Miało zaboleć Temu i Shein. Ekspert: Chińczycy już obchodzą nową opłatę
Przez lata model był prosty: klient zamawiał w chińskim serwisie przedmiot kosztujący kilka euro, a paczka trafiała bezpośrednio z Azji do Europy bez cła. VAT pozostawał należny, ale przesyłki o wartości nieprzekraczającej 150 euro korzystały ze zwolnienia celnego.
Od 1 lipca 2026 r. ta przewaga zniknęła. Unia wprowadziła tymczasowe cło w wysokości 3 euro za każdą pozycję towarową – a dokładniej: za każdy rodzaj produktu sklasyfikowany według kodu taryfowego – w przesyłce o wartości do 150 euro. Rozwiązanie ma obowiązywać do 1 lipca 2028 r., kiedy planowane jest uruchomienie unijnego centrum danych celnych dla e-commerce.
Zmiana obejmuje towary sprowadzane ze wszystkich państw spoza UE, nie tylko z Chin. To jednak chińskie platformy, takie jak Temu, Shein i AliExpress, są jej głównym adresatem. Według Komisji Europejskiej w 2025 r. do Unii trafiło prawie 5,9 mld niskowartościowych przesyłek. Chiny odpowiadały za około 93 proc. ich wolumenu. Rok wcześniej było to 4,6 mld paczek, z czego 91 proc. pochodziło z Chin.
Jedna koszulka czy trzy? Cło może być takie samo
Nowa danina nie jest naliczana automatycznie od każdej sztuki produktu ani od całej paczki. Decyduje liczba pozycji taryfowych.
– W praktyce zakup trzech jednakowych produktów, na przykład trzech koszulek, oznacza jedną kategorię taryfową, a więc 3 euro cła. Jeśli jednak w tej samej przesyłce znajdą się koszulka, ładowarka i okulary, mamy trzy kategorie taryfowe, a opłata wzrasta do 9 euro. Cło nie zastępuje VAT, który nadal jest naliczany odrębnie – wyjaśnia Natalia Stanowska-Potoczny, radca prawny z kancelarii Causa Finita Szczepanek i Wspólnicy.
Formalnie za zadeklarowanie i zapłatę cła odpowiada sprzedawca, importer albo platforma. Komisja Europejska podkreśla, że nie jest to opłata nakładana bezpośrednio na konsumenta. Ekonomicznie trudno jednak oczekiwać, że platformy wezmą cały koszt na siebie.
– W praktyce zostanie on niemal zawsze uwzględniony w cenie płaconej przez klienta – wskazuje Natalia Stanowska-Potoczny.
Najmocniej zmiana uderza w przedmioty o najniższej wartości. Przy produkcie kosztującym 2–3 euro samo cło może być równe cenie zakupu albo ją przewyższać. Przy zamówieniu za 100 euro dodatkowe 3 euro będzie znacznie mniej odczuwalne.
– Model bardzo tanich, pojedynczych zakupów z Azji w dotychczasowej formie po prostu się kończy. Zakupy większych partii towaru czy droższych produktów pozostaną relatywnie mało obciążone nową daniną – ocenia ekspertka.
Pierwszy miesiąc i mocne hamowanie na trasach z Azji
Pierwsze dane z rynku transportowego wskazują, że zmiana zaczęła wpływać na przepływy towarów. Nie potwierdzają jednak prostego, 20-procentowego spadku wszystkich paczek docierających z Chin do UE. Tak głęboka korekta dotyczy przede wszystkim wybranych tras lotniczych i ruchu z Hongkongu.
Według danych WorldACD w lipcu wolumen lotniczego cargo z Hongkongu do Europy był o 19 proc. mniejszy niż w czerwcu i o 24 proc. niższy niż rok wcześniej. W przypadku przesyłek z Chin kontynentalnych spadek wyniósł odpowiednio 3 proc. miesiąc do miesiąca i 6 proc. rok do roku. W połowie lipca łączny tonaż z Chin i Hongkongu do Europy był o 11 proc. niższy niż przed rokiem.
Jednocześnie spadają ceny transportu. Średnia stawka spotowa na trasach z Chin do Europy obniżyła się z około 5,43 dol. za kilogram pod koniec czerwca do 3,86 dol. na początku sierpnia.
Na rynek oczywiście wpływają również sezonowość, ceny paliwa, dostępność samolotów i sytuacja geopolityczna. Największe spadki występują jednak właśnie na kierunkach o wysokim udziale przesyłek e-commerce.
Chińczycy zmieniają model. Polska jest częścią odpowiedzi
Nowe cło utrudnia bezpośrednie wysyłanie milionów pojedynczych paczek z Chin, ale nie zamyka europejskiego rynku przed azjatyckimi platformami. Odpowiedzią jest przeniesienie zapasów bliżej klientów.
Towary mogą być importowane do UE hurtowo, odprawiane jako zwykły import komercyjny, a następnie rozsyłane z magazynu znajdującego się już na wspólnym rynku. Tak realizowana dostawa do polskiego, niemieckiego czy francuskiego konsumenta nie jest kolejnym importem małej przesyłki przez zewnętrzną granicę UE, więc nie podlega ryczałtowemu cłu 3 euro naliczanemu przy bezpośredniej sprzedaży z państwa trzeciego.
Nie oznacza to handlu całkowicie wolnego od ceł. Towar jest objęty odprawą już przy hurtowym wprowadzeniu do Unii. Model pozwala jednak rozłożyć koszty na dużą partię, uprościć obsługę i skrócić czas dostawy.
– Opłata celna nie zatrzyma napływu tanich towarów, ale zmieni sposób ich dostarczania. Platformy będą rozwijać europejskie magazyny, konsolidować zamówienia i podnosić minimalną wartość koszyka – przewiduje Natalia Stanowska-Potoczny.
Symbolem tej strategii jest hub Shein w rejonie Wrocławia. Według firmy kompleks może docelowo obejmować nawet 740 tys. mkw. powierzchni magazynowej. Shein deklaruje, że jego działalność pozwala utrzymać co najmniej 5 tys. miejsc pracy na Dolnym Śląsku, a platforma współpracuje z ponad 170 lokalnymi przedsiębiorstwami zajmującymi się m.in. transportem, pakowaniem i usługami. Centrum rozpoczęło działalność jeszcze przed wejściem nowych przepisów i ma pełnić funkcję głównego europejskiego zaplecza logistycznego platformy.
Od listopada paczka dostanie cyfrowy „dowód osobisty”
Cło to dopiero początek zmian. Od 1 listopada 2026 r. przy sprzedaży na odległość mają być obowiązkowo podawane identyfikatory produktów, czyli PID. Dobrowolnie można je zgłaszać już od 1 lipca.
Informacje mają umożliwić powiązanie produktu z oznaczeniem sprzedawcy, danymi producenta oraz standardowym kodem towarowym, takim jak GTIN. Dzięki temu służby celne będą mogły automatycznie wyszukiwać towary niebezpieczne, niewłaściwie opisane lub niezgodne z europejskimi normami.
– Firmy powinny już teraz ustalić, skąd pozyskują dane produktowe, kto odpowiada za ich prawidłowość i jak traktować towary bez kodu GTIN. Czekanie do ostatniej chwili może oznaczać opóźnienia w odprawach po 1 listopada – ostrzega Natalia Stanowska-Potoczny.
Unia uzgodniła również wprowadzenie dodatkowej opłaty manipulacyjnej, która ma finansować obsługę i kontrolę gigantycznej liczby przesyłek. Jej ostateczna wysokość i termin stosowania nie zostały jednak jeszcze formalnie określone. W unijnych dokumentach pojawia się jesień 2026 r., a w dyskusjach najczęściej pada kwota około 2 euro. Oznaczałoby to wzrost łącznego obciążenia typowej pozycji towarowej do 5 euro, ale na dziś nie należy traktować tej stawki jako ostatecznie przesądzonej.
Prawdziwa rewolucja zacznie się w 2028 roku
Ryczałtowe 3 euro jest rozwiązaniem przejściowym. Od lipca 2028 r. towary o wartości do 150 euro mają zostać objęte zwykłą wspólną taryfą celną. Wysokość należności będzie wtedy zależała od rodzaju produktu, jego wartości, klasyfikacji i pochodzenia.
Dla części odzieży czy elektroniki może to oznaczać obciążenie wyższe niż obecne 3 euro. Inne kategorie mogą zostać potraktowane łagodniej. Jednocześnie platformy sprzedające towary klientom w UE mają zostać uznane za importerów i przejąć odpowiedzialność za formalności celne, prawidłowość danych oraz zapłatę należności.
– Unia buduje kompleksowy, cyfrowy system rozliczeń celno-podatkowych. Opłata 3 euro jest tylko jego pierwszym i najbardziej widocznym elementem – podsumowuje Natalia Stanowska-Potoczny.
Bruksela może więc ograniczyć model oparty na miliardach paczek wysyłanych pojedynczo z Azji. Nie zatrzyma jednak chińskiego e-commerce. Zamiast zniknąć z Europy, Temu, Shein i AliExpress będą coraz bardziej stawały się firmami logistycznie obecnymi wewnątrz Unii. A Polska może być jednym z głównych miejsc, z których ta nowa ofensywa zostanie poprowadzona.