Biznes w czasie pandemii. Co nas czeka

fot. East News fot. East News
Ograniczenie działalności setek tysięcy firm, krach na giełdzie, zwolnienia pracowników i masowe zamknięcia sklepów. To wydarzyło się tylko w pierwszej połowie marca. Czy to dopiero początek większego kryzysu, czy za kilka miesięcy wrócimy do wzrostów. Oto nasze trzy scenariusze.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 4/2020 (55)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Tylko od 2 do 16 marca, czyli na przestrzeni niespełna dwóch tygodni z warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych „wyparowało” niemal 280 mld zł. Choć nawet trudno wyobrazić sobie taką kwotę, to jednak tylko preludium do dramatu, który odgrywa się i będzie odgrywał przez najbliższe miesiące w setkach tysięcy polskich firm. Koronawirus zainfekował już branżę turystyczną, transport, przewoźników lotniczych, gastronomię, organizatorów imprez masowych, teatry, kina, branżę fashion, galerie handlowe oraz przemysł farmaceutyczny. Straty? W tym momencie nie do oszacowania. Pytanie jest jednak ważniejsze, jak przetrwać. Bo z punktu widzenia biznesu w momencie, kiedy kraj wszedł w okres kwarantanny, biznesowo weszliśmy w recesję.

Od 14 marca w całej Polsce obowiązuje zakaz funkcjonowania sklepów odzieżowych, meblowych, z artykułami oświetleniowymi czy sprzętem RTV AGD funkcjonujących w budynkach o powierzchni sprzedaży ponad 2 tys. mkw. Takich sklepów w Polsce jest kilkanaście tysięcy. Zamknięte są kina, a restauracje mają bardzo ograniczone możliwości działania (tylko jedzenie na wynos). Sfinks zanotował 90-procentowy spadek przychodów, z kolei Maxipizza, notowany na GPW właściciel sieci restauracji, poinformował o 20–50 proc. spadku przychodów. Centra handlowe (tych w Polsce jest ponad 500) „przyciągają” klientów wyłącznie sklepami spożywczymi, aptekami i placówkami bankowymi. Straty już teraz wynoszą setki milionów złotych. Przykładowo, firma CDRL, właściciel sklepów Coccodrillo wstępnie oszacowała, że sprzedaż w I kwartale br. spadnie o 30 proc. w porównaniu do minionego roku. Oznacza to realną stratę na poziomie 10 mln zł. Potencjalny wzrost zamówień przez internet nie będzie w stanie pokryć tych strat. 

Ale stanęły też fabryki, które teoretycznie nie są na pierwszej linii. Produkcję na dwa tygodnie zawiesiła fabryka opon w Dębicy. Podobnie jak fabryka FCA w Tychach i większość fabryk koncernu w Europie.

Co robią przedsiębiorcy? Liczą. Z ograniczonymi możliwościami operacyjnymi, z pracownikami, którzy albo zostają w domu, by opiekować się dziećmi (zamknięte szkoły), albo pracują zdalnie, ze zobowiązaniami finansowymi i wierzytelnościami, które być może nigdy do nich nie trafią. A to dopiero początek epidemii, która może z nami zostać nawet przez wiele miesięcy.

Sytuacja w momencie pisania niniejszej analizy jest bardzo dynamiczna. Rząd zapowiedział pakiet pomocowy o wartości 212 mld zł (piszemy o nim na kolejnych stronach). Na giełdach, pomimo działań najważniejszych banków centralnych (mocne obcięcie stóp procentowych m.in. przez EBC czy FED oraz NBP), trwa wyprzedaż aktywów. Kolejne rządy podejmują coraz to bardziej rygorystyczne działania, których celem jest opanowanie epidemii i pomoc przedsiębiorcom. Dania przeznaczy na wsparcie dla pracodawców i pracowników 30 mld euro, Francja zarezerwowała na ten cel 50 mld euro, Nowa Zelandia zapowiada, że chce wydać na walkę ze skutkami pandemii równowartość 4 proc. PKB. Niemcy mogą uruchomić fundusz antykryzysowy o wartości 500 mld euro. Amerykanie idą na rekord. Steven Mnuchin, sekretarz skarbu, podczas prywatnego lunchu miał powiedzieć, że pakiet pomocowy Białego Domu wyniesie 850 mld dol.

To, co dzieje się na rynku, przybiera jednak efekt domina. Zamknięty sklep meblarski (np. Ikea zamknęła swoje placówki jeszcze przed oficjalną decyzją rządu) oznacza niemal zupełne zaprzestanie sprzedaży (zostaje internet). Z tego powodu sieci handlowe nie zamawiają mebli od producentów (a w tym przypadku Polska jest jednym z największych rynków w Europie). Ci muszą wstrzymać działalność, wysyłając pracowników do domu albo, jeśli mają trudną sytuację, po prostu ich zwalniając. Dalej – tracą tartaki czy producenci artykułów metalowych. Mniejszy handel oznacza mniejsze potrzeby na transport – spadają wyniki firm logistycznych. Czeka nas recesja – mniej albo bardziej dotkliwa. Pewne jest jedno – ten schemat może dotknąć każdą firmę, niezależnie od kondycji i fundamentów.

Scenariusz 1

Optymistyczny, za 2–3 miesiące gospodarka znów ruszy

Pierwszym krajem, który został w pełni dotknięty przez epidemię, były Chiny. Władze państwa podjęły drastyczne kroki . W prowincji Hubei wstrzymano dosłownie wszystko. W innych rejonach kraju sytuacja była nieco lepsza. Mimo to, jak pokazują aktualne dane, produkcja przemysłowa w styczniu i lutym w całych Chinach spadła aż o 13,5 proc. Był to pierwszy spadek tego wskaźnika od… 1990 r.! Sprzedaż detaliczna poszła w dół o ponad 20 proc. Inwestycje – niemal o 25 proc.

W marcu Chiny rozpoczęły „restart” gospodarki – stopniowo uruchamiają kolejne fabryki. W II tygodniu miesiąca poza prowincją Hubei ruszyło już 95 proc. dużych firm. Mimo to rząd zdecydował się na bezpośrednie wpompowanie w gospodarkę w formie pożyczek ponad 14 mld dol. Niewykluczone, że kwota ta będzie większa.

W naszych scenariuszach kluczowym pytaniem pozostaje więc to, jak szybko uda się zatrzymać epidemię i zrestartować gospodarkę? W Polsce pierwsze zachorowanie oficjalnie potwierdzono 4 marca. Chinom po wdrożeniu najbardziej rygorystycznych działań zatrzymanie wirusa zajęło niemal dwa miesiące. Oznacza to, że gospodarka w Polsce mogłaby „ruszyć” na początku maja. W optymistycznym scenariuszu. Co to oznacza?

Przykładowo, w 2018 r. działalność związana z kulturą, rozrywką i rekreacją (czyli działy niemal całkowicie zablokowane przez epidemię) wniosły do PKB ponad 14 mld zł – ok. 0,7 proc. całego PKB. 

Zakwaterowanie i gastronomia (w większości zablokowane) – już niemal 24 mld zł – 1,1 proc. PKB. Zupełnie teoretycznie więc zamknięcie tych działów na dwa miesiące będzie „kosztowało” polską gospodarkę nawet 6 mld zł. Problem w tym, że przez dwa miesiące w ograniczonym stopniu będzie działała produkcja przemysłowa czy transport samochodowy. Mocno ograniczony zostanie również handel. Wiele usług również poniesie straty.

Dokładną analizę konsekwencji kolejnych działań na bieżąco prowadzą analitycy mBanku. Przykładowo, zamknięcie szkół przez miesiąc oznacza spadek kwartalnego PKB o prawie 2 proc. Analitycy banku 9 maca prognozowali, że w II i III kwartale br. polski PKB wzrośnie w stosunku rocznym o około 1 proc. (wcześniejsza prognoza sugerowała, że wzrost wyniesie 3 proc.). Tyle że w ciągu kilku następnych dni stało się jasne, że jest to prognoza nieaktualna.

Niezależnie od prognozy gospodarczej, która nie jest możliwa i której żaden z analityków na razie nie chce się podjąć (ze względu na bardzo niestabilną sytuację), pewne jest jedno – mnóstwo polskich firm stanie na krawędzi upadku i im dłużej trwać będzie epidemia, tym więcej będzie upadłości. 

Scenariusz 2 

Najpierw wielki szok, potem wielomiesięczny powrót do równowagi

Drugi scenariusz jest bardziej pesymistyczny. Wirus zostanie z nami do września, mimo że jego intensywność spadnie. Niezależnie od tego, że w kolejnych tygodniach do życia powracać będą nowe obszary gospodarki, to straty poniesione przez pierwsze dwa, trzy miesiące będą gigantyczne.

Ze względu na przedłużającą się walkę zamknięta pozostaje branża turystyczna. Z powodu kolejnych dziesiątków tysięcy infekcji wyłączane są kolejne fabryki. Przedłużające się zamknięcia szkół wyłączają kolejnych pracowników. Ze względu na międzynarodowy charakter epidemii poważne straty mogą ponieść także polscy podwykonawcy eksportujący towary do Niemiec. Przypomnijmy, w 2019 r. ok. 30 proc. polskiego eksportu do Niemiec stanowiły produkty lub usługi, które następnie Niemcy eksportowali do kolejnych krajów. Załamanie się światowego rynku mocno uderzy w ten segment. Głównym towarem eksportowym były pojazdy oraz podzespołu na rynku moto. W Polsce produkowane są także maszyny przemysłowe i podzespoły, meble, artykuły elektryczne czy tworzywa sztuczne i ich pochodne. 

W kontekście przedłużającej się epidemii należy także zwrócić uwagę na kwestię transportu. Jak wynika z analizy PwC, w 2018 r. polskie firmy przewiozły towary o łącznym tonażu niemal 1,2 mld t. Jesteśmy jednym z europejskich liderów – niestety, potencjalne długotrwałe załamanie tego rynku może mieć poważne konsekwencje. To setki tysięcy miejsc pracy zarówno kierowców, jak i zaplecza logistycznego. Gigantyczne straty szacowane są także przez przewóz autokarowy. To rynek wart rocznie 10 mld zł. Tymczasem międzynarodowy przewóz osób w zaledwie kilka dni od pojawienia się koronawirusa w Polsce spadł o 97 proc., a transport towarów – o 30 proc.

Pod znakiem zapytania stoi także rynek gastronomiczny. Mimo że możliwe są dowozy, to wciąż rynek poniesie olbrzymie straty. Jak wynika z raportu opublikowanego pod koniec 2019 r. przez pizzaportal.pl, rynek dowozów gastronomicznych w Polsce wyniósł około 6,6 mld zł, przy czym zamówienia przez internet to 1,3 mld zł. Problem w tym, że cały rynek HoReCa stanowi prawie 31 mld zł! Nawet, jeśli opcja dostaw zostanie zachowana przez kilka najbliższych miesięcy, to straty dla restauracji będą ogromne. 

O ile w dużych miastach rozpoznawalne placówki mogą przetrwać, o tyle dramatyczna sytuacja czeka przedsiębiorców w mniejszych miastach. Maj to sezon komunii. Wakacje – ślubów. Ich odwołanie to wręcz miliardowe straty i koniec dla biznesów na rynku gastronomicznym.

Załamanie czeka także rynek hotelarski. Turystyka zostanie w praktyce wyłączona na wiele miesięcy. W 2019 r. do Polski przyjechało aż 20 mln turystów. Zostawili oni w naszym kraju aż 35 mld zł. W sektorze pracuje 700 tys. osób, a jego wpływ na polskie PKB to łącznie 6 proc. Co więcej, w Polsce działa obecnie ok. 2,7 tys. hoteli oraz kilkanaście tysięcy innych lokalizacji noclegowych (np. agroturystyka, motele, pokoje dla gości). Zamrożenie napływu turystów zagranicznych i prawdopodobne bardzo mocne ograniczenie podróżowania wewnątrz kraju doprowadzi do skraju upadłości wiele z nich. Sytuacji nie poprawi także możliwe zamienianie hoteli w ośrodki kwarantanny. 

Scenariusz 3 

To dopiero początek kryzysu

Najbardziej pesymistyczny scenariusz to powtórzenie epidemii sprzed 100 lat. Grypa „hiszpanka” uderzyła w trzech falach, przy czym każda kolejna była bardziej śmiertelna niż poprzednia. Grypa szalała na świecie przez rok. Co, jeśli naukowcom nie uda się opracować szczepionki (a jeśli nawet zostanie stworzona, to państwa nie będą w stanie odpowiednio szybko ją rozdystrybuować) i dojdzie do powtórnego uderzenia wirusa jesienią?

To najbardziej pesymistyczny i przerażający scenariusz, jaki może nadejść. Globalna gospodarka straci do tego momentu co najmniej kilkanaście procent wartości. Państwa, walczące o przetrwanie firm, będą poważnie zadłużone. W tym kontekście nie należy także zapominać o zmianach klimatycznych, a dokładniej o pojawiających się w różnych rejonach świata katastrofach naturalnych. Przykładowo, w Polsce od lat notowana jest susza, która uderza w rolnictwo. Prowadzi to do mocnego wzrostu cen żywności – w przypadku kontynuowania epidemii ceny te wzrosną jeszcze bardziej. 

---

Firmy szacują straty


Coccodrillo, sklepy odzieżowe
Jeśli sklepy w centrach handlowych pozostaną zamknięte do końca marca, to sprzedaż w I kwartale br. spadnie o 30 proc. (ok. 10 mln zł) w porównaniu do minionego roku. Spodziewany jest także spadek sprzedaży w sklepach agencyjnych (nie do oszacowania w połowie miesiąca). Firma postawi na sprzedaż internetową, ale nie jest w stanie ocenić, na ile uratuje to wyniki. Z powodu epidemii z opóźnieniem dotarła aktualna kolekcja wyprodukowana w Chinach (2 tygodnie), ale stany magazynowe są już pełne.


Novaturas, touroperator
Firma odnotowała wzrost przychodów w styczniu i lutym, ale ze względu na epidemię wycofała prognozę wyników na 2020 r. (EBITDA 5-6 mln euro i wzrost przychodów 3–5 proc.). Firma zadeklarowała „ograniczenie kosztów” i podkreśliła, że jej biznes jest asset light, dzięki czemu jest elastyczny na wahania.

CD Project, gry komputerowe
Pracownicy firmy pracują z domów, ale firma podkreśliła utrzymanie wrześniowej premiery głośnej gry Cyberpunk 2077. Firma nie poinformowała o potencjalnych stratach ani zyskach w najbliższych miesiącach.


Rainbow Tours, podróże
Dzięki dobrym wynikom pod koniec 2019 i na początku 2020 r., firma mimo odwołania imprez turystycznych do 28 marca nie obawia się o wyniki i liczy na możliwość zachowania rentowności w całym roku, mimo spodziewanego mocnego spadku sprzedaży w II kwartale br. Firma skoncentrowała się na sprzedaży sług przez internet i obsługę telefoniczną.


Forte, fabryki mebli
Firma nie potrafi oszacować konsekwencji wprowadzonych ograniczeń na jej wyniki finansowe, ale zwróciła uwagę na ich negatywny wpływ na wyniki w marcu, I i II kwartale, a także w całym 2020 r.

VRG, producent biżuterii i ubrań
VRG przewiduje, że ze względu na ograniczenia w działaniu obiektów handlowych, w których znajdują się salony marek Vistula, W.Kruk, Bytom, Wólczanka i Deni Cler, skonsolidowane przychody grupy spadną w I kw. 2020 r. do poziomu ok. 190 mln zł, czyli o 11 proc. r/r. Firma zadeklarowała brak problemów, jeśli chodzi o zaplecze magazynowe.


TXM, branża modowa
Firma nie ma problemów z zapasami magazynowymi, ale poniosła duże straty po ograniczeniu sprzedaży w sklepach zlokalizowanych w galeriach handlowych. W sobotę, 14 marca, nawet po wyłączeniu z wyliczeń sklepów, które musiały zostać zamknięte, odwiedzalność klientów w pozostałych placówkach sieci spadła aż o 74 proc. – Obecna sytuacja wpływa na spadek bieżącej sprzedaży, co będzie mieć istotny, negatywny wpływ na płynność finansową TXM oraz będzie negatywnie rzutować na wyniki finansowe za rok obrotowy 2020. Prawdopodobnie będzie też rzutować na zdolność TXM do realizacji założeń restrukturyzacyjnych, przewidzianych w planie restrukturyzacyjnym – podała firma.


Budimex, branża budowlana
Firma spodziewa się krótkoterminowo przerwania łańcucha dostaw zagranicznych (8 potwierdzonych budów) oraz odpływu pracowników. Ponadto firma liczy na odpływ nawet 20 proc. podwykonawców z Ukrainy, w związku z zamknięciem granic ukraińskich oraz masowymi zwolnieniami lekarskimi (ok. 10-20 proc. pracowników) oraz przewiduje, że ok. 10 proc. pracowników w Niemczech będzie chciało natychmiast powrócić do Polski. Finanse firmy są jednak stabilne.


Sfinks Polska, restauracje
W weekend 14–15 marca firma zanotowała spadek obrotów w swoich restauracjach o 90 proc. w porównaniu z poprzednim weekendem. Jednocześnie Sfinks nie odnotował zwiększonej liczby zamówień w postaci sprzedaży na wynos i dostaw do domu. Jeśli to się nie zmieni, firma zadeklarowała „bardzo istotny wpływ na wyniki finansowe i sytuację płynnościową/gospodarczą emitenta”.


Suwary, producent butelek
Firma zwiększyła produkcję butelek i kanistrów z przeznaczeniem na środki dezynfekujące i aseptyczne w związku z pandemią koronawirusa. Dostawy realizowane są dla Orlen Oil oraz Polfa Tarchomin. Firma, by zapewnić ciągłość produkcji i dostaw, rozszerzyła współpracę z agencjami pracy.


Redan, branża modowa
Mimo że większość sklepów firmy nie znajduje się w centrach handlowych i może działać swobodnie, to notowane są znaczące spadki obrotów. Ich skala nie jest do oszacowania, ale Redan obawia się, że istnieje ryzyko zamknięcia części sklepów – szczególnie franczyzowych.


Fiat Chrysler Automobiles
Firma zamknęła do odwołania większość fabryk w Europie, w tym zatrudniającą ponad 2,2 tys. pracowników fabrykę w Tychach. Przestój ma trwać co najmniej do 27 marca. Fabryka FCA Powertrain w Bielsku-Białej nie wstrzymała produkcji, ale działa w ograniczony sposób.

---

Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich, ekspert Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE)

Straty dla gospodarki wyniosą nawet 50 mld zł

Zmniejszony obrót gospodarczy z powodu koronawirusa ujemnie wpłynie na dynamikę PKB, zmniejszając również wpływy do sektora finansów publicznych. Wobec szybko zmieniającej się sytuacji szacowanie potencjalnych gospodarczych skutków epidemii koronawirusa jest znacząco utrudnione. Jednak zakładając obniżenie wzrostu PKB w 2020 r. o 2 pkt proc. w stosunku do pierwotnych założeń określonych w budżecie państwa, straty dla gospodarki ukształtowałyby się na poziomie ok. 50 mld zł, a utracone wpływy sektora finansów publicznych – ok. 20 mld zł.

Mając na uwadze powagę gospodarczych skutków epidemii koronawirusa, niezbędny może okazać się daleko idący impuls fiskalny. Zdecydowały się na to już niektóre państwa, np. w Niemczech uruchomiono program rządowych gwarancji kredytowych o wartości do 550 mld euro, podczas gdy w Hiszpanii przeznaczono 14 mld euro na działania służące zabezpieczeniu płynności finansowej małych i średnich przedsiębiorstw.

My Company Polska wydanie 4/2020 (55)

Więcej możesz przeczytać w 4/2020 (55) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY