L. Sobolewski: Giełda straciła zaufanie inwestorów, ale można to zmienić [WYWIAD]

fot. materiały prasowe
fot. materiały prasowe 96
- Nasz silnik giełdowy się zatarł, na giełdę trafia bardzo niewiele nowych spółek, a struktura inwestorów jest nieoptymalna – mówi w rozmowie z portalem mycompanypolska.pl Ludwik Sobolewski, były prezes GPW i nowy członek rady nadzorczej spółek DuoLife i Goverby Investments, inwestora projektu DuoVita Smart Apartments w Wiśle. Mimo to Ludwik Sobolewski wierzy, że rynek może się odrodzić.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Czy polska giełda papierów wartościowych jest wciąż miejscem, którym mogą być zainteresowani inwestorzy indywidualni?

 Wierzę w to, że społeczność indywidulanych inwestorów giełdowych się odrodzi. Byłoby to dobre nie tylko dla warszawskiej giełdy, ale w ogóle dla rozwoju kultury oszczędzania i inwestowania w Polsce. Niestety, wśród wielu przyczyn stagnacji warszawskiej giełdy, jest też nadwyrężenie zaufania do rynku kapitałowego ze strony indywidualnych inwestorów. Co najbardziej przykre, tego naruszenia zaufania nie spowodowały żadne czynniki makroekonomiczne, czy inne tego typu, lecz nieuczciwe czy niezgodne ze standardami zachowania przedstawicieli instytucji finansowych działających na tym rynku. Było to tym bardziej dewastujące dla zaufania, że przecież stało się to po dwudziestu paru latach jego historii. A wiadomo, że zaufanie na rynkach finansowych jest jak olej dla silnika. Nasz silnik giełdowy się zatarł, na giełdę trafia bardzo niewiele nowych spółek, a struktura inwestorów jest nieoptymalna.

 Mimo to spółka DuoLife planuje wejście na giełdę. Dlaczego?

 Perspektywa giełdowa dla DuoLife jest bardzo interesująca, bo to jest firma, która nie traktuje zaufania i podobnych wartości jak ornamentu, ale jako fundament w swoim modelu biznesowym. Jest to jeden z powodów, dla których ta firma może spotkać się z zainteresowaniem ze strony inwestorów publicznego rynku. Istotne jest, by nie znaleźć się na nim…zbyt wcześnie, ani zbyt późno. A zatem trzeba mieć stale w głowie te magiczne słowa rynku kapitałowego: timing i momentum. A poza tym ważna uwaga: biznes budujemy na wartościach, ale nie mylimy ich z sentymentami. Dlatego też najlepszym rynkiem giełdowym dla DuoLife wcale nie musi się w przyszłości okazać parkiet giełdy w Warszawie.

Dołączył Pan do firmy tylko po ty, by pomóc w debiucie?

Takie odczytanie mojej roli jest czymś naturalnym, jednakże sądzę, że w DNA DuoLife jest zapisana zdolność do podejmowania nawet szerszych czy bardziej rozbudowanych wyzwań, niż debiut giełdowy – choć oczywiście wejście na giełdę jest samo w sobie wielkim przedsięwzięciem.

Obserwowałem od pewnego czasu rozwój tej firmy, która jest dla mnie świetnym przykładem, jak w transformującej się gospodarce może powstać prawdziwy narodowy czempion, który od samego początku miał za sobą wyłącznie prywatny kapitał, i nie potrzebował żadnego państwowego mecenatu, aby najpierw się „zbudować”, a zaraz potem rozpocząć ekspansję międzynarodową. Dzisiaj chcemy wzmocnić bazę kapitałową tego ambitnego projektu, a zarazem jeszcze bardziej skonsolidować wszystkich jego uczestników wobec głównych celów, jakimi są właśnie międzynarodowa obecność, finansowa efektywność oraz  wysoki stopień uspołecznienia misji  i modelu biznesu.

Na jakim etapie jest przygotowanie do wejścia na GPW

 Osiągnęliśmy dzisiaj – mówię o sytuacji w Polsce i w Unii Europejskiej – taki poziom uregulowania wszelkich aktywności opartych na instrumentach finansowania przedsiębiorców, że każde działanie w tym obszarze musi być niezwykle starannie przemyślane. W naszym projekcie musimy dokładnie rozumieć wszelkie aspekty dotyczące instrumentów finansowych i innych narzędzi nie będących instrumentami finansowymi; musimy zauważyć, w jakich okolicznościach może zaistnieć usługa typowa dla alternatywnego funduszu inwestycyjnego; musimy też mieć biegłość w posługiwaniu się konstrukcjami dotyczącymi spółek kapitałowych. Zdaję sobie sprawę z tego, że to nie jest zbyt konkretna odpowiedź na Pana pytanie, ale jest w niej jakaś refleksja na temat tego, z jak złożoną rzeczywistością ma dziś do czynienia przedsiębiorca, który chce osiągnąć przecież dość proste cele. Z drugiej strony, jest to też test dla przedsiębiorcy, czy potrafi on tak zarządzić zmianą w swojej organizacji, i całym procesem pozyskania finansowania, by te cele osiągnąć sprawnie, a zarazem bezpiecznie. Nie wszystkim się to udaje, ale z DuoLife jesteśmy na dobrej drodze, konsekwentnie realizując kolejne strategiczne i kluczowe dla całej operacji kroki.

Jak sam Pan wspominał, inwestorzy indywidualni stracili zaufanie do wielu firm na Giełdzie Papierów Wartościowych. Oczywiście, są alternatywy, ale co z osobami, które wolą jednak bezpieczne formy lokowania kapitału? Obligacje i lokaty z małymi wyjątkami nie chronią dziś nawet przed inflacją. Czy nieruchomości, mimo mocnego wzrostu cen, są dla nich taką alternatywą?

 Na rozwiniętym rynku dostępne są różne możliwości lokowania oszczędności oraz reinwestowania zysków z inwestycji. Można powiedzieć, że nieruchomości są jedną z najbardziej tradycyjnych i znanych „od zawsze” kategorii lokat. Moim zdaniem dobrze byłoby mieć w Polsce wyższy niż obecnie poziom edukacji finansowej, tak aby ludzie powszechnie rozumieli, że racjonalna dywersyfikacja lokat jest czymś sensownym, a w każdym razie często czymś sensowniejszym niż podążanie za modą w inwestowaniu. Skorzystałyby na tym wszystkie segmenty, w których jest podaż ofert inwestycyjnych: bezpośrednie inwestycje giełdowe, fundusze inwestycyjne, venture capital, private equity, bezpośrednie inwestycje w spółki prywatne, inne walory inwestowalne, jak złoto, kryptowaluty czy dzieła sztuki, i wreszcie bezpośrednie inwestowanie w sektorze nieruchomości.

Jak wygląda zainteresowanie inwestycjami typu apartamenty na wynajem?

 Scharakteryzowałbym obecną sytuację następująco: to jest obszar zdominowany przez optymizm deweloperów i inwestorów, a zarazem nie wyczuwam formowania się bańki spekulacyjnej. Jest to więc, według mojej intuicji, nadal dość zrównoważony segment rynku. I bardzo dobrze, że tak jest.

Czy tego typu inwestycje można uznać za bezpieczne czy ryzykowne?

 Nie ma inwestycji stuprocentowo bezpiecznych, to jest całkowicie jasne. Nawet jeśli wszystko wydaje się pod kontrolą. Nassim Taleb pisał o „czarnych łabędziach” – niezwykłych, nieprzewidzianych przez nikogo nagłych wydarzeniach, które albo powodują prosperitę, albo wywracają gospodarkę do góry nogami. Akurat niedawno świat poznał  takiego czarnego łabędzia, bo w sensie efektu dla gospodarki jest nim koronawirus, który zaistniał w Wuhan. Natomiast nie ulega też wątpliwości, że na zrównoważonym rynku nieruchomości występuje bardzo wysoka odporność na tego rodzaju, nawet globalne, zawirowania. Podkreślam: na zrównoważonym, bo oczywiście bańka na rynku nieruchomości może też zubożyć osoby inwestujące.

Czy możliwe jest połączenie potencjalnie wysokich zysków z dość dużym marginesem bezpieczeństwa?

Na takim spokojnym i optymistycznym rynku można przy stosunkowo niskim ryzyku osiągać stopy zwrotu, które będą satysfakcjonujące, jak ma to miejsce choćby przy naszej inwestycji DuoVita Smart Apartments w Wiśle. Zasada finansowej termodynamiki jednak nadal oczywiście obowiązuje: wraz ze wzrostem możliwych do uzyskania zysków wzrasta też ryzyko. Być może ktoś kiedyś wymyśli instrument przełamujący tę zasadę, i wtedy będzie to pewna nagroda Nobla z ekonomii.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY