Bobrukiewicz: "Kiedy awansuję kobiety, to widzę, że one w siebie po prostu nie wierzą" [WYWIAD]

Fot. materiały prasowe Fot. materiały prasowe
- Mam nadzieję, że za pięć lat w ogóle nie będziemy dyskutować o tym, czy kobietom jest źle. Liczę, że częściej będziemy słyszeć o kobietach sukcesu, które prowadzą własne firmy i świetnie się w tym sprawdzają - mówi Agnieszka Bobrukiewicz, przedsiębiorczyni i mentorka.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Agnieszka Bobrukiewicz to przedsiębiorczyni z wieloletnim doświadczeniem. W październiku 2019 roku została dyrektorem marketingu w grupie UNIMOT, gdzie odpowiada za tworzenie i wdrażanie strategii marketingowych i komunikacyjnych marki AVIA w Polsce i na Ukrainie. Jest mentorką, która stworzyła markę zegarków Christine Granville - określony procent ze sprzedaży produktów jest przekazywany na rzecz fundacji wspierającej rozwój biznesowy kobiet. Firma wspiera jednocześnie ideę zero waste - portfolio zostało właśnie poszerzone o zegarki, których paski wykonano z materiału wytworzonego ze skórek jabłek.

Kuba Dobroszek: Jakie masz pierwsze skojarzenie z hasłem „kobieta w biznesie”?

Agnieszka Bobrukiewicz: Kobieta silna. Niezależna i zmotywowana, chcąca się bez przerwy szkolić. Powinniśmy przestać powtarzać stereotypy, bo kobiety potem w nich tkwią.

Jakie stereotypy?

O tym, że kobiety mają trudniej. Często słyszę, że nie powinnyśmy być na wysokich stanowiskach ze względu na potencjalne urlopy macierzyńskie. Powtarza się również, że kobiety nie chcą walczyć i nie potrafią szybko podejmować decyzji. Takie stereotypowe myślenie odbija się niestety na naszym postrzeganiu siebie - kiedy awansuję kobiety widzę, że one w siebie po prostu nie wierzą. Myślą, że nie poradzą sobię na wyższym stanowisku, że to nie dla nich.

Skąd się biorą te stereotypy?

Z ciągłego powtarzania, że kobiety są gorszymi przywódcami. Z utrzymywania nas na stanowiskach pomocniczych, a nie kierowniczych. Spójrz na badania – kobiety na menedżerskich stanowiskach to niewielki odsetek, choć jednocześnie trzeba zaznaczyć, że Polska na tle Europy wypada pod tym względem całkiem nieźle. Statystyki nie kłamią, ale ja jestem przeciwna nadawaniu im większego znaczenia. Jestem mentorką, od lat pomagam młodym dziewczynom otwierać biznesy. Powtarzam zawsze, że ich największym problemem jest brak wiary w siebie i we własne możliwości. Uważam więc, że kobiety, które już odniosły sukces, popełniły pewne błędy, powinny jak najczęściej dzielić się wiedzą i doświadczeniem z osobami, które dopiero rozpoczynają karierę lub zakładają biznes.

Powinny, ale czy to robią?

Oczywiście! Jestem pod wrażeniem Polek, jesteśmy szalenie ambitne. I mówię to jako osoba, która wiele lat pracowała zagranicą, więc ma porównanie. Uważam też, że młode osoby należy uświadamiać, że w biznesie czekają ich trudne momenty. Każdy przedsiębiorca ma taki okres, kiedy pracuje po kilkanaście godzin dziennie, a życie prywatne mu się sypie. Odpowiednia edukacja to nie tylko uczenie o pewnych schematach biznesowych, to też przygotowanie mentalne. Skuteczne zarządzanie swoimi obowiązkami przychodzi z czasem. We wszystkim potrzebna jest równowaga, życie tylko pracą zawsze odbija się na efektywności i przede wszystkim zdrowiu. Trzeba znaleźć złoty środek na połączenie tych dwóch sfer życia.

Ta dyskusja na temat pozycji kobiet w biznesie nie może toczyć się w oderwaniu od pewnych społeczno-socjologicznych kontekstów. Nie bez powodu ironizowano niedawno, że w polskim rządzie jest więcej Zbigniewów niż pań. Należy jednak pamiętać, że jest cienka granica między docenianiem kobiet, a ustalaniem parytetów na siłę.

Kompetencje powinny być najważniejsze i nie można zmuszać do faworyzowania kogokolwiek ze względu na płeć.

Ale wiesz, że to zaklinanie rzeczywistości.

No dobrze, ale co da kreślenie mrocznych wizji?

Mniej rozczarowań? Więcej racjonalnych planów?

Od tego powinny być programy szkoleniowe, a nie przekazy medialne. Może już w szkołach powinniśmy więcej uczyć o przedsiębiorczości? My żyjemy sobie w dużych miastach, ale spójrz na mniejsze wsie, gdzie kobiety wciąż nie pracują, bo uważają, że ich rolą jest dbanie o dom.

Jak więc zachęcać młodych przedsiębiorców do sięgania po pomoc mentorów i mentorek?

To nasze zadanie, tych bardziej doświadczonych. Powinniśmy docierać swoim przekazem do jak największej liczby osób. Organizacje i fundacje, w których się udzielam, promuję gdzie tylko mogę. Programów szkoleniowych jest naprawdę coraz więcej. Nawet dystans przestaje być problemem, bo ja wciąż pomagam kilku dziewczynom z Pragi – regularnie widzimy się na Skypie lub Zoomie. Poza tym chciałabym zaapelować do młodych dziewczyn, żeby szukały rady w swoim najbliższym otoczeniu. Każda z nas ma koleżankę, siostrę, przełożoną, która osiągnęła już nieco więcej i od której można się wiele nauczyć.

Co jako mentarka mówisz podczas pierwszego spotkania, kiedy przychodzi do ciebie młoda dziewczyna – pełna pomysłów, ale jednocześnie nieco przestraszona?

Zaczynam od sprawdzenia mocnych stron. W większości przychodzą do mnie młode osoby, których pomysły nie są wystarczająco zresearchowane. To nie wynika z braku umiejętności, ale z braku doświadczenia. Pierwsze zadanie, jakie daję? Poproś znajomych i rodzinę, żeby wskazali twoje zalety. Na podstawie takiej listy staramy się pracować nad tymi cechami, które mogą pomóc w prowadzeniu biznesu. Następnie badamy rynek, ponieważ pomysł może być świetny, ale kompletnie nieodpowiadający potrzebom rynkowym. To podstawy, jednak młodzi przedsiębiorcy często nie zdają sobie sprawy ze znaczenia takich działań. No i na koniec powtarzam, że nigdy nie należy się poddawać. Sama jestem osobą, która nie dostała niczego na tacy i wychodzę z założenia, że jeśli nie wpuszczają nas drzwiami – to powinniśmy wejść oknem.

Motywowanie, o którym wciąż mówisz jest bardzo ważne, ale wydaje mi się, że zadaniem odpowiedzialnej mentorki jest też odradzanie prowadzenia biznesu osobom, które ewidentnie nie mają do tego predyspozycji.

Spotkałam się niedawno z dziewczyną mającą wieloletnie doświadczenie w finansach, ale chcącą stworzyć coś w zupełnie nowej dla siebie branży. Po kilku rozmowach doszłam do wniosku, że to nie ma sensu, bo ta dziewczyna musiałaby zaczynać wszystko od zera. Stwierdziłyśmy, że lepiej wykorzystać jej finansowe umiejętności. Czasem warto skorzystać z czegoś, co już mamy, zamiast porywać się z motyką na księżyc. Teraz, z powodu pandemii, jest np. spory popyt na e-commerce, może w tę stronę powinniśmy kierować młode przedsiębiorczynie? Inna sprawa, że epidemia zapewne poprawi nieco sytuację kobiet.

Dlaczego?

Wiele rozmów o pracę odbywa się teraz online, a kandydaci przesyłają różnego rodzaju prezentacje. Te materiały są zwykle bardzo dobre, oddają realne kompetencje kobiet. Podczas osobistych spotkań młode przedsiębiorczynie często nie potrafią dobrze sprzedać swoich umiejętności, bo – jak już wspominałam – nie doceniają swoich kompetencji.

Ty od początku wierzyłaś w siebie?

Jak każdy miałam lepsze i gorsze momenty, ale dzięki porażkom nauczyłam się tego, że najważniejsze jest, aby z każdej sytuacji - nawet tej trudnej - wyciągnąć lekcję dla siebie. Zawsze, po każdym upadku, starałam się iść do przodu. Gdybym nie miała takiego myślenia, nie stworzyłabym swojej marki. Nigdy nie ma dobrego momentu na otwarcie własnego biznesu, ale zawsze warto zaryzykować. Ja miałam jasno określony cel - chciałam stworzyć produkt skierowany do kobiet. Siedząc w kawiarni w Wiedniu robiłam reaserch i szukałam silnej Polki, która mogłaby mnie zainspirować. Tak trafiłam na Krystynę Skarbek, nie wiem, czy o niej słyszałeś?

Tajna agentka brytyjskich służb specjalnych.

Od razu zorientowałam się, że to kobieta, z którą mogę się utożsamiać. To bardzo ważne – kiedy tworzysz nowy produkt lub markę, musisz wierzyć w to, co tworzysz, to zdecydowanie pomaga osiągnąć sukces. Krystyna Skarbek nie bała się ryzykownych decyzji, była ambitna i tak naprawdę będąc pierwszą kobietą szpiegiem w brytyjskim wywiadzie, przełamała stereotyp, że to funkcja tylko i wyłącznie dla mężczyzn. Dlatego tak bardzo ujęła mnie jej historia i dlatego też stała się inspiracją do stworzenia mojej marki.

Jak od postaci agentki specjalnej doszłaś do produkcji zegarków?

Zaczęłam zastanawiać się, czego w życiu najbardziej mi brakuje. Od razu stwierdziłam, że oczywiście czasu. Tak właśnie padło na zegarki. Pierwszy model tworzył się przez trzy lata – zanim wypuściliśmy go na rynek, powstało kilkadziesiąt prototypów. Chciałabym, żeby noszenie tych zegarków było sygnałem dla innych kobiet – nie jesteście same, wspierajmy się, wierzmy w siebie. Moją misją jest stworzenie marki globalnej, która w przyszłości będzie wspierać kobiety na całym świecie.

No i widzisz, prosisz, żeby nie pisać o stereotypach, a nawet w publikacjach dotyczących twojego najnowszego biznesu one się pojawiają. Jeden z dziennikarzy zauważył, że zegarek to typowo męski atrybut.

Do pewnego momentu zegarek rzeczywiście bardziej był kojarzony z męską garderobą. Jednak lata 20/30 to przełom kulturowy i polityczny. Oddech wolności można było zauważyć również w modzie - kobiety zastąpiły bufiaste, ozdobne suknie chłopięcym lookiem. Inspiracja modą męską dawała im niezależność. Te rewolucyjne lata były inspiracją do stworzenia produktu tylko dla kobiet, w prostym, klasycznym i minimalistycznym stylu. Poza tym poprzez Christine Granville chcę promować ekologiczne podejście, a to wartości ważne dla wszystkich, bez względu na płeć. Wiem to, bo przeprowadziłam pogłębione badania. Eko to trend, w który będą musiały wejść wszystkie znaczące firmy. Dzięki reaserchowi trafiłam na rozwiązanie, które umożliwia produkowanie pasków ze skórek jabłek.

A więc przymuszasz odbiorców do dbania o środowisko.

Nie przymuszam, daję wybór. Wciąż mamy w ofercie paski ze skóry naturalnej. Jesteś eko? Szanuję to i mam dla ciebie produkty spełniające twoje oczekiwania. Nie jesteś? Też znajdziesz u mnie coś dla siebie. Ceny są identyczne. Oczywiście będę zmierzać w kierunku proekologicznym, bo to dla mnie temat bardzo ważny, ale nie zamierzam klientów do niczego zmuszać.

Podałaś mi na początku twoje pierwsze skojarzenie na hasło „kobieta w biznesie”. Jak myślisz, jakie będzie to skojarzenie za pięć lat?

Mam nadzieję, że w ogóle nie będziemy dyskutować o tym, czy kobietom jest źle. Liczę, że częściej będziemy słyszeć o kobietach sukcesu, które prowadzą własne firmy i świetnie się w tym sprawdzają. I życzyłabym sobie więcej odwagi u młodych przedsiębiorczyń. Drogie panie, szkolcie się i dbajcie o swoje kompetencje, w niczym nie jesteście gorsze!

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY