Nowoczesny patriotyzm gospodarczy. Soczysty biznes

fot. materiały prasowe fot. materiały prasowe
Bracia Sadownicy są twórcami pierwszych w Polsce markowych jabłek. Owocem ich pracy są jednak nie tylko niepowtarzalne jabłkowe przetwory, lecz także ponad 23 mln zł obrotu w 2019 r.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 8/2020 (59)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Według legendy dzięki spadającemu jabłku Izaak Newton odkrył grawitację. To jednak tylko przypuszczenia. Pewne jest natomiast inne odkrycie dokonane przez dwóch braci ciotecznych mieszkających na Kujawach, Adama Jędrzejewskiego i Pawła Szeroczyńskiego – jabłko to idealny produkt na biznesowy sukces. Założona przez Adama i Pawła firma Bracia Sadownicy w rok po otwarciu przyniosła ponad 15 mln zł obrotu. Po udanym starcie przyszły kolejne sukcesy. Podczas swoich drugich urodzin spółka świętowała już ponad 23 mln zł obrotu. Jak mówi współzałożyciel firmy Adam Jędrzejewski, choć firma jest młoda, odniosła już rynkowy sukces. – I nie chodzi tylko o pieniądze. Najbardziej dumny jestem z komentarzy, które dostajemy od konsumentów z wyrazami podziwu za wyjątkowy smak naszych produktów, za szklane opakowania, za prawdziwą historię – mówi Jędrzejewski.

Bracia Sadownicy intensywnie pracują nad tym, by w 2020 r. podwoić zyski osiągnięte rok wcześniej. I ten cel staje się coraz bardziej realny. Jabłka oraz soki produkowane przez Adama i Pawła w Śmiłowicach (małej miejscowości na Kujawach) w przeciągu dwóch lat rozjechały się po całym kraju. Można je spotkać w największych sieciach handlowych (takich chociażby jak Biedronka, Lidl, Żabka czy Carrefour), a także na stacjach paliw (np. PKN Orlen). Chwalą je nie tylko konsumenci, ale także branżowi jurorzy, którzy docenili stworzenie klasycznego biznesu w technologicznych czasach. Łączenie klasyki z nowoczesnością to bez wątpienia specjalność Adama i Pawła, takie są właśnie ich soki – zmiksowano w nich rodzinną tradycję z nowoczesnym spojrzeniem na potrzeby konsumentów.

Niedaleko pada jabłko od jabłoni

Adam Jędrzejewski: – Dla mnie i Pawła sad to drugi dom. Pochodzimy z rodziny, która od pokoleń zajmuje się sadownictwem. Nasi ojcowie prowadzą firmę Sadco. Naturalne było dla nas to, że będziemy chcieli kontynuować rodzinną tradycję, choć na własnych zasadach. 

Przodkowie Adama i Pawła sprowadzili się na Kujawy ponad 100 lat temu i od samego początku zajmowali się uprawą roli. Pomysł, by wyspecjalizować się w sadach jabłkowych, narodził się w latach 80. XX w., kiedy to, po powrocie ze studiów, ojcowie Pawła i Adama zaczęli inwestować w jabłonie. Sad rósł, a w raz z nim Adam i Paweł, którzy nie tylko wdrażali się w rodzinny biznes, ale także zaczęli mieć swoje pomysły na to, jak go poprowadzić. – Pomysł na firmę pojawił się w czasie studiów na Wydziale Zarządzania UW – wspomina Adam Jędrzejewski. – Jeżdżąc po świecie, analizowałem to, jak w różnych krajach wygląda rynek owoców i przetworów. Dzięki wyjazdom zauważyłem, że w Polsce brakuje renomowanych produktów z jabłek. Na fali młodzieńczego zapału toczyłem w domu gorące dyskusje o tym, jak unowocześnić naszą firmę i stworzyć owocową markę. Nasze pierwsze biznesowe próby okazały się jednak fiaskiem, sok jabłkowy, który zaczęliśmy tłoczyć, nie utrzymał się na rynku. Ta porażka paradoksalnie nas uratowała, bo pozwoliła jeszcze raz przemyśleć całą strategię – dodaje. 

Dzięki temu drugie podejście do biznesu okazało się już bardzo udane. Dziś w ofercie Braci Sadowników można znaleźć świeże, niewoskowane jabłka oraz całą gamę przetworów, takich jak soki czy napoje, w których sok jabłkowy gra pierwsze skrzypce. Działalność firmy opiera się na ciekawych recepturach, krótkich i prostych składach produktów, bez dodatku cukru oraz szklanych, przyjaznych dla środowiska opakowaniach. Obecnego sukcesu nie byłoby jednak bez ponad półrocznego okresu przygotowań do wprowadzenia nowej marki i badań, które pozwoliły lepiej zrozumieć konsumentów. Adam Jędrzejewski podkreśla, że Polacy wydają rocznie 1,2–1,4 mld zł na świeże jabłka. – Jest to na tyle wielki rynek, że powinno być w nim miejsce dla kilku marek – ocenia. To prawda, rynek owoców jest duży. Jest on jednak także wymagający – obok biznesowych złotych jabłek łatwo zasmakować tu cierpkiego smaku porażki.

Złoto wiszące na drzewach  

14,5 mln wyników w kilka sekund. To rezultat wpisania w wyszukiwarkę Google frazy „przepisy z jabłkami”. Nie ma wątpliwości, że polska kuchnia nie może się obyć bez tych owoców, a wrażenie robią nie tylko liczby otrzymane podczas przeszukiwania internetu. Dane statystyczne mówią wprost – Polska to prawdziwa „jabłkolandia”. Według GUS w 2019 r. nad Wisłą zebrano około 3 mln ton jabłek, co daje nam trzecią pozycję na świecie pod względem produkcji tych owoców (zaraz po Chinach i USA). Polskie jabłka dotarły w 2019 r. do 47 krajów, w tym do tak odległych państw jak Tajlandia, Wietnam czy Indie. W latach 2016–2018 powierzchnia sadów w naszym kraju wynosiła ok. 177 tys. ha, co po Hiszpanii i Włoszech jest trzecim wynikiem w Unii Europejskiej. Do tej liczbowej układanki dochodzi jeszcze jeden szczegół, 78 proc. drzew owocowych uprawianych w Polsce to właśnie jabłonie (dane GUS z lat 2016–2018). Statystyki pokazują nie tylko wielkość rynku, lecz także to, jak bardzo jest on trudny. W porównaniu z 2018 r. ogólna produkcja jabłek w Polsce spadła o około 23 proc. (powodem były warunki pogodowe), jednocześnie waga eksportowanych jabłek w 2019 r., w porównaniu z 2018 r., wzrosła aż o 57 proc. (z 363 tys. ton do 570 tys.). Wahania w popycie i podaży to jedna z cech charakterystycznych rynku owoców. Oprócz ryzyka związanego z warunkami pogodowymi, dochodzi konkurencja krajowa i światowa. Część dawnych odbiorców polskich jabłek, takich jak Rosja czy Algieria, intensywnie podnosi produkcję we własnym kraju, z drugiej strony duża produkcja jabłek na rynku krajowym sprawia, że w okresie urodzaju cena owoców drastycznie spada. Jak przekonują eksperci, jedna rzecz jest jednak niezmienna – rosnąca liczba konsumentów gotowych zapłacić więcej za produkty uprawiane w zgodzie z naturą, a co za tym idzie – wysokiej jakości. – Z badań przeprowadzonych przed wprowadzeniem naszej marki na rynek wynikało, że młody odbiorca coraz większą wagę przykłada do tego, czy produkt jest autentyczny i zdrowy. Ważna jest także czysta etykieta i krótki skład produktów oraz informacja o tym, że sok jest naturalnie mętny. Konsumenci są skłonni zapłacić więcej za produkt pochodzenia lokalnego – mówi Adam Jędrzejewski. Właśnie do takiego odbiorcy skierowali swoje wytwory Bracia Sadownicy. W promocji marki kluczowe okazały się nie tylko nowoczesne kanały komunikacji, lecz także wsparcie innego polskiego przedsiębiorstwa.

Ci od jabłek

Dla Braci Sadowników zbudowanie silnej marki od początku było jednym z najważniejszych punktów w rozwoju firmy. Choć sadownictwo jest zajęciem, które nie kojarzy się z nowymi technologiami, Adam i Paweł ze swoimi produktami oraz rodzinną historią na stałe przenieśli się do sieci. Nowoczesne formy komunikacji, takie chociażby jak krótkie reportaże filmowe, z pewnością ułatwiają konsumentom nie tylko poznanie ich produktów czy filozofii pracy, ale nawet rodzinnej historii, której bracia są częścią. W promocji marki pomogły jednak nie tyko social media, lecz także solidarność między polskimi firmami. Tworzoną z dziada pradziada przez kujawskich sadowników markę wsparł bowiem Orlen. – Rozpoczęliśmy swoją działalność w 2018 r. i już po kilku miesiącach zostaliśmy zaproszeni do projektu „Pij polskie soki”, który był realizowany pod auspicjami Orlenu, jak wspomina Adam Jędrzejewski. – Chodziło wówczas o wsparcie dla polskich sadowników. W ten sposób nasze jabłka, soki i napoje zagościły na wszystkich stacjach paliw prowadzonych przez spółkę. To był dla nas bardzo ważny moment, bo byliśmy wówczas początkującą na rynku marką, a Orlen jako  jedna z pierwszych sieci detalicznych nas zauważył i uwierzył w nasze produkty – dodaje. 

Współpraca z PKN Orlen do dziś ma dla Braci Sadowników duże znaczenie. Obecność na stacjach paliw to nie tylko wzrost rozpoznawalności, lecz także prestiżowe miejsce sprzedaży. Jak podkreślają twórcy marki, dystrybucja to ważny element ich działalności, a jednym z celów na przyszłość jest to, aby na sklepowych półkach pojawiły się nie tylko ich jabłka i soki, ale również inne produkty. 

Wizjonerzy

Od początku wspólnej działalności Adam i Paweł postawili na innowacje. W 2018 r. jako pierwsi wprowadzili gazowany sok jabłkowy o nazwie Musujące Jabłko. Jego naturalne pochodzenie oraz brak cukrów spotkały się z tak dużym zainteresowaniem konsumentów, że dziś, oprócz wariantu podstawowego, dostępne są także soki z domieszką innych owoców lub ziół. Poza sokami Bracia Sadownicy mają na swoim koncie także  rewolucję w pakowaniu jabłek. Wprowadzone przez nich ekologiczne rozwiązania są alternatywą dla foliowych torebek. Ich trzecim atutem jest sezonowość. W zeszłym roku w okresie zimowym zaproponowali jabłkowy grzaniec, latem linię domowych lemoniad oraz smoothie i soki tłoczone na zimo. – W przyszłości, poza nowymi liniami produktów, chcemy edukować na temat odmian jabłek i ich zastosowania do konkretnych potraw, jak również propagować szersze spojrzenie na jabłko jako owoc, który daje wiele możliwości kulinarnych. W planach jest także stworzenie własnej odmiany jabłek – mówi Adam Jędrzejewski. 

Pozostając w temacie kulinarnym, należy dodać jeszcze jedno. Adam i Paweł uwielbiają szarlotkę. Jest jednak coś, co ich różni. Adam preferuje jabłka przetarte na gładką masę, a Paweł uwielbia w szarlotce duże kawałki jabłek, dlatego ich babcia każdemu z wnuków przygotowywała osobny placek. Jak pokazuje życie, z tego szarlotkowego jabłka niezgody wyszedł jednak bardzo zgodny biznes.

 

My Company Polska wydanie 8/2020 (59)

Więcej możesz przeczytać w 8/2020 (59) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY