SpaceX sięgnie gwiazd czy pogrąży Elona Muska?

Falcon 9 podczas startu Falcon 9 podczas startu, fot. Adobe Stock
Elon Musk chciał podbić kosmos... Tak, we wczesnych latach dwutysięcznych, zaczyna się historia SpaceX. Co dziś dzieje się w firmie i w jakiej jest kondycji finansowej? Sprawdzamy!

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Misja stojąca za przedsięwzięciem SpaceX od początku jest jasna – przedsiębiorca chce obniżyć koszty dostępu do kosmosu. Już w 2001 roku Musk wypowiedział słynne słowa o „marsjańskiej oazie”, która miałaby być bazą na Czerwonej Planecie, zasiedloną przez astronautów. Wówczas jeszcze wielu obserwatorów pukało się w głowę, jednak Elon Musk konsekwentnie realizował swoje plany. Dziś, po śledzonym na całym świecie lądowaniu łazika Perseverance, który w zasadzie codziennie dostarcza nowych informacji o Marsie, wszyscy zgodnie przyznają, że kolonizacja Czerwonej Planety jest w naszym zasięgu. Musk nie żartował.

SpaceX: trochę jak NASA, ale bardziej cool

Równocześnie z ekspansyjnymi planami podbicia kosmosu, przedsiębiorca stopniowo dzielił się informacjami o technologiach mających zapewnić sukces SpaceX. Kiedy Musk po raz pierwszy przebąkiwał o rakietach (później będzie to rakieta Falcon czy Falcon Heavy), które wracałyby na Ziemię, dzięki czemu można byłoby wystrzeliwać je w kosmos wielokrotnie, wielu ponownie traktowało te zapowiedzi jako nieosiągalne marzenie ekscentrycznego miliardera i wizjonera. Tymczasem wiele lat później Musk znów udowodnił, że wcale nie żartował.

Początkowo Elon Musk chciał kupować tanie rakiety m.in. z Rosji. Szybko okazało się jednak, że one nie spełniałyby oczekiwań wobec projektu, więc przedsiębiorca postanowił założyć własną firmę, która sama będzie budować rakiety. Formalnie SpaceX powstało w 2002 roku, a pierwszą siedzibą organizacji było El Segundo w Kalifornii. Musk – pomimo sceptycyzmu wielu obserwatorów – szybko przekonywał do swojej wizji ekspertów z całego świata, a SpaceX sukcesywnie się rozwijało. Jeszcze w 2005 roku firma zatrudniała ledwie 160 osób. W 2010 roku liczba pracowników przekroczyła pierwszy tysiąc, a obecne dane wskazują nawet na 10 tys. fachowców, którzy w pełni uwierzyli w plany Elona Muska.

SpaceX stało się kosmicznym pionierem. "Gwiezdne wojny" uległy prywatyzacji

Musk jest raczej ekscentrycznym wizjonerem – taki obraz wyłania się z publikacji poświęconych przedsiębiorcy i podczas rozmów z jego współpracownikami. — Elon potrafi zadzwonić do ludzi w Boże Narodzenie czy Nowy Rok, że potrzebuje ich w firmie. Pracownicy z jednej strony go lubią, bo jest konsekwentny, ale z drugiej strony podkreślają, że momentami zbyt wymagający — podkreślał na naszych łamach Adam Drewniany, który pomagał budować potęgę Tesli. 

Najpierw wypastowane podłogi, potem Dragon i statki kosmiczne

Ten ekscentryzm był widoczny również w SpaceX i to od samego początku działalności firmy. Pierwsze biura przedsiębiorstwa przykuwały uwagę starannie wypastowanymi podłogami i białymi ścianami, natomiast biurka informatyków oraz inżynierów ulokowano tuż obok pracowników budujących maszyny. Wspólnie pracowano nad podbojem kosmosu, a Elon Musk przekonywał, że tylko w pełni zgrany team może osiągnąć sukces.

Dlatego też przedsiębiorca podejmował nietypowe działania. Choć ludzie pracowali po kilkanaście godzin, przez sześć dni w tygodniu, szef regularnie organizował turnieje w gry m.in. w kultowego Counter-Strike'a. Ówcześni współpracownicy przekonują, że Musk był z myszką i klawiaturą równie skuteczny, co w biznesie. 

SpaceX pierwszego klienta pozyskał niedługo po uruchomieniu działalności. W 2004 roku, na zlecenie Departamentu Obrony, rakieta miała wynieść na orbitę satelitę TecSat, prace jednak się opóźniły, bo wszystko miało zostać dopięte na ostatni guzik. Kiedy w marcu 2006 roku Falcon 1 miał wreszcie wystartować, wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem. Start co prawda się udał, ale niespełna pół minuty po nim nad silnikiem wybuchł pożar. Rakieta eksplodowała na przylądku Canaveral na Florydzie, a misja zakończyła się niepowodzeniem. Elon Musk nie przestał jednak marzyć.

Falcon 9 podczas startu

Rakieta Falcon to ukłon w stronę fanów Star Wars

Fani „Gwiezdnych wojen” szybko domyślą się, że nazwa rakiety pochodzi od statku kosmicznego Millenium Falcon, znanego z kultowej sagi. Nim Falcon 1 w 2008 roku została pierwszą prywatną rakietą napędzaną paliwem ciekłym, która osiągnęła orbitę, SpaceX zaliczyło jeszcze kilka potknięć. Jednak największy sukces przypadł na lipiec 2009 roku – dzieło Elona Muska stało się pierwszą prywatną rakietą napędzaną paliwem ciekłym, która umieściła satelitę na orbicie. Według danych przekazanych opinii publicznej przez SpaceX, koszt startu, ubezpieczenia oraz montażu ładunku na rakiecie Falcon 1 to ok. 8 mln dol. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można więc stwierdzić, że to najtańsza na świecie rakieta nośna.

Sukces kosmicznego przedsiębiorstwa Muska był dla przedsiębiorcy szczególnie ważny z jeszcze jednego powodu. Wystrzelenia Falcona 1 spowodowało, że Elon otrzymał nowy zastrzyk finansowy, który w pewnej części przeznaczył na inwestycję w samochody elektryczne. Koncerny motoryzacyjne były bardzo nieprzychylne rodzącej się Tesli, ale Elon Musk znów udowadniał, że będzie dążył do obranego celu bez względu na piętrzące się przeciwności.

Udany start pierwszego Falcona zbiegł się w czasie z kryzysem finansowym 2008 roku. SpaceX podpisało jednak obiecujący kontrakt z NASA, dzięki czemu giełdowy krach nie odbił się na firmie w takim stopniu, jak można byłoby zakładać. 

Jeszcze przed lipcowym sukcesem Falcona 1, SpaceX zaczęło rozwijać zaawansowane projekty. Falcon 9 to dwustopniowa, 9-silnikowa rakieta średniego udźwigu, natomiast Dragon jest kapsułą zdolną do wynoszenia ładunku i astronautów w kosmos. Testowy lot Falcona 9 odbył się w czerwcu 2010 roku, natomiast już dwa lata później rakieta po raz pierwszy przetransportowała ładunek na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Jednak być może najważniejszą datą w historii SpaceX jest grudzień 2015 roku, kiedy pierwszy stopień rakiety Falcon 9 wylądował na Przylądku Canaveral. Wizja rakiet wielokrotnego użytku powoli stawała się faktem.

Centrum startowe SpaceX

Ponowne wystrzelenie w kosmos Falcona 9, który miał już za sobą udaną misję odbyło się w marcu 2017 roku. Do tamtego momentu wszystkie rakiety, które leciały w kosmos rozpadały się w atmosferze, co generowało oczywiście olbrzymie koszty. Elon Musk swoim sukcesem znacząco te koszty obniżył.

Dragon osiąga sukces

A co z Dragonem? W marcu 2019 roku Falcon 9 wyniósł na orbitę załogową kapsułę. Na pokładzie Dragona nie było jeszcze załogi, był za to manekin o imieniu Ripley, który – dzięki specjalnym czujnikom – zbierał dane pozyskane w czasie lotu. Dragon bez większych przeciwności zadokował w Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, a kilka dni później spokojnie wylądował w wodach Oceanu Atlantyckiego. Jednym z najważniejszych momentów tamtej misji było dokładne zbadanie wejścia kapsuły w atmosferę z prędkością naddźwiękową. 

Niewiele ponad rok później – 30 maja 2020 roku – na pokładzie Falcona 9 znalazła się dwójka astronautów, którzy bezpiecznie dotarli na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Był to pierwszy lot załogowy na ISS z terytorium Stanów Zjednoczonych od prawie dekady. Kapsuła Dragon w automatyczny sposób, pod nadzorem komputera pokładowego, zadokowała do Stacji. Elon Musk, SpaceX, a także dwóch astronautów – Robert Behnken i Douglas Hurley – przeszli do historii. - To spełnienie marzeń dla mnie i wszystkich pracujących w SpaceX. Gdy tworzyliśmy firmę w 2002 roku, naprawdę nie przypuszczałem, że dojdziemy do tego momentu. Gdyby ktoś powiedział mi wtedy, że będę stał z szefem NASA i żegnał przed lotem astronautów, na pewno bym mu nie uwierzył – powiedział Elon Musk tuż przed historycznym startem.

Ale Musk się oczywiście nie zatrzymuje. W ostatnich miesiącach coraz odważniej mówi o kolonizacji Marsa. Dotarcie do Czerwonej Planety jest celem rakiety Starship – kolejnego przełomowego projektu przedsiębiorcy. Według niedawnych zapewnień SpaceX, pierwsza bezzałogowa misja mogłaby się odbyć już pod koniec 2022 roku. W przypadku jej powodzenia, na poważnie o wysłaniu ludzi na Marsa można byłoby myśleć jeszcze przed 2025 rokiem, choć najpewniej byłby to lot w jedną stronę.

We wrześniu 2018 roku Elon Musk ogłosił, że w 2023 roku w ramach misji dearMoon wokół księżyca poleci turysta – Japończyk Yusaku Maezawa – które zabierze ze sobą kilku artystów. Bo SpaceX przewiduje również ofertę komercyjnych lotów w kosmos. Według wstępnych założeń, cena miejsca na taką misję przekroczy 200 mln dol. 

Inwestowanie w SpaceX

W tym momencie SpaceX jest firmą prywatną, czyli nie notowaną na żadnej giełdzie. Mimo to jej wartość jest astronomiczna. W lutym br. SpaceX oficjalnie ogłosiło zamknięcie kolejnej rundy pozyskiwania finansowania. Firma pozyskała łącznie 850 mln dolarów. Kwota niezwykle wysoka – zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że runda nie była ogłoszona publicznie. Jeszcze bardziej szokuje fakt łącznej wartości ofert ze strony inwestorów. Według doniesień CNBC, chcieli oni przekazać SpaceX łącznie… aż 6 mld dolarów. Cały proces trwał zaledwie trzy dni. Co więcej, pozyskanie 850 mln dolarów przez firmę oznacza, że cena pojedynczej akcji wyniosła niemal 420 dolarów. Dlatego wycena osiągnęła poziom już 74 miliardy dolarów. Dla porównania, kapitalizacja najwyżej wycenianej polskiej firmy (Allegro) wynosi około 16 mld dolarów.

Biznes SpaceX opiera się na wynoszeniu ładunków na orbitę okołoziemską przez rakiety Falcon 9

Wzrost wartości SpaceX jest astronomiczny – biorąc pod uwagę to, że w poprzedniej rundzie finansowania (zamkniętej w sierpniu 2020 roku) była o ponad połowę niższa. 

Pieniądze na statki kosmiczne

Na co potrzebne są pieniądze? Na realizację dwóch projektów – Starship (czyli programowi kolonizacji Marsa) i Starlink (czyli rozwojowi sieci sztucznych satelit). Najbardziej zaawansowany jest ten drugi – do tej pory SpaceX umieścił na niskiej orbicie okołoziemskiej flotę 1000 satelit. Docelowo będzie ich aż 12 tys. Firma szacuje, że koszt uruchomienia programu wyniesie nawet 10 mld dolarów. Tak wielkich pieniędzy SpaceX nie ma, dlatego powstał plan IPO samego projektu Starlink. Co to oznacza? Projekt zostanie wydzielony ze struktur SpaceX w formie samodzielnej firmy, a następnie trafi na giełdę. Szczegółów póki co nie ma – wstępny zarys całej operacji po raz pierwszy nakreślił sam Elon Musk w odpowiedzi na post jednego z użytkowników serwisu Twitter, który domagał się możliwości inwestycji w SpaceX przez „zwykłych inwestorów”. Elon Musk ujawnił tylko jeden czynnik, który umożliwi upublicznienie akcji spółki – SpaceX musi zacząć generować pozytywny przepływ gotówki w ciągu najbliższego roku. Jeśli taki przepływ będzie stabilny, wówczas Starlink trafi na giełdę. Póki co cała firma nie jest rentowna.

Nie oznacza to jednak, że Starlink nie zarabia. Niedawno (w lutym br.) SpaceX podał cenę internetu z satelitów. W Polsce miesięczny abonament wyniesie aż 449 złotych. Do tego niezbędne będzie doliczenie kosztów zakupu odbiornika – razem z przesyłką to ponad 2,5 tys. złotych! Wysokie ceny poruszyły nie tylko Polskich użytkowników. Polityka firmy jest jednak konkretna – ceny usług mają być zbliżone na całym świecie (różnice mają wynikać z lokalnej specyfiki – kosztów dostawy oraz wysokości podatków). Nie wiadomo także, kiedy w Polsce pojawi się opcja skorzystania z internetu ze Starlinków. Prawdopodobnie stanie się to w I połowie br. Niemniej w USA, Kanadzie i Wielkiej Brytanii Starlink ma już ponad 10 tys. użytkowników korzystających z usług w formie beta testów.

Program Starlink realizowany przez SpaceX ma odmienić światowy rynek internetowy

Firma musi się zmierzyć jeszcze z jednym obciążeniem – do tej pory żadna prywatna firma zajmująca się wynoszeniem satelitów nie odniosła sukcesu. Najbardziej znany przykład – Iridium Communications – był pod koniec lat 90-tych o krok od upadku. Uratował go rozwój internetu. Co ciekawe, najnowsze satelity Iridium na orbitę wynosi… SpaceX. Firma notuje dziś dodatni przepływ gotówki, ale wciąż boryka się z gigantycznym zadłużeniem – ponad 1,7 mld dolarów przy aktywach na poziomie 237 mln dolarów. 

Co ze Starship? Nie wiadomo. Sam projekt nie może wystartować do momentu, kiedy SpaceX będzie miał sprawną rakietę. Dotychczasowe testy, choć obiecujące, za każdym razem kończyły się katastrofą. Falcon Super Heavy, czyli rakieta nośna, ma bowiem nie tylko wynieść statek kosmiczny poza orbitę Ziemi, ale także powrócić i wylądować (tak, jak jego mniejsi kuzyni). Koszt rozwoju programu Starship szacowany jest na 2 do 3 mld dolarów. Jego sukces będzie oznaczał wielki finansowy zastrzyk dla całego SpaceX. Dlaczego? Rakieta będzie mogła przenosić zarówno ładunek, jak i pasażerów zarówno na Księżyc, jak i na Marsa. Oznacza to dziesiątki milionów dolarów zysku za pojedynczy lot. Kiedy to będzie możliwe? SpaceX chce do końca tego roku odbyć pierwszy lot Starshipa.

Finansowa historia SpaceX

Elon Musk, mimo że jest wizjonerem, musi borykać się z jarzmem specyfiki biznesów, w których działa. Są one bowiem głęboko nierentowne. Prześledźmy samą historię SpaceX. Koszt uruchomienia firmy i stworzenia pierwszej rakiety – Falcon 1 – wyniósł około 90 mln dolarów. Pieniądze pochodziły od inwestorów. Rozwój kolejnej rakiety – Falcon 9 (a dokładniej modułu Dragon) – częściowo finansowała NASA. Ostatecznie zamknął się on w kwocie około 300 mln dolarów. Dla porównania, według wyliczeń NASA, w przypadku realizowania tego programu przez amerykańską agencję, koszt mógł przekroczyć cztery miliardy dolarów. Firma stopniowo pozyskiwała inwestorów, by w ciągu dekady od rozpoczęcia działalności osiągnąć wycenę na poziomie 1,3 mld dolarów. Kolejne sukcesy związane m.in. z transportem towarów na Międzynarodową Stację Kosmiczną podnosiły wycenę spółki. Ważnym punktem w finansowej historii spółki był rok 2015, kiedy to zainwestowały w nią Google i Fidelity. Za miliard dolarów dostały one nieco ponad 8 proc. udziałów w SpaceX, co oznaczało, że jej wycena przekroczyła już 12 mld dolarów.

Firma realizowała kolejne zlecenia dla prywatnych zleceniodawców. Do 2018 roku zrealizowała dla nich łącznie 100 dostaw, pozyskując w ten sposób 12 mld dolarów. Regularnie odbywały się kolejne rundy pozyskiwania finansowania. Dla przykładu, w 2017 roku firma zdobyła 350 mln dolarów a w 2019 roku już ponad 1,3 mld dolarów. W 2020 roku było to kolejne 1,9 mld dolarów.

Satellity Starlink były widoczne na całym świecie. SpaceX spotkał się z ostrą krytyką

Czy SpaceX w ogóle zarabia? Obecnie koszt wystrzelenia jednej rakiety Falcon 9 wynosi około 60 mln dolarów (nieco mniej, jeśli wystrzelona zostaje użyta już rakieta). Jak wynika z zapowiedzi firmy, w 2021 roku koszt ten może spaść nawet o 10 mln dolarów. Oczywiście, nie jest to kwota, którą płacą wszyscy zleceniodawcy. Im bardziej skomplikowana misja (i cięższy ładunek), tym koszt jest wyższy. Przykładowo, wyniesienie zaopatrzenia do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej przekracza 110 mln dolarów. Ponad 300 mln dolarów musiały zapłacić za start amerykańskie Siły Kosmiczne. SpaceX do kosztu startu doliczyło kwotę potrzebną na rozwój infrastruktury. Dwa lata wcześniej konkurenci SpaceX otrzymali bowiem od amerykańskich sił zbrojnych kilkaset milionów dolarów na rozwój technologiczny. SpaceX pieniędzy nie otrzymał – sprawa trafiła do sądu (ostatecznie firma Elona Muska ten spór przegrała), ale teraz firma odbija sobie na kosztach startu rakiety. 

Rocznie przychody SpaceX wynoszą od 1,5 do nawet 2 mld dolarów. Firma nie ujawnia jednak szczegółowych danych finansowych. Z wypowiedzi jej przedstawicieli (i dokumentów, do których dotarli dziennikarze) wynika, że w jej historii bywały lata (np. 2014), kiedy firma miała niewielki zysk. Generalnie na rynku uznaje się, że SpaceX generuje straty. Wynika to jednak z gigantycznych kosztów rozwoju technologii i nowych projektów. Na swojej komercyjnej działalności – czyli wynoszeniu satelit – SpaceX zarabia sporo. Prawdopodobnie od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu milionów dolarów w zależności od startu. Pieniądze idą jednak zarówno na rozwój nowych projektów, jak i technologii wytwarzania rakiet – by cały czas obniżać koszty działalności. Czy SpaceX będzie kiedyś na stałe rentowny? Nie wiadomo, bo póki co jego rozwój (mimo, że firma istnieje już 20 lat) wciąż przypomina rozwój startupu, który ma już produkt i go komercjalizuje, ale wciąż jeszcze nie osiągnął masy krytycznej. 

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY