Kryzys w branży filmowej. "Kino po pandemii nie będzie takie samo" [WYWIAD]

Fot. Pixabay.com Fot. Pixabay.com
- Frekwencja będzie wzrastać etapami i jest całkowicie uzależniona od nowych, głośnych premier. Bez nich nie da się odbudować wyników - przyznaje w rozmowie z "My Company Polska" Adam Siennica, zastępca redaktora naczelnego naEKRANIE.pl.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Od kilkunastu dni działają już w Polsce nie tylko kina studyjne, ale też większość kin ogólnopolskich sieci. W sytuacji, kiedy największe wytwórnie przekładają premiery swoich hitów - tak się stało chociażby z od dawna zapowiadanym "Tenetem" Christophera Nolana czy aktorską wersją "Mulan" - placówki kulturalne na różne sposoby próbują radzić sobie z trudną sytuacją. Na ekranach można oglądać nie tylko filmy, które miały swoją premierę tuż przed wybuchem pandemii, ale również klasyki kina. Ale czy to wystarczy, by zachęcić widzów? - Powrót do wyników sprzed pandemii zajmie co najmniej rok - mówi Tomasz Jagiełło, prezes zarządu Helios S.A.

O sytuację w branży kinowej zapytaliśmy Adama Siennicę - zastępcę redaktora naczelnego serwisu naEKRANIE.pl

My Company Polska: Jakie największe wyzwania stoją przed kinami w najbliższych miesiącach?

Adam Siennica: Wyniki frekwencji w kinach w krajach, w których zostały one otwarte po lockdownie pokazują, że spadek jest bardzo wysoki. Nawet jeśli pojawiają się nowe premiery, osiągają one mniejsze wyniki niż powinny. Dużo będzie zależeć od rozwoju sytuacji z koronawirusem w poszczególnych krajach, bo wzrost zakażeń lub potencjalna druga fala to ryzyko ponownego zamknięcia placówek. Kina muszą więc z obecnej sytuacji wyciągać tyle, ile to możliwe, bo wszystko jest zbyt nieprzewidywalne – za tydzień, dwa wszystko może się zmienić. Frekwencja będzie wzrastać etapami i jest całkowicie uzależniona od nowych, głośnych premier – bez nich nie da się odbudować wyników. O prognozowaniu powrotu do normalności w box office będziemy mogli rozmawiać dopiero, gdy sytuacja z koronawirusem zostanie opanowana, a reżim sanitarny nie będzie już koniecznością. Siłą rzeczy 50 proc. sprzedanych biletów na salę to bardzo duże ograniczenie i nawet najgorętszymi premierami nie da się osiągnąć tych samych wyników co przed pandemią.

No właśnie, coraz więcej wielkich premier jest przesuwanych, a multipleksy sięgają m.in. po klasykę kina. Jak powinna wyglądać oferta kin w momencie, gdy nie ma hitów? Czym kino może skusić widza w pandemicznej rzeczywistości, kiedy praktycznie każdy ma dostęp do serwisów VOD?

Frekwencja w kinach jest generowana przez nowości i bez głośnych premier po prostu nie da się wypełnić tej luki. Można starać się tworzyć maratony, wznawiać stare hity, ale przykłady z różnych stron świata pokazują, że to nie wystarczy i zainteresowanie starszymi pozycjami jest znikome. Kina są uzależnione od premier, więc bez nich nie będą w stanie funkcjonować na tym samym poziomie i przyciągać widzów przed ekrany. Tworzy się trochę problematyczne zamknięte koło – studia filmowe opóźniają wielkie hity, licząc na zyski w przyszłości, ale kina bez tych premier nie będą w stanie zarobić na utrzymanie, prezentując jedynie starsze tytuły przy reżimie sanitarnym. Istnieje więc ryzyko, że wiele placówek w różnych rejonach świata po prostu przestanie funkcjonować. Sieci kinowe mają budżety, by przeczekać, ale nie aż takie, by czekać w nieskończoność na coś, co może przełamać niemoc.

Niektórzy twierdzą, że obecna sytuacja może poprawić funkcjonowanie kin studyjnych, które dotąd i tak raczej nie przyciągały widzów blockbusterami. Zgadzasz się z tą opinią, czy epidemia jeszcze bardziej wzmocni jednak multipleksy?

Kina studyjne w tym okresie mogą funkcjonować w miarę normalnie, ponieważ ich target dostaje nowości w postaci premier filmów niezależnych, artystycznych, które mogą pozwolić im – nawet przy reżimie sanitarnym – na utrzymanie działalności placówki. Do tego dochodzi poczucie bezpieczeństwa oferowane przez mniejsze kina, w których nie ma tłumów. W okresie pandemii tracą przede wszystkim multipleksy, które są uzależnione od gorących i głośnych premier – bez nich ludzie nie pójdą do kina, bo to one zawsze determinują rekordowe frekwencje w box office. A multipleksy muszą mieć mniej więcej z 80 proc. sal wypełnionych, by móc zarabiać, co bez premier i z reżimem sanitarnym wydaje się wręcz niemożliwe.

Na ile w ogóle aspekt bezpieczeństwa jest ważny dla polskiego widza? Coraz więcej osób jeździ na urlopy, w knajpach są tłumy – czy obawa przed zarażeniem się w sali kinowej może jeszcze w ogóle kogoś zniechęcić?

Aspekt bezpieczeństwa zawsze będzie istotny dla pewnej grupy widzów traktujących poważnie sytuację z pandemią. Oni będą unikać kin, bo nie będą czuć się bezpiecznie. Trudno oszacować jak duża to grupa, ale na pewno jest ona obecna. Jeśli ktoś lekceważy zasady bezpieczeństwa w związku z pandemią koronawirusa, to żyje jakby nic się nie działo, więc kwestia bezpieczeństwa w kinach nie ma dla niego znaczenia. A takie osoby będą wpływać na brak chęci do kinowej wycieczki w tej pierwszej grupie. Obie strony mają na siebie wpływ i to przez długi czas będzie problemem. Szczególnie przy wzroście zakażeń w Polsce.

Jak będą wyglądały kina i ich oferta już po wygaśnięciu pandemii. Dużo się zmieni?

Wszystko się zmieni. Jestem przekonany, że kino po pandemii nie będzie takie samo, bo już teraz są pierwsze oznaki adaptacji branży do nowej rzeczywistości, która nie zniknie za miesiąc czy dwa. Przede wszystkim bezprecedensowa umowa studio Universal z siecią kin AMC pokazuje, że branża skraca okno wyłączności dystrybucji kinowej z 90 dni do 17 dni. To wkrótce może być standardem, bo hollywoodzcy potentaci nie będą mieć wyboru – oznacza to, że istnieje szansa, że kino po pandemii będzie bardziej oparte na blockbusterach, bo widzowie pójdą dla spektaklu efektów specjalnych na wielkim ekranie, a mniejsze filmy, przez powyższy przykład, mogą od razu trafiać do VOD, albo nie będą mieć zainteresowania w kinach skoro każdy będzie mógł obejrzeć je po dwóch tygodniach w domowym zaciszu.

Pandemia wpłynie też na to, jak będą wyglądać filmy przez najbliższe dwa lata. Reżim sanitarny na planach wymusza zmiany w scenariuszach i większą kreatywność twórców, by osiągać cele bez narażania zdrowia i życia ekipy. Brak scen walk, scen grupowych czy intymnych może stać się standardem, który trzeba jakoś obejść przez wykorzystanie efektów specjalnych. Kino po pandemii jako miejsce nadal będzie istnieć, nadal będzie przyciągać, ale przez to wszystko wzrośnie znaczenie VOD i z uwagi na sytuację wymuszającą kreatywność twórców, pojawi się coś nowego, co wyznaczy standardy na lata.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY