Jak zrobić prezesa z naukowca

Agnieszka Jasińska-Kołodziej
Agnieszka Jasińska-Kołodziej, fot. materiały prasowe
Nauka może iść w parze z biznesem. Najpierw trzeba jednak zmienić obraz polskiej nauki. Z Agnieszką Jasińską-Kołodziej rozmawiał Cezary Szczepański.
ARTYKUŁ BEZPŁATNY

z miesięcznika „My Company Polska”, wydanie 11/2022 (86)

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Czy pani zdaniem naukowiec powinien stawiać na pogłębianie wiedzy, czy na sprzedaż swojego pomysłu?

Zdecydowanie powinien stawiać na rozwój nauki i siebie. Musi jednak wiedzieć, że ta nauka może stać się biznesem. W Polsce mimo upływu lat wciąż brakuje połączenia nauki i biznesu. A przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by świetny naukowiec mógł dobrze zarabiać! Pamiętajmy, że podstawą strategii największych światowych korporacji jest właśnie własność intelektualna.

Polscy naukowcy mają osiągnięcia w dziedzinie obniżania emisyjności czy nietypowego zagospodarowania odpadów. Tylko czy ich pomysły da się wykorzystać gdzieś indziej niż w laboratorium?

Tak, tylko oni muszą mieć wsparcie. Przykładowo, potrzebna jest osoba, która może ocenić potrzeby rynkowe oraz czy rozwiązania są „sprzedawalne”. Ponadto naukowcy powinni współpracować ze specjalistami od komercjalizacji, prawnikami od inwestycji czy rzecznikami patentowymi, którzy mogą sprawdzić, czy konkretne rozwiązanie już nie zostało opatentowane i nie ma sensu w nie brnąć. Naukowcy muszą pamiętać, że komercjalizacja pomysłu składa się z wielu etapów. Oczywiście – najważniejsze są prace badawczo-rozwojowe. My w Łukasiewiczu finansujemy w głównej mierze te projekty, które mają realną szansę na wdrożenia rynkowe. Jednym z pierwszych pytań, które zadajemy naukowcom, jest: „Czy masz już zidentyfikowanego przedsiębiorcę, który chciałby kupić twój pomysł?”.

I mają?

Zdecydowanie idziemy ku lepszemu. Przed powstaniem Łukasiewicza głównym celem instytutów, jeszcze wtedy badawczych, było prowadzenie prac badawczo-rozwojowych. Dziś ich obowiązkiem jest także komercjalizacja wyników tych prac. Staramy się zmienić ich perspektywę, by już na etapie planowania prac B+R naukowcy myśleli o kolejnym etapie, jakim jest komercjalizacja i planowali ten proces.

Dalej jest biznes?

Stworzenie strategii. Czy np. powinno się założyć spółkę? Dlatego w Łukasiewiczu są ludzie, którzy obserwują zespół i pomagają im w podjęciu decyzji. Komercjalizacja ma wiele odcieni i polskie prawo daje kapitał do rozważenia różnych ścieżek i strategii komercjalizacji. Naukowcy przecież nie muszą się na tym znać i tego od nich nie wymagamy. Uczymy ich, że to wszystko to praca zespołowa, a nie indywidualny projekt.

Tu chyba tkwi podstawowa różnica między startupami „garażowymi” a „naukowymi”. W tych pierwszych obok technologii musi być sprzedaż. Naukowcy często o tym nie myślą. Zorganizowaliście drugą edycję akceleratora – czy ich podejście z roku na rok się zmienia?

Tworząc akcelerator, od samego początku szukaliśmy zespołów, a nie indywidualnych osób. W takim zespole musi być ktoś, kto nie tylko zna się na technologii, ale i odpowiada za sprzedaż, marketing czy finanse. To wszystko są pracownicy naszych instytutów. Mamy z czego wybierać, bo zatrudniamy 8 tys. osób, z czego ponad 4,5 tys. pracowników naukowych. Naukowiec musi rozumieć, że jeśli jego pomysł chcemy komercjalizować, to potrzebuje on wsparcia.

Do tanga trzeba dwojga. Nie tylko naukowcy, ale i inwestorzy. Z tym bywa różnie, zwłaszcza jeśli chodzi o firmy, które mogą inwestować w innowacje. Polska jest w ogonie Europy, jeśli chodzi o innowacyjność biznesu…

Jest tak, że duże firmy budują własne centra R&D. Większość biznesów na to nie stać, a przecież każdy rozumie, że przyszłość leży w innowacjach. To my jako sieć Łukasiewicz chcemy stworzyć takie zaplecze, bo ośrodki naukowe świetnie się do tego nadają. Stworzyliśmy model, zgodnie z którym firmy mogą się do nas zgłosić z problemem i w 15 dni wracamy do nich albo z pomysłem i zespołem, który pomoże im go rozwiązać.

Jest zainteresowanie?

Oczywiście! Przychodzą do nas zarówno giganci, jak General Electric czy PKN Orlen, ale też i małe firmy rodzinne. Nie zawsze chodzi o wielkie, wielomilionowe projekty, czasem mowa o niewielkich rozwiązaniach, które sprawią, że problem przedsiębiorcy zostanie rozwiązany, a nauka wdrożona do gospodarki. Naszym hasłem jest „nauka pracująca dla biznesu”. Rozwiązujemy realne problemy biznesu.

Zupełnie inaczej jest chociażby w USA, gdzie uniwersytety współpracują z biznesem bardzo blisko. W Polsce to wyjątek, a nie reguła. Nie apeluję oczywiście o zmianę modelu finansowania szkolnictwa wyższego, ale być może czas na większe wsparcie w tym zakresie…

Nowoczesny biznes wymaga współpracy z nauką. Jeśli spojrzymy na rynek startupów, to mamy całe mnóstwo akceleratorów. Ile z nich łączy biznes z nauką? Tworząc nasz akcelerator, wzorowaliśmy się na najlepszych pomysłach ze świata.

Z jakim skutkiem?

Myślę, że z dobrym. Mamy już wiele skomercjalizowanych projektów. Przykładowo w ostatnich miesiącach podpisaliśmy umowę z firmą Farada Group, która będzie produkowała poduszkowiec na licencji Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa. To wielki sukces naszych naukowców! Pomysł pracowników Łukasiewicz ILOT zostanie wdrożony w życie, ale obok tego mamy wiele innych rozwiązań, które również pomagają firmom. Od momentu, kiedy powstała Sieć Badawcza Łukasiewicz, zidentyfikowaliśmy portfel własności intelektualnej naszych instytutów liczący ponad 2 tys. pozycji. Oczywiście są w nich bardzo duże projekty, jak również i skromniejsze rozwiązania. Zmieniliśmy też podejście naukowców, proponując im nowe warunki pracy – wynagrodzenia, które można zwiększyć przez zyski z komercjalizacji. To sprzyja ich zaangażowaniu.

Niedawno zakończyliście drugą edycję akceleratora, której podsumowaniem było Demo Day. Jak wygląda zainteresowanie inwestycjami w naukę nie tyle firm, co funduszy?

Bierzemy najciekawsze pomysły, organizujemy cały akcelerator uczący naukowców rozwoju biznesu i prezentujemy je funduszom. Mamy dobrą odpowiedź od inwestorów. Odwiedziło nas kilkadziesiąt osób z tego świata plus przedstawiciele firm prywatnych i publicznych poszukujący startupów. Dodatkowo gościliśmy przedstawicieli takich organizacji jak Europejska Agencja Kosmiczna. To pokazuje, że nasz pomysł ma sens.

Macie jakieś konkretne efekty tych rozmów?

Tak, inwestorzy rozmawiali ze startupami, ale oczywiście nie zamkniemy takiego projektu w kilka dni. Teraz pracujemy z naukowcami, by stworzyć z nimi spółki. Równolegle komercjalizujemy ich produkty, ale tak naprawdę to teraz czeka nas najcięższa praca. Mamy doświadczenia z poprzedniej edycji, dzięki której stworzyliśmy dwie spółki. Mam nadzieję, że teraz będzie ich więcej.

Będziecie rozwijać projekt akceleratora?

Oczywiście, w przyszłym roku będzie trzecia edycja! Postrzegam to również jako nasz sukces, bo możemy kontynuować ten projekt. Na pewno coś w nim poprawimy, bo przecież zawsze jest coś do poprawienia. Zachęcamy też inwestorów do zapoznania się z projektami, bo naprawdę jest w czym wybierać.

My Company Polska wydanie 11/2022 (86)

Więcej możesz przeczytać w 11/2022 (86) wydaniu miesięcznika „My Company Polska”.


Zamów w prenumeracie

ZOBACZ RÓWNIEŻ

POLECAMY