Grzybnia kontra fast fashion
z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 9/2025 (120)
Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!
Startup Myco Renew zwrócił moją uwagę za sprawą pasji, którą dzielę z jego founderem. Mowa o grzybach – tych niezwykłych i tajemniczych organizmach o właściwościach zaskakujących naukowców coraz ciekawszymi możliwościami. To królestwo tak unikalne i odmienne od pozostałych form życia na Ziemi, że niektórzy badacze przypisują im pochodzenie z innej planety. Istnieje teoria, że grzyby dotarły do nas na asteroidzie. Pewne ich gatunki są w stanie przetrwać w próżni kosmosu, co udowodniły eksperymenty Europejskiej Agencji Kosmicznej na ISS. Grzybnia, to sieć połączeń, która pozwala komunikować się m.in. drzewom w lesie i w dużym uproszczeniu może być brana za przykład protoplasty Internetu. W filmie dokumentalnym „Niesamowity świat grzybów”, który zainspirował foundera Myco Renew do założenia spółki, przedstawiono koncepcję, że za rozwój i rozrost mózgu przodków człowieka odpowiada spożywanie grzybów zawierających psylocybinę. Potężny rozwój wyobraźni miał napędzić nasze możliwości poznawcze.
Sam startup wydał mi się równie tajemniczy. W trakcie prac nad artykułem nie istniała nawet strona internetowa firmy, co nie przeszkadzało jej wygrać konkursu Carpathian Startup Fest w dziedzinie Idea Challenge (zgarnęła tam 12 tys. zł), dostać się do finału Mazovian Startupolis (po zakończeniu akceleracji ma szansę na 600 tys. zł) i zostać głównym laureatem Programu Grantowego ING (otrzymała 400 tys. zł). Wyróżnieniom towarzyszył jedynie lakoniczny opis, że „Myco Renew wykorzystuje grzyby do przetwarzania odpadów tekstylnych na materiały zrównoważone”. Tymczasem za rozwiązaniem polskiej firmy kryje się globalna i jednocześnie zielona rewolucja w przetwarzaniu wyrzuconych ubrań. Stworzyli ją przedsiębiorca-inżynier Tomasz Mierzwa i wybitna profesor-mykolog Katarzyna Turnau.
Kody jak hieroglify
Tomasz Mierzwa, rocznik 1982, pochodzi z Gliwic. Jest dzieckiem ciekawskim, wszędobylskim, zadającym pytania. Jego mama, pracuje wtedy w Zakładach Mechanicznych Bumar Łabędy, przy produkcji seryjnej czołgów i przynosi do domu zużyte karty kodowania potężnego komputera Odra (mowa o rozmiarach objętościowych, a nie mocy obliczeniowej, bo zajmował nawet 50 mkw.), które młody Tomasz używa jako kolorowanek. - Pamiętam do dziś zapach i fakturę tych kart „programowania” na sztywnym papierze. Fragmenty kodu wydawały mi się tajemnicze niczym hieroglify i na swój sposób piękne. Chyba wtedy pojawiło się małe marzenie, żeby nauczyć się odczytywać język komputerów – wspomina Tomasz Mierzwa.
Z kolei jego tata pracuje w kopalni jako górnik-elektryk. Takie zaplecze technologiczne w doświadczeniu zawodowym rodziców nie pozostaje bez wpływu na syna, który dziedziczy pasję do grzebania w kablach i zaglądania pod maskę cyfrowych maszyn. Jedyne, co jest w stanie rozdzielić go z komputerem Commodore 64, który dostaje na komunię, to zabawy z rówieśnikami poza domem. Wysokie kompetencje społeczne nabyte na śląskich podwórkach pozwolą mu potem łatwo nawiązywać kontakty i docierać do ludzi w teorii nieosiągalnych.
Od najmłodszych lat fascynuje się kodowaniem i systemami komputerowymi. Elektronikę i indywidualne projekty stawia ponad drużynowe sporty. Nic dziwnego, że na szkołę średnią wybiera Technikum Górniczo-Elektroniczne o profilu systemów komputerowych. Poszerzenie wiedzy pozwala mu rozwijać pasję. Konstruuje pierwsze proste urządzenia: diodowe ruletki, stroboskopy, piloty oparte na technologii LED i składa pecety z części. To właśnie dzięki tej ostatniej umiejętności zarabia pierwsze pieniądze.
Na studia wybiera ochronę środowiska, a następnie zarządzanie. Wciąż dorabia jako spec od awarii elektroniki. Pewnego dnia trafia mu się zlecenie, które na zawsze odmieni jego życie. O pomoc w naprawie domowego komputera prosi go Henryk Zuber, szef produkcji Zakładu Prototypowni w Ośrodku Badawczo-Rozwojowego Urządzeń Mechanicznych w Gliwicach. Widząc jego umiejętności cyfrowe ekspert zaprasza go na staż w prestiżowej placówce zajmującej się projektowaniem, rozwojem i wdrażaniem rozwiązań dla przemysłu obronnego, głównie na potrzeby polskich Sił Zbrojnych. - To była wspaniała przygoda. Nie każdy idzie do pracy, by przeprowadzić próby z napalmem czy projektować czołgi. Uczestniczyłem w tworzeniu nowoczesnych technologii od koncepcji po wdrożenie. To było niesamowite środowisko. Pracownicy z hal zgłaszali własne koncepcje, a kierownictwo naprawdę ich słuchało. Tam się po prostu chciało być. Czułem, że to, co robimy, ma sens i realne zastosowanie – mówi CEO Myco Renew.
Tomasz w pełni wykorzystuje swoją szansę. W ciągu kolejnych lat awansuje ze stanowiska stażysty na kierownika logistyki i członka Rady Technicznej, ciała opiniującego wszystkie projekty techniczne realizowane w ośrodku. Po drodze opracowuje innowacyjne wykorzystanie odpadu z produkcji biodiesla (technicznej gliceryny) do ogrzewania gospodarstw rolnych. - Wymyśliliśmy system, w którym rolnik mógłby samodzielnie produkować biodiesel, a to, co zostaje, wykorzystywać do ogrzewania - opowiada. - To był zamknięty obieg: roślina, produkcja, energia, bez strat. Wykorzystałem tę wiedzę w mojej pracy inżynierskiej i zamierzam wykorzystać ją jeszcze w Myco Renew – zapowiada Tomasz Mierzwa.
Po odejściu z OBRUM Tomasz Mierzwa zdobywa doświadczenie w kolejnych organizacjach z sektora informatycznego i medtechowego.
Uodporniony na porażki
Największy wpływ ma na niego rola dyrektora operacyjnego w Microlens, startupie deeptechowym tworzącym najmniejsze mikrosoczewki na świecie – 20 razy mniejsze niż średnica ludzkiego włosa. Mikrosoczewki mają zastosowanie w nowoczesnych urządzeniach optycznych i endoskopii (m.in. w operacjach mózgu, gdzie mała średnica endoskopu pozwala zmniejszyć ryzyko uszkodzeń). - Mieliśmy ogromny potencjał skalowania. Według japońskich ekspertów prześcignęliśmy konkurencję o dekadę. Nasze soczewki miały 10 mikronów, a rywali rynkowych ok. 200. Odbyliśmy program akceleracyjny w Nevadzie w ramach konkursu „Startuj z Mazowsza”. Dostaliśmy nawet certyfikat SoE z prestiżowego unijnego programu EIC (European Innovation Council Accelerator) - wyjaśnia Tomasz Mierzwa.
Niestety, w Polsce zabrakło inwestorów skłonnych poczekać nieco dłużej, jak to w przypadku deeptechów z krótkim rozbiegiem, na zwrot inwestycji. – Potrzebowaliśmy dużych środków, a inwestorzy oczekiwali szybkiego zwrotu – podsumowuje CEO Myco Renew.
Upadek startupu uczy go, że bez odpowiedniego finansowania i dopasowania time to market nawet najlepszy projekt może przepaść. Po zamknięciu MicroLens Tomasz angażuje się jeszcze w scouting technologii dla jednego z zespołów powiązanych z MIT oraz w działania Izby Gospodarczej Alternatywnych Spółek Inwestycyjnych, poznając rynek od strony funduszy VC. - Chciałem zobaczyć, co jest ważne dla inwestorów przy decyzji o dofinansowaniu biznesu. Każdy z tych etapów dał mi coś innego: inżynierską dyscyplinę, sprawność procesową, świadomość pracy zespołowej, odporność na porażki – podsumowuje Mierzwa.
I tu zbliżamy się do właściwej części tej opowieści. Tomasz po tych doświadczeniach czuje się gotowy do założenia kolejnego startupu. Czuje potrzebę stworzenia czegoś, co będzie służyć ludziom. Brakuje tylko (i aż) pomysłu. Ten przychodzi do niego sam.
Grzyby, które zjedzą ciuchy
W 2024 r. w popkulturze umacnia się moda na grzyby. HBO pracuje nad drugim sezonem dystopijnego serialu „The last of us”, gdzie podgatunek kordycepsa zagnieżdża się w mózgach ludzi, czyniąc z nich armię zombie. Trwa dyskusja o leczeniu depresji psylocybiną, a grzyby stają się podstawą do powstania wielu biznesów. Mierzwa pochłania z pasją książki na ten temat i w literaturze trafia na mykolożkę prof. Katarzynę Turnau. Dzwoni do niej i umawia się na spotkanie. Wtedy nie wie jeszcze, że polska naukowczyni jest jedną z najlepszych specjalistek w tej dziedzinie na świecie. Uniwersytet Stanforda podaje, że jej dorobek naukowy jest w 2 proc. najczęściej cytowanych prac naukowych o grzybach na całym globie.
– Wiedza i postać prof. Turnau mnie zachwyciły – z uśmiechem wspomina Tomasz Mierzwa. To ona wyhodowała m.in. grzyby, które umożliwiły rekultywację hałd przemysłowych i terenów ekstremalnych (Sardynia) pozwoliły na rozwój roślin na terenach trudnych i intensyfikację poboru niklu przez rośliny w Afryce i Europie. - Po 40 latach pracy z grzybami potrafiła czynić nimi cuda. Zapytałem ją, czy jest szansa na wyhodowanie grzybów, które „strawiłyby” odzież. „Możemy spróbować”, odpowiedziała – dodaje Mierzwa.
Gdy prof. Turnau w domowym laboratorium przeprowadza doświadczenia z grzybami na starych ubraniach męża, Tomasz zajmuje się analizą rynku. Inspiracją do zajęcia się tematem śmieci odzieżowych są regulacje unijne. Za pięć lat wszystkie kraje członkowskie będą zobowiązane do utylizacji nawet 65 proc. odpadów tekstylnych. Prawo zakłada, że w ten proces mają się zaangażować marki odzieżowe – to w nich Mierzwa dostrzega potencjalnych partnerów i klientów.
Jak wynika z licznych badań, do których dociera inżynier, rocznie na świecie produkujemy 92 mln t śmieci tekstylnych. Szacuje się, że za pięć lat będzie to już 132 mln t. Co 8 sek. 24 t śmieci ląduje na wysypiskach. Gdyby ciężarówki ze zużytymi ubraniami ustawić w kolejce wokół równika, okrążyłyby planetę 1,5 razy. Naturalne materiały, jak bawełna, rozkładają się pięć lat. Jednak 80 proc. wszystkich tekstyliów ma skład półsyntetyczny lub syntetyczny, ich rozkład to – odpowiednio - 50 i 100-200 lat. Jednak substancje, jakimi pokrywa się ubrania np. w celu zwiększenia ich elastyczności, potrafią podnieść czas rozkładu do tysiąca lat. W tym czasie uwalniają toksyczne substancje do ziemi i wód gruntowych. Ludzkość od dekad zadaje sobie pytanie, jak rozwiązać uciążliwe konsekwencje fast-fashion. Może spalić? - To fatalny pomysł, bo 1 t spalonej odzieży emituje 1,2 t dwutlenku węgla – zauważa Tomasz Mierzwa. – Są firmy, które proponują przerabianie zużytych ubrań syntetycznych na nici. Jednak ten proces jest możliwy za sprawą użycia szkodliwej dla środowiska chemii i wymaga ogromnych ilości energii – wyjaśnia inżynier.
Tymczasem prof. Katarzyna Turnau znajduje odpowiedź na to, jak zrobić to w zielony sposób. Po eksperymentach w domu udaje jej się wyhodować konsorcja grzybów, które dokonują rozkładu czapki i spodni jej męża. Rozprawiają się z bawełną w ciągu kilkunastu dni, materiały półsyntetyczne pokonują w cztery tygodnie, a syntetyczne „pożerają” w ciągu czterech miesięcy. To świetny wynik wobec alternatywy, czyli setek lat rozkładu na wysypiskach. - Co ważne, grzyby nie potrzebują zasilania prądem. Są niczym bioroboty. Wystarczy stworzyć dla nich odpowiednie warunki, a nasze analizy pokazują, że do takiej instalacji wystarczy zielona energia z paneli fotowoltaicznych i wertykalnych farm wiatrowych, które umieścimy na obiekcie. Nie będziemy potrzebowali energii z zewnątrz – zaznacza Tomasz Mierzwa.
Walka z fast fashion
W kwietniu 2025 r. inżynier wraz z mykolożką zakładają spółkę. Oboje zostają cofounderami startupu i z rozbiegu zgarniają wiele prestiżowych nagród. Grzyby powstają w specjalnym bioreaktorze, pieniądze, m.in. 400 tys. z nagrody od ING, przeznaczają na zwiększenie jego możliwości, czyli produkowanie większej liczby konsorcjów grzybów.
Model biznesowy startupu Myco Renew bazuje na wdrażaniu modułowych instalacji do biologicznego recyklingu odpadów tekstylnych z wykorzystaniem grzybów. Spółka planuje oferować swoje rozwiązanie w formie usługi lub sprzedaży instalacji dla miast i jednostek samorządu terytorialnego, które zmagają się z rosnącym problemem odpadów tekstylnych i wymogami unijnymi dotyczącymi recyklingu. Odbiorcami będą też podmioty komunalne, sortownie odpadów, przetwórnie czy inwestorzy środowiskowi (m.in. branża tekstylna, z którą startup już zaczął współpracę). Dzięki temu brandy modowe mogą spełnić unijne wytyczne.
Rozwiązanie ma być też niskie kosztowo. Startup szacuje, że przeskalowanie prac do poziomu TRL 9 (Poziom Gotowości Technologicznej oznaczający udowodnioną skuteczność systemu w rzeczywistych warunkach operacyjnych) ma kosztować ok. 20 mln euro. To zaledwie ułamek w porównaniu z wartym 1,7 bln euro globalnym rynkiem mody. – Dla porównania, konkurencyjne rozwiązania (głównie chemiczne lub termiczne) kosztują od 150 do 300 mln euro. Przewagą startupu jest więc prostota, oszczędność pieniędzy, zielone DNA i szybka skalowalność – zauważa Tomasz Mierzwa.
Grzyby nie „strawią” wszystkiego. Po ich pracy zostanie drobna biomasa. Z tych resztek startup zamierza produkować i sprzedawać materiały, takie jak biocegła, ekotkaniny czy ekoskóra. Marki modowe premium są zainteresowane tym rozwiązaniem (zebrali kontakty m.in. podczas Berlin Fashion Week), bo w przeciwieństwie do innych tworzyw z recyklingu Myco Renew proponuje materiały o niemal zerowym śladzie węglowym. Dodatkowo prowadzą badania, aby grzyby wchłaniały szkodliwe substancje, a biomasę z odpadu po recyklingu można było zamienić w metan. A ten, wolny od niebezpiecznych substancji lotnych, posłuży np. do produkcji energii czy ogrzewania. W ten sposób praca w OBRUM i inżynierski dorobek Mierzwy ma w przyszłości zwrócić się z nawiązką.
Asy w rękawie pani profesor
Parę asów w rękawie ma jeszcze prof. Katarzyna Turnau. Jej ukochane organizmy zdołały ostatnio strawić zużytą gumę. Nie da się przedstawić wszystkich wątków tej opowieści w jednym artykule. Tomasz Mierzwa działa na wielu frontach od Europy po USA i Afrykę. Rozmawia m.in. z szwajcarskim funduszem inwestycyjnym, znawcą branży z sektora recyklingu textile-to-textile. Inwestor z Zurychu uznaje rozwiązanie Myco Renew za najbardziej zielone i przełomowe na świecie, a zgłaszają się do niego setki firm z tej branży. Jednocześnie Mierzwa wspiera dialog w Brukseli, która chce stworzyć ekokredyty podobne do tych na emisje dwutlenku węgla. Rozmawia z przedstawicielami Ghany, bo kraje Afryki mogą zarobić na ich sprzedaży, a to one są najbardziej obciążone odpadami tekstylnymi. Bo jak wykazało tegoroczne śledztwo dziennikarzy El Pais, którzy zaszyli trakery w zużytych ubraniach, deklaracje firm o utylizacji odpadów odzieżowych kończą się zazwyczaj na wysypiskach w krajach globalnego południa.
Tomasz Mierzwa mierzy wysoko. W zespole wspierają go eksperci z prestiżowych zagranicznych uczelni, m.in. dr Vivek Dave z MIT z Bostonu. Działa równocześnie na wielu rynkach, więc pracuje czasem w kilku strefach czasowych. Mimo to stara się spędzać jak najwięcej czasu z dziećmi: córką Łucją (6 lat) i synem Łukaszem (7 lat). W starciu z globalnymi problemami wspiera go żona Anna. Od stresu i deadline’ów uwalnia go jazda motocyklem. Ostatnio odkrył też pasję do golfa. Okazuje się, że ten sport pozwala mu poznawać i łączyć kolejnych ludzi w celu przynoszenia realnych zmian na kilku kontynentach. – Chodzi o to, żeby wykorzystać technologię nie tylko do zarabiania, ale do robienia czegoś dobrego. Nawet jeśli zaczyna się od rzeczy małych. Jeśli możemy oczyścić choć kawałek planety, to warto. Nie obiecujemy cudów, lecz – cytując prof. Turnau – nawet jeśli nie wiemy, czy się uda, zawsze warto zacząć od hasła „możemy spróbować” – kwituje CEO.
Więcej możesz przeczytać w 9/2025 (120) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.