"Pole walki przeniosło się za orbitę". Relacja z kosmicznej rewolucji podczas Space Summit Shield w Stalowej Woli
Stalowa Wola, miejscowość, z bogatymi tradycjami Centralnego Okręgu Przemysłowego, przez dwa dni stała się tętniącym życiem centrum dyskusji o technologiach satelitarnych, rozwiązaniach podwójnego zastosowania (dual-use) oraz przyszłości młodego pokolenia polskich konstruktorów. To właśnie tu spotkali się przedstawiciele Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), eksperci wojskowi, twórcy innowacyjnych technologii, a także pełni pasji studenci z całej Polski, by wspólnie nakreślić nową orbitę dla polskiego ekosystemu space industry.
Zatrzymać drenaż mózgów. Misja "Space for Talents"
Ideę stojącą za organizacją tego pionierskiego wydarzenia na Podkarpaciu nakreślił podczas otwarcia Jacek Śledziński, Prezes Zarządu StARR, główny organizator Space Summit. Wyjaśnił, że konferencja to znacznie więcej niż zwykłe targi technologiczne – to strategiczny element szerszej wizji rozwoju regionu i kraju.
– Space for Talents to jest projekt, który realizujemy wspólnie z miastem Stalowa Wola i naszymi partnerami (...) wyłoniony przez Komisję Europejską do wdrażania modelu mającego na celu przeciwdziałać drenażowi mózgów – tłumaczył Jacek Śledziński. Zjawisko ucieczki młodych, wybitnych umysłów to jedno z największych wyzwań dla państw Europy Środkowej. Receptą na odwrócenie tego trendu ma być właśnie integracja zaawansowanej branży kosmicznej z tkanką miejską.
– My to robimy właśnie poprzez branżę kosmiczną, wdrażając ją do tkanki miejskiej i przyciągając tutaj osoby, które są zainteresowane tą tematyką, chcą się w niej rozwijać czy prowadzą biznesy. Dla nas na pewno jest to bardzo ważne – dodał prezes StARR. W wywiadzie z redakcją MyCompanyPolska.pl, Śledziński podkreślał również ogromną rolę networkingu:
– W branży kosmicznej nikt nie działa w próżni i takie spotkania są potrzebne po to, żeby nie tylko wymienić doświadczenia, ale też poznać ludzi, którzy pomogą nam pivotować nasze projekty i je rozwijać. (...) Chcieliśmy, żeby to było jak najbardziej interaktywne wydarzenie, dlatego też zaprojektowaliśmy pewne działania networkingowe, tak żeby dać przestrzeń do interakcji - podsumował Jacek Śledziński.
Nowy wyścig zbrojeń na orbicie. USA kontra Chiny i satelitarna dominacja
Space Summit Shield zaingerowała fascynująca prezentacja dotycząca globalnego wyścigu satelitarnego między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Krzysztof Kurdyła, specjalista w zakresie technologii kosmicznych i wojskowych z Fundacji Nauka Polonia szczegółowo zarysował architekturę współczesnego pola walki, które nieodwracalnie przeniosło się w kosmos.
Jak podkreślano podczas prelekcji, niska orbita okołoziemska (LEO) staje się najbardziej strategicznym zasobem XXI wieku. Rywalizacja napędzana jest przez amerykański system Starlink od SpaceX, który udowodnił swoje absolutnie krytyczne znaczenie militarne podczas konfliktu w Ukrainie, zapewniając nieprzerwaną łączność i przewagę taktyczną na polu bitwy. Chiny, świadome tej przewagi, choć pozostają w tyle (na 10 tys. satelitów amerykańskich Chiny posiadają 2 tys.) intensyfikują prace nad własnymi megakonstelacjami (takimi jak projekt GuoWang czy G60 Starlink), planując wyniesienie tysięcy satelitów, aby zdominować przestrzeń, kontrolować przepływ informacji i stworzyć system wczesnego ostrzegania na niespotykaną skalę. To wyścig o to, kto szybciej i taniej jest w stanie wynosić ładunki na orbitę za pomocą rakiet wielokrotnego użytku.
Prelegent wprost odniósł te globalne roszady do sytuacji bezpieczeństwa Polski. Ekspert stanowczo podkreślił, że przy błyskawicznie rosnącej liczbie satelitów i ryzyku łatwego ich zakłócenia bądź kinetycznego zniszczenia, Polska musi dysponować własnymi zasobami.
– Najważniejszą linią obrony każdej konstelacji satelitarnej, w tym tej, którą będzie budowało polskie wojsko, jest w pierwszej kolejności siła obrony – mówił ekspert. Podał przykład Niemiec: – Bundeswehra planuje budowę instalacji na około 100 satelitów. Ja osobiście uważam, że polskie wojsko powinno też mniej więcej do takiej liczby dążyć. Z tego powodu, że orbity zmierzają dzisiaj w bardzo burzliwe środowisko (...).
Ekspert pochwalił również plany budowy polskiego systemu obserwacji Ziemi "Argus":
– Uważam, że jest to najwyższy czas, żeby polskie wojsko zaczęło budować taki wzorowany na cybernetycznym, własny mały komponent sił zbrojnych. Ta dobitna diagnoza uświadomiła uczestnikom, że rozwijanie narodowych kompetencji kosmicznych to dziś kwestia racji stanu.

Podczas wydarzenia miałem przyjemność poprowadzić debatę na temat "Mam pomysł i co dalej?" Jak zbudować komercyjny sukces w Space Industry.
Moimi rozmówcami byli (od prawej): Michał Chwieduk, kierownik ESA BIC, Karol Kołacz z firmy Astronica i Konrad Kosecki z Akces NCBR.
Młodzi wizjonerzy z AGH. Łaziki, drony i rakiety
Siłą napędową polskiego sektora New Space są młodzi, ambitni inżynierowie. Stoisko koła naukowego AGH Space Systems z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie przeżywało na Space Summit prawdziwe oblężenie. Zespół studentów, który ma na swoim koncie liczne sukcesy w międzynarodowych zawodach (m.in. University Rover Challenge w USA), przyjechał do Stalowej Woli z imponującym zapleczem.
W rozmowie z redakcją Mycompanypolska.pl jeden ze studentów reprezentujących AGH Space Systems z dumą opowiadał o projektach koła:
– Nasz zespół zajmuje się szeroko pojętymi technologiami kosmicznymi: od łazików planetarnych, po sekcję rakiet, eksperymentów naukowych i balonowych. Przyjechaliśmy tutaj z częściami naszego łazika, czy też rakiety Turbulencja, oraz przywieźliśmy naszego drona, który należy do sekcji łazika, oraz eksperyment Gravity. Dla początkujących konstruktorów wydarzenia takie jak to w Stalowej Woli są bezcenną lekcją rynkowych realiów. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że możemy tu porozmawiać z ekspertami z branży i wymienić się doświadczeniami. Dla nas jako studentów, którzy dopiero wchodzą w przemysł kosmiczny czy lotniczy, to doświadczenie jest nieocenione – mówił Paweł Geras, AGH Space Systems.
Pytany o to, w jakich polskich spółkach widzi wzór do naśladowania i dowód na to, że w kraju nad Wisłą można budować globalny biznes kosmiczny, wymienił plejadę rynkowych gwiazd. – Jeśli chodzi o polskie firmy, to przede wszystkim przoduje tutaj Creotech oraz ICEYE. Do tego bardzo szybko rozwija się firma Scanway. Te trzy firmy są związane z technologiami satelitarnymi. Jeśli chodzi o technologie rakietowe, to ostatnio bardzo prężnie rozwija się startup Space Forest, który ze swoją rakietą Perun wykonuje loty suborbitalne (...). Możemy patrzeć bardzo optymistycznie, jest również krakowski startup Liftero, który wykonuje małe napędy do satelitów. Tych firm jest sporo, jest również PIAP Space - wymienia Paweł Geras.
Ta wyliczanka udowadnia, że rynek pracy dla absolwentów uczelni technicznych w Polsce jest już nie tylko marzeniem, ale realną perspektywą.
Z technikum na Wydział Lotnictwa. Pasja ponad barierami
Jednym z najbardziej inspirujących momentów imprezy było spotkanie z uczniami, reprezentującymi Polskie Towarzystwo Rakietowe (PTR). Uczniowie szkół średnich przyjechali z rakietą suborbitalną, skonstruowaną pod okiem ekspertów PTR, która zaskakuje nietypowymi rozwiązaniami.
– Nasz warsztat znajduje się w Gdyni. To rakieta zrobiona przez jednego z naszych członków. Jest dosyć nietypowa, ponieważ znajduje się w niej lampa, która rozświetla całą konstrukcję i można obserwować jej lot nawet w nocy. To daje bardzo spektakularny efekt wizualny – mówi Igor Kosiński.-
- Obecnie uczymy się w technikum o profilu turystycznym. Ale nie przeszkadza nam to w budowaniu rakiet po godzinach i snuciu planów na przyszłość. Chcielibyśmy razem iść na Politechnikę Warszawską, na Wydział Mechaniczny Energetyki i Lotnictwa (MEiL) – zadeklarował Adam Ciupa. Ich historia to doskonały dowód na to, że pasja jest w stanie przełamać każdą przeszkodę edukacyjną.
Kosmok. Razem można sięgnąć gwiazd
Głównym motorem komercyjnym sektora kosmicznego są jednak startupy. Gościem Space Summit była m.in. Łucja Rugor, founderka niezwykle obiecującego polskiego startupu Kosmok, który niejednokrotnie opisywaliśmy na naszych łamach. Opowiedziała o kulisach rozwijania własnego biznesu w branży, która nie wybacza błędów i wymaga ogromnych nakładów kapitałowych.
Zapytana o to, po co przyjechała na Podkarpacie, Łucja Rugor odpowiedziała bez wahania, stawiając na synergię i networking:
– W rzeczywistości kosmicznej przede wszystkim nie da się robić dużych projektów samodzielnie. Trzeba zebrać się w kilka firm i robić razem wielkie projekty. No i to jest główny cel, dla którego tu jesteśmy: pokazać, co potrafimy, pokazać, że robimy fajne rzeczy, mamy kompetencje w konkretnych dziedzinach i spróbować te partnerstwa nawiązać.
Wydarzenie to było również okazją do podzielenia się statusem zaawansowania projektu. Kosmok stoi aktualnie przed gigantycznym wyzwaniem, jakim jest wyniesienie sprzętu na orbitę i jego ewaluacja w docelowych warunkach (tzw. Flight Heritage).
– Teraz najważniejsze to pokazać docelowo hardware w kosmosie, bo to jest najważniejszy test, który nas czeka w najbliższej przyszłości. (...) Wciąż, żeby coś wysłać na orbitę, trzeba jednak mieć trochę kapitału i nad tym teraz pracujemy.
Czy data lotu jest już znana? Łucja Rugor zaraża optymizmem, odsłaniając jednocześnie specyfikę współczesnego rynku dostępu do przestrzeni kosmicznej:
– Wymarzona data startu, jeżeli wszystko pójdzie po naszej myśli, może być nawet w tym roku. Jest w tym dużo "jeśli", musi nam się udać kilka rzeczy. Natomiast jest to jak najbardziej realne. Teraz tak naprawdę już nie rozwija się projektów przez lata, tylko start można złapać "last minute" na za dwa miesiące, umieścić technologię w "bagażu" na rakiecie, bo nagle zwalnia się miejsce. Taka elastyczność wymaga bezwzględnej gotowości technologicznej i potężnej papierologii udowadniającej bezpieczeństwo ładunku - wyjaśnia Łucja Rugor.
Asynchronics. Wirtualne bliźniaki lekiem na kosmiczne opóźnienia
W gronie startupów, które budziły zainteresowanie inwestorów i funduszy, była firma Asynchronics. Startup ten zajmuje się rozwiązywaniem niezwykle kosztownego i powszechnego w branży problemu – opóźnień w dostawach fizycznych komponentów do satelitów.
Reprezentant Asynchronics dogłębnie wyjaśnił mechanikę swojego rewolucyjnego pomysłu: – Asynchronics to jest równo trzyletni startup, założony przeze mnie i przez Sergę, który zajmuje się symulacją systemów cyberfizycznych. (...) Specjalizujemy się w symulowaniu poszczególnych komponentów na platformie satelitarnej, tak zwanych "off the shelf", dostępnych z półki. W dużym uproszczeniu, na takie kluczowe podkomponenty jak na przykład PCDU, czeka się zawsze minimum dziewięć miesięcy - mówi Adam Chikha, cofounder Asynchronics.
Brak komponentów powoduje tzw. wąskie gardło – integracja sprzętu i walidacja oprogramowania pokładowego stają w miejscu. Asynchronics wdraża tu koncepcję "Digital Twins" (cyfrowych bliźniaków). – Zajmujemy się tworzeniem wirtualnych odwzorowań tych komponentów. Ze względu na długi czas oczekiwania, walidacja oprogramowania pokładowego jest niemożliwa albo utrudniona. Tracimy dziesiątki tysięcy euro w momencie, kiedy satelita nie jest jeszcze na orbicie i nie spełnia swojej misji. (...) Opóźnienia i błędy skutkują ogromnymi kosztami – tłumaczył twórca. Cyfrowe symulatory od Asynchronics pozwalają inżynierom pisać i testować kod na oprogramowaniu zachowującym się identycznie jak fizyczny sprzęt, oszczędzając czas i budżet - deklaruje.
Dla Asynchronics, udział w Space Summit w Stalowej Woli był niezwykle udany. Przedstawiciel firmy chwalił format spotkania:
– Poznajemy tu kompetencje polskiego sektora kosmicznego. Dodatkowo mamy możliwość rozmów z inwestorami, z funduszami, z przeróżnymi postaciami, które prężnie działają na rynku kosmicznym. Nie ma tych spotkań wiele, a na pewno w tak licznym gronie - podsumował cofounder Asynchronics.
Nowa era polskiego przemysłu kosmicznego
Space Summit w Stalowej Woli pokazuje, że Polska nie jest już tylko biernym obserwatorem kosmicznego wyścigu USA i Chin, ale aktywnym graczem, który potrafi wykreować solidne zaplecze kompetencyjne. Dzięki synergii między inicjatywami samorządowymi takimi jak StARR, a kreatywnością startupów i zespołów akademickich, drenaż mózgów przestaje być nieuniknionym wyrokiem.