Historia ma sprawić, że zostaniesz zapamiętany
Kiedy – wspólnie z CO–founderem – podjęliście ostateczną decyzję o tym, że przenosicie się do Doliny Krzemowej?
Nasz startup powstał z myślą o globalnym rynku – oferujemy produkty w modelu SaaS, więc w zasadzie od początku pojawiali się klienci z całego świata, głównie, co ciekawe, ze Stanów Zjednoczonych. Z Dawidem od zawsze byliśmy nieco oderwani od lokalnego ekosystemu startupowego: raz, że jesteśmy z Gdańska, gdzie ten ekosystem nie jest jakoś wybitnie rozwinięty, dwa – pracowaliśmy zdalnie dla spółek z USA, głównie Nowego Jorku, skąd czerpaliśmy wzorce. Wydawało nam się, że skoro świadczymy usługi przez internet, nie musimy fizycznie być w Stanach.
Kto sprawił, że zmieniliście zdanie?
W pewnym momencie do spółki wszedł fundusz 500 Emerging Europe i to właśnie jego przedstawiciele zasugerowali, że to idealny moment, aby spróbować podbić Silicon Valley. Ważne – niczego nam nie narzucili, ostateczna decyzja była po naszej stronie. Zabrzmi to jak jedna z tych nierealnych romantycznych historii, ale my naprawdę zdecydowaliśmy się na przeprowadzkę w dwa tygodnie – spakowaliśmy plecaki i polecieliśmy.
Jak wspominasz pierwsze dni już na miejscu?
Byliśmy na łączach z nowojorskimi startupami, ale w Dolinie Krzemowej byliśmy ludźmi znikąd – bez dyplomów z prestiżowych amerykańskich uczelni na koncie, bez wpływowych przyjaciół czy rodziców, którzy zapewniliby nam lepszy start. Budowaliśmy własną pozycję od zera i z perspektywy czasu muszę przyznać, że była to najlepsza biznesowa decyzja, jaką kiedykolwiek podjęłam, bo w pół roku dowiedziałam się więcej o robieniu biznesu, niż przez pięć lat w Polsce. Zetknęłam się z zupełnie innym mindsetem, innym podejściem do prowadzenia firmy.
Czyli jakim?
Polecieliśmy do San Francisco z założeniem, że jeśli chcemy zostać tam na stałe, musimy w 12 miesięcy pozyskać amerykańskiego inwestora, chociażby ze względu na znacznie wyższe koszty prowadzenia firmy. Ludzie często narzekają, że gdyby nasz kraj miał lepszy dostęp do kapitału, powstawałoby nad Wisłą jeszcze więcej startupów. To bzdura. W Dolinie Krzemowej owszem, ten dostęp jest znacznie bardziej ułatwiony, ale jest też ogromna konkurencja o uwagę inwestorów – i to m.in. świadczy o sile tego ekosystemu.
W jaki sposób wy konkurowaliście o uwagę?
To była mozolna praca w stylu chodzenia na kilka wydarzeń networkingowych dziennie – poznawaliśmy ludzi, którzy łączyli nas z innymi ludźmi, robili intro do kolejnych ważnych osób. W pół roku znaleźliśmy finansowanie, co uważam za ogromny sukces, jeśli weźmiemy pod uwagę nasz punkt startowy.
Gdzie tkwiły wasze największe przewagi? Może właśnie w tym, że byliście – jak sama przyznałaś – ludźmi trochę znikąd, nieprzesiąkniętymi pewnymi wzorcami.
Przede wszystkim mieliśmy za sobą świetną historię. Wiecie, oto do Doliny Krzemowej przyjechali hakerzy z Europy Środkowo-Wschodniej, którzy wcześniej złamali zabezpieczenia największych firm technologicznych na świecie. Ponadto mieliśmy solidny background techniczny, a dla większej...
Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów
Masz już prenumeratę? Zaloguj się
Kup prenumeratę cyfrową, aby mieć dostęp
do wszystkich tekstów MyCompanyPolska.pl
Co otrzymasz w ramach prenumeraty cyfrowej?
- Nielimitowany dostęp do wszystkich treści serwisu MyCompanyPolska.pl
- Dostęp do treści miesięcznika My Company Polska
- Dostęp do cyfrowych wydań miesięcznika w aplikacji mobilnej (iOs, Android)
- Dostęp do archiwalnych treści My Company Polska
Więcej możesz przeczytać w 2/2026 (125) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.