To, co „standardowe” na rynku, nie zawsze jest konieczne
Co jest kluczowe w dobrej umowie inwestycyjnej?
Dobra umowa inwestycyjna to taka, która pozwala w rozsądny sposób uwzględnić interesy wszystkich stron. Z perspektywy founderów, poza kwestią wyceny, bardzo ważne jest uzgodnienie racjonalnego zakresu uprawnień korporacyjnych dla inwestora. Inwestor – wnosząc pieniądze – oczekuje wpływu na strategiczne decyzje spółki. Natomiast bardzo istotne jest, by kwestie zastrzeżone do akceptacji przez inwestora nie ingerowały w bieżącą działalność spółki. Decyzje wymagające zgody inwestora powinny być ograniczone do kluczowych kwestii: zmiany umowy spółki, podwyższenia kapitału (przy niższej wycenie) czy sprzedaży firmy.
Bardzo ważne są również postanowienia chroniące i motywujące founderów. Założyciele nie uciekną przed pewnym zakresem odpowiedzialności związanym z inwestycją, ale ta odpowiedzialność nie może powodować u nich strachu przed podejmowaniem dalszego ryzyka związanego z prowadzoną działalnością.
Dobrą umowę charakteryzuje także przejrzystość – dokument może być obszerny, ale powinien być czytelny i spójny z warunkami z term sheetu. Wiele konfliktów wynika z tego, że term sheet mówi A, a umowa inwestycyjna – która ma kilkadziesiąt stron i poza prawnikami nikt nie wie, co w niej jest – mówi B.
Jakie więc elementy musi zawierać umowa inwestycyjna, a które są nieobligatoryjne?
Od strony czysto formalnej, aby mówić o umowie inwestycyjnej, w zasadzie potrzebujemy tylko postanowień dotyczących inwestycji, czyli kto inwestuje, ile inwestuje, ile obejmuje udziałów i kiedy to ma się wydarzyć. Wszystkie pozostałe klauzule to tylko „dodatek” do inwestycji.
Natomiast – z doświadczenia - trudno sobie wyobrazić umowę inwestycyjną, która nie reguluje takich kwestii jak: (I) dokładna struktura i harmonogram inwestycji – ile udziałów, jaka wycena, jak i kiedy wpłacane; (II) zasady ładu korporacyjnego – jak będą powoływane organy oraz jak będą podejmowane decyzje w spółce; (III) postanowienia dotyczące ograniczenia zbywalności udziałów (lock-up, prawo pierwszeństwa, drag-along, tag-along); (IV) oświadczenia i zapewnienia founderów dotyczące spółki; (V) kwestie odpowiedzialności i jej ograniczenie oraz (VI) poufność.
Pozostałe kwestie, które w mojej ocenie nie są obligatoryjne, ale bardzo często spotykane są w takich umowach inwestycyjnych, to przede wszystkim: (I) klauzule anti-dilution – zabezpieczające inwestora przed rozwodnieniem przy niższej wycenie spółki; (II) zobowiązania dotyczące zakazu działalności konkurencyjnej dla founderów i kluczowych pracowników spółki; (III) zgody i warunki brzegowe programów motywacyjnych dla założycieli i kluczowych pracowników (ESOP) oraz (IV) preferencje likwidacyjne dla inwestora przy sprzedaży spółki. Co istotne, ustalenie, które klauzule warto zawrzeć w umowie inwestycyjnej, a które warto „przemilczeć”, zawsze będzie miało indywidualny charakter. Najbardziej kluczowe postanowienie, które w mojej ocenie (ze strony founderów i spółki) zawsze powinno...
Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów
Masz już prenumeratę? Zaloguj się
Kup prenumeratę cyfrową, aby mieć dostęp
do wszystkich tekstów MyCompanyPolska.pl
Co otrzymasz w ramach prenumeraty cyfrowej?
- Nielimitowany dostęp do wszystkich treści serwisu MyCompanyPolska.pl
- Dostęp do treści miesięcznika My Company Polska
- Dostęp do cyfrowych wydań miesięcznika w aplikacji mobilnej (iOs, Android)
- Dostęp do archiwalnych treści My Company Polska
Więcej możesz przeczytać w 2/2026 (125) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.