Haker, który naprawia świat
z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 3/2026 (126)
Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!
z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 3/2026 (126)
Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!
Wiktor Cyrny: Zacznijmy od miejsca, w którym twoja kariera nabrała kosmicznego rozpędu. Byłeś jednym z pierwszych inżynierów w Blue Origin. Dziś, patrząc na wyścigi miliarderów w kosmosie, wielu ludzi zadaje sobie pytanie: Co to ma wspólnego ze mną? To tylko kaprys bogaczy.
Pablos Holman: Kiedy zakładaliśmy tę firmę razem z Jeffem Bezosem i garstką innych osób, przyświecała nam długoterminowa wizja przyszłości ludzkości. Musimy spojrzeć prawdzie w oczy: w najlepszym wypadku Ziemia za miliardy lat zostanie wchłonięta przez Słońce. W najgorszym – zniszczymy ją sami, znacznie szybciej. Potrzebujemy planu B. Albo nawet „Planety B”. Praca nad takim projektem wymaga zupełnie innej perspektywy. Większość z nas martwi się o to, jak zapłacić czynsz w przyszłym miesiącu czy do jakiej szkoły posłać dzieci. Jeff Bezos miał ten komfort, że mógł myśleć o pokoleniach, które dopiero nadejdą. Projekty takie jak kolonizacja kosmosu mogą zająć tysiące lat, zanim ludzie zaczną prosperować poza Ziemią. Brzmi to szalenie, wiem. Ale każda wielka podróż zaczyna się od małego kroku. Nauczyłem się wtedy myśleć w innej skali czasowej.
No właśnie, spójrzmy na tę skalę. Przez większość historii ludzkości nasz rozwój był liniowy, powolny. Aż nagle, w ostatnich 200 latach, wszystko wystrzeliło w górę.
Dokładnie. Jeśli spojrzysz na wykres historii ludzkości, zobaczysz coś, co nazywamy „krzywą kija hokejowego”. Przez setki tysięcy lat było nas na Ziemi relatywnie mało. Aż nagle, niemal z dnia na dzień w skali geologicznej, nasza populacja wzrosła z milionów do miliardów. Co się stało? Po drodze rozwiązaliśmy – częściowo lub całkowicie – najtrudniejsze problemy techniczne, które powstrzymywały rozwój naszego gatunku.
Nauczyliśmy się, jak wykarmić te miliardy ludzi, jak dać im pracę, domy, jak wyeliminować choroby. Weźmy ospę prawdziwą – zanim wynaleziono szczepionkę, zabiła ona 400 mln ludzi. Niezależnie od tego, co ktoś myśli o szczepieniach dzisiaj, faktem jest, że ja i ty istniejemy prawdopodobnie dlatego, że poradziliśmy sobie z ospą. Teraz naszym zadaniem jest wymyślenie technologii, która pozwoli godnie żyć całej populacji. I szczerze mówiąc nie wiemy jeszcze, czy to się uda. Nigdy wcześniej tego nie robiliśmy.
Kluczem do tego „godnego życia” wydaje się energia. Masz bardzo obrazowy sposób na przedstawienie tego, ile energii zużywamy my, ludzie Zachodu, w porównaniu z resztą świata.
Tak, używam do tego „wskaźnika tostera”. Jeśli spojrzysz na świat, większość ludzi zużywa tyle energii, ile jeden toster włączony non stop. A my Amerykanie? Spójrz na nasze zużycie. Przeciętny Amerykanin zużywa tyle energii, co dziewięć tosterów działających bez przerwy – na ogrzewanie, klimatyzację, paliwo lotnicze, wszystko. Europejczycy są nieco bardziej oszczędni, oscylują w granicach czterech-pięciu tosterów.
Problem polega na tym, że 3 mld ludzi na świecie żyje na poziomie „poniżej jednego tostera”. To nie jest standard życia, jaki zaakceptowałbyś dla swojej rodziny. Prawda jest brutalna: musimy produkować więcej energii. Musimy zwiększyć globalną produkcję dziesięciokrotnie. I to nawet nie licząc zapotrzebowania, jakie generuje teraz sztuczna inteligencja. Mówię tylko o zaspokojeniu potrzeb ludzi, których już powołaliśmy na ten świat.
Dziesięciokrotny wzrost? To brzmi jak ekologiczna katastrofa, biorąc pod uwagę, jak do tej pory pozyskiwaliśmy energię.
Zrobiliśmy to już raz. W ostatnim stuleciu zwiększyliśmy produkcję energii dziesięciokrotnie, ale zrobiliśmy to w „brudny” sposób – wykopując węgiel i spalając go. Wcześniej spaliliśmy lasy, potem zdziesiątkowaliśmy wieloryby. Teraz musimy znaleźć lepszą drogę.
Mamy panele słoneczne, to cudowna technologia, ale one mają dwa problemy: chmury i noc. „Nieustępliwy atak nocy” to coś, co psuje nam plany. Baterie? Wciąż daleka droga. Ale jest rozwiązanie, które łączy moją przeszłość w Blue Origin z energetyką. Jeśli wyniesiemy farmę słoneczną w kosmos, otrzyma ona osiem razy więcej energii. W kosmosie zawsze jest południe i najsilniejsze słońce. Możemy przesyłać tę energię na Ziemię za pomocą fal radiowych. Mamy technologię, by to zrobić. Jedynym problemem są koszty startu. Ale dzięki SpaceX cena wyniesienia ładunku na orbitę spadła z 40 tys. dol. za kilogram (w czasach wahadłowców) do około 1500 dol. Tyle kosztuje wysłanie dziś iPada w kosmos. My w tej dekadzie chcemy obniżyć ten koszt do 10 dol. By wysłać tam sprzęt, który dostarczy nam tę ogromną energię. Taniej będzie trzymać stary sprzęt sportowy na orbicie niż w garażu w Los Angeles.
Wspomniałeś jednak o czymś bardziej kontrowersyjnym niż słońce. O nuklearnych odpadach, które paradoksalnie mogą być naszym zbawieniem.
To temat, który mnie fascynuje! Mamy zapasy zubożonego uranu – odpady po produkcji broni i paliwa do starych reaktorów. Jedna puszka po piwie wypełniona tym materiałem zawiera wystarczająco dużo energii, by zasilić ciebie i twoją rodzinę przez całe wasze życie. Zamiast tego spalamy setki wagonów węgla.
Boimy się tego odpadu, zakopujemy go, zostawiamy „w spadku” wnukom. Ale znalazłem zespół, który zaprojektował nowy typ reaktora jądrowego. Jest tak mały, że zmieści się w studzience kanalizacyjnej. Zakopuje się go milę pod ziemią. Jest absolutnie bezpieczny – nawet gdyby coś poszło nie tak, żadne promieniowanie nie wydostanie się na powierzchnię.
Departament Energii USA naciska, by te reaktory powstały w ekspresowym tempie. Jest już lista oczekujących na 844 takie jednostki. Wyobraź to sobie: gigafabryka produkująca gigawaty czystej energii z odpadów, które już mamy. W samym składowisku w USA jest 700 tys. t metrycznych zubożonego uranu. To wystarczy, by zasilić całą planetę na tysiąc lat. Nie musimy nawet wydobywać nowego uranu.
Dlaczego więc tak bardzo boimy się atomu?
Bo jesteśmy ludźmi, istotami napędzanymi przez opowieści. Kiedyś wpojono nam do głów historię o nuklearnej zagładzie, o grzybie atomowym, i w naszym strachu zrównaliśmy bomby z reaktorami. Zdelegalizowaliśmy technologię, której nie rozumieliśmy. Gdybyśmy postąpili odwrotnie – rozwijali atom zamiast węgla – nigdy nie usłyszelibyśmy o globalnym ociepleniu. Dlaczego żyjemy strasznymi historiami? Bo one świetnie się sprzedają. Całe Hollywood stoi na „przerażających opowieściach”. Podobnie, niestety jest z mediami. Żyjemy w „złej odnodze” historii i teraz mamy szansę na korektę kursu.
Wspomniałeś, że odkręcanie „strasznych historii” zajmuje pokolenia. Jak więc tworzyć te nowe, dobre narracje? Jak przekonać przedsiębiorców, by porwali się na zmianę świata, zamiast tylko gonić za szybkim zyskiem?
