Reklama

Strzyżenie bez peyotlu

łuczak
Maciej Łuczak / fot. materiały prasowe
W miejscu sprzedaży detalicznej i świadczenia usług uwidacznia się cenę oraz cenę jednostkową towaru lub usługi w sposób jednoznaczny, niebudzący wątpliwości oraz umożliwiający porównanie cen.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 3/2026 (126)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Tak stanowi art. 4 ust. 1 ustawy o informowaniu o cenach towarów i usług. Za złamanie takiego nakazu grozi grzywna nakładana przez inspektora Inspekcji Handlowej w wysokości nawet do 20 tys. zł. Mandat za brak wywieszonego cennika usług niedawno dostała pewna fryzjerka. Na nic zdały się jej tłumaczenia, że wszystkich klientów informowała ustnie o tym, ile kosztuje strzyżenie, farbowanie i układanie włosów. Przedsiębiorcy powinni wyciągnąć lekcję z tego przypadku i jeśli jeszcze nie mają opracowanego cennika, to powinni go natychmiast stworzyć. Jako kanoniczny wzór może służyć słynny Regulamin Firmy Portretowej „S.I. Witkiewicz”.

Nasz sławny ekscentryczny pisarz i malarz prowadził swój interes w czasach, kiedy jeszcze nie grasowali po Rzeczpospolitej inspektorzy Inspekcji Handlowej, a więc bez cienia przesady można go określić prekursorem informowania klientów o cenach oferowanych usług. Założone przez niego w 1925 r. prestiżowe studio portretowe od samego początku miało szczegółowy cennik dla swoich klientów. A nie byli to przypadkowi przechodnie z ulicy, ale najwybitniejsze postacie polskiej kultury: Zofia Nałkowska, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Jarosław Iwaszkiewicz, Karol Szymanowski, Julian Tuwim i wielu, wielu innych. W firmie, której motto brzmiało: „Klient musi być zadowolony. Nieporozumienia wykluczone”, powstało kilka tysięcy obrazów.

Cennik wyszczególniał kilka typów portretów – od A do E. Pierwszy z nich był „wylizany” i „gładki” nieco upiększający modela i podkreślający łagodność rysów jego twarzy. Stąd też był przeznaczony raczej dla pań. Cena za to była wysoka – aż 350 zł, co na przedwojenne realia było równowartością miesięcznej pensji wysokiego urzędnika. Portret typu B prezentował modela w bardziej charakterystyczny sposób, jednak bez „cienia karykatury” (250 zł). Kolejny został oznaczony jako B+D. Cechował się już pewną deformacją odwzorowania, powiększeniem głowy i spotęgowaniem „demonizmu” postaci. Cena była za to przystępna – tylko 150 zł, bo artysta nie był już skrępowany koniecznością dokładnego odwzorowywania wyglądu modela.

Typ portretu C został opisany w regulaminie, choć z adnotacją, że nie był już dostępny dla klientów. Chodziło o obrazy malowane przez Witkacego pod wpływem różnych używek – od C2H5OH aż po narkotyki wyższego rzędu. Wśród nich szczególną estymą twórcy cieszył się południowoamerykański halucynogenny grzybek peyotl zawierający potężną dawkę LSD. Rezultatem działania wszystkich tych substancji było postrzeganie modela w sposób subiektywny przy abstrakcyjnej kompozycji i możliwości powrotu do korzeni twórczości Witkacego, a więc tzw. Czystej Formy. Typ E zakładał osiągnięcie takich samych rezultatów, jak poprzedni wariant, lecz był uzyskiwany bez żadnych sztucznych stymulatorów. Obrazy te – w miejsce dopisków o stosowanych narkotykach i alkoholu – miały zupełnie inne adnotacje. Na przykład „malowane nie przez moje okulary”, „FZZ” – fajka z zaciąganiem, „FBZ” – fajka bez zaciągania czy „NP – 12”, co oznaczało, że artysta nie pił aż przez 12 dni. Cena tych portretów była superatrakcyjna – zaledwie 100 zł.

Ostatnim wyróżniony rodzajem portretu był tzw. typ dziecinny (B+E) uwzględniający trudności pracy z małymi wiercącymi się modelami ze względu na ich ruchliwość i brak koncentracji. Cena – od 150 do 250 zł – była zapewne warunkowana zróżnicowanymi trudnościami przy wykonywaniu tego malarskiego zadania. Regulamin Firmy Portretowej absolutnie wykluczał wszelką krytykę ze strony klienta, jednakże mogli oni w milczeniu odrzucić sporządzony portret. Wówczas musieli zapłacić tylko jedną trzecią ceny, a obraz automatycznie przechodził na własność artysty.

Przedsiębiorca, wyposażony w wiedzę z zakresu sztuki, używek i zasad kształtowania cen, może stworzyć własny cennik inspirowany pomysłami Witkacego. Salony fryzjerskie mają chyba najprostsze zadanie. Wystarczy wyróżnić kilka typów fryzur A, B, C, D i E przyporządkować im właściwe ceny oraz uwzględnić substancje stosowane przez mistrza nożyczek. Do tego dochodziłyby oczywiście także dopiski na paragonie. Strzyżenie „NP – 5” oznaczałoby, że jest wykonywane bez picia alkoholu przez 5 dni. „NPK – 10”, czyli bez kawy przez 10 dni, a „NPH – 2”, że od dwóch dni fryzjer nie przełknął nawet łyka herbaty. Oznaczenie „BP” – strzyżenie bez użycia peyotlu (Lophophora williamsii). Typ „BO” – bez okularów korekcyjnych – będzie wiązał się z dreszczykiem emocji klienta, zwłaszcza przy dużej wadzie wzroku mistrza nożyczek. Ta pozycja w cenniku będzie stosowana tylko dla osób o mocnych nerwach! Nieporozumienia są wykluczone. 

My Company Polska wydanie 3/2026 (126)

Więcej możesz przeczytać w 3/2026 (126) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama