Naiwność statystycznych obietnic

© Shutterstock © Shutterstock
W naszym myśleniu o finansach osobistych musi się wreszcie dokonać przewrót kopernikański. Nie jesteśmy pępkiem finansowego świata, rynki kapitałowe nie krążą wokół naszych indywidualnych portfeli i na pewno nie sprawią, że jako inwestorzy zarobimy akurat tyle, ile wynika z modeli statystycznych.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 8/2016 (11)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Branża inwestycyjna wprost uwielbia zabawę w kotka i myszkę ze swoimi nie zawsze świadomymi klientami. Najpierw sprzedaje im graniczącą z pewnością nadzieję na atrakcyjne i powtarzalne zyski, bazując na bardzo szczegółowych prognozach statystycznych, a zaraz potem podsuwa rutynowe ostrzeżenie, że wyniki osiągane w przeszłości nie gwarantują niczego w nieprzewidywalnej przyszłości. I słusznie, bo jeszcze nie spotkałem nikogo, kto po 20 latach oszczędzania otrzymałby od swego ubezpieczyciela choćby tyle, ile ten pierwotnie szacował. Zwłaszcza w ostatnich latach. 

Spójrzmy wreszcie prawdzie w oczy. Dla globalnej gospodarki i rynków kapitałowych nie jest ważne, kiedy i ile będziemy akurat potrzebować na edukację naszych dzieci, kiedy i za ile pragnęlibyśmy kupić sobie wymarzony dom, kiedy i z jaką kwotą pieniędzy chcielibyśmy pojechać na planowane od dawna wielkie rodzinne wakacje, jaki styl życia wolelibyśmy prowadzić po przejściu na emeryturę. I nie ma nikogo, kto – bez względu na poziom swego intelektu i dostęp do najmądrzejszych algorytmów – mógłby policzyć od końca (przyszłość) do początku (teraźniejszość) ile, w co i w jakim tempie powinniśmy inwestować, żeby w pełni osiągać kolejne, wyznaczone przez siebie cele finansowe. 

Rynek ze swoim potencjałem, tu i teraz, jest przecież ten sam dla wszystkich inwestorów, tak samo tani lub drogi bez względu na ich zadeklarowane potrzeby, wiek czy apetyt na ryzyko. Dlatego oszczędzajmy, ile tylko się da, a potem inwestujmy, jak tylko można najlepiej, by po jakimś czasie odkryć, ile byliśmy w stanie faktycznie zarobić i na co rzeczywiście wystarczy. Nie zapominając przy tym ani na chwilę, że w dzisiejszym świecie w inwestowaniu nie chodzi już tak naprawdę o jakiekolwiek cele pośrednie, ale przede wszystkim o dobrze zabezpieczoną finansowo starość. Bez wszystkiego innego potrafimy się przecież obyć!

Najlepszym dowodem na nieprzydatność zbyt szczegółowych prognoz, opartych na wynikach z przeszłości osiągniętych przez poszczególne rynki kapitałowe lub grupy aktywów inwestycyjnych, są dziś oczywiście obligacje skarbowe. 

Bawiąc się zbyt naiwnie w statystyczną ekstrapolację przeszłości w przyszłość (jakże wygodną dla pośredników uprawiających marketingową grę), zapominamy o niepowtarzalności wielu zjawisk i wydarzeń, kluczowych dla historycznej wyceny, która wynikała również z emocji inwestorów. 

Najzabawniejsze jest w tym to, że mamy przecież nad wyraz rozsądną alternatywę, za którą prof. Robert Shiller otrzymał nie tak dawno Nagrodę Nobla. Ale nie pamiętamy o niej i, niestety, bardzo rzadko z niej korzystamy! Dlaczego? To proste. Proponowana przez niego forma statystycznej ekstrapolacji ignoruje wyniki uzyskane w przeszłości, a zamiast tego koncentruje się na atrakcyjności bieżącej wyceny w stosunku do jej historycznych wskaźnikowych zakresów. A że podstawowe rynki są obecnie relatywnie drogie lub wręcz bardzo drogie, to wieloletnie stopy zwrotu, oczekiwane w przyszłości wedle metody Shillera, teraz akurat wyraźnie odbiegają od wyników, które były możliwe do osiągnięcia w dużo hojniejszej przeszłości. No, ale to się nie sprzedaje. 

Jaki z tego wniosek dla naszej osobistej inwestorskiej przyszłości? Praktykujmy raczej mądrą Shillerowską ekstrapolację teraźniejszości zamiast korzystać ze statystycznej inteligencji wstecznej. A słysząc od doradców o portfelu szytym dla nas specjalnie na miarę, pamiętajmy, by miarą dla niego była obiektywna analiza bieżącej sytuacji rynkowej na tle przyszłości, a nie nasze naiwne oczekiwania w służbie rosnących planów sprzedażowych. Zwłaszcza tych skrojonych dla coraz modniejszych robotów inwestycyjnych, nafaszerowanych historią, ale bez ponadludzkiej znajomości jutra. 

To jedyna rozsądna zasada bezpiecznego inwestowania w dzisiejszych czasach. 

My Company Polska wydanie 8/2016 (11)

Więcej możesz przeczytać w 8/2016 (11) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY