Erasmus a przedsiębiorczość

Erasmus a przedsiębiorczość
Studiowanie za granicą pomaga później w rozwoju firmy? Sprawdziliśmy to.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 1/2021 (64)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

 

Przedsiębiorcy, chcący odnieść sukces w zglobalizowanym świecie muszą nabyć szereg kompetencji, które nie ograniczają się wyłącznie do kwestii technologicznych. Muszą rozumieć i łączyć różne kultury, budować z nimi mosty oraz przyciągać najlepsze talenty. I programem pozwalającym szybko zdobyć te kompetencje jest wymiana studencka Erasmus. Podczas debaty „My Company Polska” oraz fundacji FRSE zastanawialiśmy się, czy studiowanie za granicą sprzyja później w tworzeniu przedsiębiorstw i budowania kariery w ramach korporacji. Jak mobilność studentów wpływa na rozwój miast? Jakie korzyści z tego czerpią uczelnie? I co możemy zrobić, by zwiększyć mobilność polskich studentów oraz jak przyciągać najlepszych, by studiowali w Polsce. Być może wtedy uda nam się stworzyć polską Dolinę Krzemową. Oto najważniejsze tezy z dyskusji, którą możesz zobaczyć na mycompanypolska.pl

 

Zaangażujmy biznes do współpracy z nauką 

Artiom Komardin, wiceprezes i współzałożyciel firmy SENSE Monitoring, która zajmuje się bezpieczeństwem dachów w budynkach, inżynier budownictwa

Pochodzę z rodziny repatriantów. Nie urodziłem się w Polsce, ale mieszkam tu już od ponad 20 lat. Podczas studiów na Politechnice Krakowskiej wyjechałem na wymianę w ramach Erasmusa. Ostatni rok studiów spędziłem we Francji na semestrze nauki standardowej oraz semestrze dyplomowym. Po powrocie do Polski pracowałem w korporacjach, by wreszcie razem ze wspólnikiem założyć Sense Monitoring. Nasza firma zajmuje się inteligentnym monitoringiem dachów na budynkach wielkopowierzchniowych. 

Czy zagraniczny wyjazd pomógł mi w założeniu firmy? Łatwiej zdiagnozowałem potrzebę rynkową, na którą mogłem odpowiedzieć właśnie dzięki wiedzy zdobytej podczas stażu. Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji przyczyniła się do mojego wyjazdu. 

Kluczowa kompetencja, którą można zdobyć, studiując za granicą, to odwaga. Wielu studentom brakuje odwagi, by wyjechać. Taka postawa wpływa na ich przyszłą decyzyjność, cechę bardzo przydatną przedsiębiorcom. Odwaga pozwala być im otwartym na wiele możliwości. Do tego dochodzi wiedza, która stoi na zupełnie innym poziomie, a także możliwe do nawiązania kontakty międzynarodowe. 

Mówiąc o internacjonalizacji, musimy pamiętać, jak ważna jest budowa kapitału intelektualnego Polski. Nie powinniśmy dopuszczać do odpłynięcia kapitału ludzkiego. Jednocześnie w naszym interesie jest zachęcanie zagranicznych studentów do pozostania w Polsce. Studiując we Francji, spotkałem wielu Polaków, którzy w latach 80. wyjechali na studia do tego kraju i nigdy do ojczyzny nie wrócili. Ja postąpiłem inaczej. Studiowałem we Francji, przekonałem się, jak to wygląda, ale wróciłem do Polski. I to tu budowałem swoją firmę. Francja nie okazała się dla mnie wystarczająco atrakcyjna, by zostać. 

Dziś Polska jest bardzo kuszącym krajem dla studentów ze Wschodu. Pomyślmy więc o młodych ludziach z biedniejszych krajów. Zapraszając tamtejsze talenty, mamy szansę przekonać ich do pozostania w Polsce. Inicjatywy, które pomagają im zintegrować się z naszą kulturą, byłyby w ich przypadku skuteczne.

Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na sposób kształcenia. Mój semestr dyplomowy we Francji był współorganizowany z wybraną firmą. W moim przypadku była to wielka francuska korporacja energetyczna, która razem z uczelnią, gdzie studiowałem, realizowała kilkuletni grant. Profesor był menedżerem, który prowadził program, a pomagali mu doktoranci. Każdy z nich miał do wykonania jakąś pracę prowadzącą jednocześnie do realizacji biznesowych celów tej korporacji. Jestem pewien, że to bardzo ważne, abyśmy i my próbowali zaszczepić w Polsce taki model współpracy między uczelnią a korporacją.

 

Znajomość języków otwiera drzwi do innego świata

Dr Paweł Poszytek, dyrektor generalny Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji

Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji od lat realizuje unijne programy edukacyjne, przede wszystkim jest to Erasmus+. 

W ostatnim roku na granty i działania edukacyjne przeznaczyliśmy 200 mln euro. A przez ostatnie sześć lat polskie podmioty otrzymały wsparcie w ramach projektów Erasmus+ na łączną kwotę ,11 mld euro. I w tych latach z Polski do innych krajów wyjechało łącznie ponad 370  tys. osób, a z innych krajów do Polski przyjechało 226 tys. osób. 

I pandemia wcale nie spowolniła tych programów. Ku naszemu zdziwieniu w tym roku aplikowało o 10 proc. instytucji więcej. Zainteresowanie rośnie i możliwości, które są w programie są coraz większe. Co więcej, w tym roku Komisja Europejska zadecydowała o kolejnej, trzeciej rundzie selekcyjnej, która rozdysponuje dodatkowe środki. To ewenement w tej 7-letniej perspektywie budżetowej.

Program Erasmus+ jest kierowany do wszystkich sektorów edukacyjnych, nie tylko do tej edukacji ogólnej i wyższej, ale też do edukacji zawodowej. Mogą w nim wziąć udział także przedsiębiorcy, którzy chcą sprowadzać stażystów z zagranicy. I Polska staje się coraz bardziej atrakcyjna. Na początku naszego działania, czyli w 1998 r. ta zależność wynosiła 1:10, czyli na 10 wyjeżdżających z Polski, tylko 1 osoba przyjeżdżała. W tej chwili zaczęła się wyrównywać, zbliżamy się do tego, że ten bilans wyjeżdżających i przyjeżdżających będzie równy. Dziś polskim miastem z dodatnim saldem jest Kraków. 

Wyjazdy na studia przyczyniają się do ogólnego rozwoju uczestnika. Zwiększają jego kompetencje językowe i interkulturowe, pogłębiają jego wiedzę i pozwalają mu nawiązać relacje towarzyskie, w mniejszym stopniu jednak wpływają na zwiększenie szans na rynku pracy (zarówno polskim, jak i europejskim). Z kolei mobilności związane z praktykami zawodowymi w dużym stopniu rozwijają te same kompetencje, co wyjazdy na studia, ale mają większy wpływ na karierę zawodową uczestników i ich sytuację na rynku pracy.

Pozostaje pytanie, na ile pandemia i przeniesienie się na kontakt online pozwala zdobywać te kompetencje, o których mówimy. Sądzę, że nie ma to dziś tak dużego znaczenia, młodzi ludzie już od dawna komunikują się online i niewiele przez to tracą. Podobnie jest też z grywalizacją (o której wspomina prof. Mazurek), która też jest wykorzystywana w tym procesie. Jako językoznawca uważam, że kluczową kompetencją zdobywaną na wymianie studenckiej jest nauka języków, która otwiera nam drzwi do zupełnie innego sposobu myślenia i działania. 

Czy w pełni wykorzystujemy ten potencjał wymiany studenckiej? Być może nie, jednak są pozytywne przykłady. Polski ambasador w Lizbonie od wielu lat raz w roku organizuje u siebie przyjęcie, na które zaprasza studentów polskich, którzy są obecnie w Portugalii i portugalskich studentów, którzy byli wcześniej na Erasmusie w Polsce. Sieciuje ich i w ten sposób próbuje nadać tej wymianie studenckiej drugie życie. Te dwie grupy mają podobne doświadczenia. Próbowaliśmy jako fundacja rozszerzyć ten pomysł na inne kraje i udało się rok temu na takie przyjęcie zaprosić także kolegów z Włoch. To jest taki przykład tworzenia pewnego ekosystemu – bo umówmy się – do osiągania dalekosiężnych celów potrzeba jest wielu interesariuszy, to nie jest tylko sama uczelnia czy agencja.

 

Wyjazd za granicę buduje osobowość

Prof. dr hab. Grzegorz Mazurek rektor Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie

Wymiana studencka to ekosystem wielu współzależności. To tu łączy się ze sobą gospodarka i edukacja. Pokazuje to przykład portugalskich studentów, którzy są bardzo zainteresowani studiowaniem w Polsce. Dlaczego? Między innymi dlatego, że tu działają bardzo silne portugalskie marki Jeronimo Martins, Millennium Bank czy Eurocash. I student z Portugalii jest potencjalnie bardzo wartościowym ekspatem dla np. Jeronimo Martins, które zarządza takimi markami jak Biedronka czy Hebe. Oczywiście to jest jeden z powodów, bo Portugalię i Polskę wiąże również sposób patrzenia na świat. Podobnie jest z Francją, która też ma bardzo silne związki gospodarcze z Polską i wielu studentów francuskich przyjeżdża do Polski ze względu na ciekawość kraju i na jakość studiów.

W przypadku Akademii Leona Koźmińskiego pomagają również umowy o podwójnym dyplomie. 

Pozwalają one naszym studentom np. na wyjazd na drugi rok studiów do jednej z najlepszych szkół biznesu w Europie i w ten sposób dają możliwość zdobycia dwóch dyplomów. 

W 2000 r. też wyjechałem na dwa lata do Holandii na studia do jednej z czołowych szkół biznesu w Europie. Wyjazd ten dał mi świeże spojrzenie na świat i pozwolił znaleźć pomysł na siebie. Każdy wyjazd zagraniczny, szczególnie studenta, który jest osobą młodszą, dopiero budującą i odkrywającą swoją osobowość, kreuje człowieka. Pozwala mu zobaczyć rzeczywistość od wielu stron, pozwala mu wchodzić w interakcje z ludźmi z innych kultur, a to są dziś podstawy funkcjonowania w naszej otwartej, zglobalizowanej, usieciowionej rzeczywistości. Jeśli nie funkcjonujemy w kulturach międzynarodowych, jesteśmy skazani dziś na niepowodzenie. To nie chodzi tylko o sferę znajomości języka, ale szerokiego spojrzenia na kulturę, na pewne zjawiska i procesy. Znając inne kultury i narody, po prostu widzimy świat głębiej i szerzej. Dziś ten element umiędzynarodowienia jest tak samo istotny jak znajomość języka obcego, podstaw programowania czy posiadanie prawa jazdy. To jest element absolutnie niezbędny do działania we współczesnym świecie. I co ciekawe, dziś z powodu pandemii to umiędzynarodowienie weszło na kolejny stopień. Przykładowo, prowadzimy wspólny projekt z Uniwersytetem Wiktorii w Kanadzie i to niesamowite, jak studenci z całego świata wspólnie pracują wirtualnie nad projektami biznesowymi – w czasie rzeczywistym, online, z 9-godzinną różnicą czasu.

Polska ma to nieszczęście bycia krajem dużym i w przeciwieństwie np. do Izraela – gdzie każdy pomysł musi mieć w swoim DNA zakodowaną ścieżkę globalną – my mamy bardzo duży rynek lokalny i to powoduje, że są sektory i branże, które nie myślą w kategoriach międzynarodowych. Jestem wielkim zwolennikiem gier sieciowych i uważam, ze niesłychaną wartość w umiędzynarodowieniu i budowaniu kompetencji międzynarodowych daje np. granie w Counter Strike’a. Szybkie podejmowanie decyzji, strategia działania, współpraca np. z Norwegami, Rosjanami, Turkami i Chińczykami w jednym zespole to jest istota współczesnej współpracy międzynarodowej. A gra jest tylko pewną specyficzną platformą tej współpracy. Czy uda się stworzyć w Polsce Dolinę Krzemową? Niestety żyjemy w czasach „gospodarki dobrego wrażenia”, co oznacza, że musimy, obok „spraw twardych” – jak silna i konkurencyjna ekonomia i stabilne prawo, budować dobry klimat i dobry wizerunek kraju. I my jako uczelnia, czyli jeden mały podmiot, nie możemy być pozostawieni z tym sami. Tutaj powinna być współpraca pomiędzy wieloma podmiotami i ogromną rolę odgrywają instytucje publiczne i to jak jesteśmy postrzegani na świecie. 

 

Nie wykorzystujemy w pełni naszego potencjału

Prof. dr hab. Jan Fazlagić, Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu

Trzeba rozróżnić dwa rodzaje mobilności międzynarodowej, bo FRSE jest skoncentrowana na tzw. credit mobility, czyli na zdobywaniu przez studentów punktów, które pozwalają mu później zdobyć dyplom w kraju macierzystym. Jest jeszcze tzw. degree mobility, gdzie wyjazd za granicę jest dłuższy i trwa 2–4 lata. To ma o tyle znaczenie, że to głębsze zanurzenie się studenta w lokalnej społeczności jest z pewnością lepszym predyktorem przyszłych sukcesów np. dla lokalnej gospodarki niż przyjazd studentów na jeden czy dwa semestry. Student przyjeżdżający na jeden semestr bardziej przypomina swoimi zachowaniami turystę niż mieszkańca-rezydenta-obywatela miasta. Ma to jednak pozytywne skutki, jest mobilny, kilka razy w czasie semestru przyjeżdża i wyjeżdża, odwiedzają go znajomi i rodzina, wiec korzystają na tym restauracje, branża transportowa i handel. Dla rozwoju naszego kraju ważne jest zwiększenie udziału osób studiujących na stałe (degree mobility).

Generalnie nie ma wyników badań na temat tego, jaki jest w Polsce wpływ studentów zagranicznych na lokalną gospodarkę, inne niż takie typowo ankietowe, gdzie się bada budżet studenta. Jednak ekonomiści wiedzą, co to jest efekt mnożnikowy i co dalej się dzieje z tymi pieniędzmi wstrzykniętymi w lokalną gospodarkę. 

Problem studentów zagranicznych w Polsce jest taki, że ciągle są oni wyizolowani. Polskie uczelnie nie potrafią odgórnie na dużą skalę tworzyć środowisk międzynarodowych. Żeby w ogóle ta internacjonalizacja następowała musi być więcej inicjatyw ze strony instytucji polskich, które będę integrowały tych studentów, tworzyły jakieś kluby, miejsca spotkań, bo dzisiaj mamy duży i niewykorzystany potencjał. Wykorzystujemy go jedynie w 5–10 proc. Oczywiście Portugalia jest dobrym przykładem. Biznes, inwestycje są na pewno takim predyktorem sukcesów internacjonalizacji. Jednak wśród Niemców przyjeżdżających na studia w Polsce już widzę inne motywy: to jest taka egzotyka naszego kraju (ten motyw wyjaśnia także zainteresowanie studentów z południa Europy), chęć poznania kraju z którym graniczymy, a „o którym nic nie wiemy”. Niemcy są największym partnerem handlowym Polski, a wcale nie widzimy takiego silnego przełożenia na liczbę studentów niemieckich w Polsce. Potencjał jest więc niewykorzystywany. Tu jest wielkie pole do popisu dla samorządów. Mam na myśli m.in. zaangażowanie lokalnych firm, inkubatorów przedsiębiorczości, włączanie studentów zagranicznych w debatę publiczną w samorządach itp. (sam w 2019 r. współorganizowałem taką debatę w Urzędzie Miasta Poznania).

Kolejny temat to dostosowanie programów nauczania. Dobrze znam kulturę niemiecką i wiem, jakie są luki w wiedzy studentów niemieckich na temat Polski. Więc jeżeli chcemy mówić np. o zakładaniu biznesów przez Niemców w Polsce, to trzeba przebić tę barierę kulturową („Polnische Wirtschaft”, poczucie winy za II wojnę światową itp.). Ważne, aby treści „lokalne”(polskie) pojawiały się w programach nauczania studentów zagranicznych studiujących w Polsce, np. inżynierów można nauczać na przykładzie polskich wynalazków i wkładu w rozwój nauk ścisłych, dla studentów studiów ekonomicznych można przygotować case z polskich, a nie np. amerykańskich firm itd. Zauważyłem, że większość studentów z zachodu Europy traktuje język polski jako język egzotyczny, niszowy i otwierają szeroko oczy, gdy mówię im, że podobnie jak my językami słowiańskimi w naszym regionie mówi ponad 100 mln ludzi.

 

Wybieramy tych, którzy studiowali za granicą

Grzegorz Kądzielawski, wiceprezes zarządu, Grupa Azoty

W Grupie Azoty rekrutując pracowników, zawsze zwracamy uwagę na to, czy kandydaci są absolwentami Erasmusa lub byli na stażu zagranicznym. W przypadku kiedy mamy do czynienia z kandydatami o podobnych profilach, stawiamy na te osoby, które mają doświadczenie międzynarodowe i networking związany ze stażem międzynarodowym, którzy przez to – w naszym mniemaniu – mają szersze horyzonty.  

W Grupie Azoty prowadzimy własny program akceleracyjny, ale też jesteśmy np. odbiorcą technologii w scale-upach. To jedno ze źródeł pozyskiwania zewnętrznych projektów innowacyjnych. Często rozmawiam z założycielami startupów, którzy wdrażają w Grupie Azoty rozwiązania technologiczne. Część z nich to inżynierowie, jednak wielu jest absolwentami kierunków humanistycznych. I wielu z nich to jednocześnie absolwenci Erasmusa. 

Jakie mają kompetencje? Przede wszystkim potrafią pracować w zespole, są odważniejsi w podejmowaniu decyzji i nie boją się nowych wyzwań. Potrafią też pracować w środowisku międzynarodowym. Grupa Azoty to dziś 58 spółek funkcjonujących globalnie. Dlatego pracownicy, którzy mogą nas wspierać swoim doświadczeniem międzynarodowym są dla nas nieocenioną wartością. Jeżeli ktoś zna kulturę danego kraju, jeśli ma jakieś kontakty w tym kraju, jeśli zna specyfikę jego funkcjonowania, to jego możliwości są znacznie większe. 

W Grupie Azoty realizujemy program doktoratów wdrożeniowych, który jest podobny do modelu, o którym mówił Artiom Komardin. U nas ten pomysł bardzo dobrze się sprawdza. Polega na tym, że nasi pracownicy wdrażają swoją pracę doktorską do praktyki przemysłowej. Pracują pod okiem promotora rozprawy na uczelni, ale też promotora pomocniczego w firmie.

 

My Company Polska wydanie 1/2021 (64)

Więcej możesz przeczytać w 1/2021 (64) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY