Podróż za jedną emotkę. Jak zmienia się branża traveltech
z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 8/2024 (107)
Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!
- Dzięki nowym technologiom podróże stały się łatwiejsze, ale jednocześnie sprawiły, że często trochę zapominamy, o co w podróżowaniu chodzi. Jakiś czas temu mój partner był na Sri Lance, gdzie jest słynna Lwia Skała, przy której w czasie wschodu słońca wszyscy chcą sobie zrobić zdjęcie. Kolejka, by się w pobliże niej w ogóle dostać ustawia się kilka godzin wcześniej, jeszcze parę lat temu tak nie było, media społecznościowe i dostęp do różnego rodzaju narzędzi spowodował masową komercjalizację tego miejsca – mówi Iwona Połóg, współzałożycielka startupu Rayzza!, narzędzia do organizacji wyjazdów.
- Naprawdę nieźle znam wiele włoskich regionów, wiem, jak się po nich poruszać. Niedawno jechałam po jednym z nich z młodym kierowcą, któremu GPS w pewnym momencie kazał skręcić na wiadukt. Zdawałam sobie sprawę z faktu, iż wiadukt od dawna jest w remoncie, a próba wjazdu na niego mogłaby skończyć się tragedią, więc poradziłam, żeby może nadrobić trasę, ale dojechać do celu w pełni bezpiecznie. Sądzę, że tak naprawdę dopiero stajemy u progu wielkiego rozwoju technologicznego – oczywiście warto korzystać z innowacyjnych narzędzi, ale nie zapominajmy, aby doświadczać świata wszystkimi zmysłami – radzi dr Małgorzata Kryczka, autorka licznych publikacji na temat turystyki oraz prezes Wellness Travel, czyli biura podróży organizującego wyjazdy wellness do Włoch. Jej zdaniem gamechangerem – choć niekoniecznie pozytywnym – dla całej branży może stać się wirtualna rzeczywistość.
Dzięki postępowi łatwiej i bezpieczniej podróżujemy, a cały świat wydaje się być na wyciągnięcie ręki niekoniecznie w 80 dni. Tylko czy, technologio, to naprawdę z tobą chcemy oglądać świat?
W górę
Polska branża turystyczna wreszcie odbija się po pandemii, ale to nie koniec wyzwań, gdyż w najbliższych latach rynek będzie musiał dopasować się do zmieniających się potrzeb konsumentów – oczekujących nowoczesnych narzędzi i cyfrowych rozwiązań. „Turyści przyszłości” – jak już teraz nazywa się nowy typ podróżujących – są nie tylko otwarci na nowe technologie, ale również zwracają uwagę na kwestie klimatyczne i środowiskowe. Chcą podróżować etycznie, często do mniej odkrytych zakątków, a przy tym oczekują wycieczek „szytych na miarę”.
Rynek nad Wisłą wciąż wspomina rekordowy 2019 r., kiedy to liczba turystów korzystających z turystycznych obiektów noclegowych przekroczyła 36,5 mln, z czego ok. 7,5 mln stanowili zagraniczni goście. W zeszłym roku, po okresie pandemicznego kryzysu, wreszcie zbliżyliśmy się do wyniku sprzed pięciu lat, na co bardzo duży wpływ miało uruchomienie Polskiego Bonu Turystycznego – z danych GUS wynika, iż w 2023 r. z obiektów skorzystało 36,2 mln turystów. Niewiele ponad 7 mln noclegów zarezerwowali przyjezdni z innych krajów, głównie z Niemiec. Jest znacznie lepiej, jednak branża wciąż zmaga się z pewnymi demonami.
Jak wskazują moi rozmówcy, ogromnym problemem jest w dużym stopniu bezpowrotny odpływ kadr, które do przebranżowienia się niejako zmusił długi okres zamknięcia spowodowany pandemicznymi obostrzeniami. – Tych ludzi teraz ciężko przekonać do powrotu, ponieważ, nie ukrywajmy, zarobki w sektorze turystycznym raczej nie są konkurencyjne, a stabilność zatrudnienia niewystarczająca – mówi mi właściciel pensjonatu w Beskidzie Śląskim.
Drugim demonem są dosyć powszechne problemy finansowe podmiotów działających w branży. Co prawda zadłużenie firm turystycznych notowane w Krajowym Rejestrze Długów jest o kilkanaście milionów złotych niższe niż w najgorszym okresie epidemii koronawirusa, jednak od marca br. znów zaczęło nieznacznie rosnąć. – Turystyka na pewno najgorsze ma za sobą, ale zadowoleni mogą być przede wszystkim organizatorzy wyjazdów zagranicznych. Z ich usług korzystają zamożniejsi klienci, którzy odreagowują lata ograniczeń w poruszaniu się podczas pandemii i coraz chętniej i dalej podróżują. Gorzej z turystyką krajową, tu inflacja i wzrost cen odbiły się na zmniejszeniu liczby klientów. Ze zorganizowanego wypoczynku krajowego korzystają w większości osoby mniej zamożne, dla których wczasy stały się po prostu za drogie – komentuje Sandra Czerwińska, ekspertka Rzetelnej Firmy.
Nieco optymistyczniej robi się, kiedy spojrzymy na inne wskaźniki. W szczycie zeszłorocznego sezonu irlandzkie biuro podróży Click&Go, zajmujące się łączeniem w jeden pakiet i pod jedną umową usług turystycznych bazujących na istniejących siatkach połączeń lotniczych, zanotowało nad Wisłą wzrost przychodów o 102 proc. r/r. Turystyka generuje obecnie ponad 7,5 proc. globalnego PKB, a niektóre kraje wręcz opierają się na tym sektorze, np. aż 68 proc. wartości PKB Malediwów pochodzi z przychodów uzyskiwanych przez turystów. W Unii Europejskiej państwem o najwyższym wkładzie turystyki w dochód narodowy jest Chorwacja (26 proc., dane za 2022 r. ), natomiast w Polsce ten wskaźnik nie przekracza 5 proc.
Tyle twarde liczby, które oczywiście dają pewien ogląd na stan i przyszłość branży turystycznej, jednak ciekawsze wydają się trendy zmieniające nasz sposób podróżowania.
Podróże? Nie dla wszystkich
– Rozmowę o trendach chciałabym zacząć od pewnie niepopularnej i mało politycznej opinii, ale uważam, iż nie każdy powinien podróżować, ponieważ mnóstwo turystów nie ma pojęcia, jak bardzo szkodzi lokalnym społecznościom. Chodzi o to, żebyśmy zdawali sobie sprawę, że jeśli jedziemy w jakąkolwiek część świata, to jesteśmy tam tylko gośćmi – mówi dr Kryczka, wskazując, jak powszechnym zjawiskiem, również dostrzegalnym w Polsce, stała się gentryfikacja turystyczna, a więc sytuacja, kiedy centra miast są opanowywane przez turystów, wprowadzających de facto własne obyczaje. – Swego czasu w Krakowie był problem z Brytyjczykami, którzy przyjeżdżali do nas na imprezowe weekendy. W pewnym momencie problem okazał się na tyle powszechny, że na lotnisku w Balicach rozdawano przyjezdnym ulotki na temat tego, jak się zachowywać w mieście, a niektóre lokale wywieszały tabliczki, że Anglików nie obsługują – dodaje naukowczyni.
Z tym zjawiskiem łączy się inne pojęcie, mianowicie nadmierna turystyka. Niedawno po mediach społecznościowych krążyły filmiki, na których mieszkańcy Barcelony oblewali wodą gości z zagranicy – trzeba jednak pamiętać, że Katalończycy nie buntują się przeciwko turystom samym w sobie, ale regulacjom prawnym czy rozwiązaniom, które negatywnie na nich wpływają. Flagowym przykładem jest tu Airbnb, które sprawiło, że ceny mieszkań w wielu miastach podskoczyły na tyle, że stały się po prostu nieosiągalne dla mieszkańców. – Ja to się czasem zastanawiam, co musiałoby się stać, żeby turystyka przestała być tak masowa, żeby ludzie przestali biegać po świecie, by zdobywać kolejne lajki w mediach społecznościowych. Jakiś czas temu byłam w Paryżu, oczywiście odwiedziłam Luwr. Przed „Mona Lisą” trudno już znaleźć osoby chcące podziwiać dzieło, większość interesuje wyłącznie selfie z obrazem – mówi dr Kryczka.
Władze najpopularniejszych destynacji na różne sposoby próbują radzić sobie z nadmierną turystyką, a jednym z nich są opłaty. Ciekawym przykładem w tym kontekście jest włoska Capri – możliwość zacumowania jachtu w tamtejszej marinie to koszt ok. 20-40 euro dziennie. Jednak pewnego dnia na przypływających na wyspę czekała niemała niespodzianka, gdyż za taką możliwość musieli zapłacić aż 1000 euro. Dlaczego? Na głównym placu odbywał się pokaz Dolce & Gabbana, zjechało się mnóstwo prominentów i zaproszonych gości, dlatego lokalni przedsiębiorcy stwierdzili, iż w tym czasie nie potrzebują dodatkowych turystów. Postanowili więc postawić zaporową cenę.
- Natomiast w Wenecji kiedyś ustawiano bramki przed wejściem do centrum, regulując w ten sposób liczbę odwiedzających. Czy takie pomysły są słuszne? Nie mnie to oceniać, jednak władze muszą coś robić, by dbać o swoich mieszkańców – są regiony, w których lokalsi nie mają dostępu do plaż, a obcy kapitał pochłania znaczącą część przychodów. Ich głos powinien być najważniejszy, ponieważ turyści przyjeżdżają na chwilę, a to mieszkańcy żyją tam na co dzień, mierzą się z lokalną inflacją i innymi problemami – mówi założycielka Wellness Travel.
Co ciekawe, z globalnego badania przeprowadzonego przez agencję Statista wynika, iż 80 proc. podróżnych deklaruje chęć podróżowania zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju. Smart tourism, łącząc technologie z turystyką, odpowiada na zmieniające się potrzeby, natomiast władze niektórych miast na całym świecie zaczęły inwestować w nowoczesną infrastrukturę, która nie tylko przyciąga turystów, ale również zapewnia dbałość o środowisko i rozwój ośrodków turystycznych.
Na naszym kontynencie takie działania każdego roku są poddawane ocenie przez Komisję Europejską, która już od kilku lat organizuje konkurs na Europejską Stolicę Inteligentnej Turystyki – w 2024 r. takie wyróżnienie trafiło do Dublina, wyróżniającego się m.in. rozbudowanym systemem transportu publicznego, inicjatywami wspierającymi turystów z niepełnosprawnościami oraz innowacyjnymi projektami cyfrowymi.
Wolność
Podróżowanie w duchu slow... Każdy, kto choć raz rozglądał się za wakacjami innymi niż typowe all inclusive, z pewnością spotkał się z tym pojęciem. W dużym skrócie: to bardziej świadome wybieranie kierunku podróży, zorientowane na odpoczynek i prawdziwe poznanie miejsca, do którego zmierzamy. W Polsce podwaliny pod taką formę spędzania wolnego czasu położył Slowhop, a więc najpopularniejsza nad Wisłą platforma do wynajmu klimatycznych noclegów. Jak tłumaczą jej założyciele – Aleksandra i Marcin Szałkowie (zresztą doświadczeni przedsiębiorcy, związani wcześniej m.in. z DaWandą czy branżą startupową) – by jakiś nocleg mógł się pojawić na Slowhopie, musi mieć „to coś”.
– Wiele lat temu poczuliśmy potrzebę wyjazdów do miejsc z duszą, innych niż te oferowane przez tradycyjne biura podróży. Kiedyś takie osoby jak my mogły korzystać wyłącznie z różnego rodzaju blogów, pomyśleliśmy więc, że fajnie byłoby stworzyć miejsce, wygodną bazę, gdzie tego typu noclegi byłyby zebrane. Od samego początku zależało nam na tym, żeby oferta była ściśle wyselekcjonowana, żeby znalezienie się na Slowhopie było swego rodzaju znakiem jakości – wspomina Aleksandra. – To był okres, kiedy zawodowo mnóstwo czasu spędzałem z Excelem, więc długo liczyłem, czy to się w ogóle zepnie finansowo, radziłem się zaprzyjaźnionych funduszy VC, na ile taka inicjatywa będzie w stanie zebrać jakiekolwiek finansowanie. Z analiz wyszło nam, że nie ma sensu wciągać w projekt zewnętrznych inwestorów, całość stworzyliśmy na własnych warunkach, a zarabiać zaczęliśmy w zasadzie dopiero po trzech latach – dodaje Marcin.
Twórcy Slowhopa wskazują, że rozwój ich platformy mocno przyspieszyła pandemia, kiedy z konieczności Polacy zaczęli chętniej odkrywać swój kraj. – Na początku musieliśmy też edukować rynek, czym podróżowanie slow tak naprawdę jest, bo wielu gości, którzy trafili na naszą platformę być może z przypadku, wyobrażało sobie, że czekają ich wakacje jak z romantycznych filmów o Toskanii. Postawiliśmy na ogromną szczerość, w opisach lokalizacji zawsze udzielamy dokładnych informacji: a to, że są komary, a to, że schody skrzypią – wyjaśniają założyciele Slowhopa.
Ich aspiracje sięgają daleko poza marketplace z noclegami – jak mówią mi przedsiębiorcy, chcą, aby Slowhop stał się takim trochę hubem slow turystyki w Polsce, gdzie również znajdą się informacje o działających w tym duchu restauracjach czy oferta wycieczek tematycznych, które także zyskują coraz większość popularność. – Kiedy zorientowaliśmy się, że Slowhop rzeczywiście działa? Jakiś czas po starcie zadzwoniła do mnie znajoma gospodyni z pytaniem, czy zdaję sobie sprawę z tego, cośmy zrobili. Okazało się, że jej obiekt zaczął masowo przyjmować gości nie tylko w sezonie, ale również poza nim. Cieszę się, że w jakiś sposób dołożyliśmy cegiełkę do rozwoju slow turystyki w naszym kraju – podsumowuje Aleksandra.
Z danych udostępnionych nam przez firmę wynika, iż na platformie jest blisko 400 tys. zarejestrowanych użytkowników, a liczba odwiedzin na stronie waha się w granicach od 700 tys. miesięcznie (okres jesienny) do nawet 2 mln (lato). W zeszłym roku Slowhop wysłał na wyjazd 100 tys. osób. Jak podkreśla Marcin Szałek, najważniejsza w „slow” jest jakość, stąd bardzo selektywny wybór miejsc na portalu, a jakość contentu przekłada się na wysoki CTR newsletterów i organiczne zasięgi w mediach społecznościowych.
Oczywiście Slowhop nie jest jedyną tego typu platformą w Polsce. Coraz większą popularnością cieszy się chociażby AlohaCamp, reklamujący się hasłem „zarezerwuj wypoczynek w wyjątkowych miejscach blisko natury”. Jego twórcy również sporo mówią o zrównoważonym podróżowaniu i – z tego, co słyszę od ludzi z branży – doświadczają skokowego przypływu użytkowników. Niestety z przedstawicielami startupu nie udaje mi się porozmawiać. – Teraz niespecjalnie chcemy się pokazywać w prasie biznesowej, skupiamy się na robieniu swojej roboty w B2C, mam nadzieję, że to zrozumiesz! – odpisuje na moją prośbą o wywiad Bartek Jędrychowski, CEO AlohaCamp.
Rośnie jednocześnie liczba podmiotów oferujących zorganizowane wyjazdy w duchu slow. Przykładem jest Tugende (wywiad z założycielkami tego biura podróży proponującego etyczne podróżowanie znajdziecie na kolejnych stronach) czy Wellness Travel, a więc firma założona przez dr Małgorzatę Kryczkę, oferująca wycieczki wellness do Włoch. – Dbanie o siebie, o własne zdrowie fizyczne, jak i psychiczne jest obecnie absolutnym fundamentem, kierunkiem, w jakim powinniśmy zmierzać. Proponujemy najkorzystniejsze aktywności, atrakcje i miejsca, dostarczając autentycznych doświadczeń. Taką perspektywę personalizacji podróży daje nam znajomość ajurwedy, zgłębianej przez nas od lat, a która jest fundamentem dzisiejszej filozofii wellness. Wellness Travel to holistyczne podejście do podróżowania, gdzie fizyczna eksploracja łączy się z duchowym odkrywaniem siebie – tłumaczy pomysłodawczyni projektu, podróżująca do Włoch od wielu lat. Biuro dr Kryczki na razie opiera się na Italii, jednak naukowczyni nie wyklucza poszerzenia oferty również o inne regiony.
Popularność podróżowania w rytmie slow nie oznacza, iż do lamusa odchodzą tradycyjne wakacje spod znaku all inclusive – z wieloletnich statystyk rezerwacyjnych, które przeanalizował Travelplanet.pl wynika, że urlop w tej formule wybiera ok. 85 proc. klientów biur podróży. – Globalne dane wskazują regularny wzrost tego segmentu, więc moim zdaniem najwięksi tour operatorzy nadal mogą spać spokojnie, nie zgadzam się z tezą, iż slow podróże staną się powszechne, w najbliższym czasie raczej pozostaną w pewnej niszy – mówi Marcin Szałek.
Jednak prawdopodobnie dojdzie do tego, że najwięksi gracze będą musieli w jakiś sposób zmienić swoje modele biznesowe, by utrzymać przy sobie klientów, którzy – być może – w pewnym momencie tradycyjnymi all inclusive się znudzą. – Na pewno w branży przetrwają giganci, a także butikowe biura podróży zagospodarowujące zdiagnozowane nisze, oferujące wycieczki w małych grupach, ale szyte na miarę. Sądzę, że może dojść do konsolidacji rynku, a duzi tour operatorzy oprócz standardowych pakietów zaczną oferować możliwość jeszcze większej personalizacji wycieczki – uważa Grzegorz Mikielewicz, założyciel i CEO platformy Getaway, osobistego asystenta podróży.
Ze sztuczną inteligencją w walizce
Alternatywą dla tradycyjnych biur podróży są aplikacje, które coraz śmielej rozpychają się na rodzimym rynku. Jedną z nich jest właśnie Getaway, opisywany przez twórców jako platforma pełniąca funkcję inteligentnego i zaawansowanego technologicznie kreatora podróży „szytej na miarę”. Jej założyciel ukończył studia prawnicze ze specjalizacją w prawie międzynarodowym, a kilkanaście lat spędził, grając zawodowo w pokera. – Kariera pokerzysty i liczne wyjazdy z nią związane sprawiły, że stałem się niejako ekspertem od różnego rodzaju narzędzi wspomagających podróżowanie. Mnóstwo znajomych zwracało się do mnie z prośbą o pomoc w organizacji jakiegoś wyjazdu, więc zacząłem badać rynek pod kątem stworzenia własnego rozwiązania. Takiego, które w jednym miejscu zagreguje wszystkie niezbędne kwestie związane z podróżą na własną rękę: rezerwacją lotów, hoteli, biletów na atrakcje turystyczne – wspomina Mikielewicz.
Przedsiębiorca przekonuje, że Getaway to najbardziej kompleksowe tego typu narzędzie na rynku, dzięki któremu możemy zaplanować nie tylko daleką podróż, ale również europejski city break. Jak tłumaczy, dzięki dostępowi do preferencyjnych stawek oferowanych przez bazę hotelową i usługową na całym świecie oraz integracji wielu rozwiązań w jednym usługa oszczędza klientowi zarówno czas, jak i pieniądze, dostarczając mu najlepszą możliwą konfigurację wyjazdu. Uzupełnieniem opcji przygotowania podróży jest pełna opieka 24/7 oraz organizacja wszelkich formalności, takich jak odprawy online, gromadzenie potwierdzeń i udostępnienie klientowi interaktywnego przewodnika na wyjazd. Wszystkie najważniejsze informacje dotyczące podróży są zawsze w zasięgu jednego kliknięcia na smartfonie. - Getaway nie posiada bazy gotowych ofert - dowolny wyjazd jest tworzony na zamówienie i można go w pełni dopasować do własnych oczekiwań, niezależnie, czy podróżujemy typowo turystycznie - z dziećmi, z grupą znajomych, w parze lub jako singiel - czy też biznesowo. Nie ma ograniczeń co do destynacji lub ich dowolnych połączeń, dodatkowych usług typu loty wewnętrzne, transfery, wynajem samochodu, a także liczby osób czy miejsca wylotu – uzupełnia Grzegorz Mikielewicz.
Traveltechem skupiającym się z kolei na odkrywaniu Polski jest VacationPoland, a więc – jak tłumaczy jego twórczyni, Aleksandra Verchenko – nowoczesny przewodnik umożliwiający przyjemne i wygodne zwiedzanie naszego kraju. Wszystkie wycieczki – opracowywane w ścisłej współpracy z lokalsami – zawierają m.in. najciekawsze miejsca danego miasta oraz informacje ich dotyczące. Ponadto użytkownik może skorzystać z przygotowanych zestawień polecanych restauracji – sekcja jest wyposażona w filtry, dzięki którym możemy znaleźć lokale odpowiadające naszym możliwościom finansowym bądź preferencjom smakowym.
Aleksandra pochodzi z Białorusi, a zanim ruszyła ze startupem, rozwijała blog podróżniczy opisujący najciekawsze miejsca w Polsce. – Pracuję w branży PR, mój mąż jest programistą. W pewnym momencie zdecydowaliśmy się połączyć nasze umiejętności i stworzyliśmy aplikację podpowiadającą użytkownikom, co ciekawego można zobaczyć w danym mieście – wspomina Aleksandra. I dodaje: – Proponujemy też różnego rodzaju trasy tematyczne, np. na Podkarpaciu jest wiele wspaniałych winnic, gdzie można nie tylko napić się fantastycznego wina, ale także skosztować pysznego sera. Stale uzupełniamy VacationPoland o kolejne funkcjonalności, np. już niedługo w aplikacji będziesz mógł wypożyczyć samochód. Dążymy do tego, żeby wszystkie niezbędne usługi były dostępne jednym kliknięciem, bez przekierowań do zewnętrznych usługodawców.
Jak wyjaśnia Aleksandra, VacationPoland jest przeznaczone zarówno dla Polaków, którzy chcą poznać nowe zakątki ojczyzny, jak i zagranicznych turystów, którzy rzadko podążają mniej utartymi szlakami. Chociażby odwiedzający nas Skandynawowie najchętniej wybierają Trójmiasto, tymczasem mamy do zaoferowania znacznie więcej niż Gdańsk czy Sopot.
Raczkującym polskim startupem z branży traveltech, za to mającym duże ambicje, jest Rayzza! – serwis internetowy z ofertami wyjazdów turystyki aktywnej i przygodowej, a jednocześnie aplikacja mobilna dla podróżników i biur podróży. Rajza to, idąc za definicją ze Słownika Języka Polskiego, włóczenie się z miejsca na miejsce. Iwona Połóg, pomysłodawczyni projektu, z branżą technologiczną jest związana od dłuższego czasu, Rayzza! to efekt jej osobistych doświadczeń, a także zdiagnozowania niszy. – Nasz pomysł mocno ewoluował, odkąd zaczęliśmy aktywnie rozmawiać z biurami podróży na temat tego, czego tak naprawdę potrzebują. A potrzebują, co może nie będzie przesadnie odkrywcze, klientów na swoje wyprawy. Do tej pory wiele ofert było rozproszonych po różnych miejscach, np. mediach społecznościowych, więc jeśli poszukiwałeś wyjazdu innego niż zwykłe all inclusive w Egipcie, musiałeś się sporo naszukać. Teraz atrakcyjne oferty możesz znaleźć w jednym miejscu, czyli na naszej platformie – wyjaśnia przedsiębiorczyni.
Rayzza! to także aplikacja mobilna dostępna dla wszystkich. – Jeśli organizujesz wyjazd na własną rękę wraz ze znajomymi, nie musisz zakładać grupy na WhatsAppie, wygodnym rozwiązaniem może być nasze narzędzie, gdzie łatwo udostępnisz towarzyszom podróży wszystkie niezbędne informacje – dodaje Iwona Połóg.
Inne ujęcie tego tematu proponuje Wycieczkomat, powstały w 2022 r. z inicjatywy nauczycielek i nauczycieli, którzy postanowili stworzyć innowacyjne narzędzie pomocne w organizacji wyjazdów i wycieczek szkolnych. Jak wyjaśniają moi rozmówcy, zbyt duża liczba obowiązków nakładanych na nauczycielki i nauczycieli oraz skomplikowana procedura organizacji wycieczki szkolnej, a także nadmierna dokumentacja są poważnymi przeszkodami w realizowaniu tych zadań szkoły, które łączą się z organizacją wyjazdów poza placówkę. – Nasza misja to uproszczenie i unowocześnienie procesu organizacji, dzięki czemu zapewniamy nauczycielom, uczniom i rodzicom pełną wygodę i spokój podczas przygotowań do niezapomnianych przygód. Sposób, w jaki pomagamy nauczycielom, to autorski, innowacyjny system wsparcia organizacji wycieczek szkolnych – wyjaśniają przedstawiciele Wycieczkomatu. Startup został już dostrzeżony przez ekosystem, zwyciężając w III edycji programu akceleracyjnego Mazovian Startup, który jest skierowany do startupów pozytywnego wpływu.
Coraz szerzej
Choć najwięcej innowacji z branży traveltech jest w jakiś sposób związanych z planowaniem podróży, to nad Wisłą rozwija się sporo innych, ciekawych projektów. Climatica oferuje ubezpieczenia od złej pogody, natomiast MAGLY Game wprowadza elementy grywalizacji do hoteli.
Firmą zasługującą na uwagę jest prężnie rozwijający się, zdobywający kolejnych klientów, krakowski Droplabs, usprawniający sprzedaż biletów na atrakcje turystyczne. Dynamic Pricing – zdaniem Marty Pyznarskiej, CEO startupu będący przyszłością branży, zakłada automatyczne zarządzanie cenami przez algorytm nastawione na sprzedaż biletów z wyprzedzeniem. – Oprócz korzyści w postaci dodatkowego przychodu Dynamic Pricing pozwala zwiększyć liczbę pozytywnych opinii czy pomóc w zarządzaniu obłożeniem obiektu – deklaruje Pyznarska, podając przykład Bałtowskiego Kompleksu Turystycznego, czyli jednego z najbardziej rozpoznawalnych rodzinnych parków rozrywki w Polsce. Z danych udostępnionych przez Droplabs wynika, że podczas tegorocznej majówki obiekt zwiększył przychody o 45 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w 2023 r. Jak wskazuje Marta Pyznarska, na ten wzrost wpływ miały trzy czynniki: wyższa frekwencja, z góry planowana podwyżka cen oraz wyższe przychody na poszczególnych biletach dzięki algorytmowi Dynamic Pricing Droplabs.
Jak to działało w praktyce? W zeszłym roku główny bilet w wariancie normalnym kosztował 109 zł, w tym cena miała zostać zmieniona na 129 zł dla wszystkich klientów. Dzięki strategii wdrożonej przez zespół w Bałtowie we współpracy ze specjalistami Droplabs bilet normalny można było kupować w 2024 r. po cenach między 109 zł a 146 zł.
- Ceną sterował algorytm i podwyższał ją w odpowiednich momentach dla wybranych terminów, jeśli oceniał, że można takiej podwyżki dokonać bez uszczerbku na frekwencji i podejmowaniu decyzji zakupowej przez klientów – podsumowuje Marta Pyznarska.
Czy nam się to podoba, czy nie, nowe technologie coraz mocniej będą oddziaływać na rynek turystyczny. A to, jak wiele uśmiechów zamienimy na emotki, zależy już wyłącznie od nas.
Więcej możesz przeczytać w 8/2024 (107) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.