Reklama

Jednolita danina zamiast PIT-u. Szansa na prosty system, ale diabeł tkwi w szczegółach

jednolita danina zamiast PIT-u
Wprowadzenie jednolitej daniny zamiast PIT-u byłoby sporym wyzwaniem. / Fot. Shutterstock
Część środowisk eksperckich zwróciła się do rządu z postulatem zmiany jednego z „kamieni milowych” KPO. Zamiast trwającego sporu o zakres kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy proponują oni powrót do koncepcji tzw. jednolitej daniny, czyli rozwiązania integrującego podatki i składki na ubezpieczenia społeczne. Czy taka reforma mogłaby realnie ograniczyć nierówności pomiędzy różnymi formami zatrudnienia – etatem, umowami cywilnoprawnymi czy samozatrudnieniem? O potencjalnych korzyściach, ale też ryzykach i barierach związanych z wdrożeniem jednolitej daniny mówi Mirosław Białobrzewski, prezes agencji pracy Golden Serwis, wskazując zarówno na szanse uporządkowania systemu, jak i wyzwania, z jakimi musiałby zmierzyć się rynek pracy i administracja publiczna.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Prosty, jednolity system

Dyskusja o zastąpieniu podatków i składek tzw. jednolitą daniną to powrót do koncepcji, która z punktu widzenia przedsiębiorcy ma jedną, niezaprzeczalną zaletę – prostotę.
"Jako agencja pracy, która rocznie odprowadza do ZUS miliony złotych składek, a łączne obciążenia podatkowo-składkowe zamykamy w jeszcze większej kwocie, patrzymy na każdą próbę uproszczenia systemu z zainteresowaniem. Obecny system jest skomplikowany, wymaga wielu przelewów na różne konta i generuje ogromną biurokrację. Z perspektywy biznesowej – im prostszy system podatkowy, tym wyższa ściągalność danin i mniejsza motywacja do szukania luk. Działa to jak mechanizm rynkowy – gdy zasady są jasne i akceptowalne, szara strefa (np. "mety" z dawnych lat) znika w sposób naturalny, a wpływy budżetowe rosną" - mówi Mirosław Białobrzewski, prezes Golden Serwis. 

Czy danina zrówna formy zatrudnienia?

Zdaniem eksperta należy jednak zachować dużą ostrożność przy tezie, że jedna danina automatycznie zrówna rynek i wyeliminuje różnice między umową o pracę a zleceniem. 

"Pamiętajmy, że te dwie formy różnią się fundamentalnie nie tylko kosztami, ale przede wszystkim charakterem prawnym – umowa o pracę podlega Kodeksowi Pracy, a umowa zlecenie Kodeksowi Cywilnemu. Wrzucenie wszystkiego do „jednego wora” podatkowego niesie za sobą ryzyko – dziś np. studenci do 26. roku życia korzystają z preferencji, dzięki czemu otrzymują wyższe wynagrodzenie „na rękę”. Czy jednolita danina obejmie również ich? Jeśli tak, może to uderzyć w ich dochody i zmniejszyć aktywność zawodową tej grupy.

Wskazuje przy tym, że główne zagrożeniem byłby operacyjny chaos.
"Największą obawę rodzi wdrożenie. Mamy w Polsce systemy ZUS, urzędów skarbowych i bankowości, które nie zawsze się ze sobą “komunikują”. Obawiam się scenariusza, w którym przy braku spójności systemów informatycznych, ciężar błędów spadnie na przedsiębiorcę. Jeśli instytucje państwowe nie będą potrafiły prawidłowo rozksięgować jednej wpłaty na poszczególne cele (zdrowie, emerytura, podatek), to przedsiębiorca znów zostanie wezwany do tablicy, by naprawiać błędy systemu" - zwraca uwagę. 

Mirosław Białobrzewski uważa, że jednolita danina ma potencjał, by uszczelnić system szybciej i skuteczniej, ponieważ upraszcza przepływ pieniądza i eliminuje luki interpretacyjne. " Jednak aby reforma się udała, musi być – prosta i transparentna (wzorem rozwiązań np. z Wielkiej Brytanii), przygotowana technologicznie (systemy państwowe muszą być gotowe na automatyczny podział środków), sprawiedliwa (musi uwzględniać specyfikę różnych grup na rynku pracy, a nie tylko dążyć do unifikacji kosztów za wszelką cenę). Jesteśmy za uproszczeniami, ale przestrzegamy przed chaosem wdrożeniowym. Im większa reforma, tym większe ryzyko paraliżu, jeśli zabraknie dialogu między systemami państwowymi a biznesem" - komentuje. 

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama