Reklama

InPost przyciąga światowy kapitał. W mediach społecznościowych burzliwa debata

InPost
Decyzja o sprzedaży akcji wywołała burzliwą debatę w sieci. / Fot. Shutterstock/OleksSH
Zapowiedź przejęcia InPost przez międzynarodowe konsorcjum wywołała lawinę komentarzy w serwisie X. Od politycznych deklaracji o „podatkach zostających w Polsce”, przez apele o bojkot, po twardą obronę prawa właściciela do sprzedaży firmy. Dyskusja pokazuje, jak silne emocje budzi los jednej z najbardziej rozpoznawalnych polskich marek.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

9 lutego 2026 r. prezes InPost, Rafał Brzoska, poinformował o porozumieniu z konsorcjum inwestorów w sprawie oferty nabycia wszystkich akcji InPost S.A. po cenie 15,60 euro za akcję. Pisaliśmy o tym tutaj. W skład konsorcjum wchodzą m.in. FedEx Corporation, fundusz Advent Investment oraz PPF Group. Komunikat był krótki i utrzymany w biznesowym tonie – inwestorzy mają „wesprzeć dalszy rozwój InPost Group”.

W sieci natychmiast rozpętała się burza.

Polityczny komentarz i „podatki w Polsce”

Do sprawy odniósł się były premier Mateusz Morawiecki, który napisał, że „podatki zostają w Polsce, a InPost mocniej wchodzi w zagraniczne rynki”, określając to jako „mocny biznesowy początek tygodnia”. To narracja, która próbuje uspokoić nastroje: nawet jeśli zmienia się struktura właścicielska, operacyjnie firma ma dalej działać w Polsce i płacić tu daniny. Spora część internautów również odniosła się pozytywnie do całej sytuacji, chwaląc biznesowe poczynania szefa InPost.

Tyle że dla części komentujących to za mało. Niektórzy nie przebierali w słowach, uznając np., że Rafał Brzoska "poleciał na kasę". 


„Znika jako niezależny podmiot”

Wielu internautów odczytało transakcję jako symboliczny koniec „polskiego czempiona”. Pojawiły się głosy, że „znowu polska firma znika jako niezależny podmiot”, a globalne zyski będą trafiać do zagranicznych właścicieli. W komentarzach wybrzmiewa znany z wcześniejszych debat ton: Polska nie potrafi utrzymać własnych dużych graczy i oddaje ich w ręce międzynarodowego kapitału.

Część użytkowników idzie dalej, nawołując do przerzucenia się na alternatywy – państwową pocztę czy usługi Orlenu. W tej narracji wybór operatora logistycznego staje się aktem gospodarczego patriotyzmu.

Patriotyzm kontra wolny rynek

Jednocześnie równie mocno wybrzmiewa druga strona sporu. Niektórzy komentujący podkreślają, że Brzoska zbudował firmę od zera i ma pełne prawo ją sprzedać. „Jego firma, jego pieniądze, jego tysiące godzin pracy” – piszą. W ich ocenie krytyka sprzedaży to przejaw niezrozumienia zasad wolnego rynku.

Pojawiają się też ostrzejsze głosy, zarzucające przedsiębiorcy, że „budował firmę na poczuciu patriotyzmu”, by ostatecznie sprzedać ją zachodniemu inwestorowi. Emocje sięgają zenitu – od oskarżeń o „sprzedanie się przy pierwszej okazji”, po katastroficzne scenariusze o rychłej niewypłacalności i pełnym przejęciu aktywów przez globalnego gracza.

Symbol większego zjawiska

Dyskusja wokół InPost pokazuje coś więcej niż tylko reakcję na jedną transakcję. To starcie dwóch wizji rozwoju polskiego biznesu. W pierwszej kluczowe jest utrzymanie krajowej kontroli kapitałowej nad dużymi spółkami, nawet kosztem ograniczenia ich globalnej ekspansji. W drugiej z kolei naturalnym etapem rozwoju jest wejście silnego, międzynarodowego inwestora, który daje dostęp do kapitału, technologii i rynków.

Warto przypomnieć, że InPost już od lat funkcjonuje jako grupa obecna w wielu krajach Europy. Partnerstwo z globalnym operatorem może oznaczać przyspieszenie tej ekspansji, a nie jej zahamowanie. Z drugiej strony, dla części opinii publicznej sama zmiana właściciela jest równoznaczna z utratą „polskości” marki – niezależnie od tego, gdzie firma płaci podatki i zatrudnia pracowników.




Emocje zamiast chłodnej analizy

Internetowa debata pokazuje, jak szybko wątek biznesowy przechodzi w spór ideologiczny. Pojawiają się hasła o „kartonowym królestwie”, „mentalnej komunie” czy „niewygodnej konkurencji”. Znika za to rzeczowa analiza: jakie będą realne skutki transakcji dla klientów, pracowników i rynku logistycznego w Polsce? Do tego dochodzą inwektywy, jakimi przerzucają się wzajemnie "zagotowani" internauci.

Sprzedaż InPost, o ile dojdzie do skutku na zapowiadanych warunkach, będzie jedną z ważniejszych transakcji w polskim sektorze logistycznym ostatnich lat. I testem dla dojrzałości debaty publicznej o kapitale, własności i globalizacji.

Bo choć emocje są zrozumiałe, odpowiedź na pytanie, czy to „koniec polskiej firmy”, czy początek nowego etapu jej rozwoju, zależy nie od narodowości inwestora, lecz od strategii, którą wspólnie z zarządem zrealizuje.



Czy przejęcie InPostu coś zmieni dla zwykłych Polaków? Sprawdzamy, co naprawdę może się wydarzyć

Czy przejęcie InPostu coś zmieni dla zwykłych Polaków? Sprawdzamy, co naprawdę może się wydarzyć

Spekulacje o możliwym przejęciu InPost rozpalają wyobraźnię rynku i inwestorów. Mowa w końcu o jednej z najcenniejszych polskich firm, której usługi stały się codziennością dla milionów użytkowników. Pytanie brzmi jednak inaczej, mianowicie czy taka transakcja w ogóle będzie zauważalna dla przeciętnego klienta, który po prostu idzie odebrać paczkę z paczkomatu?

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama