Reklama

Kosmiczny mecz polskich miast. Kto wywalczy prestiżową siedzibę ESA?

kosmos
Gra o polski kosmos to walka o to, czy będziemy jedynie konsumentami zagranicznych technologii, czy ich twórcami. / fot. Shutterstock / Collagery
W kuluarach polskich magistratów toczy się właśnie gra o miliardy euro i technologiczną supremację, która na lata zdefiniuje nasz region. Choć dla postronnych „polski program kosmiczny” wciąż brzmi jak abstrakcja, walka Wrocławia, Krakowa i Łodzi o ulokowanie w Polsce nowego centrum ESA to prawdziwa bitwa o serce europejskiego bezpieczeństwa.

Zyskaj dostęp do bazy artykułów z „My Company Polska” Zamów teraz!

Reklama

Sektor „wannabe” czy realna potęga?

Jeszcze kilka dni temu w studiu Radia Wrocław padło określenie, które idealnie punktuje nasze narodowe kompleksy. Dziennikarz, rozmawiając z Aleksandrą Kadłubowską z ChallengeRocket (innowacyjna platforma HR-tech służąca do rekrutacji specjalistów IT oraz zarządzania talentami poprzez hackathony i konkursy umiejętności), użył sformułowania „sektor wannabe kosmiczny”.

Tomasz Florczak, CEO ChallengeRocket, wspomina to z uśmiechem – to po prostu naturalne skojarzenie kogoś, kto nie widzi efektów tej pracy na co dzień. Dopytuję więc, dlaczego spacetech traktujemy nadal jak egzotyczną ciekawostkę: – Bo dla ludzi brzmi to abstrakcyjnie – nie jest to coś namacalnego i nie zobaczą tego produktu. Efekty są często niewidoczne dla zwykłego odbiorcy – działają w tle, w B2B, infrastrukturze, obserwacji Ziemi czy bezpieczeństwie. I dlatego, że nie słychać o tym w mediach. Tymczasem mamy świetne firmy, które faktycznie "są w kosmosie", np.: Satrev tworzy nanosatelity bardzo niewielkich rozmiarów do specjalistycznych zastosowań, czy Scanway tworzący zaawansowaną optykę do obserwacji kosmicznych – tłumaczy Florczak.

Na dodatek twarde dane brutalnie weryfikują jakikolwiek sceptycyzm. Polski sektor kosmiczny to dziś ponad 500 podmiotów, które nie „marzą” o kosmosie, ale realnie w nim operują, a wiele z nich już współpracuje z Europejską Agencją Kosmiczną. To już nie jest nisza, ale rosnący ekosystem łączący technologie satelitarne i obserwację Ziemi. Firmy te budują przemysł wysokiej wartości dodanej, który staje się jednym z filarów nowoczesnej gospodarki. Aby zdjąć z sektora łatkę „wannabe”, ChallengeRocket wraz z partnerami tworzy właśnie centrum informacji online o space-tech i wodzie, które ma służyć jako materiał edukacyjny i inspiracja dla młodych talentów.

Wrocław wchodzi do gry: CASSINI i „Space for Water”

Zanim zapadną ostateczne decyzje dotyczące wielkiej polityki, Wrocław postanowił dowieść swojej wartości w praktyce. Miasto, reprezentowane przez Agencję Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej (ARAW) we współpracy z ChallengeRocket, wywalczyło rolę gospodarza prestiżowego wydarzenia CASSINI Space Hackathon. To ogromny sukces – stolica Dolnego Śląska znalazła się w elitarnym gronie zaledwie 10 europejskich miast wybranych przez Komisję Europejską.

W dniach 24–26 kwietnia we Wrocławiu odbędzie się wielkie starcie umysłów pod hasłem „Space for Water”. Zadaniem uczestników będzie wykorzystanie danych satelitarnych do lepszego zarządzania zasobami wody. Tomasz Florczak podkreśla, że wybór Wrocławia nie był dziełem przypadku – komisja z udziałem EUSPA surowo oceniała doświadczenie partnerów, plany promocji i zdolność organizacyjną. Wrocław chce wykorzystać tę szansę, by pokazać światu lokalne talenty oraz potężny potencjał sektora kosmicznego w kontekście wyścigu o siedzibę ESA.

Gra o tron (i o ESA)

W cieniu hackathonu toczy się jednak znacznie większa gra. Wrocław, Kraków i Łódź ubiegają się o ulokowanie w Polsce nowego Centrum ESA. To „wybory”, o których w mediach głównego nurtu mówi się mało, a które mogą zdefiniować pozycję regionów na dekady. Nie chodzi o kolejny biurowiec, ale o instytucję, wokół której wyrośnie potężny ekosystem. Nieoficjalnie w kuluarach szepcze się, że Warszawa nie jest już brana pod uwagę, co tylko zaostrza apetyty regionalnych liderów.

Magdalena Okulowska, prezes zarządu ARAW, tłumaczy: – Nie traktujemy tego jako rywalizacji w tradycyjnym sensie. Każde polskie miasto, które ubiega się o lokalizację Centrum ESA, wnosi wartość dla całego sektora. ESA, jako niezależna organizacja zrzeszająca 22 państwa, odpowiada za rozwój kluczowych kompetencji w obszarze technologii satelitarnych, naukowych i obronnych, a jej inwestycje generują długofalowe efekty gospodarcze.

Prezes zarządu ARAW dodaje jednak, że to właśnie Wrocław jest najlepiej przygotowany pod względem gotowej infrastruktury, silnego sektora prywatnego i synergii nauki z biznesem. Według niej, wygrana Wrocławia zagwarantuje najszybszy start Centrum i pełny rozwój lokalnego ekosystemu.

Geostrategia: Z kosmosu widać więcej

Stawka jest niezwykle wysoka, bo nowe centrum ESA ma mieć silny komponent bezpieczeństwa i technologii dual-use (podwójnego zastosowania).

W dobie niepokojów na kontynencie, hasło European Resilience from Space przestaje być sloganem, a staje się koniecznością. Jak mówi Tomasz Florczak: – Z kosmosu widać więcej, a jeśli nie widzimy, co się dzieje, nie możemy być bezpieczni. Kosmos to nie tylko rakiety, ale też dane, odporność infrastruktury, obserwacja zagrożeń, bezpieczeństwo i niezależność technologiczna Europy. ESA wprost wiąże planowane centrum w Polsce z inicjatywą European Resilience from Space, czyli budowaniem zdolności do dostarczania wiarygodnych, bezpiecznych i szybkich informacji w sytuacjach kryzysowych.

Lokalizacja ESA w Polsce to potężny impuls gospodarczy. Magdalena Okulowska wylicza konkretne korzyści: – Miejsca pracy dla inżynierów, specjalistów IT i ekspertów od systemów satelitarnych. Powstanie tzw. efekt kaskadowy, na którym zyskają polscy liderzy tacy jak Scanway (zaawansowana optyka), ale także Thorium Space, Extremo Technologies czy TerraEye z Wrocławia i inni wspaniali gracze z całej Polski. Firmy już teraz współpracują z ESA, a fizyczna obecność agencji w kraju otworzy im drzwi do jeszcze większych kontraktów. Centrum pozwoliłoby uczelniom tworzyć nowe kierunki studiów ściśle powiązane z projektami agencji.

Tomasz Florczak dodaje, że chodzi również o napływ nowych projektów B+R, większą ilość międzynarodowych zespołów oraz silniejszy dostęp lokalnych firm i uczelni do programów i kontraktów European Space Agency. – Dodatkowo wprost mówi się też o rozwoju technologii związanych z bezpieczeństwem kosmicznym oraz rozwiązaniami cywilno-wojskowymi, które mogłyby być tutaj rozwijane – wyjaśnia nasz rozmówca.

Strategiczny trójkąt przyszłości

Wrocław nie gra tylko lokalnie. Miasto pozycjonuje się w strategicznym „Trójkącie Kosmicznych Innowacji” (Wrocław–Drezno–Praga). To położenie gwarantuje łatwy dostęp do europejskich partnerstw i rynków kompetencji. Stolica Dolnego Śląska dysponuje już kompletnym zapleczem akademickim, prowadząc badania nad komunikacją satelitarną, telemetrią, a nawet innowacyjnymi technologiami księżycowymi.

Gra o polski kosmos to tak naprawdę walka o to, czy będziemy jedynie konsumentami zagranicznych technologii, czy ich twórcami. Jak podsumowuje Magdalena Okulowska, niezależnie od finalnej decyzji ESA, Polska jako kraj już teraz wygrywa. Jednak to Wrocław, poprzez pełny ekosystem naukowo-biznesowy, infrastrukturę i wydarzenia takie jak CASSINI Hackathon, chce dowieść, że jest jedynym miejscem, gdzie ten kosmiczny potencjał zostanie w pełni skonsumowany. Na naszych oczach „wannabe” zamienia się w „powerplayer”, a niebo nad Polską zaczyna wyglądać już zupełnie inaczej.

Reklama

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Reklama
Reklama