Ferrari Luce: elektryczny koń z Maranello i największy test marki od dekad
Ferrari Luce ma być samochodem przełomowym z kilku powodów. To pierwszy seryjny elektryk marki, pierwszy pięcioosobowy model Ferrari, czterodrzwiowe auto rodzinno-luksusowe i jednocześnie produkt, który ma kosztować ponad 550 tys. euro. Dostawy mają ruszyć w czwartym kwartale 2026 r. Samochód ma cztery silniki elektryczne, ponad 1000 KM, prędkość maksymalną powyżej 310 km/h, zasięg ponad 500 km oraz bagażnik o pojemności 600 litrów.
Ale liczby nie są tu najważniejsze. Najważniejsze pytanie brzmi: czy Ferrari bez silnika spalinowego nadal jest Ferrari?
Elektryczne Ferrari, którego Ferrari długo nie chciało pokazać
Luce - po włosku „światło” - debiutuje w momencie, gdy rynek drogich samochodów elektrycznych nie jest już tak optymistyczny jak kilka lat temu. Porsche, Lamborghini i inni producenci aut sportowych ostrożniej podchodzą dziś do elektryfikacji, bo popyt na luksusowe EV okazał się słaby. Część konkurentów już ogranicza lub opóźnia plany na kolejne modele.
Podobnie zresztą robi to Ferrari. Firma obniżyła swoje ambicje dotyczące udziału modeli w pełni elektrycznych w gamie do 20 proc. w 2030 r.; wcześniejszy plan zakładał 40 proc. EV, 40 proc. hybryd i 20 proc. aut spalinowych. Obecny miks na 2030 r. to 40 proc. modeli spalinowych, 40 proc. hybryd i 20 proc. elektrycznych.
To pokazuje, że Luce nie oznacza końca V8 i V12. Przynajmniej nie teraz. Ferrari próbuje raczej utrzymać trzy światy naraz: tradycyjne silniki, hybrydy i elektryki.
Kontrowersja pierwsza: dźwięk, czyli serce Ferrari
Największy problem elektrycznego Ferrari nie leży w przyspieszeniu. EV potrafią być absurdalnie szybkie. Problemem są emocje związane z marką. Ferrari przez dekady sprzedawało nie tylko osiągi, ale cały teatr: dźwięk silnika, zmianę biegów, zapach, wibracje, napięcie między kierowcą a maszyną. Elektryk z natury wiele z tych elementów usuwa. Dlatego Ferrari pracowało nad tym, aby Luce miało własną „sygnaturę dźwiękową”. Według agencji Reuters system w Luce wzmacnia naturalne wibracje z elektrycznego układu napędowego, zamiast po prostu udawać silnik spalinowy.
Ferrari chce uniknąć wrażenia, że sprzedaje imitację. Jednocześnie wcześniejsze doniesienia o patentach marki pokazywały prace nad systemami symulującymi zachowanie silnika i skrzyni biegów w EV - włącznie z wirtualnymi zmianami przełożeń i generowanym dźwiękiem dopasowanym do „wirtualnego” układu napędowego.
Stąd pierwsza kontrowersja: dla jednych to genialny sposób na zachowanie emocji w nowej technologii. Dla innych - dowód, że nawet Ferrari nie do końca wierzy, iż elektryk sam z siebie potrafi dać doświadczenie godne znaczka z czarnym koniem.
Kontrowersja druga: pięć miejsc i rodzinny bagażnik
Luce jest pierwszym pięcioosobowym Ferrari. Ma cztery drzwi, duży bagażnik i celuje w klientów, którzy chcą używać auta w „innych momentach życia”, a nie tylko na weekendowej trasie czy torze. W komunikacji Ferrari mówi o rodzinach z bardzo dużymi budżetami, komforcie, technologii i 600-litrowym bagażniku. To szersza strategia. Ferrari od kilku lat rozszerza definicję własnej marki. Purosangue pokazało, że nawet producent supersamochodów może wejść w obszar aut bardziej praktycznych, choć oficjalnie unikał słowa SUV. Luce idzie jeszcze dalej: ma być autem technologicznym, luksusowym i użytkowym, ale nadal Ferrari.
Dla purystów to oczywiście uderzenie w markę. Ale dla akcjonariuszy - biznesowa szansa na poszerzenie bazę klientów. Ferrari ma około 90 tys. aktywnych klientów, o około 20 proc. więcej niż w 2022 r., a firma planuje także rozwój usług personalizacji i lifestyle’u. Luce może więc pełnić rolę magnesu dla nowej grupy: bogatych rodzin, przedsiębiorców technologicznych i młodszych klientów, którzy nie mają sentymentalnego przywiązania do klasycznej mechaniki.
Kontrowersja trzecia: Jony Ive i design, który dzieli
Za projekt Luce odpowiada Ferrari we współpracy z LoveFrom, kolektywem założonym przez Jony’ego Ive’a, byłego szefa designu Apple, oraz Marca Newsona. Portal The Verge zwraca uwagę, że LoveFrom miało wpływ nie tylko na wnętrze, ale na kierunek całego projektu od początku. To pewnego rodzaju sygnał. Ferrari mówi: Luce ma być nie tylko samochodem, ale obiektem technologicznym i designerskim. To auto dla ludzi, którzy rozumieją Apple, Teslę, luksusowe gadżety, minimalistyczne interfejsy i nową estetykę premium.
Ale tu pojawia się kolejny konflikt. Ferrari przez lata budowało język agresywnych proporcji, muskularnych nadwozi i mechanicznej ekspresji. Luce ma większe, bardziej przeszklone, spokojniejsze nadwozie i odchodzi od typowego, sportowego archetypu marki. To jest zerwanie z agresywnym, muskularnym stylem Ferrari na rzecz większej bryły i bardziej „szklanej” estetyki.
Dla jednych to odwaga. Dla innych - ryzyko, że Ferrari stanie się zbyt „technologiczne”, a za mało mechaniczne.
Kontrowersja czwarta: cena i sens ekonomiczny
Cena około 550 tys. euro ustawia Luce nie jako konkurenta luksusowych EV, lecz jako manifest megabogaczy. To auto droższe niż wiele klasycznych Ferrari i zdecydowanie poza logiką masowego rynku elektryków. Przy tej cenie Luce ma być najdroższym Ferrari, choć cena w USA nie została jeszcze ogłoszona. Czy ta strategia się powiedzie? Są ryzyka. Ferrari już wcześniej odczuło presję inwestorów. Po prezentacji planu strategicznego i technologii pierwszego EV w październiku 2025 r. akcje spółki spadły o ponad 16 proc., a z kapitalizacji wyparowało 13,5 mld euro. Powodem były rozczarowujące długoterminowe cele finansowe oraz ostrożniejsza ścieżka elektryfikacji.
Innymi słowy: rynek kapitałowy nie daje Ferrari pełnego kredytu zaufania za samą elektryczną wizję. Chce wiedzieć, czy ta wizja poprawi wzrost, marżę i popyt.