Dr Olga Malinkiewicz: "Rynek fotowoltaiczny jest strasznie nudny! Chcemy to zmienić" [WYWIAD]

Olga Malinkiewicz
Fot. materiały prasowe
Nasze panele działają niemal tak samo jak krzemowe, ale mają tę różnicę, że możesz je wszędzie ze sobą zabrać, położyć w dowolnym miejscu, będą w dodatku ładnie wyglądać. Przecież jeśli człowiek kupuje dom za milion złotych, to nie chce fotowoltaiki, która źle się prezentuje - mówi w rozmowie z mycompanypolska.pl dr Olga Malinkiewicz, współzałożycielka Saule Technologies.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Saule Technologies rozwija wynalezioną przez nią przełomową technologię ogniw fotowoltaicznych z perowskitów, czyli z minerałów, które można stosować (w postaci elastycznej, cienkiej jak folia warstwy w dowolnym kolorze) praktycznie wszędzie: na ścianach, oknach, kadłubach samolotów, karoseriach samochodów, ubraniach czy telefonach. Te bardzo wydajne ogniwa do niedawna najlepiej spisywały się w środowisku pozbawionym wilgoci i trwały prace nad przezwyciężeniem tej przeszkody. Posunęły się na tyle do przodu, że koncern Skanska zaczął pokrywać perowskitowymi foliami stawiane przez siebie energooszczędne biurowce. Co więcej, w umowie z Saule zastrzegł sobie wyłączność na wykorzystywanie jej technologii w budownictwie komercyjnym.

Z dr Olgą Malinkiewicz rozmawiamy nie tylko o przełomowych rozwiązaniach Saule Technologies.

Kiedy śledzę wszystko to, co dzieje się w ostatnich miesiącach wokół Saule Technologies, to mam wrażenie, że twój startup jest historią o paśmie nieustających sukcesów.

Dziękuję. Rzeczywiście, sprawy układają się doskonale. Saule Technologies to efekt spotkania trzech różnych osobowości. Jestem zdecydowanie technologiczna, studiowałam fizykę, od zawsze głęboko siedzę w nauce, z kolei Piotr i Artur (Piotr Krych i Artur Kupczunas – red.), którzy znaleźli mnie na jednym z hiszpańskim uniwersytetów, są utalentowani w innych obszarach. Piotr jest po ekonomii, cała administracja spoczywa na jego barkach, zrobił świetną pracę przy pozyskiwaniu grantów, szukaniu inwestorów i rozliczaniu wniosków. Artur uzupełnia nas od strony finansów, jest świetnym negocjatorem, doskonale rozumie technologię.

Jak wspólnicy dowiedzieli się o twoich osiągnięciach?

To był 1 kwietnia 2014 roku. Chłopaki przeczytali o mnie w „Gazecie Wyborczej”, gdzie pojawiła się wzmianka o tym, że Polka dostała w Brukseli prestiżową nagrodę za odkrycie, które może zmienić świat. Jako że to był dzień prima aprilis, a materiał ukazał się blisko rubryki z żartami – w dodatku dołączono zdjęcie, na którym uśmiecham się od ucha do ucha – publikacja wyglądała jak podpucha. Na szczęście sprawdzili tę informację.

Czym dla ciebie była tamta nagroda?

Totalnie nie spodziewałam się tego, co się później wydarzy! W ceremonii wręczenia wyróżnień Komisji Europejskiej uczestniczyło wielu uznanych przedstawicieli świata biznesu, więc telefony nagle się rozdzwoniły. W zasadzie wtedy skończyła się moja stricte naukowa kariera, gdyż zgłosiło się do mnie mnóstwo przedsiębiorców i inwestorów proponujących współpracę. No ale przekonali mnie do siebie Piotr i Artur.

Złożyli najlepszą ofertę?

Mieszkałam wtedy w Walencji, przylecieli odwiedzić mnie w Hiszpanii. Ich oficjalna prezentacja nie wyszła najlepiej – widać było, że kleili ją na szybko, na kolanie - ale później poszliśmy na kolację, podczas której chłopaki rozłożyli na czynniki pierwsze wszystko to, co kilka godzin wcześniej im nie wyszło. Spodobał mi się taki tok myślenia, urzekło mnie ich poczucie humoru, a także połączenie analitycznego myślenia i luzu. Doskonale czułam się w ich towarzystwie, więc stwierdziłam, że nawet jeśli współpraca nie wypali, to po prostu fajnie spędzę czas. Ważne było też to, że byliśmy w podobnym wieku, szybko skróciliśmy dystans. Ich bezpośredniość sprawiła, że zmieniłam zdanie o świecie biznesu.

Jak bardzo zmieniłaś?

Zrozumiałam, że biznes jest niezwykle intelektualnym zajęciem. To logika, przewidywania, zakulisowe rozgrywki. Spodobał mi się taki obraz, jestem przecież analitycznym umysłem. Biznes i technologie mają ze sobą wiele wspólnego.

Potwierdza się teza, że najlepsze interesy dobija się podczas spotkań kuluarowych.

Na pewno trzeba lubić osoby, z którymi się współpracuje – bez chemii sukces jest niemożliwy do osiągnięcia. W pewnym momencie z Piotrem i Arturem spędzałam więcej czasu niż z rodziną, bo założenie startupu to prawdziwy maraton. Po tych wielu latach wspólnego działania mogę powiedzieć, że tworzymy świetny zespół biznesowo-technologiczny.

Zgrany zespół i nowatorski pomysł to jedno. Ale na wasz rozwój nieoceniony wpływ miał chyba również boom na fotowoltaikę, który jest dostrzegalny w ostatnich miesiącach.

Oczywiście na nim korzystamy, ale kiedy zakładaliśmy Saule Technologies, to nie mogliśmy go przewidzieć. Od kilku lat Unia Europejska przeznacza ogromne środki na rozwój nowych technologii. Z założeniem startupu wbiliśmy się w złoty czas dla tego typu przedsięwzięć – w 2014 konkurencja jeszcze nie była aż tak duża, więc znacznie łatwiej było o finansowanie. Szybko pozyskaliśmy prywatnych inwestorów, ale jeszcze w 2015 otrzymaliśmy spory zastrzyk pieniężny, głównie z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, co pozwoliło nam utrzymać stałą strukturę zarządu przez cały ten czas. Pełna decyzyjność wciąż jest w naszych rękach, nie musimy pytać o zgodę tłumu udziałowców.

Od siedmiu lat rozwijacie moduły perowskitowe. Czy to najbardziej przełomowa technologia na rynku fotowoltaiki w historii?

Szczerze mówiąc, rynek fotowoltaiczny jest strasznie nudny! Od pięćdziesięciu lat dominuje na nim krzem. Panele stają się co prawda coraz sprawniejsze, ale wciąż wyglądają tak samo nieatrakcyjnie. Jak to się stało, że we wszystkich innych dziedzinach życia – patrz choćby telefony komórkowe, laptopy, samochody – obserwujemy taki wzrost jakościowy pod względem designu, a fotowoltaika wciąż tkwi w przeszłości?

Zaprzyjaźniacie z designem odbiorców fotowoltaiki?

Nasze panele działają niemal tak samo jak krzemowe, ale mają tę różnicę, że możesz je wszędzie ze sobą zabrać, położyć w dowolnym miejscu, będą w dodatku ładnie wyglądać. Przecież jeśli człowiek kupuje dom za milion złotych, to nie chce fotowoltaiki, która źle się prezentuje. Już nie mówiąc o biurowcach czy centrach handlowych, gdzie design staje się w zasadzie kluczowy.

Czyli rewolucja.

Nie przepadam za tym słowem, kojarzy mi się z rozlewem krwi. Lepiej pasuje: przełom. Krzem funkcjonuje na rynku od dawna, więc jest już dokładnie przetestowany, wiemy o nim praktycznie wszystko: ma długą żywotność, jest sprawny, tani itd. No ale ten wygląd... Miałeś kiedyś w ręku elementy takich krzemowych paneli?

Nie.

One są niezwykle kruche, niczym opłatek wigilijny. To wprowadza ogromne ograniczenia zastosowań. Ponadto krzemu nie możesz zbytnio modyfikować chociażby pod kątem barwy. Co innego perowskit, którym jesteś w stanie w zasadzie dowolnie się bawić.

Strasznie dużo mówisz o tym designie.

Bo to naprawdę ważne! Ale oczywiście nasze panele mają też wiele innych zalet. Jeśli krzem czymkolwiek lekko przysłonisz lub jest częściowo zacieniony, to przestaje działać. Perowskity są bezkonkurencyjne zwłaszcza w kiepskich warunkach świetlnych. Coś ci opowiem. Zostałam niedawno zaproszona do ambasady Stanów Zjednoczonych, gdzie bardzo chciałam zaprezentować naszą technologię, bo szukamy nowych partnerów, interesuje nas wejście na amerykański rynek. Zabrałam ze sobą próbkę ogniwa – małą, wielkości wizytówki – na którym była świecąca się dioda. Okazało się, że ogniwo działało tak dobrze, że dioda błyszczała cały czas! Chodziliśmy po pomieszczeniach, stawaliśmy w kątach, a „wizytówka” wciąż działała. Dopiero zamknięcie jej w ciemnej szufladzie sprawiło, że dioda zgasła. Malinkiewicz otwierała szuflady w ambasadzie USA (śmiech).

Wyglądasz na zaskoczoną, kiedy o tym opowiadasz.

Pracuję nad tą technologię niemal dekadę, a mimo to ona wciąż robi na mnie niezmiennie duże wrażenie, wciąż czuję ciarki na plecach. Niedawno jako pierwsi na świecie stworzyliśmy biały panel słoneczny, magia! 21 maja otworzyliśmy we Wrocławiu pierwszą, pilotażową fabrykę. Pracując na pełnych obrotach, możemy w niej wyprodukować 40 tys. m2 ogniw perowskitowych rocznie. Już teraz wiem, że to zdecydowanie za mało, żeby spełnić oczekiwania wszystkich klientów, którzy się do nas zgłaszają.

Wrocław od wielu lat opisuje się jako polską dolinę technologiczną. Rzeczywiście tak dobrze rozwija się innowacje na Dolnym Śląsku?

Saule Technologies skorzystało z uprzejmości Wrocławskiego Parku Technologicznego - to miejsce, gdzie powstało mnóstwo interesujących firm technologicznych. Wiele z nich bardzo nam pomagało, na przykład poprzez wypożyczenie sprzętu. Potrzebujemy właśnie takich startupów – które mierzą wysoko i nie mają żadnych kompleksów.

Jak wysoko wy mierzycie? Zapowiedzieliście już chociażby wejście na giełdę. W lipcowym numerze „My Company Polska” opublikowaliśmy wywiad z Januarym Ciszewskim, który nie mógł się nachwalić Saule Technologies.

Pan January jest super i bardzo się cieszę, że razem z firmą Columbus pojawił się na naszej drodze. Uważam, że również pan Dawid Zieliński (prezes Columbus Energy S.A. - red.) wykazał się wielkim wizjonerstwem. Jego przedsiębiorstwo opiera się na rozwiązaniach krzemowych, ale już teraz dostrzega, że do rozwoju firmy potrzebne będą nowe technologie, nowe produkty, coś wydajniejszego niż krzem. To nie jest tak, że perowskity usuną krzem – te dwa obszary, wbrew wielu opiniom, mogą się doskonale uzupełniać.

Jak szybko będzie rozwijać się technologia perowskitowa?

Zapewne najpierw trafi na urządzenia elektroniczne, samochody i budynki. Będziemy tworzyć nowe funkcje przedmiotów, które doskonale znamy, ale w sposób subtelny. Ludzie przechodzący obok udoskonalonych obiektów nawet nie zwrócą uwagi, że jest na nich ogniwo słoneczne – o to nam chodzi! Interesującym celem są hale fabryk i magazynów, które mają ogromne powierzchnie, zajmują spory teren, ale są zbudowane z bardzo cienkich blach. Na ich dachach w zasadzie nie da się niemal nic położyć, bo może to grozić zawaleniem. Nasze panele są jednak bardzo lekkie, więc fabryki – korzystając z rozwiązań Saule Technologies – będą mogły optymalizować koszty oraz zmniejszać emisję dwutlenku węgla. Kierunków rozwoju jest mnóstwo, więc gorąco wierzę, że przyszłość należy do nas!

---

QNA Technology znalazło się w naszym zestawieniu najlepszych polskich deep techów, które opublikujemy w sierpniowym numerze "My Company Polska".

---

TOP 10 - najlepsze polskie medtechy

Zachęcamy do zapoznania się z naszym zestawieniem dziesięciu najlepszych polskich medtechów. Można znaleźć je TUTAJ.

TOP 10 - najlepsze polskie fintechy

Zachęcamy do zapoznania się z naszym zestawieniem dziesięciu najlepszych polskich fintechów. Można znaleźć je TUTAJ.

TOP 10 - najlepsze polskie edtechy

Zachęcamy do zapoznania się z naszym zestawieniem dziesięciu najlepszych polskich edtechów. Można znaleźć je TUTAJ.

TOP 10 - najlepsze polskie startupy ecommerce

Zachęcamy do zapoznania się z naszym zestawieniem dziesięciu najlepszych polskich startupów ecommerce. Można znaleźć je TUTAJ.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY