Reklama

Wielkie odliczanie do końca węgla w Polsce. 200 tysięcy magazynów energii i 845 milionów zł na lokalne sieci

elektrownia na węgiel
Do jednego etatu w górnictwie dopłacamy 125 tys. zł. Dlatego Polska zamierza drastycznie odciąć się od "brudnej" energii / Fot. shutterstock / Rudmer Zwerver
Polska wyłącza piece i szykuje się na radykalną transformację. Zależność od importu surowców staje się niebezpieczna. Jak uniknąć blackoutu, gdy system przestanie opierać się na kopalniach? Rząd i eksperci zgodnie wskazują jeden, absolutnie kluczowy element układanki, czyli magazyny energii. Przed nami inwestycje warte bilion złotych.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Z tego tekstu dowiesz się:

  • Jaki procent prądu z węgla pozostał w naszych gniazdkach? Dobre informacje są takie, że zanotowaliśmy drastyczny spadek udziału tzw. "czarnego złota" w polskiej energetyce na przestrzeni zaledwie kilku ostatnich lat.
  • Dlaczego budujemy magazyny energii? Samo postawienie wiatraków i paneli nie wystarczy, a system musi zostać ustabilizowany przez ogromne baterie i biogazownie.
  • Jak obywatele biorą sprawy w swoje ręce? Poznasz fenomen błyskawicznie rosnących lokalnych "społeczności energetycznych", które chcą samodzielnie produkować prąd.
  • Co zagraża polskiemu przemysłowi? Polskie fabryki są wciąż uzależnione od importu gazu i ropy, co naraża je na szoki cenowe.

Jeszcze w 2015 roku węgiel był absolutnym monopolistą, odpowiadając za ponad 80 proc. produkcji energii elektrycznej w Polsce. Według danych Forum Energii do 2021 roku ten wskaźnik spadł do 72,5 proc., a w 2025 roku zjechał już do poziomu 52,7 proc. Odwrotny trend notują odnawialne źródła energii (OZE). Ministerstwo Klimatu i Środowiska pochwaliło się, że w 2025 roku udział zielonej energii w ogólnej produkcji przekroczył 31 proc., co jest potężnym skokiem z niespełna 18 proc. w 2020 roku. W ujęciu mocy zainstalowanej w systemie, OZE stanowią już ponad połowę polskiego potencjału. Droga odwrotu została całkowicie odcięta. Z tych danych wynika, że Polska w ciągu dekady zmniejszyła spalanie węgla na energię o niemal 30 proc.

Koniec węgla jest bliski. Zasoby znikają, a wydobycie nie ma sensu

Transformacja energetyczna w Polsce to już nie tylko kwestia wyśrubowanych celów unijnych i troski o klimat. To zimna, ekonomiczna konieczność.

– Czy będziemy krajem bez węgla w energetyce? Tak, z całą pewnością, bo zasoby się kończą, wydobycie węgla jest coraz droższe i musimy sprowadzać go z zagranicy – mówi wprost Krzysztof Mrozek, dyrektor programu Fundusze Europejskie dla Klimatu z Polskiej Zielonej Sieci. – Polska gospodarka, aby być konkurencyjna w Unii Europejskiej i na arenie światowej, musi być zielona i zdekarbonizowana - kwituje ekspert.

Rządowy Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu nie pozostawia złudzeń węglowym potentatom. Niezależnie od wybranego scenariusza (ambitnego czy zrównoważonego), do 2040 roku zużycie węgla w polskiej energetyce ma spaść z dzisiejszych poziomów do śladowych ilości – od zaledwie 0,7 mln ton do maksymalnie 10 mln ton rocznie.

Państwo dopłaca średnio niemal 125 tys. zł do jednego etatu w górnictwie

Zgodnie z ustawą budżetową i okołobudżetową na 2025 rok, państwo zaplanowało wstrzyknięcie w nierentowne górnictwo węgla kamiennego łącznie blisko 9 miliardów złotych. Jak wylicza m.in. branżowy portal WysokieNapiecie.pl oraz stowarzyszenie Demagog, kwota ta dzieli się na dwa główne strumienie:

  • Ponad 3,5 mld zł to bezpośrednie dotacje z budżetu państwa (w tym m.in. 2,4 mld zł na tzw. dopłaty do redukcji zdolności produkcyjnych, czyli po prostu pokrywanie strat w kopalniach).
  • Kolejne 5,4 mld zł to wsparcie w postaci emisji skarbowych papierów wartościowych, które ostatecznie zasilają państwowe spółki węglowe (głównie PGG).

Skalę spalania środków publicznych pokazuje inne wyliczenie Demagoga, według którego przy zatrudnieniu w sektorze wynoszącym około 72 tys. osób, zaplanowane na 2025 rok 9 mld zł oznacza, że państwo dopłaca średnio niecałe 125 tysięcy złotych rocznie do każdego utrzymywanego etatu w polskim górnictwie.

Baterie zamiast kopalń. Wielkie plany na magazyny

Samo zamknięcie elektrowni węglowych i postawienie w ich miejsce paneli słonecznych (które nie działają w nocy) oraz wiatraków (gdy nie wieje) doprowadziłoby system do absolutnej katastrofy i paraliżujących blackoutów. Słońce i wiatr są źródłami niezwykle kapryśnymi.

Jak zatem ustabilizować polską sieć?

– Nie da się przeprowadzić skutecznej transformacji energetycznej bez magazynowania energii, a tym samym bez dążenia do tego, żeby technologie magazynowe były bardziej opłacalne i miały ramy regulacyjne pozwalające na swobodny rozwój – podkreśla Angelika Szufel z Kancelarii CMS.

Potwierdzają to sami politycy. Podczas konferencji EuroPOWER & OZE POWER ministra klimatu i środowiska, Paulina Hennig-Kloska, ogłosiła, że magazyny energii staną się fundamentem nowoczesnego polskiego systemu. Plany rządu zakładają budowę ogromnych magazynów sieciowych, ale i masowe wsparcie dla instalacji przydomowych. Tych ostatnich ma ostatecznie powstać aż 200 tysięcy. Co niezwykle ważne dla inwestorów, wydane warunki przyłączeniowe przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) dla magazynów opiewają już na dużą wartość ok. 40 GW.

Jak dodaje Krzysztof Mrozek, system musi bilansować się lokalnie.

– Energię, której nie wykorzystamy natychmiast, będziemy magazynować. Będą to systemy bateryjne, ale też biogazownie i biometanownie. Wykorzystując nadwyżki energii z dnia, wyprodukują one gaz, który zostanie wykorzystany w nocy lub podczas bezwietrznej pogody.

Przemysł na krawędzi. Szoki cenowe uderzają w fabryki

O ile odbiorcy prywatni coraz śmielej korzystają z fotowoltaiki, o tyle polski przemysł wciąż mocno tkwi w minionej epoce, co staje się dla niego śmiertelnym zagrożeniem.

Zgodnie z wstrząsającym raportem Forum Energii („Modernizacja albo marginalizacja”), polskie fabryki są uzależnione od importu drogich surowców w stopniu zatrważającym: 82 proc. dla gazu i aż 97 proc. dla ropy naftowej pochodzi z zagranicy. Taki układ całkowicie wystawia krajowe przedsiębiorstwa na ryzyko zapaści wywołanej zawirowaniami geopolitycznymi na świecie.

– Obecny kryzys związany z wojną na Bliskim Wschodzie i raptowny wzrost kosztu paliw pokazuje nam, że uzależnienie od paliw kopalnych w coraz bardziej wzburzonym świecie nie gwarantuje nam stabilności i rozwoju – ostrzega Mrozek. Ekspert wyjaśnia, że tam, gdzie to fizycznie możliwe, piece gazowe muszą zostać zastąpione prądem. W przemyśle ciężkim z kolei alternatywą stanie się "zielony wodór".

Polacy nie chcą czekać na polityków. Boom na lokalną energię

Tymczasem zwykli obywatele postanowili wziąć sprawy energetyczne we własne ręce. W Polsce lawinowo rośnie popularność tzw. społeczności energetycznych, czyli małych, lokalnych inicjatyw (np. wiejskich czy osiedlowych), które same produkują, magazynują i dzielą się prądem.

Skala entuzjazmu jest tu ogromna. Jak zauważa dyrektor Mrozek, w ciągu kilku lat z pojedynczych inicjatyw rynek rozrósł się do ok. 670 formalnie zarejestrowanych społeczności energetycznych.

Na ten oddolny ruch czeka również gigantyczny kapitał. W Krajowym Planie Odbudowy (KPO) na wsparcie budowy społeczności energetycznych zabezpieczono pulę 845 milionów złotych. Gra toczy się jednak o znacznie wyższą stawkę.

– O to toczy się walka na najbliższe lata – żeby inwestycje w nasz system energetyczny warte bilion złotych obejmowały też te zdecentralizowane, rozproszone systemy prowadzone przez obywatelki i obywateli – podsumowuje ekspert PZS.

Z zapowiedzi Ministerstwa Przemysłu, związanej z umową społeczną dla górnictwa, wynika, że utrzymywanie przy życiu i stopniowe wygaszanie kopalń do 2049 roku może pochłonąć z budżetu państwa nawet 140 miliardów złotych.

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama