Reklama

Świetna technologia, ale co z tego? Dlaczego innowacyjne pomysły rozbijają się o korporacyjne realia

Świetna technologia, ale co z tego? Dlaczego innowacyjne pomysły rozbijają się o korporacyjne realia
grafika: Shutterstock / Anton Vierietin
Dzięki sztucznej inteligencji stworzenie pierwszego prototypu stało się prostsze niż kiedykolwiek. Jednak dla młodych firm prawdziwy egzamin dojrzałości zaczyna się w zupełnie innym miejscu – wtedy, gdy opadną emocje po prezentacji, a klient z korporacji zadaje pierwsze trudne pytania o wdrożenie.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Pierwsza połowa 2026 r. przyniosła spektakularny wynik na rodzimym rynku innowacji – polskie startupy pozyskały w tym czasie 4,6 mld zł (na ten rezultat największy wpływ miało rundy zebrane przez ElevenLabs i ICEYE na łączną kwotę 3,7 mld zł). To kwota przewyższająca wynik z całego 2025 r. Co więcej, inwestorzy bardzo chętnie wspierają projekty na wczesnym etapie rozwoju: w II kwartale aż 77 proc. rund inwestycyjnych trafiło do młodych zespołów, które są dopiero na etapie rozwijania pomysłu i budowania swojego pierwszego produktu.

Kapitał wysokiego ryzyka jest więc w grze, ale pozyskanie finansowania to zaledwie rozgrzewka. Prawdziwy test zaczyna się w momencie, w którym kończą się slajdy prezentacji, a startup staje przed kluczowym zadaniem: musi zaoferować produkt, za który klienci rzeczywiście zechcą zapłacić.

Dlaczego część projektów dynamicznie rośnie, a inne zatrzymują się wyłącznie na etapie zachwytu nad samą technologią?

Jak zauważa Jagna Pomorska, CEO firmy technologicznej Connected Realities i mentorka startupów, dziś bariera wejścia przy budowaniu pierwszych rozwiązań drastycznie spadła. Dzięki narzędziom sztucznej inteligencji można w krótkim czasie napisać aplikację, przeprowadzić analizę danych czy stworzyć pierwszą wersję produktu taniej i szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.

Ekspertka podkreśla jednak, że to wcale nie opracowanie technologii jest dziś głównym wyzwaniem foundera:

– Wyzwaniem jest przeprowadzenie firmy od pomysłu do realnie działającego i rozwijającego się biznesu. O sukcesie coraz częściej decydują umiejętność sprzedania technologii, uczenia się problemów klientów i dopasowania do rynku, aby przełożyć technologię na powtarzalny biznes – tłumaczy Jagna Pomorska.

Jej zdaniem przewagi rynkowej nie zdobywają wcale te zespoły, które najszybciej coś zaprogramują. Wygrywają ci, którzy najszybciej potrafią zrozumieć, co w praktyce działa, i umieją przełożyć technologię na powtarzalny model wdrożeniowy u kolejnych klientów. Pomorska opiera te obserwacje na wieloletnim doświadczeniu biznesowym – jako współzałożycielka Connected Realities projektuje i wdraża rozwiązania wirtualnej rzeczywistości (VR) odpowiadające na konkretne zapotrzebowanie biznesu, m.in. w logistyce i przemyśle, realizując projekty dla takich marek jak PZU, ID Logistics, Orange, Orlen czy Żabka.

Jagna Pomorska - ekspertka nowych technologii, CEO Conneted Realities.

Technologia to dopiero początek rozmowy z biznesem

Z punktu widzenia początkującego twórcy startupu innowacyjność bywa traktowana jako ostateczny argument sprzedażowy. Przedsiębiorcy nierzadko pokazują swoje rozwiązanie tak, jakby sam fakt jego nowoczesności gwarantował podpisanie kontraktu.

Z perspektywy dużej organizacji sprawa wygląda jednak zupełnie inaczej. Nowatorska technologia nie jest powodem do zakupu, a zaledwie punktem wyjścia do znacznie głębszej analizy.

Jagna Pomorska zwraca uwagę, że w relacjach między młodymi firmami a dużymi korporacjami obie strony nierzadko rozmijają się w dialogu. Startup skupia się na prezentowaniu możliwości: „Zobaczcie, co potrafi nasza technologia”. Z kolei duża firma patrzy na sprawę pragmatycznie i natychmiast pyta o konsekwencje operacyjne: „Dobrze, ale jak to zmieni nasz proces? Kto będzie z tego korzystał? Jak ograniczymy ryzyko? Jak zmierzymy efekt?”.

– Technologia jest dziś niezbędna, ale coraz rzadziej stanowi przewagę samą w sobie. Przewagą jest zdolność przeprowadzenia organizacji od demonstracji możliwości do realnej, powtarzalnej zmiany – wyjaśnia ekspertka.

Największe ryzyko zaczyna się po udanej prezentacji

Udane spotkanie i entuzjazm po stronie potencjalnego klienta potrafią uśpić czujność founderów. Pojawia się wtedy złudne przekonanie, że najtrudniejsza część zadania jest już wykonana. W rzeczywistości to dopiero pierwszy krok w długim procesie wdrożenia i finalizacji sprzedaży.

To właśnie po pokazie demo zachwyt nad innowacją musi zderzyć się z twardą, korporacyjną rzeczywistością. Klient zaczyna zadawać pytania o integrację z istniejącymi systemami IT, bezpieczeństwo danych, procedury, przygotowanie użytkowników, wsparcie techniczne oraz odpowiedzialność za finalny efekt.

– Z perspektywy foundera właśnie na tym etapie weryfikuje się, czy mamy do czynienia z produktem, czy tylko dobrze działającym rozwiązaniem technologicznym. Udane demo może otworzyć drzwi do organizacji, ale nie oznacza jeszcze, że klient jest gotowy zapłacić i wdrożyć technologię na większą skalę – zaznacza Jagna Pomorska.

Ekspertka przestrzega również przed pułapką, jaką bywa sam pilotaż. Projekt testowy nie może być celem samym w sobie. Powinien mieć od pierwszego dnia ściśle określony budżet, precyzyjne mierniki sukcesu, przypisanego właściciela biznesowego po stronie klienta oraz z góry zdefiniowaną decyzję, jaka zapadnie po jego zakończeniu. Jeżeli tych elementów zabraknie, nawet najbardziej udany test pozostanie wewnątrz korporacji jedynie technologiczną ciekawostką, zamiast stać się fundamentem powtarzalnego kontraktu i impulsem do rozwoju startupu.

Duża firma musi umieć obronić decyzję o zakupie technologii

Dojrzałe przedsiębiorstwa nie kupują rozwiązań technologicznych tylko z tego powodu, że pojawiła się rynkowa nowość. Każdy taki zakup musi zostać uzasadniony – organizacja musi być w stanie obronić decyzję biznesowo, operacyjnie oraz pod kątem obowiązujących regulacji.

Dla założyciela startupu kluczowe jest zrozumienie, że po drugiej stronie stołu nigdy nie siedzi jedna osoba, która podejmuje decyzję samodzielnie. W proces zakupowy zaangażowane są równolegle różne działy: biznes, IT, bezpieczeństwo, prawnicy, dział zakupów oraz użytkownicy końcowi. Każdy z tych zespołów patrzy na proponowany produkt przez pryzmat innych ryzyk i celów.

Nasza rozmówczyni tłumaczy, że w branży technologicznej łatwo ulec pokusie zakochania się w samym rozwiązaniu – niezależnie od tego, czy chodzi o zaawansowany model AI, aplikację VR, nowy algorytm czy unikalną funkcję. Taki zachwyt jest naturalny, ponieważ technologia jest namacalna i daje natychmiastowe poczucie postępu.

Jednak ostateczny werdykt zawsze wydaje rynek. Sprawdza on przede wszystkim to, czy startup potrafi rozwiązać konkretny problem klienta lepiej, szybciej, bezpieczniej lub taniej – i czy umie ten sam rezultat powtórzyć w kolejnych organizacjach. Jak podsumowuje mentorka, biznes zaczyna realnie rosnąć nie w momencie, gdy kod jest gotowy, ale wtedy, gdy uda się przekonać klienta do wdrożenia, dowieźć zakładany efekt i powielić ten model u następnych partnerów.

Technologia nie zastąpi zmiany po stronie organizacji

Choć technologia może znacznie przyspieszyć transformację, nigdy nie zastąpi samej decyzji, ułożenia procesów ani pracy z ludźmi.

Zjawisko to doskonale widać dziś na przykładzie projektów opartych na sztucznej inteligencji. W wielu przypadkach najpoważniejszą barierą nie jest wcale sam algorytm, lecz brak odpowiednich kompetencji wewnątrz organizacji, praca w zamkniętych silosach oraz naturalny opór pracowników przed zmianą dotychczasowych nawyków. W większych i bardziej dojrzałych strukturach do tej listy dochodzą także restrykcyjne wymogi formalno-prawne, kwestie bezpieczeństwa informacji, skala operacji oraz jednoznaczna odpowiedzialność za to, w jaki sposób narzędzie jest wykorzystywane.

– Największą szansę na zbudowanie trwałej przewagi konkurencyjnej mają dziś startupy, które potrafią mądrze połączyć technologię z procesami, kompetencjami i potrzebami ludzi w organizacjach. Dla foundera oznacza to konieczność patrzenia szerzej niż na sam produkt. Sukces startupu zaczyna się wtedy, gdy technologia przestaje być celem, a staje się narzędziem do rozwiązania konkretnego problemu i wywołania trwałej zmiany po stronie klienta – konkluduje Jagna Pomorska.

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama