Budujemy katedrę
z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 6/2025 (117)
Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!
Pewnej bezsennej nocy 12 lat temu Piotr Krupa przeglądał internet, do świtu dzieliło go wiele godzin. Natknął się na poruszający obraz i choć wcześniej nie interesował się rynkiem sztuki, pod wpływem chwili zdecydował się na zakup. Dzieło zawieszone na ścianie salonu przyciągało wzrok i myśli. Praca wywoływała wśród domowników i gości długie rozmowy. Nic dziwnego, że wkrótce po tym Piotr kupił kolejnych kilkanaście płócien. W domu zaczęło brakować ścian na ich zaprezentowanie. Tak zaczęła się jedna z ważniejszych kolekcji prywatnych polskiej sztuki współczesnej.
Uwolnić więźniów Azkabanu
– Moja żona Sylwia, mówi, że ja nie mam pasji, tylko obsesje – śmieje się Piotr Krupa. – Jak kiedyś zacząłem biegać, to po pierwszym biegu już planowałem maraton. Skończyło się na 17 maratonach i siedmiu triathlonach Ironman. Ta „obsesyjność” nakręca mnie także jako przedsiębiorcę. KRUK to dziś największa firma windykacyjna w Europie. Tak samo jest ze sztuką, tylko akurat tę pasję moja żona współdzieli razem ze mną – cieszy się przedsiębiorca.
Obrazy kupowali nałogowo, ciesząc się każdym spotkaniem z artystą i zgłębiając wiedzę o historii sztuki. Jak coś wpadło im w oko trudno było ich zatrzymać. Niejedna licytacja podniosła ciśnienie i wybudzała w środku nocy. Słowem: zatracili się w tej pasji bez reszty. Po kilku latach mieli ponad 100 obrazów. Jak mówi Krupa, do dziś sztuka to 90 proc. jego prywatnych rozmów z żoną.
– W domu, nawet zmieniając obrazy co jakiś czas, mogliśmy pokazać jedynie ułamek kolekcji. Reszta trafiała do magazynu. A to najgorsze miejsce dla sztuki! Zawsze mówię, że to jak Azkaban z Harry’ego Pottera. Obrazy są tam jak więźniowie. Brak widzów wysysa z nich całą moc. Wtedy pomyślałem, że jest przecież jeszcze jedno miejsce, w którym długo przebywam i gdzie mógłbym podzielić się tą wielką radością – mówi Krupa. Zapadła decyzja, by kilkanaście obrazów pokazać w nietypowej przestrzeni, bo w siedzibie KRUKa.
Przed dalszą częścią rozmowy Piotr Krupa oprowadza mnie po swoim biurze. Siedziba przedsiębiorstwa przypomina bardziej kreatywną przestrzeń startupu niż firmę związaną z działalnością prawną. Zamiast standardowego połączenia szkła i dykty mamy tu różnorodność materiałów. Zamiast plastiku i regipsu, filc, welur i bawełna. Miękkie kanapy w jaskrawych pop-artowych kolorach zachęcają do odpoczynku. Oczy uciekają w zaułki za szklanymi drzwiami, gdzie całe ściany zdobią rysunki na wzór komiksowych murali. Mijamy pomieszczenia z wielkimi pufami w kształcie balonów. Z sufitu zwisają girlandy zieleni, podłogi wyłożone przytulnym dywanem zachęcają do zmiany butów na kapcie i zdaje się, że to nie jedyny dowód domowej atmosfery.
W firmie dzieł sztuki jest 110. Już przed wejściem na piętro obok firmowego szyldu umieszczono niezwykłą rzeźbę autorstwa Oskara Zięty przypominającą nadmuchane, okrągłe lustro. Jednak, co dość zabawne, Piotra Krupę najbardziej cieszą puste ściany. – O proszę, jak dobrze, tu jest miejsce na nowy obraz! – żartobliwie wskazuje kilka razy. Na koniec tego spaceru przenosimy się do pomieszczeń zarządu. Tu wita nas drewno, w połączeniu z cegłą, donicami zielonych sansewierii, dywanem vintage z rdzawymi przetarciami, kanapami z brązowej skóry. Nie brakuje tu też sztuki. Wzrok ściąga obraz-manifestacja przywiązania firmy do idei różnorodności. Na nim kobieta w tęczowej pelerynie wynosi ponad tłum protestujących osób kartonowy transparent z napisem: „Nie jestem ideologią”.
W gabinecie prezesa KRUKa dominuje dyplomowa praca młodego artysty, Bartka Flisa. Abstrakcja w szarościach i czerni wciąga nas w jakiś rodzaj gry z narracją. Im dłużej na nią patrzę, tym więcej odkrywam. Jakby artysta namalował warstwy świata przedstawionego, w którym kryją się kolejne historie do opowiedzenia. Obok odważny, jak na biuro, obraz „Iglak” Krzysztofa Grzybacza przedstawiający choinkę z bombkami przypominającymi waginy. Na płótnie dominuje czerń, a nieliczne białe muśnięcia wyglądają, jakby malowano je gęsim piórem maczanym w chmurze.
– Będziemy rozmawiać o sztuce, czyli o czymś dużo ważniejszym niż EBIDTA naszej firmy – zagaja Piotr Krupa tuż przed rozpoczęciem drugiej części wywiadu. I nie są to puste słowa. Choć, jako dziennikarz „My Company Polska”, poznałem wielu reprezentantów z listy najbogatszych Polaków, pierwszy raz zdarza się, że właściciel tak dużego biznesu przez cały wywiad nie wymienia jego nazwy.
Sztuka to nie jest estetyczna fanaberia
Dla chronologii opowieści należy dodać, że Krupowie, stworzyli wspólnie ogromną kolekcję najlepszej polskiej sztuki. Powołali do życia Krupa Art Foundation (KAF), a na jej siedzibę przygotowali kamienicę na wrocławskim Rynku Starego Miasta. Istniejąca od sześciu lat KAF to dziś prężnie działająca instytucja kultury, w której odbywają się m.in. wystawy ich zbiorów, ale nie tylko. Przykładowo przed rokiem można było tam zobaczyć aż 48 dzieł jednego z najwybitniejszych polskich artystów sztuki współczesnej, Wojciecha Fangora! Dodatkowo para pasjonatów uruchomiła program wspierający młodych artystów i konkurs KAF Young Art Prize z wysokimi nagrodami finansowymi (łącznie 36 tys. euro) dla najbardziej obiecujących młodych artystów europejskich.
– Dla mnie sztuka to coś więcej niż obraz na ścianie. To historia, emocja, ślad epoki. To dowód na to, że byliśmy. Naturalna potrzeba człowieka, którą udowadnia już malarstwo naskalne. Ale też, patrząc na to, co sztuka uczyniła z pracownikami naszego biura, mogę śmiało powiedzieć, że obcując z nią, ludzie stają się bardziej otwarci i empatyczni oraz mniej schematyczni, co bezpośrednio wpływa na lepsze wyniki firmy. To nie jest jakaś estetyczna fanaberia – mówi Piotr Krupa.
Według kolekcjonera, sztuka naprawdę wpływa na ludzi. – Otwiera głowy, pobudza kreatywność, wywołuje nowe relacje międzyludzkie, jest przyczyną rozmów, tworzy nową kulturę organizacyjną – wylicza Krupa.
Tym efektem przedsiębiorca postanowił podzielić się z innymi firmami. Podczas spotkań z szefami największych spółek, pytał dlaczego ich właściciele nie pomyśleli o tym, by pokazywać prace artystów w biurach. Najczęściej słyszał, że to są za duże koszty, że „się nie znają” i boją się skompromitować, bo trudno im odróżnić wartościową sztukę współczesną od zwykłego wyrobnictwa.
– Przekonywałem, że to inwestycja w twórcze środowisko. Dla szefów firm obecność sztuki to także sposób na pokazanie, że są czymś więcej niż tylko decydentami finansowymi. To przecież mówi coś o liderze, jego horyzoncie czy wrażliwości na otaczający nas świat. Jednak szło to opornie, a zmiana mentalna dokonywała się wolniej niż bym chciał – relacjonuje Piotr Krupa.
Wtedy dotarło do niego, że najlepiej będzie pokazać, jak to działa. Do jednego z kolegów-przedsiębiorców przyszedł na rozmowę, zabierając ze sobą kilka obrazów, które postawił przy recepcji. Po pogawędce w gabinecie prezesa, zaprosił go na zewnątrz, bo doświadczenie podpowiadało mu, jaki widok zastanie. Pracownicy zgromadzili się wokół obrazów i bacznie im się przyglądali. Wtedy go olśniło.
– Ty masz dużo wolnych ścian, a ja mnóstwo obrazów w magazynowej niewoli – powiedział do kolegi. – Zaprezentujmy więc prace z mojej kolekcji u ciebie w biurze i sam sprawdzisz, jaki będzie efekt – zaproponował.
To okazał się strzał w dziesiątkę. Model współpracy stał się podstawą do powołania programu ART Partner, działającego w ramach Krupa Art Foundation.
Sztuka do wynajęcia
Na czym to polega? Firma może wypożyczyć do swojej przestrzeni biurowej kilkanaście lub kilkadziesiąt obrazów z kolekcji Krupa Art Foundation. Wystawy rotują co pół roku. Koszt? Symboliczny.
– Za wystawę pobieramy równowartość około dwóch kaw dziennie – opowiada Krupa. – To 40–50 zł. Ale nie chodzi o pieniądze. Chodzi o to, by firmy miały poczucie, że wspierają kulturę. Formalnie są donatorami fundacji, przekazują na jej cel symboliczną darowiznę (kwotę ok. 2 tys. zł, które są przeznaczone na koszty ubezpieczenia prac) – wyjaśnia Piotr Krupa.
Dziś w programie bierze udział ponad 20 firm, w tym także korporacje międzynarodowe. Łącznie w biurach znajduje się już ok. 550 dzieł sztuki. Dzięki temu obrazy są oglądane przez kilkanaście tysięcy osób każdego dnia.
Efekty są zaskakujące. Sztuka w biurze okazuje się impulsem. – Czasem po prostu „odpala” ludzi, jak mnie i moją żonę. Po powieszeniu dzieł w przestrzeni biura pracownicy zaczynają interesować się autorami prac, śledzić ich na Instagramie, szukać wystaw. To historie, jakie usłyszałem od pracowników firm uczestniczących w programie Art Partner – cieszy się Piotr Krupa.
W jednym przedsiębiorstwie dział finansowy postanowił samodzielnie namalować obrazy, gdy okazało się, że ich piętro nie zostało objęte wystawą prac z kolekcji Art Partner. W związku z tym pracownicy wykonali swoje dzieła razem z dziećmi.
– Gdzie indziej nie zgodzili się na wymianę ekspozycji po upływie pół roku, bo stwierdzili, że za bardzo przywiązali się do obrazów – relacjonuje Piotr Krupa. – Mówili, że chcemy zabrać im coś, co ich codziennie doładowuje. I ja ich świetnie rozumiem. Nie było innej opcji, jak przedłużyć wystawę. Umieszczając dzieła artystów w biurze, wysyłamy nie tylko komunikat na zewnątrz, ale także do naszych pracowników. W ten sposób mówimy: „jesteście dla nas ważni, chcemy, żebyście dobrze się czuli w miejscu pracy, dlatego tworzymy unikatowe środowisko twórcze i kreujemy pozytywne wartości” – zaznacza kolekcjoner.
Jak podkreśla koneser malarstwa, sztuka otwiera na różnorodność, pokazuje wiele perspektyw współczesnego świata. To wielka zmiana, którą jesteś w stanie osiągnąć w ciągu jednego dnia, poświęconego na umieszczenie dzieł w twojej organizacji.
– Gwarantuję, że ten wysiłek zostanie zauważony przez pracowników. Tego nie da się osiągnąć tak szybko, wydając masę pieniędzy na inne działania. Można to odnieść do różnych działów w firmie. Rekruterom powiem, że potencjalni pracownicy zapamiętają obraz zaprezentowany w pomieszczeniu do rozmów kwalifikacyjnych i poczują, że firma reprezentuje dobre wartości. Marketingowcy szybko dostrzegą, jak takie działanie wpłynie pozytywnie na wizerunek firmy. A dodatkowo daje to ogromną satysfakcję i radość liderom. Mógłbym tak wymieniać długo, bo zawsze będę zachęcać do łączenia biznesu ze sztuką. Szczególnie, jeśli tak jak w przypadku Art Partnera, zyskują na tym młodzi twórcy, którzy często po raz pierwszy w swojej karierze otrzymują godne wynagrodzenie za swoją pracę – wyjaśnia założyciel KRUKa.
Działalność programu Art Partner to dopiero początek długofalowego planu Piotra Krupy.
– Budujemy katedrę – tłumaczy metaforycznie. – Budowa katedry trwa dziesięciolecia, a jej twórcy często nie doczekują końca. Tak samo my – chcemy, żeby Art Partner doprowadził do rewolucji – by sztuka była prezentowana w 200 biurach i docierała do 200 tys. ludzi każdego dnia. Budujemy największą niepubliczną instytucję kultury w Polsce. Zresztą mam poczucie, że w pewnym momencie ten zwyczaj dzielenia się sztuką w przedsiębiorstwach stanie się standardem i nie będzie trzeba nikogo do tego przekonywać. To zresztą już się dzieje, dostrzegam taki trend i trzymam kciuki, żeby się rozwijał – komentuje Piotr Krupa.
Do prezentacji dzieł z zasobów Art Partner ustawiła się do KAF-u długa kolejka chętnych. Progiem wejścia nie są pieniądze, tylko motywacja, czyli to jak firmom zależy na tym, by stać się tytułowym Art Partnerem i co przez to chcą osiągnąć. Swoje trzeba też odczekać. To nie jest tak, że sztuka przez duże S, powstaje nad Wisłą masowo. Zbiory uzupełniane są powoli, wraz z kolejnymi ambitnymi dyplomami absolwentów uczelni artystycznych. Jest jednak wiele prac, które czekają na swoje miejsce, jednak ze zrozumiałych względów pozostają w magazynach. Dzieła bywają kontrowersyjne, uwieczniają m.in. wojnę w Ukrainie, czy odwołują się do ciężkich przeżyć i cierpienia artystów. Dla Piotra Krupy jest całkowicie zrozumiałe, że w przestrzeniach firmowych nie zawsze jest miejsce na tak trudną tematykę. Jednak – idąc za teorią obrazów w Azkabanie – jeśli znajdzie się firma, która odważnie podejdzie do sprawy i będzie chciała dołączyć do Art Partnera, KAF jest gotowy do organizacji wystawy.
Bezcenny Szyld
Warto pamiętać, że zakup sztuki przez firmy, to także dobra inwestycja. Już teraz wiele z prac przedstawianych w biurze KRUKa we Wrocławiu i poza nim zwiększyło wartość nawet o setki tysięcy złotych względem ceny wyjściowej.
Jedno dzieło w gabinecie prezesa KRUKa ma jednak wartość przewyższającą wyceny najdroższych prac, czyli tę sentymentalną. Chodzi o własnoręcznie wykonaną tabliczkę: niebieską kartkę A4, oprawioną w antyramę bez szybki. Widać na niej czerwono-białe litery z prostej wyklejanki technicznej z Makro: Biuro Prawne „Kuźnicki i Krupa” S. C. Czynne: 9:00 – 17:00”.
– To był nasz pierwszy szyld. Kosztował kilkanaście złotych. Tylko na taki było nas wtedy stać. Bo firmę założyłem za 1600 zł z pieniędzy, jakie otrzymaliśmy z żoną z okazji ślubu. Wyszła z tego niezła sztuka, ale to już inna historia – uśmiecha się Piotr Krupa.
W maju 2025 r. kapitalizacja spółki KRUK wynosi ok. 7,81 mld zł.
Więcej możesz przeczytać w 6/2025 (117) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.