Marzenia o szczycie

Konrad Piotrowski
Konrad Piotrowski
Osobom chorobliwie ambitnym może pomóc psychoterapeuta. Tyle że one często boją się, że terapia skupi się na tym, by stali się przeciętniakami. Jak radzić sobie z nadmierną ambicją – pytamy dr. Konrada Piotrowskiego, psychologa.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 8/2022 (83)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Kiedy ambicja bardziej nam przeszkadza niż pomaga w pracy?

Najpierw zdefiniujmy słowo, którego pani użyła, żebyśmy mieli pewność, że rozmawiamy o tym samym, bo ambicja nie jest terminem zbyt często używanym w psychologii. Częściej mówi się o motywacji do robienia czegoś. Ja określiłbym ambicję jako pewną konfigurację cech, wśród których wiodąca jest przede wszystkim tendencja do stawiana sobie trudnych i złożonych celów oraz silna motywacja do ich osiągania i podporządkowania temu swojego życia. 

Poza tym częste są: sumienność, czyli skłonność do działania zgodnie z planem w uporządkowany sposób oraz aktywne dążenie do swojego „ja idealnego”, które u osób ambitnych jest zazwyczaj dość odległe od „ja realnego”.

Czym są te dwa „ja”?

„Ja realne” jest tym, co myślę o sobie tu i teraz. „Ja idealne” to obraz siebie w przyszłości – to, jakim chciałbym być. Może być bardzo konkretny, np. za trzy lata będę szefem polskiego oddziału międzynarodowego koncernu albo mglisty np. kiedyś będę mieć firmę, która przyniesie mi duże zyski. Rozbieżność między „ja realnym” a „ja idealnym” ma decydujące znaczenie, jeśli chodzi o motywację. Dla każdego z nas istnieje pewna optymalna odległość między nimi. Jeśli moje „ja” są zbyt blisko siebie, to nie mam motywacji do działania, bo przecież prawie wszystko co chciałem, już osiągnąłem. Z kolei zbyt duży dystans też demotywuje, bo pozbawia nadziei, że kiedykolwiek swój cel osiągnę.

Co jeszcze składa się na mozaikę  „osoba ambitna”?

Przekonanie, że trzeba dążyć do poprawy swojej sytuacji, a nie oczekiwać, że inni rozwiążą nasze problemy. Częsty jest też perfekcjonizm. On ma różne oblicza. Niektórych prowadzi do sukcesu, innych do depresji, frustracji i uzależnień. Ten, który określamy adaptacyjnym, może bardzo pomóc w realizacji celów. Osoby, które się nim cechują, nie poddają się, nie przejmują się tym, że się potknęły, tylko wstają otrzepują się i stawiają kolejny rok. Tyle że gdy wejdą na szczyt, o którym dziesięć lat wcześniej marzyli, nie poprzestają na nim. Zaczynają myśleć o kolejnych. Z ambicją wiąże się też konieczność poświęcenia czegoś w imię celu np. menedżer zamiast iść z rodziną w niedzielę do parku, będzie kończył raport. Zazwyczaj ma w sobie zgodę na poniesienie takiego kosztu. Chyba że dążenie do sukcesu zaczyna niszczyć mu życie np. doprowadza do pracoholizmu. Wtedy te poświęcenia zaczynają być źródłem cierpienia. 

Po czym poznać, że nasza ambicja nam szkodzi?

Zazwyczaj po owocach, mówiąc językiem biblijnym. Na przykład po tym, że w ciągu dnia przeżywamy więcej negatywnych emocji i brakuje nam chęci do działania. 

Ale przyczyn tego stanu może być mnóstwo. Skąd mamy wiedzieć, że winowajcą jest ambicja?

Możemy dokonać bilansu emocjonalnego. Należy podzielić kartkę papieru na kilka części odpowiadających różnym polom, na których się realizujemy np. życiu rodzinnemu, zawodowemu, hobby i spotkaniom towarzyskim. Potem trzeba się zastanowić, ile każde z tych pól przynosi satysfakcji, ile dobrych a ile złych emocji generuje, jak dużo energii pochłania i ile czasu zajmuje. Może dostrzeżemy, że np. praca jest bardzo energo- i czasochłonna, a do tego wywołuje w nas głównie stres i lęk. Wtedy źródła problemu trzeba szukać na polu zawodowym. Żeby bardziej to zawęzić, można zadać sobie pytania: Czy odczuwam ciągły przymus dążenia do celów niezależnie od sytuacji – nieważne jaki jest dzień tygodnia i pora dnia, wciąż myślę o pracy? Czy kiedy nie mogę jej wykonywać, bo np. jadę na tydzień do chorej mamy, czuję dyskomfort, bo to zakłóca mi pracę? Czy ludzie z mojego otoczenia zwracają mi uwagę, że dużo poświęcam dla życia zawodowego – mówią np. „Od trzech dni nie widziałeś swojej córki”? Czy kiedy idę do firmy i myślę o tym, co mam zrobić, czuję radosne pobudzenie czy raczej napięcie i lęk? Jeśli wyjdzie, że nie możemy się oderwać od pracy, prawie nie ma momentów, kiedy o niej nie myślimy, ludzie zwracają nam na to uwagę, a na dodatek wciąż czujemy się źle, także fizycznie, to znaczy, że ambicja prawdopodobnie stała się naszym wrogiem. 

Czy oznaką tego jest to, że mogą być też „ofiary w ludziach”, np. kiedy prześledzę swoją ścieżkę kariery, widzę osoby, które wykorzystałam, potraktowałam instrumentalnie, żeby dostać awans? Zakładając oczywiście, że potrafię to dostrzec.

To zależy, co mamy na myśli, mówiąc „wykorzystać”. Osoby ambitne, które zajmują wysokie stanowiska, wymagają dużo nie tylko od siebie, ale też od innych. Wychodzą z założenia, że nie będą same wszystkiego ciągnąć. Jeśli do tego cechują się dużym perfekcjonizmem, mogą nie tolerować pomyłek pracownika ani tego, że on ma poza pracą coś do zrobienia. Jeśli sami poświęcają jej siedem dni w tygodniu, trudno im zaakceptować, że ktoś mówi: „Nie mogę się tym zająć, bo spędzam czas z rodziną”. Nie nazwałbym tego jednak wykorzystywaniem, tylko raczej stosowaniem wobec innych tych samych standardów co wobec siebie. Jednak taka sytuacja rzeczywiście świadczy o tym, że ambicja jest już problemem. Oczywiście w skrajnych przypadkach, jeśli ktoś jest także narcystyczny czy psychopatyczny, może wykorzystywać innych w imię realizacji swoich celów.

Niektórzy wciąż wierzą w mit, że tylko takie skrajne postacie, jak pan przed chwilą opisał, są w stanie zmienić świat, stworzyć ponadprzeciętną firmę, osiągnąć wielki sukces. Weźmy np. Steve’a Jobsa czy Anne Wintour. 

Rzeczywiście jeśli prześledzimy biografie takich ludzi, to widać u nich niską wrażliwość na normy społeczne. To, że inni uważają coś za ważne, nie ma dla nich znaczenia. Idą pod prąd. Nic sobie nie robią z tego, że ktoś im mówi: „To się nie uda”, „Nie możesz tak dociskać ludzi”. To osoby niezwykle ambitne, dążące do celu za wszelką cenę. I to czasami rzeczywiście pomaga im osiągnąć sukces. Ale nie zapominajmy, że ludzi, którzy mają takie cechy, są miliony, ale tylko garstka ze względu na zbieg różnych okoliczności była w stanie wejść na szczyt. Gdyby Jobs urodził się w Ugandzie, to pewnie nie stworzyłby Apple’a. 

Chyba wiele zależy też od kultury firmy, do której trafią i ludzi, którzy w niej pracują – tego, czy będą stanowić podatny grunt?

To prawda, bo jeśli pracownicy się nie ugną, będą woleli odejść niż poświęcać się dla firmy, to taki menedżer z powodu dużej rotacji też nie będzie w stanie osiągnąć swoich celów. Chyba że jest już wysoko w hierarchii firmy – wtedy fakt, że jest bardziej nastawiony na wynik niż na relacje będzie prawdopodobnie uznawany za coś naturalnego i przez to bardziej akceptowanego.

Upewnię się więc: chorobliwa ambicja nie jest konieczna, by stworzyć wielką firmę, która odnosi sukcesy?

Chorobliwa – nie, ale duża – już tak. Można realizować ten sam cel np. bycie najlepszym w branży na wiele sposobów. Chociaż zwykle większa ugodowość, nastawienie na relacje społeczne i chęć zachowania pewnej równowagi w życiu sprawiają, że na sukces trzeba dłużej poczekać.

Co możemy zrobić, gdy zorientujemy się, że nasza ambicja niszczy nas i otoczenie?

Namawiałbym na to, by sięgnąć po profesjonalną pomoc. Zwłaszcza jeśli już nic nie sprawia przyjemności, wszystko kosztuje dużo wysiłku. Być może to objawy zaburzeń afektywnych np. depresji lub lżejszej od niej dystymii. Poza tym w psychologii rozwinięto przynajmniej kilka metod pracy z osobami, które z powodu nadmiernej ambicji i perfekcjonizmu gorzej funkcjonują. To zarówno terapie grupowe jak i indywidualne, głównie z nurtu behawioralno-poznawczego i psychodynamicznego. Perfekcjoniści i ludzie ambitni boją się czasem, że psychoterapeuta sprawi, że przestaną być ambitni, a terapia skupi się na tym, by porzucili trudne cele i stali się przeciętniakami. Dla nich ta wizja jest oczywiście nie do zaakceptowania. Chciałbym ich uspokoić. Nie chodzi o to, by komuś, kto marzył o byciu najlepszym w branży, zaczęła wystarczać hodowla marchewek. Podczas pracy z terapeutą będą się uczyć, jak realizować cele w sposób najmniej obciążający i stresujący. Taki, który nie krzywdzi ich i ludzi wokół. Badania pokazały, że dzięki terapii perfekcjonizmu obniżeniu ulegają takie jego destrukcyjne komponenty jak: nadmierna obawa przed popełnianiem błędów i oceną innych oraz przed tym, że inni oczekują od nas perfekcji. To ostatnie dosłownie prześladuje perfekcjonistów. Są przekonani, że wszyscy przez cale życie oczekują od nich bycia idealnymi: mama, nauczyciele, szefowie, współpracownicy. Psychoterapia służy temu, żeby uświadomić sobie, że czasem można się potknąć. To, że nie udało ci się zrealizować jakiegoś projektu na czas, nie znaczy, że jesteś złym menedżerem. Przecież skończyłeś w terminie 10 innych projektów. Dobre są też wszelkie techniki radzenia sobie ze stresem np. mindfulness. 

Samemu nie można sobie poradzić z nadmierną ambicją?

Do pewnego momentu można. To jak z nadużywaniem alkoholu. Ktoś zauważa, że coraz częściej po niego sięga, coraz bardziej go do niego ciągnie. W pewnym momencie przeprowadza ze sobą szczerą rozmowę. Stwierdza, że nie chce iść tą drogą i zaczyna ograniczać picie alkoholu. Ale gdyby poczekał jeszcze rok czy dwa, mógłby już sobie sam nie poradzić. 

Tyle że w przypadku picia alkoholu stosunkowo łatwo można sformułować cel np. nie będę pił, będę pił maksymalnie dwa razy w miesiącu, czy podczas spotkań towarzyskich będę pić maksymalnie lampkę wina. W przypadku ambicji jest to dużo trudniejsze, bo co tu sobie postanowić: Będę o 20 proc. mniej ambitna?

Oczywiście, że nie, bo ten cel jest niekonkretny. Dobrze jest zastanowić się nad tym, po czym poznaliśmy, że nasza ambicja stała się destrukcyjna i na tym się skupić, formułując cel np. postanowić: przestanę wymagać od podwładnych pracy wieczorami, nie będę pracować w niedzielę, nie będę umawiać się z klientami na termin, którego dotrzymanie wymaga od mojego zespołu zaangażowania przez cały weekend. Czasem wprowadzenie jednej takiej zmiany może przynieść ogromne korzyści. 

----------------------------------------------

Dr Konrad Piotrowski

psycholog. W pracy naukowej zajmuje się m.in. tematyką perfekcjonizmu. Wykłada na Uniwersytecie SWPS, gdzie kieruje Centrum Badań nad Rozwojem Osobowości.

My Company Polska wydanie 8/2022 (83)

Więcej możesz przeczytać w 8/2022 (83) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY