Reklama

Smartfony i laptopy z nową unijną opłatą. Rząd obiecuje 200 milionów dla artystów

smartfony w sklepie
200 milionów dla artystów ze specjalnej opłaty dla big-cechów / Fot. shutterstock / Oniry
Koniec z technologicznym średniowieczem w polskim prawie autorskim. Po 15 latach przerwy Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego aktualizuje archaiczną listę sprzętów objętych opłatą reprograficzną. Znikają z niej nagrywarki DVD, a wchodzą smartfony i komputery. Setki milionów złotych popłyną z kont gigantów technologicznych bezpośrednio do kieszeni polskich twórców. Czy to oznacza ostateczny koniec taniej elektroniki w Polsce?

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Z tego tekstu dowiesz się:

  • Na jakie urządzenia wchodzi nowa opłata? W zaktualizowanym rejestrze znalazły się wreszcie m.in. smartfony, laptopy i telewizory – sprzęty, za które Polacy dotychczas opłat reprograficznych nie ponosili.
  • Ile zarobią na tym artyści? Wpływy dla twórców i wykonawców mają wystrzelić z obecnych około 35 milionów złotych do nawet 200 milionów złotych rocznie.
  • Dlaczego polski rynek jest anomalią? Do tej pory płaciliśmy m.in. za ryzy papieru, kasety VHS i nagrywarki DVD, podczas gdy w Niemczech z tytułu sprzedaży smartfonów pobiera się kwoty 20-krotnie wyższe niż z całego naszego starego sytemu.
  • Czy przez to zdrożeją telefony? Ministerstwo Kultury argumentuje, analizując rynek unijny, że dodatkowy 1 proc. kosztu obciąży wyłącznie marże globalnych producentów i importerów, nie uderzając w kieszeń polskiego klienta.

Polska jako jeden z ostatnich krajów w Unii Europejskiej wreszcie robi porządek z prawem autorskim w dobie cyfrowej. Do tej pory obowiązywały u nas przepisy, które mogłyby uchodzić za muzeum techniki – pobierano opłaty od archaicznych faksów, płyt CD czy kaset VHS, jednocześnie całkowicie ignorując urządzenia, w których w rzeczywistości konsumujemy dziś muzykę i filmy.

Ministra Kultury Marta Cienkowska 30 kwietnia br. ostatecznie podpisała nowelizację rozporządzenia o opłatach od urządzeń i nośników służących do utrwalania utworów. Przepisy wchodzą w życie po sześciu miesiącach od dnia ich ogłoszenia. Co to oznacza w praktyce? Na zaktualizowanej liście sprzętów, od których producenci i importerzy będą musieli odprowadzić opłatę, lądują m.in. smartfony, tablety, komputery stacjonarne, laptopy oraz nowoczesne telewizory z wbudowaną pamięcią.

– Nowelizacja rozporządzenia o opłatach reprograficznych była konieczna. Jest to norma na rynku unijnym i do tego zobowiązują nas przepisy Unii Europejskiej. Rozporządzenie w polskim prawie funkcjonuje od 1994 roku. Nie jest to więc nowa opłata. Do dzisiaj są nią objęte chociażby ryzy papieru drukarskiego – zaznacza w rozmowie z agencją Newseria Piotr Jędrzejowski, rzecznik prasowy MKiDN.

– Ostatnia nowelizacja, żebyśmy mogli sobie to dobrze wyobrazić, wprowadzała opłatę na czytniki mp3 i mp4 – dodaje obrazowo rzecznik, podkreślając, jak bardzo od tamtego czasu, czyli od 2011 roku, zmieniła się cyfrowa rzeczywistość.

Polska traciła miliony. Niemcy zarabiają 20 razy więcej

Z powodu braku aktualizacji przepisów polscy artyści przez lata tracili ogromne sumy, które legalnie należały się im z tytułu korzystania z ich dzieł. Mechanizm opłaty reprograficznej (tzw. czystego nośnika) opiera się bowiem na założeniu, że urządzenia z pamięcią służą m.in. do prywatnego kopiowania i przechowywania treści chronionych prawem autorskim. Taka rekompensata w krajach zachodnich jest standardem.

Jak podaje unijny portal zajmujący się prawami konsumenta i własnością intelektualną (WIPO), system rekompensat dla twórców za użytek prywatny (Private Copying Levies) obowiązuje w zdecydowanej większości krajów Europy, stanowiąc kluczowe źródło utrzymania sektorów kreatywnych (Źródło: WIPO, https://www.wipo.int/).

Liczby są dla nas miażdżące. W Polsce wpływy z opłat reprograficznych w 2024 roku wyniosły zaledwie 35,8 mln zł (ok. 8,5 mln euro). Jak to wygląda u naszych sąsiadów?

  • Hiszpania: 86,37 mln euro
  • Belgia: 21,36 mln euro
  • Austria: 15,81 mln euro
  • A w Niemczech kwoty te są ponad 20-krotnie wyższe niż w Polsce.

Dzięki nowym przepisom sytuacja ma ulec drastycznej zmianie.

– Środki z opłaty reprograficznej trafiają zawsze wyłącznie do artystów, nie do budżetu państwa. Przekazywane są bezpośrednio do organizacji zbiorowego zarządzania – wyjaśnia Piotr Jędrzejowski. – Po wejściu w życie nowelizacji rozporządzenia wpływy te mogą sięgnąć 150, może nawet 200 mln zł rocznie.

Czy ceny w sklepach wystrzelą w kosmos? 1 procent strachu

Kiedy tylko w mediach pojawia się hasło „nowa opłata” dotycząca elektroniki, klienci zaczynają drżeć o ceny w sklepach. W przypadku smartfonów, gdzie flagowe modele nierzadko kosztują dziś od 5000 do nawet 8000 zł, nowy podatek mógłby być bardzo odczuwalny. Ministerstwo Kultury stanowczo uspokaja jednak, że koszty w całości pokryją potężni producenci i importerzy – i to ze swoich gigantycznych marż, a nie z kieszeni Polaka.

Wysokość opłaty dla nowych urządzeń została ustalona na bardzo niskim poziomie – zaledwie 1 proc. liczonego od ceny netto sprzedaży urządzenia przez producenta lub importera. Opłaty za wymierające magnetowidy wyniosą symboliczne 0,01 proc., a utrzymano standardowe stawki na nośniki typu CD, DVD i czytniki, mimo ich marginalnego znaczenia na dzisiejszym rynku.

Z analiz MKiDN oraz rynków unijnych wynika jasno, że globalne koncerny wyceniają swoje urządzenia regionalnie (np. na cały obszar UE), a nie dla pojedynczych państw.

– Mamy doświadczenie całej Unii Europejskiej i nie ma żadnych danych na temat tego, żeby opłata reprograficzna wpływała na ceny urządzeń. Dla porównania – dzisiaj funkcjonujemy w rzeczywistości, w której pensja w Niemczech jest dużo wyższa niż w Polsce, a urządzenia cyfrowe, w tym smartfony, są wręcz tańsze – argumentuje Piotr Jędrzejowski.

Powołuje się tu na fakt, że polski rynek nie może być dłużej darmowym polem do generowania większych marż dla firm technologicznych kosztem polskich twórców, i nazywa wprost opłatę „kosztem udziału we wspólnym europejskim rynku”.

Jak podaje branżowy serwis telekomunikacyjny Telepolis.pl, producenci elektroniki wielokrotnie ostrzegali w przeszłości, że każda dodatkowa opłata, nawet ukryta w kosztach importu, zostanie ostatecznie wliczona w ostateczną cenę detaliczną (MSRP) w sklepach, z uwagi na brutalną walkę o rentowność (Źródło: Telepolis, https://www.telepolis.pl/). Czas i rynkowe promocje zweryfikują, czy optymizm Ministerstwa w tym zakresie jest uzasadniony.

Ministerstwo patrzy organizacjom na ręce

Na koniec 2024 roku w Polsce jako płatnicy do opłat z ewidencjonowanych urządzeń zarejestrowanych było zaledwie 258 producentów i importerów. Zastrzyk nowych 200 milionów złotych to potężna odpowiedzialność.

Dlatego resort kultury zapowiada kolejne zmiany, tym razem skierowane nie w koncerny, a w same OZZ (Organizacje Zbiorowego Zarządzania Prawami Autorskimi, takie jak m.in. ZAiKS). Jeszcze w tym roku ma pojawić się projekt nowelizacji, który drastycznie zwiększy transparentność finansową tych organizacji, „uszczelni system” i pozwoli państwu sprawniej kontrolować, czy pieniądze pobrane od twórców smartfonów faktycznie trafiają do kieszeni młodych muzyków i pisarzy, czy toną w biurokratycznej machinie zarządzającej organizacją.

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama