Reklama

14 tysięcy stron nowych przepisów w rok! Polski system podatkowy najbardziej skomplikowany z 35. rozwiniętych krajów

urząd skarbowy
Polski system podatkowy potrzebuje pilnej deregulacji / Fot. shutterstock / Olha Faul
Prowadzenie własnej firmy w Polsce przypomina dziś bieg z przeszkodami przez gęstą dżunglę biurokracji. System podatkowy jest tak skomplikowany, że sami urzędnicy gubią się w interpretacjach, a przedsiębiorcy toną w papierach. Efekt? Szara strefa rośnie, a Polska spada na szary koniec międzynarodowych rankingów konkurencyjności. 64 proc. Polaków widzi potrzebę uproszczenia przepisów.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Z najnowszego raportu „Państwo kontra biznes” wyłania się ponury obraz polskiej rzeczywistości gospodarczej. Rozbudowany system podatkowy i lawina regulacji to dziś najwięksi wrogowie polskiego przedsiębiorcy. Niemal połowa obywateli uważa, że państwo chętniej rozwija czerwony dywan przed zagranicznymi korporacjami, niż wspiera rodzimy kapitał. Właściciele firm są wyczerpani, a 64 proc. ankietowanych wskazuje uproszczenie systemu podatkowego jako zmianę, która najbardziej ułatwiłaby im życie.

Ponad 14 tys. stron do przeczytania. Polska na 35. miejscu w OECD

Jeśli myślisz, że znasz polskie prawo, to najprawdopodobniej się mylisz. Z raportu Grant Thornton „Barometr prawa 2025” wynika, że legislacyjna maszynka taśmowo produkuje nowe przepisy. Gdyby ktoś chciał na bieżąco śledzić wszystkie zmiany w prawie, w 2024 roku musiałby przeczytać 14 158 stron maszynopisu nowych aktów prawnych! Choć to i tak "postęp" w stosunku do niechlubnego rekordu z 2016 roku (ponad 35 tys. stron nowego prawa), to w kolejnych latach tempo tworzenia przepisów znów zaczęło rosnąć.

Skutki tej legislacyjnej nadpobudliwości są opłakane dla naszej pozycji na arenie międzynarodowej. W prestiżowym rankingu International Tax Competitiveness Index 2025 (przygotowywanym przez amerykański think tank Tax Foundation) Polska wylądowała na 35. miejscu wśród 38 państw OECD – notując bolesny spadek z 31. pozycji zajmowanej rok wcześniej.

– Polska w ramach państw OECD ma dzisiaj jeden z najbardziej skomplikowanych i najgorszych systemów podatkowych, a w ramach Unii Europejskiej zajmujemy praktycznie ostatnią pozycję, jeżeli chodzi o wolność gospodarczą. Czyli nawet w Unii Europejskiej, która jest dzisiaj wytykana jako przeregulowane miejsce, my dzierżymy prym w najbardziej skomplikowanych i nadmiarowych przepisach. Stąd konieczne jest przyspieszenie zapowiadanych zmian w 2026 roku i znacząca redukcja zarówno przepisów, jak i uproszczenie systemu podatkowego – podkreśla Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.

92,5 mld zł z akcyzy. Rząd podnosi daniny, zyskuje szara strefa

Państwo jednak żyje z podatków, a apetyt fiskusa rośnie. Według danych Ministerstwa Finansów, dochody budżetu państwa z tytułu akcyzy w 2025 roku wyniosły ok. 92,5 mld zł, czyli o ok. 2,2 mld zł więcej niż rok wcześniej. Przedsiębiorcy mają jednak dość chaosu.

– Brakuje mi konsekwencji w polskim prawodawstwie. Bardzo często jest to działanie ad hoc parlamentarzystów, czyli pojawia się problem, trzeba go załatwić, wyrywkowo coś robią, natomiast nie ma całościowej strategii, która wprowadziłaby w Polsce łatwe, przejrzyste i sprawiedliwe podatki – podkreśla, w rozmowie z agencją Newseria, Dariusz Kacprzak, prezes Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej. 

– Dlatego apeluję i błagam w imieniu przedsiębiorców, żeby podatki i akcyza, całe prawodawstwo było proste i czytelne.

Kacprzak podaje konkretną receptę na uzdrowienie sytuacji: 

– Po pierwsze, katalog produktów, które są objęte akcyzą, powinien być skrócony. Po drugie, powinien być jednolity podatek akcyzowy dla wszystkich, żeby nie rozróżniać produktów na te, które są obciążone większą lub mniejszą akcyzą. Jeżeli podatek akcyzowy jest wysoki, to obywatele zaczynają szukać produktu w szarej strefie. Jeżeli jest on na akceptowalnym poziomie, to kupują go normalnie i wtedy akcyza zasila budżet państwa.

Doskonałym przykładem tego zjawiska są e-papierosy. Jeden ze studentów obserwujących debatę „Wolność finansowa młodego pokolenia” przypomniał, że jesienne podwyżki akcyzy o kilkadziesiąt złotych po prostu wypchnęły ten rynek do podziemia. 

– Rozumiem intencję władz, które chcą chronić młodych ludzi przed uzależnieniami. Problem polega jednak na tym, że obecnie większym wyzwaniem jest egzekwowanie prawa niż tworzenie kolejnych przepisów. Produkty te wciąż są dostępne, tylko że zamiast w oficjalnych sklepach coraz częściej kupuje się je na azjatyckich platformach sprzedażowych – argumentował student.

Warto zauważyć, że obawy o rozrost czarnego rynku są w pełni uzasadnione. Według szacunków Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych (IPAG), wskutek skokowych podwyżek akcyzy na wyroby nowatorskie, szara strefa w segmencie płynów do e-papierosów zaczęła rosnąć w lawinowym tempie, a straty budżetu państwa z tego tytułu mogą sięgać setek milionów złotych rocznie (Źródło: Raport Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych IPAG o szarej strefie w Polsce - https://ipag.org.pl/).

Do zarzutów odniosła się posłanka Koalicji Obywatelskiej Weronika Smarduch. Wyjaśniła, że na stole leżał też scenariusz całkowitego zakazu sprzedaży, ale wybrano drogę fiskalną. – Być może za jakiś czas warto będzie wrócić do tej kwestii i sprawdzić, czy przyjęte regulacje przyniosły oczekiwany efekt – zaznaczyła posłanka.

Inwestycje na dnie: zaledwie 16,9 proc. PKB. Jak opodatkować gigantów?

Skutkiem podatkowego chaosu jest marazm inwestycyjny. Z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Aktywność inwestycyjna polskich firm – skala i bariery” wynika, że w 2024 roku stopa inwestycji w Polsce wyniosła zaledwie 16,9 proc. PKB, podczas gdy europejska średnia to 21,2 proc. PKB.

Dodatkowo, poczucie niesprawiedliwości potęguje fakt omijania polskiego fiskusa przez globalne koncerny technologiczne (Big Tech). W Europie i OECD toczą się prace nad ich sprawiedliwym opodatkowaniem. Należy podkreślić, że Polska jest obecnie w trakcie implementacji unijnej dyrektywy wprowadzającej tzw. globalny podatek minimalny (Pilar 2), który wymusi na największych międzynarodowych korporacjach (o rocznych przychodach powyżej 750 mln euro) zapłatę co najmniej 15 proc. efektywnego podatku dochodowego, co ma stanowić zaporę przed wyprowadzaniem zysków do rajów podatkowych (Źródło: Ministerstwo Finansów - https://www.gov.pl/web/finanse/globalny-podatek-minimalny).

Jednak polscy politycy widzą problem w samej legislacji krajowej. – Problem związany z podatkiem np. dotyczącym big techów nie polega na braku możliwości uchwalenia jakiejś ustawy. Mam raczej przekonanie, że problem pojawi się na końcu procesu legislacyjnego, bo pytanie brzmi, czy prezydent tę ustawę podpisze – zauważa Krzysztof Kwiatkowski, senator RP z Koalicji Obywatelskiej, były prezes NIK.

Tęsknota za ustawą Wilczka. 200 zmian w ramach deregulacji

Rząd zapowiada uproszczenia. Pakiet deregulacyjny 1.0 przyniósł około 200 zmian zdejmujących z przedsiębiorców część barier administracyjnych.

– Mamy około 200 zmian, które w ramach pakietu deregulacyjnego 1.0 zostały przyjęte. Część to są zmiany, z którymi niektórzy z nas mogą mieć kontakt, na przykład w ułatwieniu pewnych procedur administracyjnych czy gospodarczych. O części nawet nie będziemy mieli świadomości, bo na przykład nie będziemy inwestorami na rynku finansowym, gdzie wprowadzono pewne ułatwienia inwestycyjne. Ale to nie zwalnia polityków od tego, żeby wprowadzać rozwiązania, które cząstkowo ułatwiają życie wszystkim obywatelom i przedsiębiorcom – wskazuje Krzysztof Kwiatkowski.

Weronika Smarduch studzi jednak emocje przed wprowadzaniem zmian na kolanie: – Nie da się sprawnie deregulować dużych rzeczy, jeżeli nie będziemy tworzyć dobrych przepisów. Wszystko, co zmieniamy ustawą, musi być dobrze przygotowane, bo inaczej stworzymy kolejne buble prawne, które później musimy deregulować. Takie rzeczy jak np. usprawnienie procesu inwestycyjnego i jego skrócenie to jest coś, co wprowadza się dużymi ustawami, a żeby to zrobić dużą ustawą, musimy to najpierw dobrze przygotować.

Niedościgniony wzór uwolnienia gospodarki

Wielu ekspertów z nostalgią wspomina słynną "ustawę Wilczka" z 1988 roku, która uwolniła polską przedsiębiorczość u progu transformacji. Choć dziś, w realiach Unii Europejskiej, nie dałoby się jej zastosować w stosunku do obcego kapitału (ze względu na ówczesne ograniczenia dla firm zagranicznych), to sam model stanowienia prawa pozostaje niedoścignionym wzorem.

– Zamiast sprawdzać tysiące stron przepisów, była to ustawa zasad. To, co do tych zasad działalności gospodarczej nie pasowało, znajdowało się w przepisach przejściowych i końcowych, które wskazywały, że takie regulacje tracą moc. Próba szukania i wynajdywania poszczególnych przepisów w morzu ustaw to jest praca na kilka pokoleń, stąd tak mizerne efekty dotychczasowej deregulacji – ocenia Andrzej Sadowski.

Jak zatem wyjść z tego biurokratycznego piekła? Recepta Sadowskiego jest brutalnie prosta: – Najlepszym sposobem na uproszczenie nie jest żaden dodatkowy system cyfrowy, tylko radykalne obniżenie liczby przepisów podatkowych. W innych państwach Unii Europejskiej te same dyrektywy, dotyczące chociażby VAT-u, wymagają znacznie mniejszej liczby przepisów niż w Polsce. Możemy wziąć wzory z innych państw europejskich, które dysponują w ramach tej samej Unii znacznie lepszymi i sprawdzonymi rozwiązaniami niż my.

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama