie, minimum pięcioletnie doświadczenie menedżerskie. Z drugiej strony, kluczowe jest właśnie zbudowanie grupy z różnych kompetencji, żeby był i finansista, i prezeska, i prawnik, i rzecznik prasowy. Ludzie mają się nawzajem inspirować, a do tego potrzebne są różne perspektywy i środowiska.
Tomasz Ludwicki: Słuchając przedmówców mogę pokusić się o wniosek, że dobry MBA można poznać po barierach wejścia. Im więcej wymaga się od kandydatów, tym lepiej dla późniejszych absolwentów. Na Uniwersytecie Warszawskim jest egzamin wstępny, składający się z testu językowego, matematyczno-logicznego oraz rozmowy z komisją. Chodzi o sprawdzenie, czy kandydat jest zdeterminowany. Czy może być za późno na MBA? Chyba nie, mamy na studiach 50-latków i są fantastycznymi uczestnikami, wnoszą ogromne doświadczenie. A czy może być za wcześnie? Myślę, że tak. Czasem trafiają się osoby, które traktują MBA jak kolejny punkt do odhaczenia na liście, bez refleksji, czego naprawdę potrzebują. Choć to nie jest kwestia metryki. Nasz najmłodszy student miał 24 lata, ale założył firmę jako 19-latek. Spełniał więc wymogi formalne. Sam finansował studia. Chciał się dowiedzieć, jak dalej rozwijać swój dojrzały startup.
Czy w takim razie studia MBA mogą być alternatywą lub uzupełnieniem dla akceleratora startupów? Czy mogą nauczyć młodą osobę, jak założyć innowacyjny biznes?
Rafał Mrówka: A może to po prostu różne drogi? Czasem lepszy będzie akcelerator, czasem studia. MBA może nie tyle pozwoli uniknąć błędów, co zbudować bezcenny network ludzi, z którymi można rozwijać biznes. Martwiłbym się, gdyby nasz absolwent powiedział, że studia nie dały mu transformującego doświadczenia. To właśnie obiecujemy: zmianę sposobu myślenia.
Paulina Łukaszuk: Zgadzam się z Rafałem. Te studia mogą być akceleratorem, ale nie muszą. Właśnie po to prowadzimy rozmowy rekrutacyjne, by zrozumieć motywację kandydata. Jeśli „młody wilk” chce tylko szybko wyskalować i sprzedać startup, to być może dwa lata intensywnych studiów nie są tym, czego potrzebuje w danym momencie. Ale jeśli chce nauczyć się budować firmę w sposób zrównoważony, to jak potrafimy na taką potrzebę odpowiedzieć.
Tomasz Ludwicki: Trzeba skonfrontować się z narracją, że pójście na MBA gwarantuje podwyżkę i awans. A taka teza utrwaliła się w mediach przy okazji afery wokół Collegium Humanum [Kupowanie dyplomów MBA, głównie przez polityków, którzy dzięki temu otrzymywali m.in. intratne posady w Spółkach Skarbu Państwa – dop. red.]. To nie jest automatyzm. Kluczem jest dobry moment w karierze i realna inwestycja czasu i wysiłku. MBA nie jest receptą na sukces dla każdego, zawsze i wszędzie. Rafał użył kluczowego słowa: inwestycja. Jeśli włożysz w te studia zero wysiłku, zero otwartości i za mało czasu to wynik też będzie zerowy, niezależnie od prestiżu programu.
Temat działalności Collegium Humanum nie bez powodu wraca do naszej dyskusji. Już na początku rozmowy wspomniał pan o kryzysie wizerunkowym słabszych programów MBA. Jak dziś, po aferze związanej z działalnością Collegium Humanum, postrzegany jest tytuł MBA? Czy ten wizerunek został nadszarpnięty?
Paulina Łukaszuk: Dla naszych uczelni ta cała afera zrobiła wiele dobrego. Uczelnie akredytowane, prowadzące programy światowej klasy, po prostu na tej sytuacji wygrały. Dlaczego? Bo osoby zainteresowane studiami zaczęły uważnie sprawdzać jakość programów. W przestrzeni publicznej zaczęliśmy głośno mówić o tym, czym są akredytacje, rankingi i na co zwracać uwagę. Dla nas, dla uczelni, które od lat budowały swoje programy z troską o najwyższą jakość, był to moment, w którym mogliśmy z pełnym przekonaniem powiedzieć: „Zapraszamy”.
Rafał Mrówka: To znamienne, że do SGH kandydaci nie przychodzą po dyplom. Mówią wprost, że jest on najmniej ważny. Owszem, formalnie daje on prawo do zasiadania w radach nadzorczych, ale prawie nikogo z naszych absolwentów to nie interesuje. Oni przychodzą po transformujące doświadczenie, po kontakty, po inspirację do rozwoju swojego pomysłu. Awans i wyższe wynagrodzenie to najczęściej naturalny skutek, a nie cel sam w sobie.
Tomasz Ludwicki: Problem polega na tym, że gdy mamy produkt prestiżowy, zawsze pojawią się podróbki. I skala tego zjawiska była większa, niż się wydaje. Często były to zwykłe studia podyplomowe, do których w nazwie dopisano „MBA”, nic więcej nie zmieniając. Kluczem jest edukowanie kandydatów. Dzięki tej sytuacji świadomość na temat akredytacji znacznie wzrosła. Dziś na spotkaniach informacyjnych nie muszę już tłumaczyć od podstaw, czym są akredytacje, bo kandydaci mają już na ten temat podstawową wiedzę. I to jest wielki plus.
Uczelnie często kojarzą się z teorią. Studia MBA, z tego co słyszę, mają jednak wymiar praktyczny. Czy tak jest w istocie?
Rafał Mrówka: Te studia to jedna wielka praktyka. Porządkujemy wiedzę i pokazujemy modele, ale studenci ciągle realizują projekty i analizują prawdziwe case’y, nieustannie zderzając teorię z rzeczywistością. Adepci MBA nie przychodzą na SGH, by czytać kolejny podręcznik, ale szukać realnych inspiracji do dalszego rozwoju.
Paulina Łukaszuk: MBA w Akademii Leona Koźmińskiego to praktyka osadzona w wiedzy naukowej. Ja jestem humanistką, a na studiach Executive MBA musiałam zmierzyć się ze statystyką, finansami i ekonomią. To był krew, pot i łzy. Ale uczyłam się tego nie z książki, tylko realizując konkretne projekty i analizując bieżącą sytuację gospodarczą na świecie. Jeśli człowiek rozumie, po co coś robi, i potrafi to odnieść do swojej rzeczywistości, jest w stanie nauczyć się wszystkiego.
Tomasz Ludwicki: Nie ma nic bardziej praktycznego niż dobra teoria – miałem okazję się o tym przekonać, gdy przez kilka miesięcy pełniłem obowiązki prezesa PLL LOT. Wiedza z rachunkowości czy prawa jest bezcenna przy podejmowaniu realnych decyzji. Dziś kluczową metodą nauczania jest flipped classroom: materiały do czytania w domu, a na zajęciach dyskusja. Kluczem MBA nie jest dawanie gotowych rozwiązań. Uczymy, jak mierzyć się z wyzwaniami i rozwiązywać problemy, by absolwent potrafił sobie poradzić w każdej sytuacji lub wiedział, gdzie szukać odpowiedzi.
Jak sztuczna inteligencja wpływa na studia MBA?
Rafał Mrówka: Musimy uczyć studentów posługiwania się AI, bo ta technologia zmienia biznes. Jednocześnie uzupełniamy ich wiedzę tam, gdzie AI ma braki – np. nie jest empatyczna, a my uczymy empatii, bo potrzebujemy takich przedsiębiorców. Czasem te studia pokazują, co naprawdę chcemy robić w życiu, jak w przypadku absolwentki, która odeszła z dyrektorskiego stanowiska w firmie i założyła hospicjum.
Tomasz Ludwicki: Na prośbę absolwentów uruchomiliśmy program „AI for Executives”, by mogli nadrobić niezbędną dziś wiedzę. Nie tworzymy jednak MBA z dopiskiem AI, bo nie podążamy za każdym trendem. Mimo to sztuczna inteligencja jest obecna na zajęciach, ponieważ zmienia sposób prowadzenia dyskusji, analitykę i generowanie rozwiązań dla biznesu, więc nie da się jej pominąć.
Paulina Łukaszuk: Zgadzam się, że wątek AI musi pojawiać się w programach MBA, bo naszym zadaniem jest wspieranie liderów w coraz bardziej scyfryzowanym świecie. W Akademii Leona Koźmińskiego nie pomijamy tej kwestii. Ale w tym zakresie wolałabym oddać głos ekspertom AI.
Na co powinni zwrócić uwagę kandydaci, wybierając program MBA dla siebie?
Rafał Mrówka: Moja rada jest prosta: jeśli nie czujecie się kompetentni w ocenie programów, zdajcie się na międzynarodowe akredytacje: AMBA, EQUIS i AACSB. To fundamentalna wskazówka. Gdy już macie listę akredytowanych uczelni, wtedy możecie wybierać na podstawie niuansów.
Paulina Łukaszuk: Oprócz akredytacji warto zwracać uwagę na rankingi, ale nie patrzcie tylko na pozycję, a na składowe oceny. Ponadto dla mnie kluczowe są dwa elementy: jakość programu i użyteczność.
Tomasz Ludwicki: Do kryteriów wyboru dodałbym aktywność absolwentów. Warto sprawdzić, jakie są ich dokonania: sprawdźcie co stworzyli. Dobre programy MBA tworzą wokół siebie trwałe wspólnoty. Oprócz akredytacji i rankingów, niezwykle ważna jest osobista rekomendacja absolwentów – warto z nimi porozmawiać.
------------
Okiem praktyka
Jarosław Sroka
Incredibles, współtwórca MBA for Startups
Studia MBA dla założycieli startupów stanowią szansę na uporządkowanie chaosu. W codziennym pędzie, gaszeniu pożarów i pogoni za kolejnymi szansami często brakuje im struktury, systemowego rozumienia podstaw zarządzania i ram decyzyjnych. Te elementy są kluczowe, by unikać pułapek, które pochłaniają czas i cenne zasoby. MBA dostarcza solidnych narzędzi: praktycznej wiedzy strategicznej, systemowego spojrzenia i sieci kontaktów, które realnie przyspieszają skalowanie firmy.
Dzisiejsze startupy w Polsce potrzebują przede wszystkim wiedzy, a nie tylko kapitału. Polski ekosystem przypomina Dolinę Krzemową sprzed dekady, gdzie napływ kapitału już jest, ale brakuje głębokiego rozumienia mechanizmów biznesowych. MBA może wypełniać tę lukę, dostarczając wiedzy, której startupy często szukają na oślep.
Jak w programie InCredibles, gdzie „dajemy wędkę, a nie rybę”, MBA nie podaje gotowych schematów, lecz uczy, jak świadomie korzystać z narzędzi. To doskonałe uzupełnienie programów akademickich, dające założycielom fundacje, narzędzia i sieć mentorów, która zostaje z nimi na dłużej.
Odmieniana przez wszystkie przypadki „innowacja” bez kompetencji, praktycznego warsztatu, zrozumienia finansów, HR i strategii może się rozmyć. MBA przyspiesza tę naukę, pozwalając uniknąć lat prób i błędów. W świecie, gdzie smart money – wiedza i doświadczenie inwestorów – jest coraz cenniejsze, MBA umożliwia założycielom nie tylko poznanie tej sieci, ale też efektywne z niej korzystanie. Ostatecznie, to nie dyplom jest najważniejszy, ale struktura i perspektywa, jaką MBA wnosi.
------------
Okiem praktyka
Maciej Noga
Grupa Pracuj, wykładowca MBA for Startups
Jako przedsiębiorca od wielu lat budujący organizacje w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu, absolwent MBA University of Chicago oraz wykładowca w programie MBA for Startups, wiem, że energia i dobry pomysł to jedynie punkt wyjścia. Prawdziwym wyzwaniem jest umiejętne połączenie zarządzania wzrostem, ludźmi, finansami i procesami w spójną całość. Brak tej kompetencji często prowadzi do błędów, które mogą zatrzymać rozwój w kluczowym momencie. Program MBA dostarcza przedsiębiorcy właśnie tego brakującego elementu – systemowego spojrzenia na firmę, zrozumienia powiązań między obszarami oraz przewidywania konsekwencji decyzji w długim horyzoncie.
Czy MBA powinno być dostępne dla młodszych przedsiębiorców? Zdecydowanie tak. Founder, który wcześnie zrozumie mechanizmy skalowania biznesu, budowania zespołów i przyciągania talentów, uniknie wielu kosztownych lekcji „na własnej skórze”. MBA nie zastępuje akceleratora, ale stanowi jego naturalne uzupełnienie – akcelerator nadaje tempo i kierunek, MBA buduje fundamenty, dostarcza narzędzi i uczy konsekwentnego działania, nawet gdy rynek wymusza zmianę kursu.
MBA to przede wszystkim nauka w oparciu o studia przypadków, które pozwalają w krótkim czasie przyswoić wiedzę i perspektywę równą wieloletniemu doświadczeniu. To najlepszy sposób na zdobycie nie tylko umiejętności, ale też inspiracji do prowadzenia biznesu z sukcesem.
W świecie, w którym przewagę konkurencyjną daje zdolność przyciągania najlepszych ludzi, kształtowania kultury organizacyjnej i efektywnego wykorzystywania danych, wygrywają liderzy potrafiący połączyć wizję z praktycznym warsztatem menedżerskim. MBA rozwija właśnie ten warsztat, a dodatkowo zapewnia dostęp do unikalnego networku – ludzi, którzy otwierają drzwi, podpowiadają rozwiązania i stają się partnerami w rozwoju.
Z mojego doświadczenia to nie jest koszt, lecz inwestycja o wyjątkowo wysokiej stopie zwrotu – szczególnie dla tych, którzy mają ambicję tworzyć firmy odporne na każdą rynkową burzę.
Więcej możesz przeczytać w 9/2025 (120) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.