Przybyły startupy pod okienko

Startupy militarne
Startupy militarne z nowymi pomysłami na rozwój, fot. mat. prasowe
Na Zachodzie inwestycje w startupy zbrojeniowe idą w miliardy. Część z nich szybko staje się jednorożcami. Czemu nie robimy tego w Polsce?
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 5/2022 (80)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Kiedy grzmią armaty, nie wszyscy się martwią. To najlepszy moment dla biznesu zbrojeniowego. Wojna w Ukrainie doprowadziła do jasnych deklaracji ze strony państw NATO – czas na znaczne zwiększenie wydatków na rozwój armii. To wielka szansa dla startupów, bo dziś wojsko coraz częściej sięga po pomysły prosto z Doliny Krzemowej czy innowacyjnych hubów na całym świecie.

Startup + wojsko = ?

W marcu br. francuska firma Naval Group poinformowała o podjęciu bliskiej współpracy ze startupem Dronisos. Jej owocem ma być stworzenie „roju dronów” dla marynarki wojennej. Wcześniej firmy testowały możliwość wykorzystania nowatorskiej technologii, jakim jest samodzielne poruszanie się roju kilkudziesięciu dronów i wypełnianie jednego celu. Drony mają za zadanie wykrywać potencjalne zagrożenia dla zanurzających się lub wynurzających okrętów podwodnych. Kwota tej współpracy nie została podana.

W USA takie współprace są na porządku dziennym. Jak wynika z danych portalu Crunchbase, w ciągu ostatnich dwóch lat pięć największych firm zbrojeniowych zainwestowało w 33 startupy w ramach różnych rund finansowania.  Największą rundą była inwestycja na poziomie 450 mln dol. w Wisk Aero, czyli startup tworzący latające taksówki. W firmę zainwestował koncern Boeinga – teoretycznie pod kątem jej zastosowania w przewozie cywili, ale również przy uwzględnieniu zastosowań militarnych. Firma Epirus, która stworzyła technologię do walki elektronicznej (w tym m.in. unieszkodliwiania dronów), zebrała 200 mln dol., w tym m.in. od koncernu Lockheed Martins. Lockheed Martin Ventures (czyli specjalna spółka powołana przez grupę do inwestycji w startupy) wydało niedawno kilka milionów dolarów na Slingshot Aerospace, czyli startup pomagający w nawigacji satelitów. 

Co najmniej kilkanaście takich startupów jest dziś jednorożcami.

Świat stawia na startupy

Aktywne działania związane z pozyskiwaniem startupów do rozwoju technologii wojskowych prowadzone są również w innych krajach. Na przykład w Indiach rozwijane są technologie oparte na dronach czy też radarach, które pozwalają na wykrywanie sprzętu wojskowego lub ludzi. Projekty powstają przy współpracy z wojskiem. Co więcej, w rozwój innowacyjnych firm angażują się także władze lokalne. Rząd indyjskiego stanu Gudźarat wraz z lokalnym uniwersytetem zainwestował pieniądze w startup Aerobotics7, który stworzył technologię do wykrywania min.

Wielka Brytania ma z kolei Defence and Security Accelerator (DASA), działający w ramach Ministerstwa Obrony. To specjalny akcelerator, którego celem jest inwestowanie w startupy tworzące technologie do wykorzystania w szeroko rozumianej obronności, także w wojsku, i wspieranie ich. Firma współpracuje także z lokalnymi instytucjami wspierającymi innowacyjność. DASA działa od 2015 r. i do końca 2020 r. wsparła łącznie 843 projekty kwotą ponad 136 mln funtów.

Inny przykład? W lutym DASA ogłosiła konkurs na innowacje w dziedzinie wywiadu i rekonesansu przy wykorzystaniu fal radiowych. Firmy mogą pozyskać do 2,8 mln funtów. DASA chce wesprzeć od 15 do 20 propozycji. Wśród innych, konkretnych projektów, które zyskały wsparcie akceleratora, wymienić można SnapShot, czyli niewielkie nanodrony. Potrafią one wykonywać wysokiej jakości zdjęcia. Technologię tę można zastosować zarówno w służbach (np. policji czy podczas akcji ratunkowych), jak i w wojsku, a także przy monitoringu kompleksów przemysłowych. Firma otrzymała od DASA ponad 226 tys. funtów na rozwój nanodronów, które będą mogły być wystrzeliwane przez pojedynczych żołnierzy.

Na startupy stawiają także Niemcy. Na czele transformacji niemieckiej armii stanął Marcel Otto Yon, który został szefem Centrum Innowacyjności Cyfrowej w Ministerstwie Obrony. Wcześniej przez lata był znanym inwestorem wspierającym nowatorskie startupy. Swoją funkcję pełnił do 2020 r., ale przez ten czas, jak wielokrotnie powtarzał w mediach, starał się zmienić podejście wojskowych przyzwyczajonych do biurokratycznych procedur do standardu pracy startupów. W ramach centrum przetestowano 18 tys. projektów przygotowanych przez startupy. 80 z nich trafiło docelowo do niemieckiej armii. Przykład? System komunikacji między psami a żołnierzami. Jego podstawą jest specjalna kamera, która w czasie rzeczywistym przekazuje sygnał do żołnierzy. W ten sposób, jeśli psi towarzysz coś znajdzie lub zobaczy, ludzie od razu są w stanie zdiagnozować problem.

Innowatorem jest – a jakżeby inaczej – Izrael. Kraj ten znany jest z wielu startupów zakładanych przez byłych żołnierzy. Nic dziwnego, że także i wojsko jest zainteresowane wdrażaniem nowych technologii. Israel Aerospace Industries, jedna z największych firm zbrojeniowych w kraju, regularnie informuje o kolejnych startupach, których technologie wdrażane są do produkowanego przez nie sprzętu. To zarówno firmy rozwijające obszar łączności czy komunikacji, ale także np. produkujące nowatorskie materiały zapewniające większą wytrzymałość. IAI co roku inwestuje kilkaset milionów dolarów w rozwój technologii – część tych pieniędzy trafia do startupów.

W Polsce współpracy brak

Tymczasem w naszym kraju bliskiej współpracy między przemysłem zbrojeniowym a startupami po prostu nie ma. Powodów jest kilka. Pierwszy to stan polskiej zbrojeniówki, a raczej brak długoterminowej strategii rozwoju wspieranej przez konkretne działania rządu. Przy dużych zamówieniach (np. kupno czołgów Abrams czy myśliwców F-35) brakuje tzw. umów offsetowych, czyli kompensacji za zagraniczne zakupy Skarbu Państwa. Taka umowa została zawarta m.in. wiele lat temu przy zakupie samolotów F-16. Pozwala ona na rozwój technologii oraz samej produkcji sprzętu wewnątrz kraju. Jako powód, dla którego w przypadku zakupu F-35 nie zawarto takiej umowy, rząd podał niekorzystną relację „koszt-efekt”. – Propozycje strony amerykańskiej dotyczyły jedynie wybranych zdolności serwisowych dla samolotów F-16 i C-130 Hercules. Koszt offsetu wskazany w projekcie umowy dostawy podwyższał jej wartość o ok. 1,1  mld dol. – napisano. Z drugiej strony Polska Grupa Zbrojeniowa i Lockheed Martin podjęły współpracę przemysłową w formule dwustronnych porozumień przedsiębiorstw business-to-business. 

Skoro większość sprzętu kupujemy z zewnątrz, trudno oczekiwać, by w Polsce rozwijane były nowoczesne systemy. Ponadto sytuacji nie poprawia eksport. W 2020 r. z Polski sprzedano uzbrojenie o wartości 392 mln euro (to oficjalny dokument MON). W 2019 r. było to 390 mln euro. W tym m.in. 11 samolotów Black Hawk S-70i, z których pięć odebrali sami Amerykanie. Jeden z najbardziej unikalnych polskich systemów przeciwlotniczych Piorun (dziś aktywnie i skutecznie wykorzystywany przez Ukraińców) w 2020 r. pojechał w liczbie 80 sztuk do Litwy. Eksperci podkreślają, że problemem jest m.in. brak specjalistów i karuzela kadrowa. Należy jednak zaznaczyć, że tuż przed wojną w Ukrainie w lutym br. Mesko (czyli producent Piorunów) podpisał umowę na dostawy wyrzutni do USA i Ukrainy. Konkretne liczby nie zostały wówczas ujawnione.

Jak powstają polskie sprzęty

Nie oznacza to jednak, że firmy zbrojeniowe nie rozwijają technologii. Wręcz przeciwnie – jednak nie przy współpracy ze startupami, tylko z ośrodkami naukowymi. – Głównym naszym partnerem pozostają uczelnie techniczne, które oferują zarówno wsparcie kadry naukowej i inżynieryjno-technicznej, jak i dostęp do aparatury badawczej. Współpraca z jednostkami naukowo-badawczymi daje możliwość rozwijania kluczowych dla przemysłu zbrojeniowego technologii w ramach określonych projektów – tłumaczy Beata Perkowska, rzeczniczka Polskiej Grupy Zbrojeniowej, największej w kraju firmy z branży zbrojeniowej.

Większość technologii powstaje wewnątrz spółek i tu PGZ zbyt wielu tajemnic nie ujawnia, ale jednocześnie firma współpracuje z Siecią Badawczą Łukasiewicz. Jak podkreśla Perkowska, współpraca z Siecią „wykorzystuje model działania charakterystyczny dla współpracy ze startupami”. – Jeśli w Grupie pojawia się wyzwanie techniczne, które wykracza poza zdolności spółek PGZ, kierujemy je do Łukasiewicza. Dzięki temu w ciągu kilkunastu dni otrzymujemy pomysły odpowiadające na zgłaszane potrzeby – zdradza.

Joanna Puškar, przedstawicielka Sieci Badawczej Łukasiewicz, potwierdziła fakt takiej współpracy. Ponadto instytuty, które wchodzą w skład Sieci, współpracują ze startupami w ramach swoich projektów. Jednocześnie Sieć zorganizowała akcelerator, który potencjalnie może wyłonić firmy gotowe do wdrożenia swoich pomysłów w wojskowości. Konkretów na razie brakuje.

Są możliwości rozwoju

Jak zaznacza przedstawicielka PGZ, firmy wchodzące w skład grupy są otwarte na współpracę także i z zewnętrznymi firmami. – Obecnie nie utrzymujemy stałego, bezpośredniego kontaktu z żadnym ze startupów, ale jako Grupa mamy w tym zakresie doświadczenie. Część spółek należących do PGZ uczestniczyła w programach akceleracyjnych związanych ze Scale Up, gdzie szukano innowacyjnych rozwiązań w obszarach techniki lądowej – tłumaczy.

Nie podaje jednak, dlaczego ostatecznie z tych poszukiwań nic nie wyszło. O tym, że bliskiej współpracy między firmami zbrojeniowymi a startupami nie ma, podkreślali uczestnicy ubiegłorocznego Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach. Przemysław Kowalczuk, prezes Wojskowych Zakładów Elektronicznych, stwierdził, że firmom często brakuje elastyczności – dziś w branży dominuje konserwatywne podejście do realizacji projektów rozwojowych. – To blokuje potencjalne korzyści, jakie może przynieść współpraca z młodymi i innowacyjnymi firmami – powiedział.

Czy to się może zmienić? Rzeczniczka PGZ twierdzi, że tak. Jednocześnie firma sygnalizuje, na jakich polach jest otwarta na współpracę z podmiotami zewnętrznymi. To m.in. wykorzystywanie systemów bezzałogowych i autonomicznych, robotyki, C4ISR (Command, Control, Communications, Computers, Intelligence, Surveillance and Reconnaissance) – sensorów, systemów, technologii drukowania 3D, cybertechnologii czy broni energetycznej (lasery, promieniowanie elektromagnetyczne). – Powyższe technologie dotyczą nie tylko przemysłu obronnego, ale także obszaru cywilnego. Na rynku pojawia się coraz więcej inicjatyw, których rozwijanie jest przyszłością naszego bezpieczeństwa. Wychodzimy z założenia, że należy wspierać i rozwijać te pomysły, wykorzystywać innowacyjność w projektach i działalności spółek PGZ, dlatego każdą otrzymaną propozycję współpracy zawsze rozpatrujemy indywidualnie – zapewnia Beata Perkowska.

My Company Polska wydanie 5/2022 (80)

Więcej możesz przeczytać w 5/2022 (80) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY