Nessun dorma!

Czarne risotto, barwione kleistą sepią z kałamarnicy, było ulubionym daniem genialnego Luciano Pavarottiego. Włoski tenor wcinał je zawsze przed koncertem lub sesją nagraniową nowej płyty. Jak przystało na światową megagwiazdę opery, miał swoje ekscentryczne rytuały. Piętrzący się na jego talerzu kopczyk z czarnym risotto musiał być zawsze zwieńczony cienkim płatkiem 24-karatowego złota, bo jest ono nie tylko najdroższe, ale też podobno najsmaczniejsze.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 3/2021 (66)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Obecnie w Mediolanie możemy także doświadczyć takiej kulinarnej dekadencji. Na przykład w restauracji hotelu La Terrazza. Po takiej uczcie razem ze słonym rachunkiem otrzymamy także specjalny certyfikat zaświadczający, że wznieśliśmy się na wyżyny sztuki gastronomicznej. Nie tak wyrafinowane przeżycia, ale bardzo podobne pod względem finansowym, mogą stać się naszym udziałem także w Polsce. Wreszcie, po narodowej kwarantannie, idziemy do jakiejś restauracji i tam zamawiamy risotto. Na jego szczycie wcale nie będzie do nas zalotnie puszczał oka złoty listek, ale spocznie tam zwyczajna mała, trochę przegotowana i wymęczona, nieco też gumowata, kreweteczka. Dzięki niej nasza potrawa staje się wykwintna, ale przede wszystkim bardzo droga. Oto bowiem dodanie do posiłku jakiś owoców morza (nazwanych w młodzieżowym slangu „frytami di mare”) prowadzi do podniesienia stawki podatku VAT z 8 proc. na 23 proc. I tu uwaga. Na całe danie! Jedna śmieszna krewetka, malutka małża, kawałeczek ośmiornicy lub „oponka” z kalmara i już znajdujemy się w świecie najdroższych potraw serwowanych w wykwintnych restauracjach na świecie. Genialne. Trzeba tylko trochę pomyśleć i znaleźć właściwą formułę podatkową. Dzięki niej zastąpiliśmy w Polsce rekordowo drogie złoto jego ersatzem – produktem „złotopodobnym” w postaci krewetki. W latach 60. Władysław Gomułka, I sekretarz KC PZPR, radził, aby zamiast zagranicznych cytryn jeść zdrową polską kiszoną kapustę, choć sceptycy twierdzili, że raczej nie nadaje się ona – w przeciwieństwie do cytrusów – do herbaty. 

Danie z jedną krewetką musi być też drogie dlatego, że jego cena zawiera w sobie także jakąś część kosztu kasy online, w którą z początkiem 2021 r. musiały się zaopatrzyć wszystkie restauracje. Tradycyjne urządzenia rejestrujące obroty trzeba było bowiem wymienić na zupełnie nowe. Co tam jakiś lockdown, plajty i wściekłość przedsiębiorców. Kasa online musi być! Jest super! Nawet w zamkniętej i pustej knajpie, prezentuje się niczym piękny listek złota na czarnym risotto. Jednak w tych trudnych czasach zaświeciła się mała lampeczka podatkowej nadziei dla sieci fast foodów. Wskutek nowego podatku cukrowego napoje słodzone podrożały o ok. 40 proc. Jednak cena coli nalewanej z automatu w niektórych restauracjach utrzymała swoją starą cenę. Dlaczego? Jest bowiem wytwarzana na miejscu z syropu, który – według prawników McDonald’sa – nie jest objęty opłatą cukrową. Taki syrop nie wpisuje się w definicję „środka spożywczego”, a tylko ten podlega akcyzie. Przepisy wprowadzające, oczywiście wyłącznie dla naszego zdrowia, nowy podatek nie są bowiem precyzyjne i spójne. Ale to przecież standard.

Pavarotti miał sporą nadwagę, ale kochał słodycze. Gdy jego lekarz kazał mu zjadać najwyżej jedną bezę dziennie, śpiewak zamawiał dla siebie gigantyczne ciastko o wadze 0,5 kg. Takie specjały – zgodnie z naszymi przepisami antycukrowymi wymierzonymi tylko w słodzone napoje – nie są dodatkowo opodatkowane. Fiskus bardzo kocha takie niejasne sytuacje, mętne przepisy i nieprecyzyjne sformułowania. Dzięki temu zyskuje prawdziwą władzę, stając się naczelnym inkwizytorem definiującym znaczenie wszelkich „prawd objawionych” w przepisach podatkowych. 

Oto mamy zupełną nowość tzw. estoński CIT. Z grubsza biorąc, ma on wprowadzać prostą filozofię. Dopóki inwestujesz swoje zyski, to nie płacisz daniny fiskusowi. Nowe przepisy obowiązujące od 2021 r. zostały jednak zinterpretowane przez samo Ministerstwo Finansów poprzez wydanie „objaśnień podatkowych”. Liczą one 123 strony! Taką samą objętość miała wykładnia w sprawie kolejnych czterech Tarcz antykryzysowych z 2020 r. 

Kolejne miejsce zajmuje interpretacja do ulgi podatkowej IP Box – to 86 stron. 

Wizytówką i popisowym numerem Luciano Pavarottiego była aria „Nessun dorma!” (której nazwa jest tłumaczona jako „Niechaj nikt nie śpi!”) z ostatniego aktu opery „Turandot” Giacomo Pucciniego. Słowa te mogą być mottem dla wszystkich polskich podatników. Niechaj nikt nie śpi! Przecież w każdej chwili wszystko może się zmienić, bo urzędnicy stworzą nową interpretację przepisów, która stanie się najwyższym prawem. 

My Company Polska wydanie 3/2021 (66)

Więcej możesz przeczytać w 3/2021 (66) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY