Facebook i czerwona książeczka
z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 3/2026 (126)
Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!
To miejsce jest zupełnie inne niż wszystkie, w których dotąd pracowałam. I to nie tylko technologia je wyróżnia. Również pieniądze.
Kiedy tylko dołączyłam do Facebooka, rozpoczął się okres bezlitośnie intensywnego trybu pracy, który ma jednak pewną zaletę. Asystentka Marne, Meredith, została mi przydzielona do pomocy. To serce i dusza biura w Waszyngtonie. Jest troskliwa i zabawna, a na dodatek ma też niesamowite wyczucie stylu. Pewnego wieczoru, gdy zostaje dłużej, żeby mi pomóc, zauważam, że ma na sobie buty, którymi zachwycam się od tygodni.
– Uwielbiam te buty. Ta czerwona podeszwa jest niesamowita. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam. Gdzie je kupiłaś? – pytam.
Meredith podchodzi do mojego biurka i kładzie mi ręce na ramionach. Nie spodziewałam się takiego kontaktu fizycznego po swojej asystentce, ale atmosfera w Facebooku jest zdecydowanie mniej formalna niż w moich poprzednich miejscach pracy. Nawet podoba mi się ten gest. Mam nadzieję, że Meredith wyjawi mi, gdzie można zdobyć te fenomenalne szpilki.
– Kochana, ty nigdy nie będziesz mogła sobie pozwolić na takie buty – mówi łagodnie, ale życzliwie.
Kiedy googluję „buty z czerwoną podeszwą” i odkrywam markę Christian Louboutin, staje się jasne, że Meredith miała rację. Jestem zażenowana.
Diamentowe bransoletki
Dość szybko sobie uświadamiam, że nic mnie nie łączy z obscenicznym bogactwem, jakie przepływa przez Facebook. Dziwi mnie, że wynagrodzenie zależy tu od stażu pracy, a nie od stanowiska. Asystenci i pracownicy niższego szczebla często zarabiają więcej od swoich przełożonych – wszystko zależy od tego, kiedy zostali zatrudnieni. To trochę jak ludzie kupujący domy w dzielnicy, która nagle stała się modna i luksusowa. Wszyscy pracownicy po pierwszym roku pracy otrzymują opcje na akcje. Facebook nie wszedł jeszcze na giełdę – jest 2011 rok – lecz istnieje prężny rynek prywatnych inwestorów płacących za te opcje ogromne pieniądze.
W pracy łatwo się rozpraszam podczas spotkań, patrząc na pierścionki zaręczynowe tak wielkie, że ich właścicielkom trudno pisać na klawiaturze, oraz na diamentowe bransoletki stukające o klawiaturę laptopów i błyszczące w tęczowym odbiciu na ścianach. Nauczyłam się już, żeby nie pytać o te wszystkie dopasowane torebki; okazało się, że kosztują kilka tysięcy dolarów, bo to Louis Vuitton. Biura Facebooka są wręcz przepełnione kobiecymi symbolami statusu. Jestem zawstydzona, jak wielu z nich nie rozpoznaję. Przegrywam w tym subtelnym pojedynku na luksus i prestiż.
Kolejny znak bogactwa, jakie panuje w Facebooku? Dziwaczne rzeczy, które ludzie mówią. Pewnego dnia Sam Lessin, dyrektor do spraw produktu, określa siebie jako osobę „niewrażliwą na ceny” i „niewrażliwą ekonomicznie”. Pytam Marne, co to znaczy. Odpowiedź? Ma tyle pieniędzy, że nie obchodzi go, ile co kosztuje.
Kiedy Debbie nazywa siebie „ekonomiczną wolontariuszką – jak większość byłych pracowników Google’a w Facebooku” – nie mam pojęcia, o co jej chodzi. Przy kawie tłumaczy mi, że zarobiła tak dużo na wejściu Google’a na giełdę, że pensja, jaką dostaje w Facebooku, nie ma dla niej żadnego znaczenia. Pracuje w Facebooku i czeka na jego debiut giełdowy.
Moja sytuacja wygląda inaczej. Z pieniędzmi jest krucho. Nie negocjowałam żadnych warunków, kiedy dołączyłam do Facebooka. Byłam wdzięczna, że w ogóle zechcieli mnie zatrudnić. Po prostu dopasowali moje wynagrodzenie do mojego (nietechnologicznego) doświadczenia. Większość idzie na czynsz, bo Tom i ja mamy mieszkania w dwóch drogich miastach (niedawno zaczął pracę w Nowym Jorku). Nie jestem w stanie wyobrazić sobie życia, w którym nie trzeba się martwić o pieniądze, a ta sytuacja się nie zmienia.
Przodownicy pracy
Drugą walutą Facebooka jest wytrzymałość. Marne, Elliot i Sheryl bezlitośnie zarządzają własną pracą, wyciskając z każdego dnia tyle, ile tylko się da. Oczekują tego samego od swoich zespołów. Wysiłek, produktywność i poświęcenie wszystkiego innego w życiu dla pracy są tu gloryfikowane i idealizowane. Etyka pracy Marne nadaje rytm mojemu życiu. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłam, nawet w kancelariach prawniczych. Widywałam starszych dyplomatów, którzy według mnie przypominali bardziej dostojników pragnących pobłogosławić zespół za wykonaną pracę. W porównaniu z nimi Marne jest prawdziwą przodowniczką pracy. Jej zawzięta etyka pracy i wytrzymałość są zdumiewające. Można odnieść wrażenie, że wszystkie jej emocje, instynkty i potrzeby fizyczne są podporządkowane pracy. Jej efektywność wynika z całkowitej samodyscypliny i samozaparcia.
Po całym nieprzerwanym dniu w biurze Marne kontynuuje pracę w domu do późna, a potem wstaje przed piątą rano i jeszcze przed porannym treningiem siada do pracy. Rzadko widuję, by coś jadła. Zakładam, że każda kaloria jest przez nią bezlitośnie namierzana, liczona, analizowana i skutecznie eliminowana. Jej ciało mówi samo za siebie – to efekt ciężkiej pracy.
Jako jej pracownica czuję, że nie mam innego wyjścia i muszę się dostosować do jej rutyny. To oznacza, że muszę pracować z niespotykaną intensywnością i tak jak ona spać kilka godzin między pierwszą a piątą nad ranem. Muszę być w pełnej gotowości, żeby odpisywać na jej maile, gdy tylko je wyśle. Czasem lubię jej przypomnieć – zwłaszcza w tych porannych godzinach – że kilka miesięcy wcześniej twierdziła, iż niesłusznie stworzono moje stanowisko, bo nie ma aż tyle pracy w tym zakresie. Pewnego dnia zagaduję ją o to, z czego rezygnujemy dla pracy – z rodziny, pasji, przyjaciół, ze wszystkiego, co nie jest pracą. Wygląda na zaskoczoną.
– Ależ tym właśnie się zajmuję – mówi. – Nie zamierzam nabyć umiejętności gry na pianinie, biegać w maratonach ani uczyć się nowych języków. Nie szukam hobby.
– A przyjaciele? – pytam, ponieważ instynktownie wiem, że rodzina to temat tabu.
– Moje serce jest wypełnione po brzegi, Sarah. Mam wspaniałych przyjaciół. Ale oni też tkwią w tym wszystkim po uszy. Nie szukam nowych znajomości. Jest mi dobrze.
Filozofia dodatków
Wiele lat później, po kilku kieliszkach wina w Davos, Sheryl wyznała mi, że to mordercze tempo pracy to celowe działanie. Taką decyzję podjęło kierownictwo Facebooka. Pracownicy powinni mieć aż za dużo obowiązków, a najlepiej byłoby, gdyby w ogóle nie mieli wolnego czasu, żeby uniknąć problemów i walki o wpływy. Im mniej pracowników, tym ciężej pracują. Recepta na pracę? Więcej pracy.
Aby zachęcać do pracy, biura Facebooka wręcz toną w „dodatkach”. Myślę, że ten aspekt życia zawodowego w Dolinie Krzemowej jest już powszechnie znany. Bywa parodiowany w programach telewizyjnych. Biura przypominają niekończące się przyjęcie urodzinowe dla dzieci. Zapewnione są wszystkie posiłki, nieskończona ilość darmowych przekąsek, automaty do gier. Można przynieść pranie do pracy i ktoś się tym zajmie. Pokryją koszty dojazdu, jeśli nie możesz skorzystać z darmowego transportu Facebooka. Mam mieszane uczucia w sprawie tych udogodnień. Z jednej strony przewracam oczami, a z drugiej uwielbiam je.
Ale zasada quid pro quo jest jasna. Nic nie jest za darmo. Każdy nowy pracownik otrzymuje czerwoną książeczkę, w której może przeczytać słowa Marka: „Nasza filozofia dotycząca dodatków opiera się na tym, że chcemy zapewniać usługi, które są użyteczne i pomagają ludziom w zaspokajaniu ich codziennych potrzeb – po to, by mogli się skupić na naszych długoterminowych celach. Każdy musi jeść. Każdy musi robić pranie. Każdy potrzebuje opieki zdrowotnej. Każdy musi jakoś dotrzeć do pracy. Jeśli jesteśmy w stanie ułatwić te aspekty życia, pomoże nam to skoncentrować się na tym, co chcemy osiągnąć w pracy – a to sprawi, że wszyscy będziemy bardziej produktywni”.
Podobnie jak czerwona książeczka przewodniczącego Mao, jej facebookowy odpowiednik jest wypełniony cytatami, grafikami i podstawowymi zasadami najwyższego przywódcy, choć tutaj chodzi oczywiście o Marka, a nie o Mao. Kolejny osobnik realizujący swoją własną osobliwą wersję maoistycznego zapału. Na pierwszej stronie widnieje napis: „Facebook powstał, by realizować misję społeczną – uczynić świat bardziej otwartym i połączonym”.
Pracowników zachęca się do wiary w to, że zmieniają świat, a nie że pracują dla korporacji. „Zmiana sposobu, w jaki ludzie się komunikują, zawsze zmienia świat”, głosi książeczka. „Oczekujemy, że zmienisz świat”.
Czuję się uprzywilejowana
Prawda jest taka, że Facebook rzeczywiście zmienia świat i to właśnie przyciągnęło mnie do tej firmy. Ale to również korporacja. Czerwona książeczka mówi, że to, co robimy, to coś więcej niż kapitalizm, to sprawiedliwość społeczna. Facebook to zmiana społeczna, zmiana humanitarna. A my jesteśmy rodziną. Rodziną Facebooka.
Większość ludzi traktuje to dość poważnie – zarówno ideę rodziny Facebooka, jak i misję Facebooka. Może dlatego, że na ogół mamy dwadzieścia kilka, może trzydzieści lat i jesteśmy szczególnie podatni na moralne i społeczne przesłania, którymi karmi nas kierownictwo. A przynajmniej ja jestem. Kupuję to. Praca w Facebooku to nie jest zwykła praca, to twoje życie. Nie podważam tego. Kocham tę pracę. Czuję się uprzywilejowana, że mogę w niej uczestniczyć.
I lubię Marne. Lubię Sheryl. Lubię Elliota. To takie banalne, ale miło jest pracować z ludźmi, którzy są tak inteligentni. A praca wydaje się ważna. Jakby Facebook był siłą czyniącą dobro na świecie. To firma skupiona na misji, a ja podzielam to poczucie misji. Czuję się niesamowicie szczęśliwa, że mogę pomagać Facebookowi czynić świat bardziej otwartym i połączonym. Kilka tygodni po moim dołączeniu do firmy zaczynamy ustalać pierwsze zasady działania mediów społecznościowych. Na to właśnie liczyłam. To ekscytujące. Współpracuję z innymi zespołami nad stworzeniem pierwszych publicznych zasad społeczności Facebooka, wyjaśniających użytkownikom, co wolno, a czego nie wolno publikować na stronie. Publikujemy pierwszy raport przejrzystości Facebooka, o który zabiegała Marne. To zestawienie wszystkich wniosków od rządów z całego świata o usunięcie treści. Opracowujemy zasady Facebooka dotyczące współpracy z organami ścigania. Do jakich danych osobowych dajemy im dostęp? W jakich okolicznościach?
Jedna z nielicznych starszych kobiet w zespole mówi mi, że spędzam za dużo czasu w pracy i że przecież to tylko praca. Myślę, że ona niczego nie rozumie
Więcej możesz przeczytać w 3/2026 (126) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.