Hanstore to lumpeks, który szerzy wiedzę o zero waste. "W Polsce łatwiej o dobry używany towar"

Adrian Hanzel
Adrian Hanzel, fot. materiały prasowe
Nasza działalność z rzeczami drugiego obiegu przyczynia się w pewnym stopniu do zmniejszenia produkcji nowych rzeczy. Biorąc pod uwagę, że takich sklepów jak nasz jest więcej, zbiera nam się dość dużo uratowanych ubrań - mówi Adrian Hanzel, założyciel Hanstore.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Hanstore nie jest zwykły second hand. Jego twórca – Adrian Hanzel – oferując używane rzeczy, chce w dużym stopniu, jak sam powtarza, szerzyć ideologię zero waste. Podstawą asortymentu Hanstore są rzeczy związane z latami 70., 80. i 90., dlatego w ofercie sklepu można znaleźć sporo ubrań z popkulturalnymi odniesieniami. Firma zaczynała w niewielkim lokalu w Tychach, obecnie ma swój „oddział” również na krakowskim Placu Wolnica. Hanzel myśli już o kolejnym punkcie sprzedaży, jednak z racji dynamicznych zmian na rynku to kwestia najwcześniej przyszłego roku.

O rozwijaniu własnego biznesu, jak również powracającej modzie na vintage, rozmawiamy z Adrianem Hanzelem.

Skąd pomysł na Hanstore?

Pomysł wziął się z zamiłowania do szeroko pojętej popkultury i ubrań. Od małego chodziłem z mamą do lumpeksów, gdyż po prostu było tam tanio, więc za grosze dało się dorwać perełki. Swoją drogą, zauważyłem, że podejście Polaków do second handów diametralnie się zmieniło. Kiedyś był to powód do wstydu dla wielu osób, a teraz sposób na mądre ubieranie się - modnie, taniej i zerowaste.

Od początku działalności skupiałem się szczególnie na ubraniach związanych z popkulturą: koszulki z zespołami, filmami, serialami ale również rzeczy związane ze sportem i markowe ubrania - wszystko, co czułem, że jest najzwyczajniej fajne. Kupowałem ubrania, ale teś gadżety. Dbałem, żeby wystrój i cały koncept sklepu był cały czas spójny ze mną. Pierwszy "sklep" był malutki - miał zaledwie 15 metrów kwadratowych - ale był po brzegi wypełniony popkulturą (plakaty, ozdoby, gadżety i oczywiście sam asortyment). Co ciekawe i zabawne zarazem, pierwszy sklep był otwarty tylko w godzinach podawanych codziennie na Instagramie, bo dzieliłem tę swoją pracę ze studiami i graniem w hokeja na lodzie.

Jednym z przyświecających wam celów jest szerzenie świadomości dotyczącej zero waste. Trudno w Polsce łączyć misyjność z biznesem?

Moim zdaniem to zależy głównie od branży. Nasz biznes ma o tyle łatwo, że produkt, który pozyskujemy sam w sobie jest produktem z drugiej ręki, więc my tylko dbamy o to, żeby dać mu drugie życie. Wdrażamy również inne zastosowania, aby zmniejszyć zanieczyszczenie - jak np. bio opakowania. Jednak sama nasza działalność z rzeczami drugiego obiegu przyczynia się w pewnym stopniu do zmniejszenia produkcji nowych rzeczy, a biorąc pod uwagę, że takich sklepów jak nasz jest więcej, zbiera nam się dość dużo uratowanych ubrań. To, że żyjemy w Polsce akurat w naszym przypadku jest pożyteczne, ponieważ większość towaru sprowadzamy z Zachodu. W Niemczech czy Włoszech nie jest tak łatwo o dobry towar używany w takich cenach jak u nas.

Czy rosnąca popularność Hanstore byłaby możliwa, gdyby nie powrót mody na vintage?

Myślę, że tak! Akurat wstrzeliliśmy się idealnie z rozpoczęciem działalności w momencie, kiedy popularyzacja mody vintage rosła, jednak z racji tego, że skupiamy się na innym towarze i innej grupie docelowej, to "moda na vintage" nie ma dużego wpływu na naszą działalność. Oczywiście przyciąga to również sporo ludzi, ale bez tej grupy też moglibyśmy działać.

Jak wygląda twoja codzienna praca?

Grzebanie, grzebanie i jeszcze raz grzebanie. Nasze ubrania w 90 proc. pochodzą z lumpeksów, co oznacza kilka godzin grzebania dziennie. Osobiście zajmuję się wyszukaniem każdej sztuki, która trafia do naszego sklepu. Czyli rano jeżdżę za towarem po całym Śląsku i Małopolsce, a później piorę, naprawiam, prasuję, robię zdjęcia i wystawiamy produkty w internecie. Częściowo skupujemy też ubrania od osób oraz wyciągamy rzeczy z hurtowych ilości niesortowanego towaru.

Jakie masz dalsze plany? Kolejny sklep stacjonarny?

Rozwijamy się bardzo szybko i co roku stawiamy jakieś kroki milowe - w zeszłym roku otworzyliśmy drugi punkt w Krakowie. Nawiązaliśmy również współpracę z niemieckim kontrahentem, który skupuje od nas rzeczy do swojego sklepu we Frankfurcie. Na ten rok planuję wypuścić pierwszą partię ubrań marki Hanstore na trzecie urodziny sklepu, kto wie, może to poszerzy nasz asortyment na stałe. Myślę również nad różnymi eventami, które można byłoby połączyć z urodzinami sklepu - może jakaś wystawa prawdziwych vintage ubrań i akcesoriów w stylu "historia opowiadana ubraniami"? Oczywiście dyskutujemy też o kolejnym stacjonarnym punkcie, ale w naszym otoczeniu i na naszym rynku tyle się dzieje, że raczej zostawimy to najwcześniej na przyszły rok. Nie zzdradzę jednak czy chodzi o kolejny punkt w Krakowie czy może w innym mieście.

Adrian Hanzel to jeden z bohaterów naszego okładkowego materiału "20 prostych pomysłów na biznes", który będzie można znaleźć w lipcowym wydaniu "My Company Polska".

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY