Reklama

Najlepszym inwestorem jest praktyk. Nowy fundusz Rosso Capital zainwestuje w startupy marketingowe

Najlepszym inwestorem jest praktyk. Nowy fundusz Rosso Capital zainwestuje w startupy marketingowe
fot. Jerzy Przeździecki i Piotr Potorski, właściciele Rosso Capital.
– Naszą ambicją nie jest finansowanie jak największej liczby startupów, ale wybór projektów, którym poza kapitałem możemy zaoferować coś znacznie cenniejszego –  mówią twórcy funduszu Rosso Capital. Rozmawiam z Piotrem Potorskim oraz Jerzym Przeździeckim - właścicielami Rosso Capital.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Rosso Capital, fundusz twórców Red8 i VerdeAgency, rozwija platformę cAIsting.ai do licencjonowania syntetycznych tożsamości w reklamie i e-commerce. System nadaje cyfrowym postaciom certyfikowany status prawny, umożliwiając markom bezpieczne wykorzystanie wizerunków AI w produkcjach komercyjnych.

Jaką lukę na polskim rynku inwestycyjnym chce wypełnić Rosso Capital?

Zdajemy sobie sprawę, że na rynku nie brakuje kapitału. Znacznie trudniej znaleźć inwestora, który naprawdę zna i rozumie branżę, w którą inwestuje. W Rosso Capital odrzucamy opcję bycia wyłącznie inwestorem finansowym. Koncentrujemy się na obszarze marketingu, komunikacji i technologii wspierających te dziedziny, bo właśnie tutaj od blisko 30 lat budujemy marki, realizujemy projekty dla największych polskich i międzynarodowych firm i obserwujemy, jak ten rynek się zmienia. Rozumiemy nie tylko potrzeby klientów i mechanizmy rządzące markami, ale przede wszystkim sami – jako uczestnicy tego rynku – mierzymy się z jego wyzwaniami. To właśnie nasze doświadczenia, obserwacje i własne insighty wyznaczają kierunek, w którym rozwijamy Rosso Capital.

Naszą ambicją nie jest finansowanie jak największej liczby startupów, ale wybór projektów, którym poza kapitałem możemy zaoferować coś znacznie cenniejszego: doświadczenie, dostęp do klientów, kompetencje strategiczne i możliwość szybkiej weryfikacji produktu na rynku.

Wierzymy, że właśnie takiego wyspecjalizowanego, operacyjnego inwestora w Polsce nadal brakuje. Rosso Capital powstało z przekonania, że najlepszym inwestorem jest praktyk, a nie wyłącznie dostawca kapitału.

Czy Rosso Capital to venture builder?

Nie zamykamy się w jednej definicji. Nie wychodzimy od pomysłu na startup – wychodzimy od problemu, który warto rozwiązać. Dlatego część projektów będzie powstawała wewnątrz Rosso Capital, gdy dostrzegamy wyraźną lukę rynkową lub uważamy, że dostępne rozwiązania nie odpowiadają na realne potrzeby klientów. Właśnie w ten sposób narodził się m.in. cAIsting.ai.

Jednocześnie jesteśmy otwarci na projekty zewnętrzne. Warunek jest jeden – musimy wierzyć, że możemy wnieść do nich znacznie więcej niż kapitał. Jeśli nie widzimy przestrzeni do realnego wsparcia biznesowego, marketingowego czy sprzedażowego, sama inwestycja finansowa nas nie interesuje.

Nie inwestujemy w branże, których dopiero musimy się nauczyć. Inwestujemy wyłącznie tam, gdzie przez lata sami budowaliśmy wartość.

Dlaczego fundusz zamiast kolejnego projektu w Verde?

VerdeAgency jest agencją reklamową i chcemy, aby nią pozostała. Rosso Capital pełni zupełnie inną rolę – buduje i rozwija spółki technologiczne oraz inwestuje w przedsięwzięcia, które mogą zmieniać sposób działania branży marketingowej.

Oddzielenie tych dwóch światów jest dla nas bardzo ważne. Chcemy, aby było jasne, że spółki rozwijane przez Rosso Capital działają niezależnie od VerdeAgency i – podobnie jak cAIsting.ai - funkcjonują jako rozwiązania agnostyczne wobec rynku, dostępne dla różnych podmiotów w ekosystemie, również dla innych agencji kreatywnych, domów produkcyjnych. marek czy platform e-commerce.

Zależy nam na uniknięciu konfliktu interesów. cAsting.ai nie mia być narzędziem jednej agencji, lecz rozwiązaniem, z którego może korzystać rynek, oczywiście na zasadach licencyjnych. I tutaj dodałaby, jeszcze, że to wymaga osobnej struktury, modelu sprzedaży i przejrzystych zasad dostępu do technologii.

Przyjrzyjmy się Waszemu najnowszemu produktowi – cAIsting.ai. Jak technicznie możecie dowieść, że dana twarz nie ma absolutnie żadnego „ludzkiego" pierwowzoru w danych treningowych?

Nie możemy. I właśnie dlatego powstał cAIsting.ai.

Dziś nie istnieje wiarygodna metoda pozwalająca udowodnić, że twarz wygenerowana przez ogólnodostępny model AI nie ma swojego pierwowzoru w danych treningowych. Takie modele uczą się na ogromnych zbiorach danych, których pełny skład często nie jest znany ani użytkownikom, ani nawet twórcom korzystającym z tych technologii. A biorąc pod uwagę wchodzące za chwilę regulacje (AI Act), kwestia ta nabierze nowego znaczenia.

Dlatego odwróciliśmy sposób myślenia. Zamiast próbować udowodnić brak pierwowzoru, budujemy system, w którym pochodzenie każdego cyfrowego wizerunku jest znane i udokumentowane. Innymi słowy – zmieniamy pytanie z „czy ta twarz przypomina kogoś?" na „czy dokładnie wiemy, skąd pochodzi i jakie prawa do niej posiadamy?".

W cAIsting.ai rozwijamy dwa modele. Pierwszy to cyfrowe odpowiedniki prawdziwych osób, które świadomie zgodziły się na stworzenie swoich AI Ready Digital Twins i udzieliły odpowiednich zgód licencyjnych. Drugi to cyfrowe postaci syntetyczne, których proces powstawania od początku opiera się na kontrolowanym procesie twórczym i jasno zdefiniowanych materiałach źródłowych, dzięki czemu ich rodowód może być precyzyjnie udokumentowany.

Naszym celem nie jest udowodnienie, że dana twarz „nie przypomina nikogo". Chcemy, aby marka zawsze wiedziała, skąd pochodzi dany cyfrowy wizerunek, jakie prawa do niego posiada i na jakich zasadach może go wykorzystywać. Wierzymy, że właśnie taki standard stanie się fundamentem bezpiecznej produkcji AI.

Jak zagwarantować marce, że ta sama twarz AI nie pojawi się za tydzień w reklamie jej bezpośredniej konkurencji?

To nie jest przede wszystkim problem technologiczny, lecz licencyjny.

I właśnie dlatego cAIsting.ai działa bardziej jak profesjonalna agencja castingowa niż generator obrazów.

Każdy cyfrowy wizerunek w naszej bazie może być objęty indywidualnymi zasadami licencjonowania. Marka może kupić licencję niewyłączną, ale może również zastrzec wyłączność – na określony czas, kategorię produktową, rynek czy konkretną kampanię. W takiej sytuacji dany wizerunek nie zostanie udostępniony konkurencyjnym markom zgodnie z warunkami umowy.

To dokładnie ten sam model, który od lat funkcjonuje przy współpracy z ambasadorami marek czy aktorami reklamowymi. Różnica polega na tym, że zarządzamy cyfrowymi wizerunkami.

Jest jednak jeszcze jedna przewaga, której klasyczne agencje castingowe nie są w stanie zaoferować. Nasze postaci syntetyczne istnieją wyłącznie w ekosystemie cAIsting.ai, więc to my prowadzimy pełną ewidencję licencji i pochodzenia oraz zarządzamy zasadami ich wykorzystania. Oznacza to, że prowadzimy kompletną historię ich legalnego wykorzystania. W przypadku tradycyjnych modeli, a nawet cyfrowych odpowiedników prawdziwych osób, jest to trudniejsze, bo ta sama osoba może pracować równolegle dla kilku podmiotów.

To daje markom nie tylko większą kontrolę nad wyłącznością, ale również dodatkowe bezpieczeństwo reputacyjne. Postaci syntetyczne nie prowadzą własnego życia, nie publikują kontrowersyjnych wpisów w mediach społecznościowych, nie angażują się w spory polityczne ani nie pojawiają się w kampaniach, które mogłyby zaszkodzić jej wizerunkowi. 

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama