Startupy nie wystarczą

Startupy
Startupy, fot. Adobe Stock
Może będzie to dziś niepopularne stwierdzenie, ale same startupy nie wystarczą, by kraj stał się innowacyjny i wszedł do klubu najbogatszych. Niepopularne, bo wiadomo, każdy kraj chciałby być określony – jak Izrael – mianem startup nation, każdy chciałby mieć też u siebie swoją technologiczną Dolinę Krzemową.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 11/2022 (86)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Nawet w samych Stanach Zjednoczonych nie ma jednej takiej „doliny”: w Los Angeles jest Silicon Beach, w Austin w Teksasie – Silicon Hills, na Środkowym Zachodzie – Silicon Prairie, a w Nowym Jorku Silicon Alley. To tylko pokazuje, że takie startupowe i krzemowe pojmowanie innowacyjności jest powszechne. Tymczasem prawdziwe innowacje i krzemowe zagłębia są gdzie indziej.

W latach 70. chińskie Shenzen było ciągiem wiosek rybackich wzdłuż granicy z Hongkongiem. Komuniści postanowili, że zrobią eksperyment z kapitalizmem i utworzą tam specjalną strefę ekonomiczną. Wybrali peryferia, bo jakby eksperyment przypadkiem się nie powiódł, to łatwiej byłoby się z niego po cichu wycofać. Ale eksperyment się udał. Dziś ten region jest najbogatszy w całych Chinach i słynie z produkcji telefonów komórkowych. 

Niezależnie jakiej marki telefon trzymacie w ręce, to został on wyprodukowany (choć już nie zaprojektowany) w Shenzen. Dlaczego akurat tam? Ano dlatego, że chińscy urzędnicy od początku chcieli, by produkcja obejmowała cały łańcuch dostaw. Wyprodukowanie telefonu wymaga integracji tysięcy komponentów pochodzących od setek dostawców: kto inny robi odbiorniki, anteny, płytki ekrany czy kleje. Dostawcy tych komponentów opierają się jeszcze na innych poddostawcach. Całość trzeba złożyć w jednym miejscu przy niezwykle napiętych terminach i bardzo niskiej tolerancji błędu. I choć nie znacie takich firm, jak Foxconn, Huabei, Flextronics czy MediaTek to wszystkie są zlokalizowane w Shenzen i to one produkują wasz telefon – niezależnie czy nazywa się Samsung czy Apple. I naprawdę bardzo mocno kombinują, by zrobić to lepiej, szybciej i taniej.

Region ten dzięki temu stał się zagłębiem innowacji, o których nikt właściwie nie słyszał, bo dotyczyły produkcji. Shenzen w pewnym momencie był też miejscem produkcji pirackich telefonów, określanych mianem „shanzai”. Wystarczyła grupa młodych inżynierów, którzy mając pod ręką cały zestaw części, robili kopię flagowego telefonu wielkiego producenta. Ale dokładali do tego np. możliwość umieszczenia w nim dwóch kart sim, odbiorniki radiowe czy telewizyjne, a nawet wykrywacze fałszywych pieniędzy. Dziś na gruzach tych pirackich zakładów działają takie marki jak Oppo czy ZTE. 

Nigdzie na świecie – ani w Europie, ani w USA – nie ma miejsca, które łączyłoby tyle firm w jeden ekosystem produkcyjny. A dlaczego to ważne? Bo od tego systemu jesteśmy dziś uzależnieni. To że brakuje chipów do samochodów wynika z tego, że umieją je robić Chińczycy w Shenzen i nikt inny. Kiedy Apple chciał przenieść produkcję telefonów do USA, to nie tylko nie mógł znaleźć inżynierów produkcji, ale zwykłych dostawców śrubek, które by się do tego nadawały. 

Olga Malinkiewicz z Saule Technologies, bohaterka tego numeru, ma ambicje, by właśnie w Polsce stawiać fabrykę paneli fotowoltaicznych. To pierwszy krok ku temu byśmy wdrożyli jej innowację do masowej produkcji i być może stali się w tym najlepszymi na świecie. Bo innowacyjnego produktu nie wystarczy wymyślić, trzeba go jeszcze wyprodukować. 

Więcej możesz przeczytać w 11/2022 (86) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY