Z warszawskiej gliny

clay Warsaw
Clay Warsaw to centrum polskiego designu, stworzone przez właścicieli firmy Analog Digital. / Fot. mat. pras. Clay Warsaw.
W sercu artystycznej części Warszawy powstała przestrzeń, która przyciąga wielkie nazwiska świata sztuki. To nie tylko centrum polskiego dizajnu, ale także wymarzone biuro każdego estety.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 9/2025 (120)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Gorące sierpniowe popołudnie przegoniło prażan z ulic na dziedzińce. Jadę rowerem przez moją dzielnicę, obserwując jej nielicznych mieszkańców schowanych w bramach przed upałem. Skwar godnie znoszą jedynie kobiety oparte na kołdrach przerzuconych przez okna. Czujnie śledzą mnie wzrokiem, paląc papierosy. Ściany zdobią liczne murale i łobuzerskie graffiti, niczym nieudane tatuaże na skórze miasta. To właśnie w sercu artystycznej części Warszawy powstała przestrzeń, która przyciąga wielkie nazwiska ze świata sztuki. Kolejną wizytę z cyklu My Company Design składam trzem Tomaszom, których, jak się okazało, mam po sąsiedzku. Pochylone nad chodnikiem akacje odprowadzają mnie do siedziby Clay Warsaw przy ulicy Burdzińskiego 5. Budynek ściąga uwagę, bo wśród socrealistycznej zabudowy Placu Hallera wyróżnia go charakterystyczny dla Pragi Północ styl postindustrialnej fabryki.

Małpy w glinie

Wita mnie Tomasz Żmigrodzki, jeden z trzech wspólników, którzy powołali do życia tę dizajnerską perełkę – piękną przestrzeń biurowo-wystawienniczą o funkcjach znacznie przekraczających ich pierwotne plany. – Początkowo tworzyliśmy Clay Warsaw jako siedzibę dla naszych spółek działających w branży kreatywnej – mówi. Nazwa miejsca jest nieprzypadkowa. Clay – z angielskiego glina, miała sklejać nasze różne potrzeby. Odnosi się też do metaforycznej możliwości lepienia i kształtowania tej przestrzeni na własny sposób. – Gdy tutaj trafiliśmy na wielką przestrzeń, nie miała wiele wspólnego z tym, co widać dzisiaj, służyła za magazyn. Była podzielona ścianami na potrzeby małych biznesów. Mimo niefortunnej zabudowy dostrzegliśmy potencjał tego miejsca. Przemówiła do nas m.in. posadzka z glinianych płytek, schowana pod grubą warstwą linoleum i parkietu, a najczęściej jednego i drugiego. Na szczęście udało się dokopać do oryginalnej podłogi – cieszy się Tomasz Żmigrodzki. I rzeczywiście, trudno przejść obok – a tym bardziej po! – bordowych i szarych płytkach ustawionych w szachownicę obojętnie.

Miejsce szybko zyskało rozgłos w świecie kultury. Upatrzyli je sobie reżyserzy m.in. netfliksowego serialu „Dziewczyna i kosmonauta” z Magdaleną Cielecką i Andrzejem Chyrą; w tej produkcji science fiction Clay Warsaw grało dom głównych bohaterów. Z kolei Borys Szyc, jako „Czuły” z „Warszawianki” przychodził tu do pracy w agencji reklamowej. – Kręcono tu jedną z zabawnych scen serialu, kiedy bohater upalił się przed spotkaniem w pracy. „Czuły” siedział przy dużym stole, a w jego percepcji pozostali uczestnicy spotkania zamienili się w małpy. Po chwili latały po całej naszej przestrzeni i co ciekawe, były to prawdziwe zwierzęta, a nie efekt komputerowy. Na planie musiało być wesoło – śmieje się Tomasz Żmigrodzki.

Obok sław ze srebrnego ekranu Clay Warsaw przypadło do gustu muzykom: Quebonafide, Kasi Nosowskiej, Dawidowi Podsiadle i wielu innym, którzy dostrzegli potencjał miejsca, jako plan do teledysków, sesji zdjęciowych, czy kampanii reklamowych. Twórcy obiektu współpracują z galeriami podczas cyklicznej i popularnej w świecie sztuki imprezy Warsaw Gallery Weekend. Oprócz tego na co dzień prezentują w „biurze” swoją kolekcję najwybitniejszych polskich artystów młodego pokolenia.

Refleksy sztuki w reklamie

Wywiad zaczynamy w przestronnej sali, gdzie pierwsze skrzypce grają awangardowe fotele zaprojektowane przez wybitnych twórców sztuki użytkowej w okresie PRL. Wskrzesiła je marka Vzór, która model biznesowy opiera na odwzorowaniu najlepszych mebli tamtej epoki za pomocą nowych technologii. Siedzimy przy stole projektu Swallow’s Tail z grubym drewnianym blatem. Stoi na nim ceramiczny wazon Malwiny Konopackiej z charakterystycznymi wgłębieniami. Ręcznie malowane wzory odbijają się w wielkoformatowym lustrze na suficie. Refleks obejmuje też nasze sylwetki i kolorową posadzkę. To w tej przestrzeni odbywają się wystawy malarstwa.

Pośrodku sali jest jeszcze loftowa kuchnia wykorzystywana do projektów foodowych, nagrywania programów kulinarnych, stylistów dań itp. W oczy rzuca się kilkumetrowa praca Karola Radziszewskiego, kolorowe lampy-rurki Pani Jurek (jej projekty opisywałem w artykule o oświetleniu premium „Rynek, który świeci jasno” nr 5/2025). Towarzyszą nam obrazy Tomka Kręcickiego i Pawła Śliwińskiego oparte o kuchenny blat.

Tomasz Żmigrodzki zaczyna opowieść od historii miejsca. – Budynek powstał w latach 30. jako magazyn wojskowy. Jest to niewielka część większego kompleksu gmachów tego typu, która jako jedyna przetrwała powojenne czystki architektoniczne. W latach 50. wokół niej wzniesiono plac Hallera i otaczające go budynki mieszkalne – opowiada Żmigrodzki.

Po II wojnie światowej mieścił się tu m.in. magiel, a w czasach transformacji podzielono go na 20-metrowe klitki służące za lokale rzemieślników i małego biznesu. W pierwszych dekadach XXI w. zapomniano o jego walorach i urządzono w nim składzik i hotel robotniczy. Na nowo jego historię zapisało trzech Tomaszów, współtworzących firmę Analog Digital. – To nasza najważniejsza działalność. Dom produkcyjny, który specjalizuje się w produkcji reklamowej typu „mixed media”. Tworzymy content wizualny, w tym filmy i animacje. Działamy głównie na rynkach zagranicznych i realizujemy kompleksowe projekty dla agencji reklamowych i klientów bezpośrednich „od A do Z” – od rekomendacji twórców, wsparcia kreatywnego przez dobór ekipy po nadzór nad całym procesem realizacji projektu – wyjaśnia Tomasz Żmigrodzki. Firma realizowała wiele projektów dla zagranicznych klientów. Otrzymała wiele nagród za swoje produkcje m.in. Cannes Lions, brytyjską nagrodę DandAD czy kilkanaście laurów w ramach Festiwalu KTR (Klub Twórców Reklamy). Statuetkę z nadmuchiwanej stali, przyznawanej w ostatnim z wymienionych konkursów (ma formę miecza, a wcześniej srebrnej szkatuły z op-artowym wzorem) zaprojektował Oskar Zięta, który gościł na łamach My Company Design w poprzednim numerze naszego magazynu.

W założeniu Clay Warsaw miało być przestrzenią, w której szefowie Analog Digital mogą spotykać się z twórcami w inspirującej, kreatywnej atmosferze i realizować część swoich produkcji. – Chcieliśmy być bliżej swoich klientów, gdy przyjeżdżali na produkcje. Posiadanie własnego studia i biura w jednym miejscu pozwalało na swobodne rozmowy o przyszłych projektach w mniej formalnej, „niebiznesowej” atmosferze – wyjaśnia Tomasz Żmigrodzki.

Clay Warsaw oficjalnie ruszyło pod koniec 2019 r. Unikalny wystrój przestrzeni, w całości bazujący na polskim dizajnie, okazał się atutem w pracy z zagranicznymi gośćmi. – Klienci po wejściu do Clay Warsaw byli pod dużym wrażeniem i z zaciekawieniem dopytywali o polskie marki mebli czy oświetlenia, co pozwalało na wyróżnienie się i budowanie pozytywnego wizerunku – wylicza Tomasz Żmigrodzki.

Firma rozwinęła działalność o reprezentowanie artystów m.in. reżyserów, fotografów, twórców animacji i innych artystów wizualnych, którzy na co dzień pracują w branży reklamowej. Obecnie Analog Digital realizuje pełen zakres produkcji reklamowych, w tym filmy live action, sesje zdjęciowe oraz animacje. W tej ostatniej dziedzinie powstają zarówno projekty CGI, jak i realizacje wykonane technikami tradycyjnymi, np. animacją poklatkową. Od początku ideą było tworzenie projektów opartych zarówno na tradycyjnym rzemiośle, jak i nowoczesnych technologiach, często z naciskiem na poszukiwanie nowatorskich połączeń pomiędzy nimi.

Propagowanie polskiej sztuki nie było pierwotnym założeniem, a raczej naturalnym etapem rozwoju Clay Warsaw. Tu kluczową rolę odegrał kolejny współzałożyciel, czyli Tomasz Pasiek, który od 15 lat kolekcjonuje prace polskich artystów. Gdy jego kolekcja stała się pokaźna, pozostali wspólnicy Clay uznali, że warto stworzyć dla niej przestrzeń i organizować wystawy. – Dla Tomka jako kolekcjonera istotne były relacje z artystami oraz wspieranie tych, którym od lat „kibicował”. Oraz oddanie Clay Warsaw jako platformy, gdzie mogą pokazać swoją twórczość szerszej publice. Wkrótce także i my wciągnęliśmy się w świat sztuki, inwestując w intrygujące dzieła. Wszyscy trzej czerpiemy ogromną satysfakcję z tego, że dzięki stworzonemu przez nas miejscu możemy, choćby w niewielkim stopniu, uczestniczyć w tworzeniu historii polskiej sztuki współczesnej – podkreśla Tomasz Żmigrodzki.

Poranne skoki z kangurami

Tomek Żmigrodzki, rocznik 1983, urodził się w Sydney. Nieco egzotyczna lokalizacja wynika z zawodu rodziców. Oboje pracują w Polskich Liniach Lotniczych LOT. Mieszkają niedaleko słynnej plaży Bondi Beach. Gdy pytam, jak wyglądało jego dzieciństwo odpowiada, że nie różniło się zbytnio od wychowania australijskich rówieśników. – Słowem: skakałem z kangurami na podwórku, a przed snem przytulałem koale. A tak na poważnie – zawód rodziców sprzyjał podróżom, więc po piątym roku życia wróciłem na dwa lata do Polski, by później znów wyjechać w świat – wspomina.

Na początku lat 90. przeprowadził się do Holandii. W liceum w Amsterdamie wybrał profil związany ze sztuką. Dzięki temu nie tylko poznał dorobek najciekawszych artystów, ale sam sprawdził się w wielu dziedzinach kreacji. – Od najmłodszych lat interesowałem się dizajnem. W szkole jeździliśmy na wycieczki do najważniejszych muzeów na świecie np. w Paryżu. Chłonąłem sztukę, ale gdy przyszło do decyzji o dalszej edukacji, chyba zabrakło kogoś kto skierowałby mnie w stronę Akademii Sztuk Pięknych. Może taki pomysł gdzieś w głowie się pojawił, ale wtedy stwierdziłem, że w tych czasach lepiej postawić na coś praktycznego, co zapewnia pracę i stały dochód – przyznaje Tomasz Żmigrodzki.

Wybrał marketing (International Business) na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. To właśnie podczas nauki w ALK trafił na Tomka Kosińskiego i z marszu się z nim zaprzyjaźnił. Zdecydowali, że w przyszłości założą wspólny biznes. Natomiast Tomka Pasieka poznał w pracy. – Zatrudnił mnie w swojej agencji fotograficznej Photoby. Analog Digital stworzyliśmy już razem, a do projektu zaprosiłem Tomka Kosińskiego. Połączyła nas m.in. wrażliwość do estetyki – kwituje Tomasz Żmigrodzki.

Galeria polskiego dizajnu

Zmieniamy miejsce rozmowy. Przepierzenia ze szkła i metalu odgradzają część wystawienniczo-eventową od biur Analog Digital. I to właśnie za transparentną ścianą zaczyna się prawdziwa gratka dla koneserów sztuki. Tomasz Żmigrodzki prowadzi mnie do przytulnego pokoju, gdzie główną rolę grają dizajnerskie meble. Popartowe zaokrąglone fotele Romana Modzelewskiego (zachwycał się nimi słynny Le Corbusier) przywróciła marka Vzór. Lekkiej frywolności wnętrzu dodają radosne pastelowe pufy marki Nurt Mai Ganszyniec. Lampa od Lexavali z typowym dla nich pręcikiem światła dodaje ciepła pogłębionego złotym dyfuzorem. Wszystko ożywia stalowy stół The Good Living and Co. Niech nie mylą was angielskie nazwy – każda z wymienionych marek jest polska. Industrialny klimat utrzymuje zachowany w całości stary dźwig windy z potężnymi zębatkami umieszczony w centralnej części pomieszczenia, niczym kominek. Światło dnia sączy się przez witrażowe okno i oświetla przenikające się postaci na obrazie Joanny Woś, pełny symbolizmu autoportret Agaty Słowak, surrealistyczne prace Jana Wolskiego, zadżunglone, gęsto porośnięte krwistą roślinnością prace Lery Dubitskayej, jednej z artystek, której prace prezentowano na wystawie w Clay Warsaw. Ze starszych artystów przemawia do mnie wypukły od wystających figur geometrycznych obraz Przemysława Mateckiego.

Wrażenie robi na mnie też okrągły, przeszklony właz do budki telefonicznej, czyli miejsca wyciszenia. Po drodze mijam prace wybitnych artystów: słynnego „Syrena” Karola Radziszewskiego, „Ważki” Cyryla Polaczka i dwa genialne dzieła Krzysztofa Grzybacza (tego ostatniego widzę po raz pierwszy i doznaję efektu „wow”. Co za odkrycie! Polecam jego stronę internetową).

– Chcemy, by Clay Warsaw było przestrzenią, która inspiruje i łączy kreatywną branżę, nawet gdy my, jako dom produkcyjny, działamy już na zupełnie innej skali – zapowiada Tomasz Żmigrodzki. Po czym dodaje, że inwestycja w sztukę zawsze się opłaca.

Więcej możesz przeczytać w 9/2025 (120) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