Zacznijmy od tego, że samo słowo „przedsiębiorca” straciło swoje znaczenie. Dziś, jeśli otworzysz budkę z tacos, jesteś przedsiębiorcą. Nawet jeśli zrobiono to już milion razy. Dla mnie prawdziwy przedsiębiorca technologiczny to ktoś, kto wprowadza do gry zupełnie nową technologię.
Problem polega na tym, że w ostatnich dekadach to pojęcie zostało rozwodnione przez ludzi, których nazywam „SaaS-holes” (gra słów od SaaS – Software as a Service i asshole z ang. dupek). Przez 25 lat Dolina Krzemowa robiła niemal wyłącznie oprogramowanie. Wydaje nam się, że mamy wielki przemysł technologiczny, a tak naprawdę mamy wielki przemysł software’owy. A oprogramowaniem nie rozwiążesz problemów, o których rozmawialiśmy – energii czy produkcji.
Mamy całe pokolenie founderów, dla których szczytem marzeń jest zrewolucjonizowanie branży taksówkarskiej czy stworzenie aplikacji do wysyłania zdjęć, które znikają po 10 sek. Świętujemy to jako wielkie sukcesy, ale w skali cywilizacji są one bez znaczenia.
To wszystko prawda, ale pytanie – jak to zmienić?
Musimy pokazać przedsiębiorcom, że aby ich praca miała znaczenie, muszą wziąć się za technologie, które rozwiązują problemy, które naprawdę się liczą. Elon Musk ze SpaceX i Teslą wyważył te drzwi. Pokazał, że można inaczej. Po co masz „rozwiązywać problem taksówek”, skoro możesz zrewolucjonizować całą motoryzację? Po co masz budować appkę do zdjęć, skoro możesz budować rakiety i lecieć w kosmos?
Teraz mamy szansę odzyskać tych ludzi. Możemy budować roboty, lasery, reaktory jądrowe. To jest moment, by przekonać pokolenie founderów do robienia rzeczy, które są naprawdę wpływowe i znaczące. AI im w tym bardzo pomaga.
Czy zmierzamy do świata, w którym powstanie „jednorożec” – firma warta miliard dolarów – zarządzany przez jedną osobę i armię agentów AI?
To nie jest kwestia „czy”, ale „kiedy”. A odpowiedź brzmi: w tym roku, najpóźniej w przyszłym. To się dzieje teraz. Agenci AI pozwalają nam skalować produktywność w niespotykany sposób.
Ale czy to powinno być celem? Nie sądzę. Choć technicznie będzie to możliwe, większość ludzi nadal będzie potrzebować zespołu. Nie jesteśmy dobrzy w myśleniu o wszystkim naraz, potrzebujemy różnorodności perspektyw, by wydawać agentom AI właściwe polecenia. Więc tak – jednoosobowy miliardowy biznes jest możliwy lada chwila, ale prawdziwa siła leży w tym, że dzięki AI każda firma – czy jednoosobowa, czy tysiącosobowa – wejdzie na zupełnie nowy poziom produktywności.
Dla większości ludzi AI to ChatGPT, który napisze za nich e-mail. Czym sztuczna inteligencja jest dla ciebie?
To, co widzimy w mediach, to tylko wierzchołek góry lodowej. Dla mnie AI to narzędzie do tworzenia modeli obliczeniowych naszego świata. Dam ci przykład. Kilka lat temu chcieliśmy zrozumieć, jak wyeliminować malarię. Stworzyliśmy model Madagaskaru uwzględniający klimat, opady deszczu, przemieszczanie się ludzi i cykl życia komarów.
Mając taki model, mogliśmy przeprowadzić tysiące symulacji w oprogramowaniu. Sprawdzaliśmy: „Co się stanie, jeśli rozdamy siatki na łóżka tutaj?”, „A co, jeśli rozpylimy środki owadobójcze tam?”. Dzięki temu zoptymalizowaliśmy kampanie w 75 krajach. Efekt? W pierwszym wybuchu epidemii zginęło 12 tys. ludzi. W kolejnym, po zastosowaniu naszych modeli – tylko 12 osób. To nie science fiction, to się dzieje teraz.
Mówisz o symulowaniu rzeczywistości. Jesteśmy na konferencji Dassault Systèmes, firmy, która udostępnia technologię wirtualnych bliźniaków. Jak ta technologia zmienia sposób, w jaki tworzymy produkty?
Zmienia wszystko. Kiedyś NASA musiała liczyć się ze stratą wielu rakiet, zanim przeprowadziła udaną misję kosmiczną. SpaceX też czasem wysadza rakiety, ale głównie dla zabawy. Dlaczego? Bo oni „rozbijają” tysiące rakiet w oprogramowaniu. Testują, iterują w wirtualnym świecie. Dopiero gdy mają pewność, budują fizyczny obiekt. To ogromny przełom i nieporównywalna oszczędność. Podobnie robią inne firmy na całym świecie dzięki takim platformom jak 3DExperience od Dassault Systèmes.
Dziedziczymy supermoce, jakie daje nam software, dane i know-how. Możemy przeprowadzać szybkie iteracje, tworzyć wynalazki taniej i szybciej. Widziałem tu, w Houston, przykłady modelowania obwodów czy całych fabryk, które zapierają dech w piersiach.
Czy te modele mogą pomóc nam rozwiązać najważniejsze problemy, np. recykling plastiku, kluczowych złóż czy tworzenie innowacyjnych materiałów z mniejszym wpływem na środowisko?
O tak. Plastik to świetny przykład. Przez lata oszukiwaliśmy się, że recykling plastiku działa. Nie działa. Często lepiej byłoby wyprodukować nowy plastik, niż spalać ropę, by wozić i sortować śmieci. Ale AI pomogła inżynierom jednego ze startupów zaprojektować enzymy, które działają jak wielki żołądek. Wrzucasz śmieci do kadzi, a enzymy rozkładają je na monomery, z których można zrobić nowy, czysty plastik. To koniec ery jednorazówek, które zostają z nami na zawsze.
Znam zespół startupu, któremu te modele pomogły opracować technologię odzyskiwania złota z elektroniki – a marnujemy go rocznie za 20-30 mld dol. Ciekawym materiałem jest też beton. Panteon w Rzymie stoi od 2 tys. lat. Jest wykonany z niezbrojonego betonu i stoi w strefie sejsmicznej. Nie wiemy jednak jak im się to udało. Wyglądało to tak, jakby Rzymianie zbudowali Panteon, a potem na mocnym afterparty zapomnieli przepisu na cement. My budujemy mosty, które sypią się po
50 latach. Ale dzięki badaniom na MIT, odkryliśmy ten sekret. Teraz wiemy, jak produkować cement, który jest niemal wieczny, wymaga mniej surowca i generuje 20 proc. mniej dwutlenku węgla.
A co z ludzkim ciałem? Czy możemy stworzyć „wirtualnego bliźniaka” człowieka, żeby testować na nim leki?
Do tego zmierzamy. Obecnie nie wiemy nawet, jakie mikroby masz w jelitach i jak reagują one na to, co jesz. Po prostu wrzucasz jedzenie do ust i liczysz, że organizm sobie poradzi. Może dieta, która służy mnie, tobie szkodzi. Nie wiemy tego. Ale dzięki AI tworzymy modele obliczeniowe ludzkiej biologii. Będziemy testować diety i leki na twoim cyfrowym modelu, w oprogramowaniu. Dowiemy się, czy lek zadziała, zanim w ogóle go połkniesz. To rewolucja w medycynie. Wirtualne bliźniaki narządów, takich jak serce czy wątroba, już istnieją i pomagają lekarzom w leczeniu pacjentów lub przygotowywaniu się do operacji. Wkrótce wirtualne bliźniaki ludzi staną się rzeczywistością.
Słuchając ciebie, trudno nie być optymistą. Ale świat karmi nas raczej pesymistycznymi wizjami.
To jest nasz największy problem. Opowiadamy sobie horrory. Najpierw baliśmy się atomu, teraz boimy się AI. Uważam, że to niemoralne. Czas na bojkot dystopii. Chcemy zakazywać technologii, których nie rozumiemy, zamiast używać ich do naprawy świata. Mamy najbardziej zaawansowany zestaw narzędzi w historii: AI dla nauki, dla inżynierii, dla wynalazczości. Mamy najwięcej wyedukowanych ludzi, najwięcej pieniędzy i doświadczenia.
Jeśli z tymi zasobami nie potrafimy zbudować wspaniałej przyszłości, to nie mamy żadnej wymówki. Musimy przestać opowiadać sobie straszne historie, które sami wymyśliliśmy. Zacznijmy opowiadać pozytywne historie o przyszłości, którą chcemy zbudować. I po prostu ją zbudujmy.
Żyjemy jednak w czasach chaosu. Wojny, polityczne trzęsienia ziemi, upadające autorytety. Jak interpretujesz tę dekadę turbulencji?
To, co widzimy, to reakcja obronna starych systemów. Każda instytucja, która odnosi sukces – czy to korporacja, rząd, system edukacji czy religia – z czasem wytwarza „system odpornościowy”. Jego zadaniem jest tłumienie ryzyka. A co wygląda jak ryzyko? Zmiana. Doszliśmy do punktu, w którym system odpornościowy naszych instytucji stał się tak silny, że nie da się już niczego naprawić od środka. Dlatego teraz patrzymy, jak to wszystko płonie. W USA „spalamy” edukację, urzędy regulacyjne, departamenty energii. Musimy to zrobić, musimy pozwolić starym strukturom upaść, bo nie dało się już pod nimi nic zbudować. To frustrujące, budzi lęk i niepewność, ale wierz mi – ten proces doprowadzi nas do lepszego miejsca. To bolesny, ale konieczny reset.
Wielu czytelników „My Company Polska” to liderzy dużych firm, CEO, CTO. Czują presję w kierunku innowacji, ale w zderzeniu z takimi zmianami często nie wiedzą, co robić. Jaką masz dla nich radę?
Przez lata okłamywaliśmy prezesów (CEO), mówiąc im: „innowacja albo śmierć”. Część o ginięciu zrozumieli, ale co do innowacji… Nie do tego zostali zatrudnieni. Nie zatrudniasz prezesa wielkiej korporacji, żeby był wynalazcą. Zatrudniasz go, żeby robił to samo co w zeszłym roku, tylko trochę lepiej i taniej.
Więc moja rada brzmi: przestańcie udawać innowatorów. W latach 80. w USA zamknęliśmy działy R&D (badawczo-rozwojowe) i zastąpiliśmy je M&A (fuzjami i przejęciami). I to jest właściwa droga dla dużej firmy. Nie próbuj wymyślać koła na nowo. Obserwuj startupy.
Twoim zadaniem jako lidera jest bycie najlepszym partnerem dla tych „szalonych” przedsiębiorców. Oni mają technologię, ale potrzebują kogoś, kto pomoże im ją ukształtować, wdrożyć i skalować. Każdy fintech potrzebuje banku, a banki są beznadziejne we współpracy ze startupami. Zmień to. Wykorzystaj swój instynkt zakupowy, znajdź tych, którzy rozwiązali problem lepiej od ciebie, i kup ich albo wejdź w spółkę joint venture.
____________
Pablos Holman, światowej sławy futurysta technologiczny, wynalazca i haker w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Jest autorem bestsellera „Deep Future” i posiadaczem ponad 70 patentów. Jego kariera to pasmo innowacji: był trzecim pracownikiem zatrudnionym w Blue Origin (firmie kosmicznej Jeffa Bezosa), współpracował z Nathanem Myhrvoldem w Intellectual Venture, gdzie pomagał Billowi Gatesowi w walce z malarią, projektując system laserowy strącający komary. Holman specjalizuje się w AI, robotyce, produkcji addytywnej i cyberbezpieczeństwie. Obecnie inwestuje w „szalonych naukowców” i startupy, które urzeczywistniają scenariusze science fiction, by rozwiązywać realne, globalne problemy.
Z Pablosem Holmanem rozmawiał Wiktor Cyrny dzięki uprzejmości Dassault Systèmes.
Więcej możesz przeczytać w 3/2026 (126) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.