Reklama

Tylko liderzy mogą brać sprawy w swoje ręce. Wywiad z Markiem Górskim

marek górski
Marek Górski, prezydent Konfederacji Lewiatan / Fot. materiały prasowe
Nie stworzymy atrakcyjnego wizerunku Polski, jeśli nie będziemy mieć realnych argumentów potwierdzających nasz potencjał i możłiowści rozwojowe – przekonuje Marek Górski, prezydent Konfederacji Lewiatan.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Jaką marką jest obecnie Polska? Spróbujmy może z porównaniem do galerii handlowej: to popularny butik, którego szukamy od wejścia, niszowy, lecz oryginalny sklep, do którego zaglądamy z ciekawości czy może mały lokalik gdzieś w cieniu, o którym mało kto słyszał?

Polska jest silną marką, ale wciąż niewystarczająco znaną powszechnie.

Silną, a więc...?

Pozytywnie oddziałującą. Zwłaszcza w ostatnich latach zaobserwowałem zmianę na lepsze, marka Polska stała się po prostu bardziej atrakcyjna, a ludzie z różnych krajów – nie tylko europejskich – wiedzą na nasz temat coraz więcej. Docenia się nasz dynamiczny rozwój w ostatnich 35 latach, działania w kontekście wojny w Ukrainie oraz podejście do podejmowania strategicznych decyzji: gospodarczych i militarnych. Rozsądek, przedsiębiorczość, odporność, odwaga – to określenia, jakie słyszę za granicą w kontekście Polski.

Mimo tych pozytywnych skojarzeń, Polska nie jest wciąż jednak – jak sam pan stwierdził – marką powszechnie znaną.

Polacy mają skłonność do egocentrycznego patrzenia na pewne kwestie, jednak nie wolno się oszukiwać – nie jesteśmy w centrum świata. Należymy co prawda do najważniejszych krajów Unii Europejskiej, ale Europa nie odgrywa już tej samej roli, co wcześniej. Stary Kontynent, m.in. w obszarach gospodarczych, staje się coraz mniej konkurencyjny. Polska trafiła do grona 20 największych gospodarek świata, ale ciągle za mało osób w świecie zdaje sobie z tego sprawę. Musimy ciężko i konsekwentnie pracować na rozpoznawalność naszej marki i o tym debatowaliśmy w trakcie naszej konferencji EFNI Wiosna 2026. Jeśli Polacy sami uwierzą we własny sukces, bo to też nie jest takie powszechne, łatwiej będzie opowiadać o nim innym. Podczas przemówienia otwierającego konferencję prof. Norman Davies stwierdził, że Polska powinna w większym stopniu zadbać o swoją obecność na uczelniach wyższych i ja się do takiej opinii przychylam – zdobywanie wiedzy o Polsce nie może ograniczać się wyłącznie do nauki języka polskiego, tym bardziej że – jak wszyscy wiemy – jest to zadanie niezmiernie wymagające.

Czy w ostatnich latach był jakiś konkretny moment, kiedy wizerunek Polski zaczął się ocieplać?

To nie kwestia konkretnego momentu. Na nasz pozytywny wizerunek zapracowaliśmy jako społeczeństwo przez wiele ostatnich lat ciężkiej pracy. Od przełomu 1989 roku podjęliśmy się ogromnego trudu budowania gospodarki rynkowej i społeczeństwa demokratycznego. W tym czasie polskie PKB wzrosło ponad trzykrotnie. To dzięki przedsiębiorczości i zaangażowaniu wielu Polaków, zarówno przedsiębiorców jak i pracowników, udało nam się zbudować Polskę, o której nasi przodkowie marzyli. Jesteśmy aktywnym i ważnym członkiem Unii Europejskiej oraz NATO. Pamiętajmy jednak, że żaden dobrobyt nie jest dany raz na zawsze. Należy o niego dbać i zabiegać o dalszy rozwój, bo świat nie stoi w miejscu. Musimy dbać o konkurencyjność gospodarki polskiej, ale również europejskiej, bo jesteśmy z nią bardzo silnie powiązani. Dotychczasowe silniki wzrostu gospodarczego się wyczerpują. Demografia nam nie sprzyja. Inwestycje i transfer technologii z zagranicy odgrywają już mniejszą rolę niż na początku okresu transformacji. Środki pomocowe z UE też będą odgrywały coraz mniejszą rolę w rozwoju polskiej gospodarki. Musimy w większym niż dotychczas stopniu postawić na nowe technologię, badania i rozwój, cyfryzację, transformację energetyczną, budowę silnych przedsiębiorstw zdolnych do ekspansji zagranicznej, wspieranie polskich przedsiębiorców tworzących trwałą siłę polskiej gospodarki. Nie stworzymy atrakcyjnego wizerunku Polski, jeśli nie będziemy mieć silnych i trwałych filarów polskiej gospodarki oraz realnych argumentów potwierdzających nasz rozwój. Niemniej ważne są też nasze sukcesy i osiągniecia w kulturze, sporcie, turystyce, nauce i polityce zagranicznej. Dzięki wszystkim tym elementom możemy zbudować silny wizerunek atrakcyjnego i podziwianego kraju.

Moim zdaniem nie mamy problemu z budowaniem pozytywnego wizerunku, potrzebujemy jednak twardszego stąpania po ziemi. Często chwalimy się projektami czy innowacjami, niemającymi potwierdzenia w rzeczywistości, co wiąże się później z bolesnymi rozczarowaniami. Propaganda? Trochę tak.

Niestety musimy zdać sobie sprawę z faktu, że jeśli chodzi o sektor technologiczny, nadal jesteśmy daleko w tyle za Stanami Zjednoczonymi czy Chinami. Ta luka technologiczna dotyczy zresztą całej Europy, a na jej tle Polska też nie wygląda dobrze. Musimy więcej inwestować w start-up’y, wspierać i komercjalizować przedsięwzięcia innowacyjne, zwiększać nakłady na automatyzację i cyfryzację, zbudować silny rynek kapitałowy, który będzie gotowy podejmować ryzyko inwestowania w takie przedsięwzięcia. Czasem dziwię się, kiedy w wielu sektorach – np. w zbrojeniówce czy w energetyce – decydenci w zbyt dużym stopniu opierają się na dostawach od kontrahentów zagranicznych, zwłaszcza spoza UE. Nie tędy droga, wykorzystajmy okres, kiedy musimy zmierzyć się z licznymi wyzwaniami w przemyśle obronnym czy energetycznym do rozwijania rodzimych firm i projektów, choć również realizowanych w kooperacji z zagranicznymi partnerami. Sytuacja geopolityczna zmusza nas do podejmowania szybkich decyzji, ale zadbajmy w nich o jak największy udział polskiego komponentu, zwłaszcza ze strony prywatnych firm. Zachęcajmy też naszych zagranicznych partnerów do transferu do Polski przynajmniej części ich mocy produkcyjnych oraz technologii. Niech te ogromne wydatki na zbrojenia i transformację energetyczną staną się istotnym kołem zamachowym rozwoju polskiej gospodarki.

A nie ma pan wrażenia, że tego typu sytuacje wynikają z faktu, że polskich przedsiębiorców po prostu nie uczono myślenia z gatunku „go global”? Rozgaszczali się na naszym średnim rynku, gdzie było im najzwyczajniej w świecie komfortowo.

To schemat typowy nie tylko dla Polski, ale również innych krajów z Europy Środkowo-Wschodniej. Fakt, że musimy gonić czołówkę nie przekreśla naszych szans, jednak na pewno sprawia, że jest trudniej o sukces. Cieszę się, że coraz więcej rodzimych przedsiębiorstw prowadzi ekspansję zagraniczną. Sam mam w tym obszarze własne doświadczenia. Moja firma, GRUPA ERGIS, dokonała 18 lat temu jednej z pierwszych na tak dużą skalę akwizycji dwóch firm niemieckich, a od tego czasu pojawiło się jeszcze więcej tego typu transakcji i to na dużą większą skalę. Przykładem takich działań są choćby inwestycje dokonane przez MASPEX czy InPost. Utworzony (w ramach Grupy PFR) Fundusz Ekspansji Zagranicznej wspiera transakcje ułatwiające globalny rozwój polskich firm, Wykorzystujmy te narzędzia.

Uważa pan więc, że jednym z głównych wyzwań, przed jakimi stoi teraz nasz kraj jest dbanie o tę markę Polska?

To na pewno niezwykle istotne zadanie, które potrzebuje lepszego skoordynowania wielu działań wewnątrz kraju. Liczba instytucji zajmujących się promocją Polski jest dosyć duża, w proces angażuje się sporo ministerstw i urzędów, a budżety są niemałe. Rodzi się więc zasadne pytanie, czy te pieniądze są wydawane w sposób możliwie najbardziej efektywny i czy te działania są odpowiednio skoordynowane? Bez właściwych narzędzi do mierzenia skuteczności działań, raczej nie odpowiemy rzetelnie na tak postawione pytanie.

To jak pan wyobraża sobie tę koordynację? Podczas EFNI wskazano na określenie najlepiej oddające charakter Polski –hasło „creative tensions”. Chyba trudno godzi się interesy różnych grup w sytuacji „kreatywnych napięć”.

Bardzo lubię to hasło, ponieważ jest niejednoznaczne, każdy może je na swój sposób zinterpretować. Moim zdaniem współcześnie stykamy się z licznymi napięciami – wewnętrznymi, globalnymi – zmuszającymi nas do ciągłego wykazywania się jeszcze większą kreatywnością. Jeśli sytuacja geopolityczna zmusza nas do przenoszenia budżetów na rozwój obronności – zamiast przeznaczania ich np. na programy społeczne czy inwestycje infrastrukturalne – to nie narzekajmy, lecz próbujmy w tym znaleźć jakąś szansę na rozwój. Zresztą, wiele innowacji, jakie znamy obecnie z codziennego życia, miało swój początek w przemyśle obronnym.

Na czym powinien skupiać się pełnomocnik rządu ds. promocji kraju? Utworzenie takiego stanowiska to jeden z głównych postulatów, jakie padły podczas niedawnego EFNI.

Polskę czekają liczne wyzwania o charakterze operacyjnym oraz strategicznym, a brak jasnego, jednolitego centrum koordynacyjnego ogranicza możliwości rozwojowe. Myślę, że takim pełnomocnikiem powinna być osoba, najpewniej powoływana przez premiera, która sprawi, iż rozproszone instytucje zajmujące się działaniami na rzecz wizerunku kraju, zaczną ze sobą ściślej współpracować. Żeby była jasność, nie jestem zwolennikiem prostego rozwiązania, aby kilkadziesiąt ośrodków zastąpić jednym, natomiast lepsza koordynacja jest niezbędna.

Pełnomocnik musi mieć dokładną wiedzę dotyczącą budżetów, jakimi dysponują poszczególne instytucje, w jaki sposób można sprawić, żeby te pieniądze były wydawane efektywniej – np. poprzez wspólne działania kilku organizacji. Oczywiście nie wszystkie obszary da się połączyć, ale wiele z nich – z całą pewnością.

Wydaje mi się, że większym wyzwaniem niż koordynacja poszczególnych ośrodków będzie koordynacja różnych pokoleń, które obecnie ścierają się w przestrzeni publicznej. Zetki inaczej patrzą na wiele aspektów – w tym wizerunek – niż przedsiębiorcy, którzy budowali naszą gospodarkę przez ostatnich trzydzieści lat.

W budowaniu wizerunku kluczowe bywają entuzjazm oraz emocje – i w tej roli widziałbym osobę, która ma w tych aspektach odpowiednie wyczucie. Jednak najważniejsze wciąż będzie zachowanie profesjonalizmu w działaniach. Różnorodność poglądów między pokoleniami to nic złego. Każda dobra koncepcja powstaje jako efekt głębokich przemyśleń i burzy mózgów, w których świeżość spojrzenia reprezentowana przez młode pokolenie może się zderzyć z doświadczeniem i wiedzą starszego pokolenia. Taka merytoryczna wymiana poglądów może zrodzić wiele ciekawych pomysłów na kreatywne budowanie pozytywnego wizerunku Polski.

Wielu ekspertów podkreśla, że Polska stoi obecnie przed epokową szansą na stanie się europejskim liderem – czy to gospodarczym, czy technologicznym. Podziela pan tę opinię?

Nie mam wątpliwości, iż w niektórych obszarach już teraz staliśmy się liderem, w końcu w ostatnich kilkudziesięciu latach nasza gospodarka rozwijała się jako jedna z najdynamiczniejszych w całej Europie. Bycie liderem to efekt konsekwentnej, ciężkiej pracy. O utrzymanie się w czołówce trzeba jednak nieustannie walczyć, zwłaszcza, że świat nie stoi w miejscu – wszyscy się kształcą, zmieniają, dostosowują. Życzyłbym sobie, abyśmy w większym stopniu zaczęli traktować Unię Europejską jako organizację, której jesteśmy częścią, na którą mamy istotny wpływ, której możemy przewodzić, a nie tylko patrzyli na nią z biernej perspektywy. Aktywna postawa jest warunkiem rzeczywistego współkształtowania europejskiej polityki. Jako szósta gospodarka UE mamy też istotny wpływ na to, jak ta wspólnota będzie wyglądać w przyszłości. Przyszłość Europy to również nasza odpowiedzialność.

A co jeśli tych możliwości nie wykorzystamy? Czy jeśli teraz wypadniemy z czołówki, otrzymamy drugą szansę, czy już zawsze będziemy musieli godzić się na bycie średniakami?

Przede wszystkim starajmy się nie wypaść z tej czołówki. Gdyby jednak nam się zdarzył moment zadyszki i gorszej koniunktury, to nie jest to powód do załamania. Zawsze jest możliwość powrotu do czołówki, ale z tym jest tak jak w sporcie – jeśli przewrócisz się na pierwszym okrążeniu, będzie ci dużo trudniej nadrobić straty na kolejnym, choć szansy na zwycięstwo się nie traci. Nie bądźmy naiwni, to jasne, że nie wykorzystamy każdej nadarzającej się szansy. Ważne jednak jest, abyśmy się nie poddawali. Porażki mogą być lekcją, dzięki której się wzmocnimy i czegoś nauczymy. Wiedzą o tym doskonale zarówno sportowcy jak i przedsiębiorcy, których nawet największe sukcesy były poprzedzone mniejszymi czy większymi porażkami.

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama