Reklama

Sztuka bez metryki

kancelaria DWF
„Nukleusy” Xawerego Wolskiego to cały wszechświat barw, w którym łatwo da się zapaść / Fot. mat. pras.
My Company Design z wizytą w kancelarii prawniczej DWF Poland. – Sztuka nie ma wieku, ma energię, która łączy pokolenia – mówi Dorota Roesler, nagrodzona przez naszą redakcję statuetką Polskiej Nagrody Różnorodności.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 1/2026 (124)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Biuro DWF Poland mieści się w Warszawie przy Placu Małachowskiego, naprzeciwko Zachęty i w sąsiedztwie Państwowego Muzeum Etnograficznego. Budynki te doskonale widać przez ogromne okna kancelarii, której próg właśnie przekroczyłem. Mimowolnie przypominają mi się wystawy, które oglądałem zarówno w muzeum, jak i w galerii. Moją uwagę szybko przyciąga jednak sztuka na miejscu, równie – jeśli nie bardziej – intrygująca. Dzięki staraniom Doroty Roesler prezentowana jest tu bowiem kolekcja polskich dojrzałych artystów.

Sekrety kamienicy w centrum Warszawy

Jesteśmy na pierwszym piętrze kamienicy hr. Raczyńskiego z 1905 r. – W okresie przedwojennym kamienica była miejscem prestiżowym, mieszczącym pierwsze eleganckie sklepy, w tym między innymi markę Herse. Słynęła ze sprzedaży luksusowych towarów, takich jak futra i zagraniczne tkaniny. Do jej klienteli należeli m.in. bogaci rosyjscy dygnitarze, którzy robili tu zakupy dla swoich żon. Zdarzało się, że nie płacili za towary – opowiada Dorota Roesler. Kamienica została zrewitalizowana na podstawie kilku zdjęć, które przetrwały wojnę. Dzięki temu udało się odtworzyć historyczne detale, w tym charakterystyczne wielkie okna, które zdobiły budynek w czasach jego świetności oraz niedawno wyremontowaną piękną fasadę.

W trakcie rozmowy mogę podziwiać podłogi z kararyjskiego marmuru, włoskie dizajnerskie sofy Vitra, kilka srebrnych mis pokrytych warstwami w kilku odcieniach fioletu, różu i fuksji. Przestrzeń konferencyjną firmy rozświetla obiekt świetlny autorstwa Mateusza Choróbskiego. Całość jest minimalistyczna, w odcieniach piaskowych szarości i bieli, które wyciszają pomieszczenia, jakby w pokorze do widoku bogatej architektury za oknem. Utrzymanie ścian niczym świeżo zagruntowanych płócien nadaje kancelarii charakteru loftowego i ma drugie poważne uzasadnienie. Stanowi świetne tło dla sztuki. Bo to ona gra tu pierwsze skrzypce.

Dorota Roesler, dzięki zaufaniu managementu DWF, zmieniła strefę dla gości w scenografię przypominającą galerię, udowadniając, że biznes potrzebuje piękna, by lepiej funkcjonować. Od lat konsekwentnie realizuje w firmie autorski projekt, wprowadzając do jej wnętrz twórczość renomowanych artystów. – Dorota ma bardzo rzadko spotykaną wrażliwość na sztukę i, choć nie było to na początku łatwe, przekonała nas do zaufania jej doświadczeniu i zmysłowi estetycznemu. W DWF wspólnie stworzyliśmy przestrzeń, w której globalny biznes, wymagające środowisko i otwartość na nowe rozwiązania łączą się i wyraża się to również przez obecną u nas sztukę. Dodatkowo udaje nam się wspierać wybitnych polskich artystów pokolenia silver, którzy mimo międzynarodowych sukcesów, pozostają w kraju niewidoczni. Przestrzeń ta jest zatem spójna z naszymi wartościami i tożsamością, a sztuka jest czymś więcej niż dekoracją w firmowych przestrzeniach – mówi Michał Pawłowski, partner zarządzający w DWF Poland.

Po wejściu do głównego pomieszczenia kancelarii wzrok przyciągają fantazyjne, fraktalowe „Nukleusy” Xawerego Wolskiego. Jego prace, drukowane na odpornej na warunki atmosferyczne sintrze, mają w sobie coś kosmicznego. Zarówno w pojęciu makro – przyjmują kształty planet, jak i mikro, często wyglądem przypominając rozmaz żyjątek obserwowanych pod mikroskopem. Te światy tworzą mandalowe kalejdoskopy, wciągając i uspokajając jednocześnie.

Klucz, według którego Dorota Roesler dobiera prace do biura DWF, jest niezwykle precyzyjny i ma wymiar misyjny. Skupia się na artystach starszego pokolenia, osobach „analogowych”, które nie odnajdują się w erze cyfrowej. – Młode pokolenie może nie wystawiać prac w galerii, ale ma inne narzędzia, jak np. Instagram. To ułatwia bezpośredni dostęp do kolekcjonerów. Natomiast starsi artyści, jeśli nie są pod opieką galerii, stają się nieobecni na rynku sztuki. Jeśli nie ma ich w internecie, to tak, jakby nie istnieli. Stąd moja misja. Zależy mi na promowaniu ich wspaniałego dorobku, który został już doceniony za granicą, aby polska publiczność mogła podziwiać ich wspaniałą twórczość, którą przez lata promowała Polskę za granicą – wyjaśnia Roesler. Wszyscy artyści prezentowani mają na koncie liczne wystawy w instytucjach publicznych, głównie za granicą, a patrząc geograficznie, lista krajów i kontynentów jest imponująca.

Po kablu do wypukłości

Jedną z artystek, której prace zdobią ściany DWF, jest Hanna Zawa-Cywińska. Jej abstrakcje wzbogacone są o kolorowe, zakręcone kable, niczym ze starych telefonów stacjonarnych, tworzące niezwykłą grę światłem i cieniem. Przez to obrazy, dosłownie, wychodzą z ram i skłaniają odbiorcę do zanurzenia się w nich.

Historia tej artystki to gotowy scenariusz na film. Przez 40 lat mieszkała w USA, gdzie wyjechała z mężem, genialnym inżynierem elektronikiem. W latach 70. mąż artystki stworzył nowatorski wynalazek, który zachwycił specjalistów z Harvardu, co otworzyło parze drzwi do życia za oceanem. Hanna, z wykształcenia biochemiczka i dziennikarka, w Stanach postawiła na sztukę.

Jej prace są pełne niezwykłych materiałów. Szczególne miejsce zajmują tzw. obrazy kablowe, w których artystka wykorzystuje kable elektryczne jako pełnoprawne tworzywo plastyczne. Prace te powstają poprzez ręczne układanie materiału w regularne, geometryczne struktury, rozwijając jej wieloletnie zainteresowanie rytmem, porządkiem i redukcją formy. W przestrzeni kancelarii funkcjonują jako prace wizualnie stabilizujące – porządkujące percepcję i sprzyjające koncentracji, bez narzucania interpretacyjnego kontekstu.

W latach 80. XX w. obrazy zostały zauważone przez krytyków sztuki. – Posypały się propozycje wystaw i to wciągnęło artystkę w towarzystwo najwybitniejszych abstrakcjonistów tamtych czasów – opowiada Dorota Roesler.

Inną fascynującą historią związaną z Zawą-Cywińską jest wykorzystanie substancji o nazwie „Expancel”. Jest ona wynikiem poszukiwania nowych rozwiązań i materiałów, pozwalających uzyskać efekt trójwymiarowości. Artystka używa jej do uzyskiwania wypukłych faktur. – Dowiedziałam się co to jest za substancja dopiero podczas wizyty u Hani w pracowni, w której przechowywała starą puszkę z „magicznym” proszkiem. Dostała go do wypróbowania w sklepie plastycznym w Nowym Jorku dekady temu. Okazało się, że to patent koncernu AkzoNobel, służący do zwiększania objętości materiałów, stosowany w przemyśle lotniczym, jachtowym czy budownictwie. Po wpisaniu nazwy w Google, pierwszym wynikiem, jaki się wtedy pokazał, były buty Adidas z podeszwą typu Boost. Przypadkowo oboje mamy na sobie takie obuwie. To ta sama technologia – styropianowa w wyglądzie, niezniszczalna struktura, która daje niezwykły komfort w użytkowaniu – mówi z pasją Roesler.

Papier z duszą sosny

Kolejnym artystą, którego prace budują atmosferę w biurze jest, wspomniany wcześniej Xawery Wolski. Rzeźbiarz, który przez całe swoje dorosłe życie tworzył i wystawiał za granicą, m.in. we Francji, Włoszech, Peru i Meksyku. Po powrocie do Polski osiadł w rodzinnym majątku, gdzie rozwija intensywnie swoją twórczość. W DWF wiszą jego „Nukleusy” – obiekty złożone z tysięcy kółeczek. Opisując swoje prace, artysta wskazuje, że zmienne techniki rzeźby wprowadzają go w stan kontemplacji oraz że interesuje go poszukiwanie przestrzeni pomiędzy Ziemią a wszechświatem. I dużo w tym prawdy. Prace te funkcjonują w przestrzeni kancelarii również jako element porządkujący i wyciszający. Ich obecność sprzyja skupieniu i uspokojeniu atmosfery rozmowy, wprowadzają moment pauzy i koncentracji, co ma znaczenie w przestrzeni, do której klienci przychodzą z poważnymi, odpowiedzialnymi tematami.

Na ścianach kancelarii można też podziwiać dzieła Ewy Latkowskiej-Żychskiej, mistrzyni papieru czerpanego. To artystka, która nie maluje na papierze, lecz tworzy sztukę z samej materii papieru, wykorzystując japońską technikę washi. Za jej udoskonalenie została wyróżniona przez Japończyków.

Jej twórczość to ponad 40 lat pracy z materiałem – najpierw z tkaniną, później z papierem. Inspiracją dla Ewy jest krajobraz. Pejzaż nie jako widok, ale jako rytm – struktura światła, cień, mikrodetale i ogromne przestrzenie. Jej wielkoformatowe prace wyrastają z japońskiej tradycji papieru washi, z drugiej zaś strony nadają jej nową, bardzo osobistą formę. Mają w sobie niezwykłą miękkość i medytacyjną jakość, ponieważ papier i obraz powstają jednocześnie.

Jedna z historii, do których wraca Ewa Latkowska-Żychska, dotyczy sytuacji sprzed lat, gdy podczas prac przy budowie kominka na jej posesji przypadkowo ścięto kilkudziesięcioletnią sosnę rosnącą przy ganku. – Stanowiła ona punkt odniesienia, definiowała przestrzeń wokół domu. Niestety nie zdążyła zareagować i bardzo przeżywała tę stratę. Od tego czasu w jej pracach zaczęły pojawiać się igły sosnowe, trawy i drobne fragmenty natury – jako zapis pamięci po utraconym drzewie, ale też wyraz uważności i szacunku artystki do przyrody – opowiada Dorota Roesler.

Sztuka, która pracuje na rzecz marki

Wprowadzenie sztuki do biura to nie tylko zabieg estetyczny. To także element strategii art brandingowej, który świetnie nadaje się do komunikowania wartości, jakimi kieruje się organizacja i przy okazji doskonały sposób wyróżnienia się firmy na rynku. – Wspólnie z artystami od czasu do czasu zmieniamy ekspozycję. Wszystkie zmiany są od razu zauważane przez naszych gości, ale też przez koleżanki i kolegów z zespołu. Ta dynamika daje pretekst do nowej rozmowy z klientem, odświeża wizerunek biura– tłumaczy Dorota Roesler.

Dla twórców najważniejsze jest, że ich prace żyją, mają odbiorców i są oglądane, a nie kurzą się w ich pracowniach. Efekty tego projektu są namacalne zarówno dla klientów, jak i pracowników. Ci drudzy, początkowo zdystansowani, z czasem zaczynają żywo interesować się tym, co wisi na ścianach. Dzięki stałej możliwości obcowania ze sztuką sami zaczynają swoją przygodę z kolekcjonowaniem. Grafiki, plakaty kolekcjonerskie i obrazy trafiają do prywatnych mieszkań, a także stają się eleganckimi prezentami dla klientów firmy. Sztuka integruje zespół – wspólne wyjścia na oprowadzania i spacery po galeriach podczas Warsaw Gallery Weekend stały się ważnym elementem firmowej kultury.

Działania Doroty Roesler kierują się także w stronę dialogu międzypokoleniowego. Jej autorski projekt „Duety” to cykl wystaw zestawiających artystów starszego pokolenia z młodymi, wschodzącymi gwiazdami. Są to eksperymenty formalne pokazujące ponadczasowy charakter dobrej sztuki. – Staram się tak dobierać artystów, aby obie strony czuły się komfortowo i aby takie zderzenie międzypokoleniowe zaowocowało dla nich samych jak i dla publiczności czymś wyjątkowym, aby uwolniło emocje i rozbudziło apetyty na głębsze poznanie twórczości artystów. To dialog między doświadczeniem a młodością, między pamięcią a nową wrażliwością. Chcę przekonywać odbiorców, że sztuka nie ma wieku, tylko energię – opowiada.

Takie spotkania, organizowane w formule kameralnych wernisaży, pozwalają przedstawicielom biznesu na bezpośredni kontakt z twórcami, przełamując barierę, jaką często stanowi wejście do komercyjnej galerii z ulicy.

Warto dodać, że za ten projekt Doroty Roesler budujący dialog międzypokoleniowy firma DWF została nagrodzona statuetką Polish Diversity Award (2023) w kategorii „Wiek” organizowaną przez naszą redakcję. Kapituła konkursu doceniła stworzenie inkluzywnej kultury biznesowej w ramach projektu artbrandingowego, integrującego artystów pokolenia silver ze społecznością i kreującego kulturę wspierającą dialog międzypokoleniowy.

Kancelaria DWF wykorzystuje też każdą okazję, by promować sztukę. Od połowy 2024 r. przestrzeń na ekspozycję sztuki udało się rozszerzyć i we współpracy z właścicielem budynku przy Placu Małachowskiego zaadoptowano lokal na parterze na galerię tymczasową. – Była to przestrzeń w stanie deweloperskim, ale dzięki temu udało się stworzyć klimat zbliżony do nowojorskich czy berlińskich galerii. Zrobiliśmy tam w ciągu roku dwie wystawy, przyciągając gości nie tylko z Polski, ale także z zagranicy – wspominała. W przestrzeni odbyło się też sporo spotkań z artystami.

Od germanistyki do sztuki w biznesie

Dziś w świecie sztuki Dorota Roesler ma rozpoznawalną markę osobistą. Prowadzi projekty w DWF, Duety, tworzy wystawy, odpowiada za koncepcje artystyczne w projektach łączących sztukę, dizajn z markami, a także pisze artykuły o sztuce i dizajnie.

Pochodzi z Biecza, małego, średniowiecznego miasteczka na Podkarpaciu, skąd wyjechała na studia do Wrocławia. Wybrała germanistykę, choć w klasie maturalnej myślała o architekturze. Wrocław był oknem na świat. Wspomina jak w czytelniach Empiku przeglądała zagraniczne czasopisma o sztuce i dizajnie, chłonąc estetykę niedostępną w szarej rzeczywistości lat 80. i 90.

Po studiach trafiła do Warszawy, uzyskała uprawnienia tłumacza przysięgłego. Przez dekadę pracowała jako tłumaczka w niemieckich kancelariach prawnych, które w latach 90. i na początku XXI w. otwierały swoje oddziały w Polsce. – To było bardzo wymagające środowisko biznesowe, dużo pracy w stresie i multitasking na wysokich obrotach, ale też możliwość poznania zachodniego stylu zarządzania, nowoczesnych standardów pracy. Wtedy znajomość języków obcych bardzo się liczyła, dzisiaj to standard – wspomina. Z czasem zamieniła tłumaczenia na marketing. Od 2010 r. związana jest z obecnym zespołem (wcześniej pod marką K and L Gates).

Sztuka była w jej życiu obecna od zawsze, ale brakowało na nią czasu. Praca, dzieci, codzienne obowiązki spychały pasję na drugi plan. Przełom nastąpił kilkanaście lat temu, kiedy Dorota zaczęła ponownie studiować sztukę. Skończyła pierwsze, potem kolejne studia podyplomowe, a także i międzynarodowe kursy dotyczące kolekcjonerstwa. – Okazało się, że bardziej pochłania mnie sztuka współczesna niż dawna. Szukam w niej minimalizmu, bo paradoksalnie im mniej ekspresji na obrazie, tym więcej głębi i większe pole do interpretacji – tłumaczyła. To właśnie ta wiedza i wyrobione oko pozwoliły jej dostrzec potencjał, jaki drzemie w połączeniu sztuki z biznesem.

Odwaga się opłaca

Transformacja biura DWF w scenografię galeryjną nie wydarzyłaby się bez zaufania kierownictwa.

– Gdy w przestrzeni firmy po zmianie marki zawisły prace artystów, moi przełożeni wstrzymali oddech. Sztuka abstrakcyjna nie do każdego od razu przemawia. Ale zaufali mi, za co do dziś jestem wdzięczna. Z czasem przekonaliśmy się, że to nasz duży atut na rynku – przyznaje Roesler.

Dzięki tej odwadze, biuro stało się miejscem, gdzie negocjacje toczą się w towarzystwie „Nukleusów” Wolskiego, a przerwa na kawę może być lekcją historii sztuki przy rzeźbach Marii Papy Rostkowskiej – artystki, która ramię w ramię z Aliną Szapocznikow podbijała paryskie salony lat 50.

Dla Doroty Roesler sztuka w biznesie to coś więcej niż dekoracja. To nośnik wartości, narzędzie leadershipu, komunikacji i sposób na to, by w świecie korporacyjnym znaleźć chwilę na wrażliwość i zachwyt. Jak sama mówi, możliwość obcowania z artystami, szczególnie z tymi dojrzałymi, ich mądrością i doświadczeniem życiowym to wielki przywilej. A dla organizacji? To dowód na to, że inwestycja w relacje ze sztuką zawsze się zwraca.

My Company Polska wydanie 1/2026 (124)

Więcej możesz przeczytać w 1/2026 (124) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama