Reklama

Koniec B2B jakie znamy. ZUS może zapukać po pieniądze, których nie wpłacałeś przez lata

Koniec B2B jakie znamy. ZUS może zapukać po pieniądze, których nie wpłacałeś przez lata
fot. Shutterstock / MAYA LAB
Wokół nowych uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy narosło wiele obaw i uproszczeń. Hasła takie jak: „PIP będzie zamieniać umowy B2B na etaty”, „każdy pracujący od 9 do 17 jest zagrożony” czy „przedsiębiorcy mają rok ochronny”, zdominowały dyskusję. Tymczasem rzeczywistość jest bardziej złożona.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Jak tłumaczy Radosław Rogalski, adwokat i partner w Kancelarii Czupajło Ciskowski & Partnerzy, zmiana nie uderza w samo B2B jako model współpracy, ale w sposób, w jaki państwo będzie mogło kontrolować, czy dana relacja nie jest w rzeczywistości ukrytym stosunkiem pracy.

Zmiany, które weszły w życie 8 lipca 2026 roku, wzmacniają kompetencje PIP w zakresie kontroli umów cywilnoprawnych i współpracy B2B. To uderza w czuły punkt polskiego rynku – według danych Eurostatu Polska jest w czołówce krajów UE pod względem liczby osób samozatrudnionych. Dla branż takich jak IT, marketing, doradztwo czy usługi profesjonalne, B2B to synonim elastyczności. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy nazwa umowy przestaje odpowiadać rzeczywistości.

Czy to naprawdę koniec umów B2B?

Dla wielu przedsiębiorców hasło o „końcu fikcyjnego B2B” zabrzmiało jak zapowiedź likwidacji samozatrudnienia. Eksperci uspokajają: to zbyt daleko idący wniosek.

Nowe przepisy nie oznaczają końca B2B. Nie zakazują samozatrudnienia ani współpracy między firmami. Zmieniają natomiast sposób, w jaki można zakwestionować te umowy, które w praktyce od początku miały cechy stosunku pracy – wyjaśnia Radosław Rogalski. Co istotne, sama definicja pracy pozostaje taka sama. – Nadal obowiązują te same kryteria: osobiste wykonywanie pracy, odpłatność, ciągłość, wykonywanie obowiązków w określonym miejscu i czasie oraz podporządkowanie kierownictwu. Nowością jest przede wszystkim to, że Inspekcja Pracy zyskała szybszą ścieżkę działania – dodaje ekspert.

Do tej pory inspektor, chcąc zmienić B2B na etat, musiał kierować sprawę do sądu. Po zmianach to Okręgowy Inspektor Pracy będzie mógł wydać taką decyzję w pierwszej kolejności.

Mit 1: „PIP z automatu zamieni B2B na etat”

To najczęstsza obawa, ale sam model B2B nie jest dla inspektorów problemem, o ile jest rzetelny. – Jeżeli przedsiębiorca współpracuje z kontraktorem, który samodzielnie organizuje swoją pracę, odpowiada za rezultat, ponosi ryzyko gospodarcze i świadczy usługę jako niezależny podmiot, to taka współpraca nadal pozostaje bezpieczna – tłumaczy Radosław Rogalski.

Ryzyko pojawia się, gdy kontraktor staje się „ukrytym pracownikiem”. Ekspert obrazuje to prostym przykładem: – Czym innym jest powiedzenie: potrzebuję określonego efektu do końca miesiąca, a czym innym: masz pracować od poniedziałku do piątku od 9 do 17, wykonywać polecenia przełożonego i być pod stałym nadzorem. Ta różnica jest kluczowa”.

Mit 2: „Praca w określonych godzinach to zawsze etat”

Samo ustalenie godzin dostępności nie oznacza automatycznie, że inspektor nakaże zatrudnienie na umowę o pracę. PIP ma obowiązek oceniać całość relacji, w tym zakres samodzielności i odpowiedzialności. Kluczowe pozostaje jednak podporządkowanie. – Jeżeli firma określa nie tylko co ma zostać wykonane, ale również dokładnie jak, kiedy i w jaki sposób, a następnie na bieżąco kontroluje realizację tych działań, coraz bardziej zbliżamy się do modelu pracowniczego – ostrzega Rogalski.

Mit 3: „Decyzja zapada natychmiast i jest ostateczna”

Nowe przepisy nie oznaczają braku drogi odwoławczej. – Postępowanie ma określoną procedurę. Najpierw strony mają możliwość przedstawienia swojego stanowiska. Dopiero później może dojść do wydania decyzji przez Okręgowego Inspektora Pracy. Co ważne, od takiej decyzji przysługuje odwołanie do sądu – wyjaśnia ekspert. Ostateczny werdykt wciąż więc należy do wymiaru sprawiedliwości.

Mit 4: „Przedsiębiorcy mają rok pełnej ochrony”

W przestrzeni publicznej mówi się o rocznym okresie przejściowym, ale to ułuda bezpieczeństwa. Radosław Rogalski zaznacza, że choć do 8 lipca 2027 r. dobrowolne przejście na etat (gdy relacja ma cechy stosunku pracy) może złagodzić odpowiedzialność za wykroczenia, to nie anuluje innych skutków. Chodzi przede wszystkim o potencjalne rozliczenia z ZUS oraz kwestie podatkowe, które nadal mogą być kontrolowane.

Największe zagrożenie? Finanse, a nie nowa umowa

To nie zmiana papierowej formy współpracy jest najgroźniejsza, ale jej konsekwencje finansowe. Jeśli relacja zostanie uznana za stosunek pracy, firma musi liczyć się z:

  • koniecznością opłacenia zaległych składek ZUS (nawet do 5 lat wstecz),
  • roszczeniami pracownika o nadgodziny czy zaległe urlopy,
  • konsekwencjami podatkowymi.

W praktyce właśnie te elementy mogą okazać się najbardziej dotkliwe – podkreśla Radosław Rogalski.

Jak uniknąć problemów?

Zdaniem eksperta, kluczem do spokoju nie jest unikanie tematu, ale audyt umów. – Największym błędem jest założenie, że skoro mamy podpisaną umowę B2B, to temat jest zamknięty. Liczy się przede wszystkim praktyka. Dokument powinien odpowiadać temu, jak rzeczywiście wygląda współpraca – mówi mecenas Rogalski.

Wielu przedsiębiorców już teraz decyduje się na profesjonalną analizę modeli współpracy. Taki audyt pozwala sprawdzić, czy firma jest gotowa na kontrolę i gdzie leżą ewentualne ryzyka. Według prawników z Kancelarii Czupajło Ciskowski & Partnerzy, koszt analizy jest zazwyczaj nieporównywalnie niższy niż straty wynikające z późniejszych sporów sądowych czy zaległości składkowych. Odpowiedzialne zarządzanie wymaga dziś, by sprawdzenie umów było standardem, a nie reakcją na kryzys.

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama