Kod pisany przez AI potrafi zepsuć całą aplikację. Dwaj Polacy znaleźli na to sposób i zebrali 4,5 mln zł
Sztuczna inteligencja pisze kod, ale kto go sprawdzi?
Agenci AI tworzą dziś coraz większą część kodu, który trafia bezpośrednio do działających aplikacji i serwisów. Zazwyczaj weryfikują oni jednak wyłącznie pojedyncze, stworzone przez siebie funkcje. W efekcie całe ścieżki, którymi porusza się zwykły użytkownik, oraz tzw. regresje pozostają nieprzetestowane – a przecież nawet drobna poprawka w jednym miejscu potrafi całkowicie zepsuć element, który wcześniej działał bez zarzutu.
Dotychczasowe metody weryfikacji oprogramowania przestają nadążać za tą dynamiką. Tradycyjna automatyzacja testów wymaga pisania i ciągłego utrzymywania skryptów – każda zmiana w wyglądzie aplikacji zmusza inżynierów do ich mozolnego poprawiania. Z kolei korzystanie z zewnętrznych platform zatrudniających ludzkich testerów wiąże się z długimi rozmowami handlowymi, pokazami demo i wielotygodniowym wdrażaniem.
– Przez lata tworzyliśmy aplikacje mobilne dla innych firm i widzieliśmy, ile pracy wymaga sprawdzenie, czy po każdej zmianie wszystko działa. Z reguły zespoły dobrze wiedzą, co trzeba przetestować, ale brakuje im na to czasu. Dzięki AI kod powstaje jeszcze szybciej, więc ten problem tylko rośnie. Stworzyliśmy TesterArmy, żeby wystarczyło opisać, co ma działać, a agent sam to sprawdził – mówi Szymon Rybczak, CEO i współzałożyciel TesterArmy.
Testowanie w kilka minut i bez zaglądania w kod
Rozwiązanie TesterArmy działa w zupełnie inny sposób. Stworzony przez zespół agent AI po prostu otwiera przeglądarkę lub aplikację mobilną i przechodzi przez nią dokładnie tak, jak zrobiłby to człowiek. Całe polecenie wydaje mu się w języku naturalnym – wystarczy komenda w stylu: „Zaloguj się, dodaj produkt do koszyka, dokończ płatność”.
Sztuczna inteligencja klika, uzupełnia formularze i na bieżąco sprawdza powodzenie każdego kroku. Co istotne, narzędzie bez problemu radzi sobie z procesem logowania oraz kodami weryfikacyjnymi przesyłanymi SMS-em lub pocztą elektroniczną.
Twórcy zadbali też o prostotę wdrożenia: TesterArmy nie wymaga dostępu do kodu źródłowego. Wystarczy podać adres strony internetowej lub udostępnić aplikację, by pierwszy test wystartował w zaledwie kilka minut. System potrafi także uruchamiać się automatycznie przy każdej kolejnej zmianie w oprogramowaniu, natychmiast badając kluczowe funkcjonalności.
Od szkolnej ławki do Y Combinator
Za projektem stoją Szymon Rybczak oraz Oskar Kwaśniewski. Programiści współpracowali ze sobą już wcześniej – najpierw w wytwórni muzycznej MyMusic, a następnie w software house Callstack.
Droga Rybczaka do Doliny Krzemowej była nietypowa: kodować zaczął już w wieku 14 lat i wtedy też nawiązał współpracę ze startupem LiveKid. Gdy projekt TesterArmy zakwalifikował się do elitarnego programu akceleracyjnego Y Combinator, Szymon był jeszcze… uczniem technikum. Podczas trwania prestiżowego programu musiał regularnie podróżować między San Francisco a Polską, by podejść do egzaminów maturalnych.
Dziś z ich narzędzia korzysta już ponad 50 klientów z całego świata – od wczesnych projektów na etapie seed, po dojrzałe przedsiębiorstwa po rundzie C. Wśród użytkowników platformy znajdują się m.in. Resend, bolt.new, Novu, CodeCrafters, Rork oraz Nando's.
Miliony na rozwój i mocne nazwiska inwestorów
Na dalsze skalowanie technologii spółka pozyskała w rundzie pre-seed ok. 4,5 mln zł (1,2 mln dolarów). Obok akceleratora Y Combinator, kapitał wyłożyły fundusze AIP Seed, Eight Capital oraz Script Capital.
Do rundy dołączyli również rozpoznawalni aniołowie biznesu ze świata technologii:
- Guillermo Rauch (założyciel i CEO Vercel),
- Charlie Cheever (CEO Expo i współzałożyciel Quora),
- Fryderyk Wiatrowski (CEO i współzałożyciel Viktora),
- Mike Grabowski (współzałożyciel Callstacka),
- Bartek Pucek,
- Piotr i Tomasz Karwatkowie.
– Im szybciej powstaje oprogramowanie, tym większego znaczenia nabiera sprawdzenie, czy działa tak, jak oczekuje użytkownik. Szymon i Oskar postawili na problem, który będzie rósł niezależnie od tego, kto wygra wyścig narzędzi do pisania kodu. Jeśli zespoły mają wdrażać zmiany tak szybko, jak AI pomaga je tworzyć, testowanie musi nadążyć. W tym widzę szansę dla TesterArmy – wskazuje inwestor Bartek Pucek.
Zamiast sztywnych skryptów – zrozumienie intencji
Największą przewagą nowego podejścia ma być rezygnacja z podatnych na błędy reguł na rzecz elastyczności.
– Tradycyjne testy automatyczne działają zgodnie ze sztywnym scenariuszem. Nasi agenci AI działają w oparciu o cel oraz intencje użytkownika. Wystarczy opisać zwykłym językiem, co powinno się wydarzyć, a agenci sami dostosują się do zmian w produkcie. Naszą misją jest sprawienie, by testowanie było jak najprostsze dla szybko poruszających się zespołów – wyjaśnia Oskar Kwaśniewski, CTO i współzałożyciel TesterArmy.
Pozyskane fundusze zostaną przeznaczone na rozwój platformy oraz rozbudowę zespołu. Startup rekrutuje przede wszystkim w Polsce, poszukując programistów oraz specjalistów, którzy wesprą inżynierów u klientów we wdrażaniu i codziennym wykorzystaniu agentów AI.