Reklama

Nie gódźmy się na bycie średniakami

Tytus Cytowski
Tytus Cytowski / Fot. materiały prasowe
Ambicje polskich founderów muszą być dziesięć razy większe, jeśli chcą zaistnieć na międzynarodowych rynkach – wyjaśnia Tytus Cytowski, założyciel Cytowski & Partners, inwestor.
Reklama

Czy możemy mówić o Polskiej Tech Mafii w Dolinie Krzemowej?

W Dolinie Krzemowej jest coraz więcej Polaków, czy ludzi polskiego pochodzenia, ale nie powiedziałbym, że to zwarta grupa w stylu Skype Mafii czy PayPal Mafii – na razie są dobre polskie przyczółki. To raczej osoby, które się po prostu znają, regularnie towarzysko spotykają, a przy tym – wspierają. Żeby istniała „mafia”, muszą być exity oraz inwestycje Polaków w firmy innych Polaków w Dolinie Krzemowej.

Wiem, że Polska Tech Mafia to fajne określenie, nośne medialnie, ale w działaniach Polaków w Dolinie Krzemowej brakuje instytucjonalności – wyjątkiem jest centrum prof. Piotra Moncarza. Na przykład Bułgarzy mają swój Bulgarian Innovation Hub, czyli organizację non profit, założoną przez Bułgarów po exitach, którzy chcą wspierać swoich rodaków w Silicon Valley. Również Czesi czy Słowacy mogą pochwalić się podobnymi działami, my – wciąż, niestety, nie.

Dlaczego Bułgarom i Czechom się udało, a nam nie?

Bo Polska jest na tyle dużym i atrakcyjnym rynkiem, że nie musisz lecieć do Doliny Krzemowej, by odnieść sukces. Jeśli jesteś z niewielkiego kraju – takiego jak Czechy czy Słowacja – od pierwszego dnia myślisz o podboju największych rynków. Founderzy z mniejszych państw chętniej ze sobą współpracują, pomagają sobie wzajemnie, inwestują we własne przedsięwzięcia.

Inny przykład: Ukraina. Z polityczno–gospodarczych powodów, Ukraińcom nie robiło większej różnicy, czy zaplanują biznes z myślą o rynkach Unii Europejskiej czy amerykańskim, więc chętniej wybierali Stany Zjednoczone. Obecnie w San Francisco jest cała diaspora Ukraińców skupionych m.in. wokół funduszu Dnipro VC, którzy mają się świetnie.

A może brak tej mafii wynika z faktu, że nie potrafimy siebie sprzedać? Wielokrotnie słyszeliśmy przy okazji tego materiału, że Polacy niewystarczająco chwalą się własnymi dokonaniami.

To straszne uogólnienie. Osoby, które tak wam mówiły, zapewne opowiadały o sobie, a nie innych. Problem leży gdzie indziej. Często okazuje się, że ludzie nie są po prostu wystarczająco głodni i ambitni na Dolinę Krzemową. Możesz być najlepszym zawodnikiem Znicza Pruszków, ale to nie oznacza, że będziesz najlepszy w Lechu Poznań. Przez oba kluby zapewne przewinęło się mnóstwo utalentowanych chłopaków, lecz niewielu z nich miało taki etos pracy jak Robert Lewandowski, który jak tylko miał okazję, to kopał piłkę, a nie udawał, że kopie. Niestety, trochę udajemy, że w San Francisco jest Polska Tech Mafia, ale na takie deklaracje wciąż jest za wcześnie.

Oczywiście nie oznacza to, że w Silicon Valley brakuje ludzi, którzy działają na zasadach tech mafii. Świetnym przykładem są Sebastian Karaś i Filip Kozera, mający realny wpływ na rodaków w San Francisco – pomagają na różne sposoby, np. poprzez udostępnianie własnego biura. Zarówno ja, jak i Filip jesteśmy osobami, które chętnie otwierają drzwi do tego...

Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów

Masz już prenumeratę? Zaloguj się

Kup prenumeratę cyfrową, aby mieć dostęp
do wszystkich tekstów MyCompanyPolska.pl

Wykup dostęp

Co otrzymasz w ramach prenumeraty cyfrowej?

  • Nielimitowany dostęp do wszystkich treści serwisu MyCompanyPolska.pl
  •   Dostęp do treści miesięcznika My Company Polska
  •   Dostęp do cyfrowych wydań miesięcznika w aplikacji mobilnej (iOs, Android)
  •   Dostęp do archiwalnych treści My Company Polska

Dowiedz się więcej o subskrybcji

My Company Polska wydanie 2/2026 (125)

Więcej możesz przeczytać w 2/2026 (125) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama