Wyzwanie? To coś dla mnie
z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 3/2026 (126)
Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!
Czyli tak wygląda kobieta finansów?
No nie wiem. Kiedyś na konferencji dla kobiet (!) podeszła do mnie jedna z uczestniczek i zaczęłyśmy rozmawiać, klasyczna rozmowa networkingowa: skąd jesteś, czym się zajmujesz, kilka uwag o konferencji. Na koniec wymieniłyśmy się wizytówkami. Ona spojrzała na moją i powiedziała ze zdziwieniem: „Ooo, jesteś dyrektorką finansową”. Potwierdziłam, a ona na to: „Nie wyglądasz”. Więc z tym wyglądaniem to nie wiem, ale rzeczywiście odpowiadam za obszar finansów w Santander Leasing.
Na stanowiskach dyrektorskich w finansach wciąż jest dużo mniej kobiet niż mężczyzn. Dlaczego tak jest?
Bo wciąż pokutuje wiele stereotypów, które blokują drogę kobietom do wysokich stanowisk w wielu branżach, nie tylko finansowej. I to nawet nie chodzi o wielkie rzeczy, tylko o takie małe, drobne kamyki, które podkłada się kobietom na drodze do kariery.
Kiedyś np. na spotkaniu z firmą zewnętrzną starsi panowie, którzy przyszli porozmawiać o dużych pieniądzach, poprosili mnie o zrobienie kawy, bo jakoś nie przyszło im do głowy, że to ze mną będą negocjować. Kolega, który odchodził z firmy, powiedział mi, że nigdy nic nie osiągnę, bo jego zdaniem nie jestem kreatywna tak jak on. Gdy pracowałam w audycie i podejrzewałam pewną panią o nie do końca poprawne zarządzanie środkami finansowymi – mówiąc wprost: o fraud – powiedziała mi, że nie będzie ze mną rozmawiać, bo jestem za młoda i nie rozumiem życia.
I to są takie niby drobiazgi, ale one nie budują poczucia własnej wartości i nie ułatwiają wspinania się po szczeblach kariery.
Zanim przejdziemy do tego, jak sobie z nimi pani radziła, zapytam jeszcze: Co się okazało w sprawie podejrzenia o fraud?
Cóż, może i byłam młoda i nie rozumiałam życia, ale za to doskonale orientowałam się i udowodniłam, że ta kobieta popełniła przestępstwo finansowe.
Jak już ustaliłyśmy, kobietom nie jest łatwo. Jak pani udało się dotrzeć na szczyt?
Myślę, że pomogło mi to, że od najmłodszych lat dużo od siebie wymagałam. Tak bardzo, że w sumie bez większych zdolności wylądowałam w państwowej szkole muzycznej w klasie fortepianu.
Do szkoły muzycznej obowiązywały egzaminy po okresie próbnym. Niestety ich nie zdałam, ale tak się zawzięłam, że wreszcie się dostałam. Po pierwszym roku jako jedyna chyba w klasie nie dostałam czerwonego paska, ale to mnie tylko zmotywowało. To było jak wyzwanie – skoro wszyscy mają, to ja też mogę. I ukończyłam tę szkołę z wyróżnieniem.
Po egzaminach końcowych usłyszałam od dyrektorki szkoły, że nikt w tej szkole na egzaminie nigdy lepiej nie zagrał pasaży i bez egzaminów dostałam się do szkoły muzycznej II stopnia. Więc było warto.
Czyli w karierze pomaga determinacja?
Tak, ale też pewien życiowy pragmatyzm. Ja np. miałam być chemikiem. Byłam laureatką konkursów z chemii, miałam zapewniony indeks Politechniki Gdańskiej, ale uznałam, że po chemii trudno o pracę, i wybrałam finanse i rachunkowość w Poznaniu.
Na trzecim roku studiów zaaplikowałam i po trzech testach oraz dwóch rozmowach dostałam się na dwuletni staż do firmy Ernst & Young. To był mój pierwszy zawodowy sukces, bo był to bardzo pożądany staż. Łączyłam studia dzienne z pracą i po raz pierwszy w życiu zderzyłam się z korporacją.
I?
I bardzo wiele mi to dało. Nauczyłam się wysokich standardów pracy, dużo szybciej niż na samych studiach zdobywałam wiedzę i doświadczenie. A to później zaowocowało, bo gdy w kolejnych pracach byłam wrzucana na głęboką wodę, nie tonęłam, tylko dawałam sobie radę.
Pierwsza głęboka woda, do której panią wrzucono?
To powódź dużych liczb. W Santander Leasing trafiłam do działu sprawozdawczości finansowej. Poznawałam meandry pracy z dużymi liczbami i przepisami dla instytucji finansowych (wcześniej pracowałam tylko ze spółkami produkcyjnymi i usługowymi).
Następnie przeszłam do biura finansów, gdzie zarządzałam pozycją płynnościową, walutową oraz ryzykiem stóp procentowych. Kierując się tam, nie miałam dokładnego pojęcia, z czym się to wiąże. Ale dzięki temu, że było to dla mnie duże wyzwanie, zyskałam kolejną dawkę solidnej wiedzy finansowej i matematycznej. Żądna dalszego rozwoju, odeszłam z firmy.
Ale pani wróciła.
Tak, i to dość szybko. Poproszono mnie, bym wróciła i poprowadziła projekt sekurytyzacji. I to było to! Po pierwszym spotkaniu z menedżerem przypomniałam sobie tylko ze studiów, czym jest sekurytyzacja, i byłam przerażona – nie było od kogo się uczyć, nikt u nas nie miał wiedzy, jak „to ugryźć”.
Niemniej podjęłam wyzwanie, skoczyłam na głęboką wodę. A łatwo nie było. Gdy dostałam draft umowy od prawników, pierwszą stronę czytałam i analizowałam cały dzień, znajdując kilka istotnych błędów lub niekorzystnych dla nas rozwiązań. Chciało mi się płakać – dokumentacja była po angielsku i miała kilkaset stron, a ja spędziłam cały dzień i zrobiłam tylko jedną… To był test mojej wytrzymałości i pokory wobec skali projektu. Wiedziałam, że na tych kilkuset stronach ważą się losy ogromnego kapitału, więc nie mogłam odpuścić ani jednego przecinka.
Przeprowadziłam naszą spółkę przez dwie transakcje sekurytyzacji płynnościowej na kilka miliardów złotych. Utworzyliśmy spółkę celową w Irlandii, ta wyemitowała obligacje notowane w Wiedniu. Zarządzałam 10 partnerami zewnętrznymi, pracowałam nad projektem z kilkunastoma osobami u nas wewnętrznie.
I po kilku miesiącach mieliśmy to! Inwestor na konferencji powiedział, że to była najszybciej zrealizowana transakcja w jego historii. Dziś transakcja jest zamknięta i wiem, że było warto.
Nie dość, że sprawiało mi to ogromną frajdę, to na koniec dnia byłam z siebie bardzo zadowolona, choć po drodze było dużo gorszych momentów, zwątpienia i osamotnienia.
To daje satysfakcję.
Ogromną. Dzięki sprawnemu zarządzaniu, poznaniu wielu obszarów spółki, patrzeniu z lotu ptaka i łączeniu faktów dostałam możliwość poprowadzenia własnego zespołu. Potem już nie było odwrotu od dużych projektów i transakcji. Zaczęły rosnąć wymagania dotyczące obniżania ryzyka. Pojawił się kolejny projekt, tym razem sekurytyzacji syntetycznej. Potem przyszedł COVID i była szybka akcja: robimy pierwszą w Unii Europejskiej transakcję tego rodzaju z EBI oraz EFI, żeby pomóc przedsiębiorcom.
Mój kolega z EFI rzucił mi wyzwanie, że musimy być pierwsi na rynku… i byliśmy.
Wyzwanie za wyzwaniem. Nie miała pani trochę dość?
Absolutnie nie. Ja jestem głodna wyzwań, ciągle chcę się uczyć nowych rzeczy. Gdy w firmie pojawił się konkurs na dyrektora zarządzającego obszarem finansów, nie zastanawiałam się i wystartowałam. W końcu zawsze należy próbować, najwyżej się nie uda.
Ale pani się udało…
… i mój obecny szef wydaje się z tego faktu zadowolony. Tym bardziej że ubiegły rok nie był zwykłym rokiem w finansach, to była kumulacja projektów, z których każdy z osobna mógłby być wyzwaniem dekady. Wymienialiśmy nasz 25-letni system księgowy, kontynuowaliśmy Podatkową Grupę Kapitałową, przygotowywaliśmy się do KSeF, JPK, POLSTR, a w połowie roku dowiedzieliśmy się jeszcze, że zmieniamy grupę kapitałową i całe raportowanie od początku… Żadnego z tych milowych kroków nie udałoby się postawić w pojedynkę, to wymagało od nas pełnej synchronizacji i zaufania do swoich kompetencji. Fakt, że daliśmy radę, to najlepszy dowód na siłę mojego zespołu. Najbardziej budujące jest dla mnie to, że mam u boku ludzi, którzy nie tylko dowieźli te projekty, ale potrafią być dla siebie wsparciem w najbardziej intensywnych momentach.
Co poradziłaby pani innym kobietom, które chciałyby rozwijać karierę w finansach?
Niech próbują swoich sił. Branża finansowa potrzebuje kobiecej perspektywy – empatii połączonej z analitycznym umysłem oraz umiejętnością zarządzania ryzykiem w sposób zrównoważony.
Warto też znaleźć wokół siebie ludzi, którzy motywują, pozytywnie nakręcają i wypychają ze strefy komfortu. Ważne jednak, by były to osoby, które nie tylko mówią o pozytywach, ale mają też odwagę dać konstruktywną krytykę. Bo oprócz wsparcia liczy się szczerość. Ostatnim, ale równie ważnym kluczem jest znalezienie własnego ujścia dla emocji. Aby z odwagą podejmować się kolejnych wyzwań trzeba mieć miejsce, w którym można być po prostu sobą. Moim miejscem jest muzyka, która kiedyś była wielkim wyzwaniem, a dziś jest moją bazą spokoju.
Więcej możesz przeczytać w 3/2026 (126) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.