Dolina Krzemowa wymaga od ludzi wejścia w tryb maniaka
Czy w Dolinie Krzemowej jest coraz więcej Polaków?
Wydaje mi się, że zjawisko, o które pytasz, zrobiło się bardzo wyraźne, zwłaszcza porównując obecny stan do sytuacji, jaka miała miejsce jeszcze choćby półtora roku temu. Moje doświadczenia są takie, że przyjeżdżając do San Francisco jako Polak, możesz wpaść w jeden z dwóch trybów: albo masz wrażenie, że w Silicon Valley nie ma nikogo z Polski, albo spotykasz rodaków dosłownie na każdym kroku.
Skąd ta rosnąca liczba rodaków?
Może dlatego, że sporo osób już przetarło szlaki? Polski zaciąg w OpenAI pokazał, że wyjazd za granicę nie musi oznaczać bezosobowej pracy dla gigantycznej korporacji bądź banku inwestycyjnego. Poza tym na pewno coraz więcej Polaków kończących obecnie studia jest smart i chce robić startupy. Podróżowanie do USA i otwieranie tamtejszego rynku stało się proste jak nigdy, również lokalne fundusze venture capital zaczęły motywować founderów do myślenia w kategoriach US–first, a to się najczęściej wiąże z przenosinami do Kalifornii. Amerykanie mają bardzo dobrą opinię o Polakach.
Stan gry zmieniła także sztuczna inteligencja oraz jej wpływ na rozwijanie startupu. Obecnie – jeśli jesteś w miarę ogarnięty – MVP możesz zrobić samemu, nie musisz od razu utrzymywać całego zespołu. Lecisz do San Francisco w pojedynkę i na miejscu szukasz potencjalnych współpracowników bądź inwestorów, co oczywiście w teorii brzmi łatwo, lecz w rzeczywistości jest bardzo wymagającym zadaniem.
Pod jakimi względami?
Fundusze venture capital w Stanach Zjednoczonych nie lubią tzw. fundraising tourists, czyli osób, które z samego założenia są w USA na chwilę. Amerykańscy inwestorzy muszą uwierzyć, że myślisz o tym rynku poważnie, wiążesz z nim swoją przyszłość, masz pożądany przez nich mindset.
Czyli jaki?
Podam przykład. Są dwa zespoły budujące ten sam produkt, powiedzmy – latający samochód. Polacy mają tendencję do raczej ostrożnego opowiadania o swoich pomysłach, żeby przypadkiem nie sprzedać zbyt wielu informacji – generalnie robimy underselling, mówimy o własnych dokonaniach raczej ze skromnością. Natomiast amerykański founder, nawet jeśli był stażystą w Mecie i wyłącznie przewinął się przez Stanford, będzie opowiadał, że w zasadzie współtworzył Facebooka, był kluczową osobą w korporacji, a wkrótce wygryzie Elona Muska, Jeffa Bezosa i innych największych. Na swój projekt będzie potrzebował 500 mln dol., a nie – jak Polacy – ledwie niewielkiej transzy. Nad Wisłą, jeśli chodzi o zbieranie rundy, jesteśmy przyzwyczajeni do podejścia, w którym przychodzimy do venture capital poniekąd jak uboga krewna. Takie myślenie w USA nie zadziała, gdyż głównym zadaniem funduszy VC ze Stanów Zjednoczonych jest nieprzegapienie the next big thing – tamtejszych inwestorów niespecjalnie martwi, że przepalą kasę na 99 startupach, bo szukają tej jednej, jedynej perełki.
Mindset amerykański to również opakowanie swojego produktu w interesującą, wiarygodną historię. Inwestor jest w pewnym sensie twoim klientem,...
Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów
Masz już prenumeratę? Zaloguj się
Kup prenumeratę cyfrową, aby mieć dostęp
do wszystkich tekstów MyCompanyPolska.pl
Co otrzymasz w ramach prenumeraty cyfrowej?
- Nielimitowany dostęp do wszystkich treści serwisu MyCompanyPolska.pl
- Dostęp do treści miesięcznika My Company Polska
- Dostęp do cyfrowych wydań miesięcznika w aplikacji mobilnej (iOs, Android)
- Dostęp do archiwalnych treści My Company Polska
Więcej możesz przeczytać w 2/2026 (125) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.