Reklama

Udźwignąć Versace

Błażej Chyła
Błażej Chyła / Fot. materiały prasowe
Błażej Chyła, twórca Quantum Neuron, każdy swój sukces wykuwa z tą samą dyscypliną, z jaką bił rekordy siłowe jako nastolatek. Dziś jego cyfrowy personel obsługuje najbardziej luksusowe hotele świata, udowadniając, że w biznesie wygrywa ten, kto narzuca najwyższy standard.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 2/2026 (125)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Nasza rozmowa odbywa się w warunkach, które dla większości ludzi biznesu byłyby co najmniej rozpraszające. 31-letni Błażej jest właśnie na treningu w Londynie, w samym sercu Marylebone High Street, w klubie bokserskim Anthony’ego Joshuy. Choć spotykamy się zdalnie, przez ekran dociera do mnie gwar tego miejsca. Rzuca mi się w oczy, że Błażej nie siedzi w dresie ani owijkach, ale w śnieżnobiałej, nienagannie wyprasowanej, eleganckiej koszuli.

Kiedy pytam go o to specyficzne zestawienie elegancji z bokserskim ringiem, odpowiada bez wahania, że dla niego profesjonalizm nie zna przerw. Wierzy, że to, jak podchodzimy do drobnych szczegółów, definiuje nasze szanse na wielkie zwycięstwa. - Traktuję każdy e-mail, każdy telefon i każde spotkanie tak, jakby miało zadecydować o całym moim życiu. Wygrywasz nie dlatego, że masz chwilowy przypływ energii, ale dlatego, że ciężko i mądrze pracujesz każdego dnia, budując dyscyplinę, która wygrywa z opinią otoczenia - wyjaśnia z przekonaniem.

Buntownik z wyboru

Historia Błażeja nie zaczęła się jednak od technologii ani od ringu. Pochodzi z małej miejscowości na Pomorzu, gdzie w domu rodzinnym od zawsze dominowała muzyka klasyczna. Mama i dziadek to uznani dyrygenci, a on od dziecka był namawiany do pójścia w ich ślady. Rodzina widziała w nim śpiewaka lub pianistę, ale Błażej od początku czuł, że ta partytura nie jest napisana dla niego. Był „buntownikiem z wyboru”, dlatego rodzice nie mieli z nim łatwo. Każdą narzuconą ścieżkę kwestionował, uparcie szukając własnego kierunku.

To właśnie sport stał się dla niego narzędziem rebelii i platformą do budowania charakteru. W wieku zaledwie 15 lat podjął decyzję, która zdefiniowała jego przyszłe podejście do wyzwań. Sprzedał wtedy swoją konsolę do gier, by za uzyskane pieniądze kupić stary, zardzewiały sprzęt z lokalnej siłowni - sztangę i trochę obciążeń. Trenował w piwnicy, w warunkach dalekich od ideału. Ponieważ ciężary były różnych rozmiarów, a chciał dokładać kilogramów na sztangę, przywiązywał je zwykłymi sznurkami. – Po roku takich treningów, bez zaplecza i wsparcia, pojechałem do Warszawy na Mistrzostwa Polski w Trójboju Siłowym. Ludzie śmiali się ze mnie – z dzieciaka z prowincji w starych butach. Śmiech skończył się w momencie, gdy pobiłem rekord Polski w martwym ciągu, podnosząc 190 kg w kategorii superjuniora. Zrobiłem rekord nie dlatego, że byłem najsilniejszy, ale dlatego, że się nie poddałem, kiedy nikt nie patrzył. To był mój pierwszy twardy dowód na to, że dyscyplina i upór wygrywają z opinią otoczenia – opowiada Błażej.

Monetyzacja pasji

Samodzielność przyszła szybko i naturalnie. Mając 18 lat Błażej wyszedł z domu i zaczął utrzymywać się bez pomocy rodziców. Nie szukał pracy na etacie, nigdy też nie wysłał żadnego CV do pracodawcy. Zamiast tego postanowił zamienić swoją pasję do sportu i wiedzę o ludzkim organizmie w dochodowy biznes. Zakochał się w produktach cyfrowych, bo dawały mu coś więcej niż jednorazową usługę: skalę, powtarzalność i możliwość realnego wpływu.

W tamtym czasie opracował autorski program bazujący na rotacji węglowodanów i pracy na glikemii, który sprzedał w setkach sztuk, równolegle budując szybko rosnące social media. – Zawsze miałem potrzebę naprawiania tego, co nie działa. W sporcie wszystko widać od razu: liczby, forma, wynik – wspomina. By dowieść skuteczności swoich metod, ogłosił publicznie nabór do współpracy i tak poznał utalentowaną zawodniczkę Sandrę, którą z powodzeniem przygotował do Mistrzostw Polski w bikini fitness. Sandra zdobyła złoty medal.

Wybrał własną drogę zamiast studiów, na które spóźnił się z dokumentami, co dziś uznaje za zbawienny „efekt motyla”. Podczas gdy jego rówieśnicy dopiero poznawali teorię zarządzania, on budował swój pierwszy poważny zespół marketingowy zajmujący się strategią i kreacją. Błażej po raz kolejny zrozumiał wtedy, że kluczem do sukcesu nie jest ślepe szczęście, lecz powtarzalny proces, głębokie zrozumienie psychologii decyzji klienta oraz bezwzględna realizacja założonych celów. – Kiedy u progu dorosłości wyszedłem z domu, miałem potrzebę rzucania wyzwań rzeczywistości. Pozwoliło mi to szybko zacząć zarabiać na moich pomysłach. Nie szedłem ścieżką, którą chodzą inni, ale szukałem własnej drogi, budując markę osobistą i ucząc się, jak skutecznie sprzedawać wiedzę w sieci. Moi koledzy zdobywali wykształcenie, ja zdobywałem doświadczenie, które od razu dało konkretne wyniki finansowe – wspomina.

Skok na głęboką wodę

Kolejnym etapem jego rozwoju było stworzenie grupy cyfrowej oraz projektów o zasięgu międzynarodowym. Działając pod marką Quantum Media Group jako dom mediowy, Błażej uczył się budować wysokomarżowe kampanie i zarządzać organizacją działającą globalnie, w tym w Nowym Jorku. Równolegle realizował projekty o realnym wpływie społecznym. Stworzona przez niego Akcja Aktywizacji Zawodowej #UpiększamyPolki była programem wyrównywania szans dla kobiet, szczególnie z mniejszych ośrodków. Zbudowała społeczność ponad 1500 uczestniczek i pomagała wejść na rynek pracy w branży beauty - nie tylko przez naukę rzemiosła, ale też przez fundamenty prowadzenia działalności: od biznesu i marketingu po finanse i organizację. W tym samym czasie zespół Quantum Media wypracował top 1 proc. wyników kampanii na TikToku w segmencie beauty. Za ten wkład w aktywizację zawodową Błażej został doceniony nagrodą Orły Wprost, stając się najmłodszym laureatem w historii tego wyróżnienia.

Właśnie wtedy dostrzegł, jak wielkim problemem w biznesie jest personalizacja w dużej skali – im większa organizacja, tym łatwiej o utratę jakości i relacji z klientem. Potrzebował rozwiązania, które można skalować równolegle na wiele rynków bez utraty standardu i kontekstu. Proste chatboty nie rozwiązywały tego problemu, bo nie potrafiły prowadzić sprzedaży ani relacji w sposób spójny i powtarzalny.

Tak narodził się Quantum Neuron. Dziś firma tworzy cyfrowy personel – wirtualne persony prowadzące sprzedaż i obsługę klienta w kanałach takich jak WhatsApp, Instagram, e-mail czy połączenia telefoniczne. Pod maską tej technologii stoi inżynieryjna architektura: za każdą cyfrową postacią działa od sześciu do 18 wyspecjalizowanych agentów AI, a warstwa Curator w locie dobiera i optymalizuje do ośmiu modeli językowych oraz warstwy mowy (STT/TTS), by utrzymać najwyższą skuteczność i wydajność. – W pewnym momencie zdecydowałem, że chcę budować firmę stricte produktową, tworząc cyfrowe persony zdolne do proaktywnego działania. Nasza technologia pozwala skalować personalizację bez zwiększania zatrudnienia, oferując kogoś, kto nigdy nie zasypia, nie choruje i zawsze realizuje zadania zgodnie z najwyższym standardem. To nie jest zwykły program do odpowiadania na pytania, lecz cyfrowa persona, która rozumie swoją rolę w strukturach firmy klienta i potrafi zachować kontekst rozmowy nawet wtedy, gdy kanał komunikacji się zmienia – wyjaśnia współzałożyciel startupu.

Cyfrowe persony podbijają Dubaj

Quantum Neuron to sukces, który rośnie w imponującym tempie bez wsparcia dużych funduszy inwestycyjnych na starcie. Spółka, finansowana głównie z własnych środków, w mniej niż rok osiągnęła miesięczny powtarzalny przychód na poziomie 50 tys. dol. Technologia szybko przyciągnęła uwagę globalnych marek, jednak droga do kontraktów premium prowadziła przez rygorystyczne testy jakości, bezpieczeństwa oraz zgodności. Przełomem było podpisanie w grudniu ubiegłego roku pięcioletniego kontraktu z Palazzo Versace Dubai - po wymagających procedurach i testach operacyjnych, które potwierdziły gotowość technologii do pracy w branży luksusowej.

Cyfrowa persona Laura obsługuje gości hotelu w wielu kanałach, stając się integralnym elementem ekosystemu operacyjnego obiektu. – Przy marce takiej jak Versace obowiązuje jedna zasada: only the best is good enough. Jesteśmy dumni, że spełniliśmy standardy i że nasza współpraca od początku została zaprojektowana jako kontrakt pięcioletni, a nie eksperyment – podkreśla Błażej.

Sukces wdrożenia w Dubaju zaowocował rozmowami w sprawie wdrożeń w kolejnych elitarnych obiektach tej samej grupy, a jednocześnie otworzył rozmowy z kolejnymi sieciami. – Słyszymy to wprost: jeśli pracujecie z Versace, chcemy, żebyście pracowali z nami też – dodaje Błażej.

Prosto z Doliny Krzemowej

Potwierdzeniem jakości wizji Błażeja było przyjęcie do prestiżowego programu akceleracyjnego 500 Global Eurasia. Jak do tej pory Quantum Neuron jest jedynym polskim startupem, który zakwalifikował się do programu. To inicjatywa z bardzo surową selekcją – akceptację otrzymuje mniej niż 2 proc. zgłoszonych firm z całego świata, a finalna decyzja polega na weryfikacji technologii, zespołu, konkurencyjności produktu i skalowalnego modelu biznesowego przez ekspertów 500 Global pracujących m.in. w San Francisco. Dla zespołu był to moment twardego potwierdzenia, że budują firmę gotową na globalny rynek. Podczas programu startup Błażeja miał najwyższy przychód w swojej grupie – był dwukrotnie wyższy niż wyniki wszystkich pozostałych spółek razem wziętych. Finałowy dzień prezentacji w Tbilisi należał do nich: Błażej otwierał wydarzenie, a ich Digital Human Judy zapowiadała kolejnych uczestników.

Podczas trwania programu Błażej nie zwalniał tempa – narzucił sobie rytm pracy bazujący na dyscyplinie i pełnej obecności w procesie, traktując każdą sesję z mentorami jak test standardu, który musi dowieźć. – W trakcie akceleracji zwiększyliśmy nasz przychód o 50 proc., bo każde spotkanie traktowaliśmy jak walkę o najwyższą stawkę. Dla mnie mistrzostwo to stan umysłu, który każe pracować ciężej niż inni, nawet jeśli już odniosłeś spory sukces. Wykorzystujemy naszą technologię nawet we własnej rekrutacji: zanim kandydat trafi na rozmowę ze mną, musi najpierw przejść weryfikację przez naszą cyfrową personę, co bardzo skraca czas i podnosi jakość zespołu – tłumaczy przedsiębiorca. Ostatnią osobą, która dołączyła do zespołu, jest Agnieszka Sitarczuk – liderka marketingu i customer experience z międzynarodowym doświadczeniem, zdobytym m.in. w VISA, DBS Bank i HP.

Eliminacja powtarzalnych zadań

Błażej patrzy na sztuczną inteligencję pragmatycznie – nie jako substytut człowieka, lecz warstwę infrastrukturalną, która pozwala firmom skalować jakość, szybkość i spójność operacyjną. Jego celem jest eliminacja tak zwanej pracy jałowej, czyli powtarzalnych procesów pochłaniających czas zespołów i blokujących realną wartość. Quantum Neuron porządkuje ten chaos, przejmując masowe interakcje i procesy tak, aby ludzie mogli skupić się na relacjach, decyzjach i strategii.

Skuteczność tego podejścia potwierdzają liczby. Jeden z dużych brandów z USA, wymagający najwyższego standardu jakości i ciągłości obsługi, wygenerował w pierwszym tygodniu współpracy 10 tys. dol. dodatkowego przychodu dzięki wdrożeniu cyfrowej persony jako warstwy komunikacji i bezpośredniego wzrostu przychodu. W pierwszym miesiącu projekt przekroczył 200 proc. ROI, pokazując, że w segmencie premium liczy się nie „więcej narzędzi”, lecz infrastruktura, która utrzymuje standard w skali. Dlatego luksusowe marki traktują to nie jak automatyzację, ale warstwę revenue i service, która chroni doświadczenie gościa i dowozi wynik.

Błażej zauważa, że podejście do takich technologii różni się w zależności od rynku. W Polsce średnie firmy często patrzą na AI przez pryzmat cięcia kosztów, podczas gdy rynki takie jak Dubaj czy Stany Zjednoczone szybciej widzą w niej narzędzie do skalowania wartości. – Nasza technologia nie ma zastępować relacji ani luksusowego serwisu. Ma sprawić, że skala nie niszczy jakości. W świecie tysięcy interakcji dziennie AI staje się warstwą, która utrzymuje standard i ciągłość działania dwadzieścia cztery godziny na dobę. Moim celem jest, aby przedsiębiorcy od São Paulo po Warszawę mogli rozwijać się globalnie, nie tracąc kontroli nad jakością, tempem i wynikiem – podsumowuje Błażej.

Pułapka polskiej spółki

Błażej podejmuje decyzje szybko, analizuje błędy bez wymówek i od razu wdraża korekty. Dziś jest mądrzejszy o lekcje wyniesione z budowania struktury spółek. Przyznaje, że wybór spółki akcyjnej w Polsce nie był najlepszym ruchem z perspektywy globalnego kapitału. W polskich realiach lepszą ścieżką byłaby prosta spółka akcyjna. To doświadczenie nauczyło go jednak czegoś ważniejszego: startupy z globalnymi ambicjami powinny od początku myśleć o strukturze i jurysdykcji, które są najbardziej czytelne dla międzynarodowych inwestorów. Dlatego dziś Błażej doradza innym founderom, by od razu osadzali swoje biura w lokalizacjach, takich jak USA, Londyn czy Dubaj.

Obecnie grupa Quantum Neuron przygotowuje się do rundy finansowania na poziomie ok. 2 mln dol. Projekt spotyka się już z zainteresowaniem inwestorów. Błażej słucha rad doświadczonych mentorów, w tym Matta Miszewskiego, który pełnił funkcję Senior Vice President Global Public Sector w Salesforce. – Matt powiedział mi wprost, że zobaczę na stole 300 mln dol. szybciej, niż mi się wydaje, i radził, bym nie brał tej kasy, tylko poczekał i zbudował firmę wartą jeszcze więcej. Dla mnie to ogromna motywacja, ale też przypomnienie, że w biznesie liczy się realna wartość dla klientów i udziałowców, a nie romantyzowanie – zauważa Błażej.

Brak zgody na porażkę

Tam, gdzie rośnie presja i tempo, Błażej podnosi standard jeszcze wyżej. W jego filozofii nie chodzi o brak scenariuszy, bo tych jest wiele, lecz o brak zgody na odpuszczanie jakości i celu. Przyznaje, że największą satysfakcję daje mu budowanie czegoś, co realnie zmienia sposób działania firm i zespołów, i nie zamierza zwalniać tempa, dopóki Quantum Neuron nie osiągnie globalnej skali. – Mamy różne scenariusze rozwoju spółki, ale jedno jest niezmienne: nie uznaję porażki. Presja to naturalny element tej gry – jestem na nią gotowy, jem ją na śniadanie zaraz po pierwszej sesji treningowej. Tak wygrywają mistrzowie. Możemy się adaptować, iterować i zmieniać taktykę, ale kierunek się nie zmienia. A to, co osiągnęliśmy do tej pory, to zaledwie 15 proc. moich prawdziwych możliwości – mówi na koniec naszej rozmowy. – Udowodniliśmy już to, co najtrudniejsze do udowodnienia: potrafimy zbudować firmę za własne środki i dowieźć współpracę z jedną z najbardziej rozpoznawalnych i wymagających marek na świecie. To dopiero początek.

My Company Polska wydanie 2/2026 (125)

Więcej możesz przeczytać w 2/2026 (125) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama