Raport Elektromobilność. Czy auta na prąd mogą być tanie

General Motors stawia na elektryki / Fot. CHUTTERS
General Motors stawia na elektryki / Fot. CHUTTERSNAP, Unsplash.com
Z roku na rok ceny elektryków maleją, poprawiają się parametry techniczne samochodów, pojawił się też program rządowych dopłat „Mój elektryk”. Mamy więc już sporo możliwości, by kupić elektryczne auto, które nie będzie kosztować tyle, co kawalerka w Warszawie.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 3/2022 (78)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Partner:

Nie da się ukryć, że za samochody elektryczne nadal płacimy więcej niż za odpowiadające im funkcjonalnością auta z tradycyjnym napędem. Nie są to jednak już tak wielkie różnice jak jeszcze kilka lat temu. Przecież za pierwsze, miejskie elektryki producenci żądali sum rzędu 150 tys. zł, a konstrukcyjnie odpowiadały one raczej wózkom golfowym niż pełnowartościowym autom. Teraz jest zupełnie inaczej. Po pierwsze, nawet bez żadnych dopłat samochód na prąd, i to całkiem funkcjonalny, można mieć za niespełna 80 tys. zł. To Dacia Spring, czyli miejski pojazd o zasięgu rzędu 200 km i całkiem przestronnej kabinie. Jeśli uwzględnimy standardową dopłatę, to trzeba zapłacić za niego niewiele ponad 61 tys. zł (czyli mniej o 18 750 zł niż w cenniku), natomiast z Kartą Dużej Rodziny – niespełna 53 tys. zł. Fakt, Dacia w tej najtańszej wersji ma spartańskie, tanio wykończone wyposażenie, ale najważniejsze, że dobrze pełni funkcję samochodu do miasta. Trzeba jednak pamiętać, że jest ze słabym, 44-konnym silnikiem, więc na trasę się nie nada. Plus jest taki, że nawet w podstawowej wersji znajdziemy klimatyzację i proste radio.

Oczywiście decydując się na auto w ramach programu „Mój elektryk” nie trzeba od razu wybierać budżetowej Dacii. Górny limit wydatków to aż 225 tys. zł, a w tej cenie można przebierać w elektrykach jak w ulęgałkach. Za te pieniądze są nawet świetnie wyposażone samochody klasy premium i to o sporym zasięgu. A jeśli ktoś ma Kartę Dużej Rodziny, dopłata jest większa, a limitu ceny nie ma. Można więc kupić nawet kosztującego prawie 0,5 mln zł luksusowego, elektrycznego Mercedesa EQS.

100 tys. zł to jazda głównie po mieście

Zejdźmy jednak na ziemię. Na liście najtańszych samochodów na prąd mamy kolejne miejskie modele, które jednak kosztują już znacznie więcej niż Dacia. To Smart fortwo (za 99,1 tys. zł bez dopłat) oraz Fiat 500 (za 104,5 tys. zł). Pierwszy z nich może przewieźć tylko dwie osoby, drugi – cztery. Trzeba tylko pamiętać, że oba miejskie auta w podstawowych wersjach mają zasięg zdecydowanie poniżej 200 km po jednym naładowaniu baterii.

Zupełnie inna liga to kolejne modele na liście najtańszych elektryków. To już pełnoprawne, małe samochody, które mogą zmieścić nawet pięć osób i sporo bagażu. To dwa przeboje świata elektromobilności, czyli Renault Zoe oraz Nissan Leaf, a także dwa nowsze modele: Peugeot 208 oraz Opel Corsa. Ceny? Od 124 do 133 tys. zł, czyli, uwzględniając dopłaty z programu „Mój elektryk” od ok. 105 tys. zł do niespełna 115 tys. zł. Największym modelem z tej czwórki jest Leaf o deklarowanym zasięgu 270 km, z mocnym 150-konnym silnikiem. Teoretycznie nada się nawet na trasę – można go ładować prądem stałym o mocy 50 kW. Więcej kilometrów przejdziemy w Renault Zoe. Według producenta to 395 km. Z kolei Peugeot 208 i Opel Corsa to w zasadzie ten sam model o miejskim zasięgu rzędu 340 km. Ciekawostka: modele te można ładować prądem stałym 100 kW. To atrakcyjna możliwość, choć prąd z takich ładowarek jest bardzo drogi.

W ramach programu „Mój elektryk” można też wybrać mnóstwo zdecydowanie większych aut. Przykładowo, w wyznaczonej granicy kosztów mieszczą się miejskie crossovery, jak Opel Mokka i Kia Soul (oba za niemal 140 tys. zł), kompaktowy Citroën C4 (za 142,4 tys. zł), czy też Mazda MX-30 (za prawie 143 tys. zł) – auto z przestronnym wnętrzem, ale krótkim zasięgiem, pomyślane raczej do jazdy po mieście. Nieco droższe propozycje, z ceną w okolicach 150 tys. zł, to Hyundai Kona, Peugeot 2008, Kia Niro czy Renault Megane.

Jak widać, mamy duży wybór. Można zdecydować się zarówno na typowy samochód kompaktowy, jak i na miejskiego crossovera, którym z powodzeniem można również ruszyć na trasę.

200 tys. zł i mamy SUV-a

Kompaktowe, przestronne elektryczne SUV-y kosztują jednak nieco więcej – ponad 180 tys. zł, ale mniej niż 200 tys. zł. W tej grupie znajdziemy doskonałego Hyundaia Ioniq 5 – to auto pakowne, z dużym zasięgiem, które na dodatek można ładować prądem o kosmicznej mocy 350 kW. Fakt, w Polsce takich ładowarek nie ma, ale jest już kilka o połowę słabszych. Korzystając z nich, można w 10 min zwiększyć zasięg Ioniqa 5 o ok. 12–130 km. Kolejne interesujące modele to Škoda Enyaq, Volkswagen ID.4, a nawet Audi Q4 e-tron, czyli pierwsze auto marki premium na naszej liście. Każdy z nich ma wnętrze dla piątki pasażerów i spory bagażnik. Nawet w najtańszej wersji ma pojemne akumulatory i bogate wyposażenie. Dopłata pozwala oczywiście obniżyć cenę o wspomniane już 18 750 zł.

Gdy spojrzymy na listę aut za ponad 200 tys. zł, ale tańszych niż graniczne 225 tys. zł, to modeli marek premium będzie jeszcze więcej. To Mercedes EQA (204,5 tys. zł), Lexus UX (214,9 tys. zł), Volvo XC40 (216,9 tys. zł), a nawet Tesla Model 3 (220 tys. zł). Z dopłatą możemy mieć także Forda Mustanga Mach-E, czyli atrakcyjne wizualnie auto o sportowym zacięciu (kosztuje 223 tys. zł). Każdy z tych modeli może z powodzeniem pełnić funkcję samochodu dla rodziny.

Warto tylko pamiętać, że w przypadku marek premium klienci zwykle chętnie sięgają po dodatkowe wyposażenie, a lista opcji zwykle jest bardzo długa. Ciężko utrzymać podstawową cenę samochodu, a przekroczenie wyznaczonego limitu eliminuje dany model z programu.

Dostawcze też z dopłatą

W gronie elektryków znajdziemy sporo samochodów dostawczych, w tym takie, jak Opel Combo Van czy Renault Kangoo Van (ok. 150 tys. zł) albo większe – Peugeot Expert bądź Opel Vivaro (za ponad 180 tys. zł). Takie samochody mogą mieć sens w przypadku firm kurierskich, które pokonują relatywnie nieduże dystanse w ruchu miejskim. Jeżdżąc na prądzie można w tym przypadku sporo zaoszczędzić i to mimo coraz wyższych cen energii (benzyna też drożeje).

Oczywiście o dopłaty mogą się starać również firmy, choć dla klientów indywidualnych rządowy program wystartował najwcześniej. W tym przypadku także można otrzymać 18 750 zł (gdy nie deklaruje się założonego przebiegu) albo 27 tys. zł (gdy roczny przebieg będzie nie niższy niż 15 tys. km). Co więcej, dostępne są także dopłaty do pojazdów dostawczych w wysokości 50 tys. zł lub 70 tys. zł (gdy deklarujemy minimalny przebieg). Dopłaty możliwe są również w przypadku leasingu.

Z praktyki firm leasingowych wynika, że na razie przedsiębiorcy decydują się na tańsze samochody – średnia wartość objętych wnioskami aut w jednej z firm wyniosła 111 tys. zł, natomiast kwota dopłat to w większości przypadków maksymalne 27 tys. zł (co oznacza, że firmy zakładają znaczne roczne przebiegi). Najczęściej wybierane marki to Nissan, Dacia, Kia, Tesla oraz Renault. Oczywiście lista ta z czasem się zmieni – dopłaty do samochodów pozyskiwanych dzięki leasingowi w praktyce bowiem ruszyły dopiero z początkiem 2022 r.

My Company Polska wydanie 3/2022 (78)

Więcej możesz przeczytać w 3/2022 (78) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY