Wiesław Gałązka: W Polsce nie istnieje ruch konsumencki. Poza tym jesteśmy w apogeum buractwa

Fot. Pixabay.com Fot. Pixabay.com
- Wolne media, które powstały po 89. roku wypuściły gołąbka wolności z kieszeni, w której trzymały i trzymają zasmarkane chusteczki. Politycy w ostatnich trzydziestu latach zaniechali budowy społeczeństwa obywatelskiego, czego efekt dostrzegamy współcześnie bardzo wyraźnie – mówi Wiesław Gałązka z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, ekspert ds. komunikacji i wizerunku.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Kuba Dobroszek: L'Oreal rezygnuje w opisach kosmetyków z takich słów jak „wybielający”, Uncle Bens usuwa z logo tytułowego wujka, a to zaledwie dwa z licznych przykładów działań marek, które jakby nagle zaczęły dostrzegać problem rasizmu. Świat staje na głowie?

Wiesław Gałązka: Jakiś czas temu dyskutowałem na ten temat w gronie przyjaciół i wymyśliliśmy takie porównanie: jest korek na drodze, jedzie karetka pogotowia, tworzy się za nią przestrzeń, a niektórzy cwaniacy wykorzystują tę sytuację, by szybciej dotrzeć do celu.

Marki to ci cwaniacy?

Działania, o których rozmawiamy w większości podejmują bardzo znane firmy, które – moim zdaniem – wykorzystują sytuację, by znów, w pozytywny sposób, pojawić się w świadomości konsumentów. Nazywam to nekromarketingiem albo wręcz nekroPRem. To wykorzystanie tragedii do pokazania, jak bardzo jest się szlachetnym.

Cynizm?

Zdecydowanie. Poprawność polityczna jest zjawiskiem, które czasami budzi pewne kontrowersje. Poza tym proszę zwrócić uwagę, że takie działania mają w podtekście sprzedaż produktów swoim klientom. Jeśli policzymy, jaką część ludności Stanów Zjednoczonych stanowią czarnoskórzy, to nie wyjdzie nam przecież jakaś oszałamiająca liczba, gdyż oni już jakiś czas temu zostali zdominowani przez Latynosów.

Chce Pan powiedzieć, że poprawność polityczna dochodzi do granic absurdu?

Znalazłem niedawno informację, że pewna marka wyprodukowała kilka rodzajów plastrów, pasujących do różnych kolorów skóry. To dopiero rasizm!

Dlaczego?

No proszę sobie wyobrazić polską aptekę, która kieruje się prawem rynku, a więc sprowadza wyłącznie, dajmy na to, dwa rodzaje. I przychodzi czarnoskóry klient chcący nabyć plaster, a pani w aptece odpowiada mu, że owszem - mają plaster, ale niestety tylko do „białych”. Absurd, absurd!

A może po prostu absurdem jest sama pogoń za polityczną poprawnością? Od dawna zastanawiam się, jaki wpływ na decyzje konsumenckie ludzi mają poglądy wyznawane i propagowane przez poszczególne marki.

Liczy się głównie wartość użytkowa produktu, choć nie zawsze. Jakiś czas temu jedna z sieci odzieżowych wypuściła koszule przypominające oświęcimskie pasiaki. W takich sytuacjach należy reagować.

Reakcje są, tyle że dosyć niemrawe. Tę sieć odzieżową po wypuszczeniu nieszczęsnych koszul wszyscy zdążyli zbojkotować w mediach społecznościowych, ale, no, bunt nie trwał zbyt długo.

To są tzw. chwilowe fale oburzenia. Rasizm istnieje od bardzo dawna, co więcej – on nadal będzie istniał. Dopóki będziemy mieć problemy z edukacją – a w Polsce mamy problemy zwłaszcza z edukacją seksualną – to sytuacja niespecjalnie będzie się poprawiać. Do tego dochodzi aspekt socjalny, bo ja uważam, że im bardziej ubogie jest społeczeństwo, tym bardziej należy je edukować. W innym przypadku rodzą się konflikty, które objawiają się właśnie nietolerowaniem mniejszości.

Czyli że wędka zamiast ryby?

Jeśli już dajemy wędkę, to dajmy również kartę wędkarską i przeegzaminujmy czy coś się potrafi. Państwo musi mieć swoje funkcje socjalne, pomagać nieporadnej części społeczeństwa. Może pomagać na przykład właśnie edukacją. Czyż w Polsce nie mamy ukrytego antysemityzmu? A czasami wręcz mniej ukrytego. Słyszał pan o bojkocie społecznym, w którym nie odwiedzalibyśmy miasta, gdzie doszło do spalenia kukły Żyda?

Nie.

Pojawiały się za to bojkoty sterowane. Wiele lat temu na okładce pisma „Machina” przedstawiono piosenkarkę Madonnę jako Matkę Boską Częstochowską. W pewnych środowiskach uznano to za obrazę wartości chrześcijańskich i apelowano do reklamodawców, żeby nie wykupywali reklam w tym czasopiśmie.

Przecież szeroko rozumiane wartości chrześcijańskie to zawsze drażliwa kwestia.

Pan pewnie tego nie pamięta, ale na początku lat 90. pojawił się numer „Wprost”, w którym protestowano przeciwko smogowi. Matce Boskiej z Dzieciątkiem dorobiono maski przeciwgazowe. Wie pan, co się wtedy działo? Skandal nad skandale!

Okej, jestem w stanie przyjąć, że kwestie wartości chrześcijańskich są dla Polaków istotne. Ale zastanawiam się czy my – dziennikarze – nie żyjemy w pewnego rodzaju bańce. Kiedy L'Oreal ogłosił wycofanie określenia „krem wybielający”, na Twitterze zawrzało. Tak jak przy okazji usunięcia z pewnego serwisu VOD filmu „Przeminęło z wiatrem” - również z przyczyn rzekomo rasistowskich. Ale czy dla odbiorcy, który o zabójstwie George'a Floyda usłyszał gdzieś przelotnie w serwisie informacyjnym, takie działania mają jakiekolwiek znaczenie? Czy jego to w ogóle obchodzi?

W Polsce, niestety, ksenofobia wraca. Proszę zwrócić uwagę na nonsens, który uwydatnił się przy okazji epidemii koronawirusa. Atakowano mniejszości azjatyckie! Skojarzenie wynikające z braku edukacji powodowało agresję wobec np. Chińczyków. To bardzo prymitywne myślenie.

A tam wobec Chińczyków. Dochodzi do tego, że nad morzem obraża się Ślązaków, bo przecież na Śląsku jest tyle zachorowań.

Wie pan, gdzieś zanikła funkcja edukacyjna mediów.

Zanikła? To ona w ogóle kiedyś istniała?

W pewnym momencie Lech Wałęsa – którego bardzo szanuję za zasługi – zaczął mówić o „wojnie na górze”. Jego zachowania typu „zdrowie wasze w gardła nasze”, będące elementami wałęsowskiego folkloru, spowodowały, że wielu ludzi pomyślało, że skoro taki Wałęsa może być prezydentem, to każdy może być w polityce. Nastąpiła więc pauperyzacja intelektualna klasy politycznej, czego przykładem był później chociażby Andrzej Lepper. Media się temu wszystkiemu przyglądały i zaczęły pokazywać same negatywne wzorce. W tej chwili jesteśmy w apogeum buractwa, bo wszystkie ugrupowania zaakceptowały pewien język i metodę komunikacji. W społeczeństwie mamy wręcz podział jak między Tutsi i Hutu. To doprowadziło do tego, że media – oparte na infotainmencie – zaczęły mniej życzliwie spoglądać na swoją funkcję kulturalną. Mało tego, zaniechano nawet roli socjalizującej, a więc tłumaczącej ludziom pewne zachowania.

Media niestety reagują na to, co się ogląda. Czy tam współcześnie – klika. Zawsze fajniej pokazać Janusza Palikota wymachującego sztucznym penisem, niż sprawozdanie z posiedzenia komisji ds. kultury.

Wolne media, które powstały po 89. roku wypuściły gołąbka wolności z kieszeni, w której trzymały i trzymają zasmarkane chusteczki. Politycy w ostatnich trzydziestu latach zaniechali budowy społeczeństwa obywatelskiego, czego efekt dostrzegamy współcześnie bardzo wyraźnie. No a jeśli przez taki okres nie udało się go zbudować, to ile jeszcze pokoleń będziemy musieli czekać? Inna sprawa, że każdej władzy zależy na tym, żeby społeczeństwo nie było zbyt mądre, bo przecież najłatwiej rządzi się baranami.

A mediom w to graj, bo mają co pokazywać...

Nie można również zapomnieć o wpływie komunizmu. Moskwie nie zależało na tym, by obywatele różnych nacji się bratali, więc prowokowano sytuacje, w których mogliśmy się z kogoś wyśmiewać. Przecież dla Polakach Czech był pepikiem.

Nadal jest! Pochodzę ze Śląska Cieszyńskiego i tam wciąż określenie „ty pepiku” to jedna z większych obelg, jakie można usłyszeć.

Nasze stosunki z Czechami układały się różnie już od czasów Jagiełły. Ja akurat jestem czechofilem, uwielbiam ich literaturę oraz kinematografię. Szanuję ten naród za pragmatyzm. Zdają sobie sprawę, że nie można dać się zniszczyć. Za to My – Polacy - myślimy chyba zupełnie inaczej, obchodząc święta narodowe w rocznice klęsk, a nie zwycięstw... Trochę boimy się inności i tym objawia się właśnie nasza pogarda wobec różnych narodowości.

Pogarda pogardą, ale nawet w okresie kryzysu epidemiologicznego czasem udało nam się pokazać ludzką twarz. Po zamknięciu granic cieszyniacy wywiesili nad Olzą transparent z napisem: „Tęsknię za Tobą, Czechu!”.

To wzruszające… Co jest jeszcze istotne w dyskutowanym przez nas zagadnieniu to fakt, że w Polsce nie istnieje ruch konsumencki. A były próby stworzenia takiego, chociażby wtedy, kiedy na przełomie lat 80. i 90. na rynku pojawiło się pismo „Veto”. Ono było o tyle ciekawe, że publikowało tabele porównawcze, w których charakteryzowano pewne produkty. Nie mieli przez to jednak reklam, no i upadli. Ja uważam, że już w szkole powinny być przedmioty dotyczące funkcjonowania mediów i reklamy. Człowiek od najmłodszych lat powinien uczyć się, czym jest reklama, czym jest marketing. Bodaj w 1993 brałem udział w Kongresie Reklamy w Krakowie. Wtedy opublikowano raport dotyczący dzieci i reklamy. Tam opisano przykład nieletnich, którzy uważali, że dzięki podpaskom ze skrzydełkami będą mogli latać. Mało tego – opisano mnóstwo badanych dzieci, które były gotowe zmienić swoich rodziców na takich, którzy pozwalają oglądać reklamy...

Nie jest to dla mnie zaskakujące. Sam jako kilkulatek wierzyłem, że Red Bull faktycznie doda mi skrzydeł.

Dlatego właśnie jak najszybciej powinniśmy poznawać istotę funkcjonowania rynku. Mamy chociażby niską świadomość tego, czym jest PKB. A to przecież podstawy.

Słucham Pana i tworzy mi się trochę smutny obraz rodzimych konsumentów. Mamy niski poziom edukacji konsumenckiej, podziały w społeczeństwie są ogromne, a sytuacji nie ułatwia pandemia COVID-19.

Zacytuję słowa Antoniego Słomińskiego: „Jeśli nie wiesz jak się zachować, to zachowuj się przyzwoicie”. Z drugiej strony mówienie o przyzwoitości w odniesieniu do tego, co dzieje się na rynku jest oczywistym absurdem. Firmy zawsze będą starały się manipulować, oszukiwać. Dla mnie najprostszym oszustwem jest sytuacja, kiedy pojawia się nowy proszek do prania. Dana marka komunikuje, że to nowy proszek wzbogacony o jeszcze lepsze składniki. Nie dość, że jest rewelacyjny, to jeszcze oferowany w takiej samej cenie, co poprzedni. Ludzie to łykają nie myśląc, że całe lata w tej samej cenie kupowali gorszy proszek… Ale istotą reklamy jest przecież wymyślenie pewnych problemów, o których klienci nie mają pojęcia, poinformowanie ich o tym i przedstawienie oferty rozwiązującej te „problemy”…

Co więc powinniśmy robić?

Edukować, edukować i jeszcze raz edukować. Wtedy zniknie większość problemów. Z rasizmem włącznie.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY